Czytam tę rozmowę i mam jedno konkretne pytanie do Eugenki albo Filomeny - bo pracuję z kartami jakiś czas i nadal zdarza mi się, że przy niektórych kartach czuję coś bardzo silnego ale nie umiem powiedzieć czy to moja intuicja 'woła' czy po prostu lęk przed konkretnym obrazem, który gdzieś zaszczepiono. Jak to w praktyce odróżnić, kiedy sie to zna, kiedy się 'wie' że to jedno albo drugie?
Apolonia, to jest naprawde kluczowe pytanie i mysle, ze tu jest jakies nieporozumienie co do tego, czym karty sa. One nie daja odpowiedzi. Daja material do pracy. Decyzja i tak jest twoja.
No ale jak to połączyć z tym, co mówiłyście wcześniej o chronicznym lęku? Jeśli ktoś ma wysokie tło lękowe, to to 'drżenie' przy karcie może być właśnie lękiem, nie intuicją. I co wtedy?
Próbuję to sobie wpisać w moje notatki z rozkładów i widzę pewien problem. Anastazja mówi o odczuciu po odłożeniu ręki, Eugenka wcześniej mówiła o tym, czy odczucie narasta przy skupieniu. Czy te dwa testy nie są ze sobą sprzeczne?
Ale w praktyce przy rozkładzie mam kilkanaście kart i nie mogę przy każdej robić testów przez minutę. Jak to w ogóle wygląda kiedy czytasz normalny rozkład, nie ćwiczebny? Czy te wszystkie techniki schodzą w jakiś automatyzm?
Tak, i to jest dokładnie to, o co chodzi. Po latach te rzeczy przestają być technikami, a stają się po prostu tym, jak siedzisz przy kartach. Ale na początku to jest świadoma praca i nie ma sensu udawać, że jest inaczej.
To co mówi Gabrysieńka jest ważne. Stałe odczucie przy konkretnej karcie nie wyklucza intuicji - ono może być wyrazem głębokiego rozpoznania tej karty. Problem jest wtedy, kiedy to odczucie nie reaguje wogóle na kontekst rozkładu ani na pytanie osoby pytającej. Wtedy jest szansa, że to skojarzenie odcina dostęp do głębszego czytania.
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam takie proste pytanie, bo trochę gubię wątek - wróćmy do tego, od czego zaczęła Julitka. Czy jest jakiś konkretny rozkład, który pomaga właśnie rozwijać tę intuicję? Bo cała ta dyskusja jest piękna, ale tytułowe pytanie wciąż mnie interesuje.
właśnie dlatego ta karta jest ostatnia. Do tego momentu masz już dwa odczucia - mentalne i cielesne - i trzecia karta wchodzi w dialog z nimi, nie samodzielnie. Jeśli jest z nimi spójna, potwierdza. Jesli jest napięciu z nimi, to samo napięcie jest informacją. I tu wracamy do początku wątku - to napięcie właśnie jest miejscem, gdzie intuicja i lęk zderzają się i trzeba je rozróżnić.
Chcę się tu wtrącić, bo mam wrażenie, że ten rozkład trzech kart, który opisała Eugenka, zakłada, że umysł, ciało i głębsze ja są rozdzielone. A jeśli ktoś ma problem właśnie z tym, że nie czuje tej różnicy? Bo ja szczerze - nie wiem, co we mnie 'mówi ciało', a co 'mówi głowa'.
Szczerze? Przez medytację ciała, ale nie klasyczną - bardziej przez skanowanie przed rozkładem. Zaczęłam od prostego: zanim wyciągnę kartę, zamykam oczy i sprawdzam jedno konkretne miejsce w ciele, zwykle splot słoneczny, czy jest napięte czy nie. To był mój punkt startowy. Z czasem zaczęłam to czuć przy samych kartach.
O, to jest bardzo konkretne. Ale mam pytanie - czy nie ma ryzyka, że to 'sprawdzanie splotu słonecznego' też staje się automatyzmem i zamiast faktycznie czuć, po prostu odgrywasz rytuał sprawdzania?
trafiłaś w coś ważnego. I myślę, że właśnie po to jest ten rozkład, o którym mówiła Eugenka - żeby mieć kilka punktów kontrolnych zamiast jednego. Jeśli jeden staje się mechaniczny, inne jeszcze mogą być żywe. Chociaż... szczerze, pewnie każdy z nich też może stać się automatyzmem w końcu.
Właśnie o to mi chodziło wcześniej z tym kondycjonowaniem. I nie twierdzę że to złe - twierdzę, że warto to wiedzieć. Automatyzm nie musi byc wadą ale nazywanie go intuicją może prowadzić do nadmiernej pewności w odczycie. a przy kartach nadmierna pewność jest chyba większym problemem niż brak techniki.
