Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co chyba rzadko poruszamy wprost. Robiłam rozkład dla koleżanki i przy okazji wyszło, że pyta o swoje dziecko - ma może osiem lat. Zastanowiłam się, czy w ogóle powinnam była to robić. Z jednej strony karty to tylko symbol, z drugiej - czy dziecko może być w ogóle świadomym uczestnikiem takiej sesji? Wy jak to widzicie? Czy robiliście kiedyś rozkłady dla dzieci albo o dzieciach?
To jest naprawdę ciekawe pytanie bo rozróżniłabym dwie rzeczy: rozkład dla dziecka, czyli z jego udziałem, i rozkład o dziecku, gdzie pyta rodzic. To są moim zdaniem zupełnie różne sytuacje etycznie. Pierwsze budzi moje wątpliwości, drugie - mniej, bo rodzice stale podejmują decyzje za dzieci. Ale co myślisz, czy ta koleżanka pytała w imieniu dziecka, czy dziecko samo chciało? 🙂
Muszę powiedzieć, że pracuję z energią od dawna i mój stosunek do wróżenia dzieciom jest dość jednoznaczny - dzieci mają wyjątkowo otwarte pole energetyczne, są bardzo podatne na sugestię. Jeśli powiesz ośmiolatkowi, że karta mówi coś trudnego o jego przyszłości, to może wsiąknąć głębiej niż u dorosłego. Nie chodzi mi tylko o psychologię, ale też o to, jak pracuje ich energia.
hmm, Zatrzymałabym się chwilę przy tym, co powiedziała Pucharka57, bo to ważny punkt. W różnych tradycjach - astrologicznych, kabalistycznych - rzeczywiście istniały praktyki tworzenia horoskopów czy wróżb dla dzieci, ale zawsze robił to ktoś dorosły i interpretacja była zarezerwowana dla rodziców lub opiekunów, nie dla dziecka. Dziecko nie uczestniczyło bezpośrednio. Myślę, że ta granica jest kluczowa.
No właśnie,ale skoro już mówimy o tej granicy - to od jakiego wieku dziecko mogłoby uczestniczyć, gdybyśmy mieli to jakoś określić? Macie jakiś własny punkt odniesienia? Bo rozumiem, że pięciolatek to co innego niż czternastolatek.
Moim zdaniem dwanaście lat to taki naturalny próg, bo numerologicznie to rok przejścia - trzy cykle po cztery lata. Dziecko zaczyna budować własną tożsamość liczbową, jeśli tak można to ująć. Wcześniej energetycznie jeszcze nie jest gotowe na odbiór takich informacji.
Przepraszam, może to głupie pytanie, ale - a co jeśli dziecko samo pyta o karty? Moja bratanica ma dziesięć lat i ją strasznie ciągnie do tarota, ogląda moje talie, pyta co znaczą obrazki. Czy to już jest sygnał, że mogę jej pokazać chociaż podstawy?
Słuchajcie, wtrącę się, bo czytam tę dyskusję i mam wrażenie, że mieszamy dwie rzeczy. Edukowanie dziecka o symbolice - nie ma nic złego. Sam znam ludzi, którzy tę drogę zaczęli właśnie od ciekawości w dzieciństwie. Problem zaczyna się, gdy wróżenie staje się czymś, co buduje przekonania o determinizmie. Dziecku można powiedzieć "ta karta oznacza zmiany", ale zupełnie inaczej działa to na dziesięciolatka niż na dorosłego.
A ja mam pytanie z innej strony - czy ktoś z was miał sytuację,że rodzic prosił o rozkład dla dziecka, bo był w konflikcie z tym dzieckiem albo chciał "sprawdzić" co dziecko myśli? Bo mi się wydaje że to jeszcze bardziej etycznie skomplikowane.
To jest świetne pytanie i szczerze - tak, miałam raz taką sytuację. Matka prosila o rozkład dotyczący nastoletniego syna i po kilku minutach rozmowy było jasne, że chce uzyskać informacje, które pomogą jej kontrolować dziecko. Odmówiłam. Nie dlatego, że tarota nie wolno używać w takich kontekstach w ogole ale dlatego, że intencja była po prostu zła.
Och, to musi być trudna sytuacja, odmówić komuś, kto przyszedł po pomoc. Ale mam pytanie - jak ty to rozpoznajesz? Skąd wiesz, że ktoś ma złą intencję, a nie po prostu jest zdesperowanym rodzicem?
Wracając do tego, co mówił Cyprian_S wcześniej - nie chodziło mi o to, że tradycje widziały dzieci jako słabsze. Wręcz przeciwnie, właśnie dlatego, że ich energia jest bardziej otwarta i nieukształtowana, informacje z rozkładu mogą działać jak samonapełniająca się przepowiednia. Dorosły filtruje, dziecko często bierze dosłownie.
Myślę że Florka ma rację i to jest sedno całej tej dyskusji. Pytanie "od jakiego wieku" jest wtórne wobec pytania "jak to robić". Znam dorosłych, którzy po jednym źle poprowadzonym odczycie latami mieli problem z decyzjami. Dziecko to tylko bardziej wyrazisty przykład ogólnego problemu odpowiedzialności wróżbity.
A czy ktoś w ogóle rozmawiał z dziećmi o tym, co one same myślą o kartach? Bo my tu rozmawiamy o dzieciach, ale bez dzieci. Mam wrażenie, że trochę za bardzo decydujemy za nich. 😛
Właśnie, zgoda - to słowo klucz. Ale czy dziecko w wieku ośmiu czy dziewięciu lat moze udzielić świadomej zgody na coś, czego konsekwencji nie rozumie? Pytam szczerze, bo sama mam siostrzenicę w tym wieku i nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby jej proponować jakikolwiek odczyt, ale teraz zaczynam się zastanawiać, skąd właściwie ta granica.
Wracając do granicy wieku - wydaje mi się, że pomijamy jeden wymiar. Trzynasty rok to w wielu tradycjach próg inicjacyjny, w judaizmie bar micwa, w wielu kulturach pierwotnych rytuały przejścia. To nie jest przypadkowe. Może ta liczba ma głębsze znaczenie niż tylko prawne regulacje?
Czytam tę dyskusję i mam wrażenie, że wracamy cały czas do punktu wyjścia. Może pytanie nie brzmi "od jakiego wieku", tylko "w jakiej sytuacji i z kim". Bratanica Albitki, która pyta o obrazki na kartach, i dziecko, któremu rodzic robi rozkład dotyczący jego przyszłości szkolnej - to są dwie różne sytuacje, niemal nieporównywalne. I żadna skala wiekowa tego nie rozdzieli lepiej niż kontekst.
