Mam do was pytanie, bo siedzę nad tym od dłuższego czasu i nie wiem jak to ugryźć. Chodzi o rozkład, który robię sobie i mojej nauczycielce - no, nie jej konkretnie, ale w kontekście naszej relacji i nauki. My mamy zupełnie inne podejście do ścieżki. Ona idzie bardzo ascetycznie, zero skrótów, zero intuicji bez podstaw teoretycznych, wszystko według systemu. Ja czuję, że muszę działać bardziej z wnętrza, bo inaczej karty dla mnie nic nie znaczą. Wyciągnęłam w rozkładzie na to pytanie między innymi Hierofanta i Kapłankę naraz - i nie wiem co z tym zrobić. Ktoś miał podobny układ przy pytaniu o relację mistrz-uczeń?
Hierofant i Kapłanka naraz to chyba dwa bieguny tej samej energii, nie? Hierofant to ten system, tradycja, reguły. Kapłanka to wiedza wewnętrzna, ta cicha. Jakby karty ci mówiły, że jedno i drugie jest na swoim miejscu, tylko ty stoisz pośrodku i nie wiesz, na ktore popatrzeć. Ale zanim cokolwiek powiem więcej - jakie były pozostałe pozycje? Bo bez kontekstu rozkładu to trochę wróżenie z fusów.
Hej, a co miałaś na samym centrum rozkładu? To dla mnie zawsze kluczowa pozycja przy pytaniach o relacje. Pytam bo Sąd na pozycji "co jest przed tobą" brzmi dla mnie raczej pozytywnie - jakby ta ścieżka, mimo że trudna, prowadziła do czegoś ważnego. Ale mogę się mylić, jeszcze się uczę.
Kapłanka pod spodem to bardzo silny sygnał, że twoja własna intuicja jest fundamentem całej tej sytuacji, nawet jeśli jest niewidoczna na powierzchni. Hierofant przekraczający to ten zewnętrzny system, który ci coś blokuje albo z którym jesteś w napięciu. Przy Sądzie przed tobą powiedziałabym, że karty wskazują na konieczność pełnego przebudzenia - możliwe, że ta relacja mistrz-uczeń musi się zasadniczo zmienić, żebyś mogła przejść dalej
To co opisujesz - że metoda jest dobra ale przy niej nie rośniesz - to brzmi jak coś, przez co przechodziłam. Miałam nauczyciela, który wiedział swoje, ale jego rytm kompletnie nie był moim rytmem. Karty mi to też kiedyś pokazały, tylko inaczej. Mam pytanie: a co wyszło na pozycji "nadzieje i obawy"? Bo to często najbardziej szczere miejsce w keltskim krzyżu.
Pustelnik na nadziejach i obawach przy pytaniu o relację mistrz-uczeń to chyba jasny sygnał, że gdzieś w środku wiesz, że musisz iść sama. Przynajmniej przez jakiś czas. Ja bym to odczytała tak, że ta nauczycielka zrobiła swoje i teraz pora na twoją własną ścieżkę. Czasem mistrz jest potrzebny tylko do pewnego etapu.
A ja mam pytanie do was obu - bo spieracie się o Pustelnika, ale żadne z was nie zapytało o to, co było na pozycji "wynik końcowy". Bez tego cały rozkład wisi w powietrzu. Co tam wyszło?
Cesarzowa jako wynik przy pytaniu o ścieżkę mistrzowską... to ciekawe. Może to nie chodzi o samą metodę nauki, tylko o to żeby ta wiedza zaczęła w tobie żyć i rodzić owoce? Nie wiem czy to trafne, ale pierwsze skojarzenie jakie mi przyszło to że ta ścieżka ma zakwitnąć, a nie byc tylko teoria.
Cesarzowa na wyniku końcowym przy takim układzie jak opisujesz - Kapłanka w fundamencie, Sąd przed tobą - dla mnie to mówi o tym, że przebudzenie, do którego zmierzasz, ma być twórcze i wcielone. Nie czysto intelektualne. I może właśnie dlatego twoja nauczycielka, choć mądra, jest dla ciebie za sucha - bo twoja ścieżka wymaga czegoś więcej niż systemu.
Zgadzam się z kierunkiem, ale chciałbym zapytać - bo nikt jeszcze tego nie poruszył - jakie karty były na pozycjach czwartej i piątej, czyli "co jest za tobą" i "co jest możliwe"? Przy rozkładzie dotyczącym ścieżki te dwie pozycje często pokazują skąd ta różnica podejść wogóle się wzięła.
Kochanek za tobą to moim zdaniem klucz do całego pytania. Kiedys podjełaś jakiś ważny wybur - może wtedy gdy zaczełaś tą drogę albo gdy wybrałas tę nauczycielkę - i teraz Gwiazda mówi że masz z czego się orientować. Nie jesteś zgubiona, masz swój kompas. Może dlatego ten konflikt z jej metodą cię nie niszczy, tylko irytuje.
To napięcie twórcze - tak to chyba najlepiej można nazwać. Nie czuję że ta relacja mnie niszczy, raczej że mnie... tarze. Jak kamień w tumblerce. Ale mam wrażenie, że jej metoda zakłada, że ja powinnam się dostosować do jej rytmu, a nie szukać swojego. I właśnie tu zaczyna się mój problem z całym tym rozkładem - bo karty zdają się mówić coś zupełnie innego niż ona.
A jak ona sama mówi o swojej metodzie? Czy to jest coś sformalizowanego, jakaś konkretna tradycja, czy raczej jej własne podejście wypracowane latami? Bo to zmienia znaczenie Hierofanta na pozycji "co przekracza" - czy on reprezentuje konkretny system, czy osobę?
Ale właśnie - czy przy rozkładzie na takie pytanie powinno się wcześniej ustalać co dana karta ma symbolizować? Zawsze myślałam, że to karty same mówią co chcą, niekoniecznie to co my chcemy żeby mówiły. 😉
Wracając do tego co powiedziałaś o "taraniu jak kamień w tumblerce" - to ważny obraz. Ale mam pytanie: czy to tarcie pochodzi od jej metody jako takiej, czy od tempa które ona narzuca? Bo to dwie różne rzeczy i karty mogą je pokazywać różnie.
Właśnie dlatego Kochanek za tobą ma sens - bo ten wybor stylu został już dokonany dawno temu, to część ciebie. Nie da się z tego wyjść bez utraty czegoś ważnego. Cesarzowa na końcu potwierdza że ta twórczość, ta nielinearnośc, jest twoją siłą, nie slaboscia.
Ale żeby połączyc dwa porządki to musisz je oba znać, nie? Pytanie jest czy ona jest gotova dać ci tyle czasu żebyś poznała jej system, zanim zaczniesz robić z nim co chcesz.
Latami to normalne przy ścieżce inicjacyjnej. Naprawdę. Pustelnik na nadziejach i obaawch może właśnie o tym mówić - że boisz się że to potrwa za długo, że zostaniesz z jej metodą zamiast ze swoją. To uzasadniona obawa.
Hej śledziłam od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie, bo coś mnie tu zastanawia. Powiedziałaś że jej metoda jest ceremonialna i porządkowa. Ale czy ona w ogóle wie jak ty pracujesz? Czy ten konflikt jest otwarty, czy raczej wewnętrzny i karty są pierwszym miejscem gdzie go artykułujesz?
A czy karty cokolwiek mówiły o komunikacji między wami? Zastanawiam się czy w keltskim krzyżu nie ma jakiejś pozycji która by na to wskazywała. Bo rozkład brzmi jakby pokazywał wewnętrzny pejzaż, ale nie dynamikę relacji wprost.
Hej wracając do tego co Wiciol rzucił na końcu - ze Gwiazda wyszła po Kochanku z odwróceniem albo coś w tym stylu. Zawilec,możesz przypomnieć jak dokładnie wyglądał układ tych kart? Bo ja gubię się już trochę w tym co gdzie było.
Okej,pokrótce: Kochanek na pozycji tego co minęło, Hierofant jako przeszkoda, Pustelnik na nadziejach i obawach, Gwiazda jako to co możliwe, Cesarzowa jako wynik. Plus Wieża gdzieś w środku, chyba na pozycji tego co nad pytaniem. Gwiazda nie była odwrócona, ale leżała w cieniu tej Wieży właśnie.
To zmienia odczytanie mocno. Gwiazda w cieniu Wieży to nie jest "spokojnie, wszystko się ułoży" - to jest nadzieja,która wyłania się po rozpadzie czegoś. Pytanie jest: co musi się rozpaść? Relacja z mistrzynią, metoda, czy jakieś przekonanie o sobie?
Ale poczekajcie - mamy Wieżę jako to co "nad pytaniem", czyli jakiś nadrzędny kontekst, tak? To chyba nie znaczy że Wieża musi się wydarzyć tylko że jest tłem całej sytuacji? Nie chcę żeby Zawilec się niepotrzebnie nastraszała.
Szczerze to jak to teraz czytam, to właśnie tak to czuję. Że ta relacja od początku miała w sobie coś nietrwałego. Nie złego, ale... nie do utrzymania w obecnej formie. Może dlatego karty nie pokazały prostej ścieżki naprzód.
To mnie zastanawia - czy zadałaś kartom pytanie o relację, czy o własną ścieżkę? Bo to brzmi jakbyś pytała o jedno, a karty odpowiedziały na drugie. Albo obie te rzeczy są tak splątane, że nie da się ich rozdzielić.
To jest klasyczny błąd przy keltskim krzyżu - pytanie za szerokie sprawia że karty odpowiadają na wszystko po trochu i żadna pozycja nie gra czysto. Przy takich dwuczęściowych pytaniach lepiej robić dwa osobne rozkłady, naprawdę.
