Czytam tę rozmowę i mam pytanie które gdzieś umknęło - co tak naprawdę wyszło w tym rozkładzie? Halineczka opisywała swoją koleżankę sceptyczkę, ale chyba nigdy nie powiedziała co karty pokazały. Czy to nie jest ważne dla całej dyskusji?
Kapłanka odwrócona na wewnętrznej postawie u sceptyka to akurat bardzo spójne. Ta karta może pokazywać odcięcie od intuicji, zamknięcie na wiedzę, której się nie rozumie. To nie jest "zbyt ogólne" - to jest dość precyzyjne jeśli wiesz co szukasz. Tylko że sceptykowi tego nie powiesz, bo uzna że dopasowujesz.
Właśnie - i Koło Fortuny na wyjściu przy Pięć Monet na teraz to nie jest zła kombinacja. To sugeruje zmianę cyklu, wyjście z trudnego okresu. Koleżanka śmiała się, ale czy jej życie akurat stało w miejscu? Bo jeśli była w jakimś dołku, to te karty były całkiem na miejscu.
To jest klasyczny mechanizm - sceptyk użyje argumentu że każda karta pasuje do każdego, bo każdy ma jakieś problemy. I technicznie mają trochę racji. Ale pytanie jest inne - czy te konkretne katry, w tej konkretnej kolejności, powiedziały coś co ty jako czytający odebrałaś jako spójne? Bo jeśli tak, to koleżanki reakcja nie zmienia tej spójności. 🙂
Czekaj, Zbyszku, bo to jest ciekawy punkt. Czy ty mówisz ze problem weryfikowalnosci dotyczy wszystkich wróżbiarskich systemow jednakowo? Bo to by zmieniało całe pytanie z tytułu wątuk - nie "czy tarot działa dla sceptyka" ale "czy jakikolwiek system wróżbiarski może być wiarygodny dla kogoś kto wymaga dowodów". 🙂
Właśnie to miałam na myśli wcześniej pytając Halineczkę co chce z tym zrobić. Bo jeśli koleżanka cokolwiek przemyślała po tym rozkładzie - choćby przez chwilę - to może to "zadziałało", tylko nie w sposób który można pokazać palcem.
Mam takie wrażenie że ta dyskusja dotknęła czegoś ważniejszego - czy tarot wymaga wiary żeby coś dać? Bo jeśli Rasphul ma rację, że działa trochę jak lustro, to wiara jest może pomocna, ale nie konieczna. 😀
Myślę że zabieram z tej rozmowy właśnie to - że mój błąd nie był w tym że zrobiłam rozkład dla sceptyczki, tylko że jej reakcja stała się dla mnie ważniejsza niż to co sama zobaczyłam w kartach. I to jest coś nad czym faktycznie chcę popracować, nie tylko w tarocie.
To co napisałaś na końcu, Halineczko, jest chyba najważniejszą rzeczą w całym tym wątku. Reakcja sceptyczki stała się ważniejsza niż to co sama zobaczyłaś w kartach. I teraz pytanie do ciebie - czy to jest wzorzec który powtarza się szerzej? Bo jeśli tak, to może nie chodzi o tarota wogole.
Zgadzam się z Perzyną ale chciałbym dodać jeden wymiar. Halineczka napisała wcześniej że robienie czegoś "dobrze" kończy się obsesja. I teraz widzę wyraźnie że ta obsesja przeniosła się na reakcję koleżanki - jakby jej potwierdzenie stało się dowodem że zrobiła rozkład "dobrze". czy to nie jest właśnie ten mechanizm który opisywałaś?
ale chwila - czy każda osoba która ćwiczy jakikolwiek system wróżbiarski nie szuka trochę potwierdzenia że "działa"? To jest chyba naturalne, szczególnie kiedy uczysz się czegoś co jest z definicji subiektywne. Pytanie czy ta potrzeba potwierdzenia dyskwalifikuje cię jako czytającą.
To co opisujesz przy Kapłance - ten flash - to jest właśnie to. Intuicja zadziałała, a potem umysł zaczął szukać zewnętrznego potwierdzenia i wszystko przepadło. Czy zapisałaś gdzieś co wtedy poczułaś, zanim koleżanka zareagowała?
To jest bardzo ważna lekcja praktyczna, niezależnie od całej reszty tej dyskusji - zapisuj pierwsze wrażenie zanim zaczniesz mówić. Sekundę po tym jak sięgniesz po kartę. Nie interpretację, tylko to pierwsze słowo albo obraz. Koleżanka sceptyczna czy nie, to zmienia jakość czytania.
Dobra, ale ja mam inne pytanie do tej całej sytuacji. Halineczka robiła rozkład dla sceptyczki, wiedząc że to sceptyczka. dlaczego w ogóle się zgodziła na takie warunki? Bo coś mi mówi że był jakiś powód dla którego chciała to zrobić właśnie dla tej osoby.
ojej, I tu wracamy do pytania z tytułu wątku, tylko od innej strony. Czy tarot działa dla sceptyka - ale też: czy czytający może być obiektywny kiedy chce kogoś przekonać? To są dwa różne problemy i moim zdaniem drugi jest trudniejszy do rozwiązania.
To jest jeden z powodów dla których część czytających w ogóle odmawia robienia rozkładów "na pokaz" albo w warunkach gdzie ktoś testuje system. Nie dlatego że się boją wyniku, ale dlatego że ta dynamika zmienia samą sesję. Halineczka weszła w tryb dowodzenia, nie czytania.
Ale czy w takim razie da sie w ogóle poprawnie czytać dla kogoś kto nie wierzy, jeśli czytający o tym wie? Bo to by znaczyło że warunek wstępny to jakaś neutralność po obu stronach.
I to zamyka pętlę z początku wątku. Halineczka pyta czy tarot działa dla sceptyka, ale faktyczny problem okazuje się być inny - jak pracować z własną potrzebą potwierdzenia kiedy czytasz dla kogokolwiek, nie tylko sceptyka. Sceptyczka była tylko szczególnie wyraźnym lustrem tego mechanizmu.
Myślę że macie rację wszyscy i jednocześnie to jest trudne do przyjęcia. Idę chyba zrobić rozkład dla siebie sama, bez widowni. Zobaczymy co wyjdzie kiedy nie ma kogo przekonywać. Dzięki za tę rozmowę - naprawdę.
eh, halineczko, poczekaj chwilę zanim zaczniesz ten rozkład dla siebie. Bo właśnie powiedziałaś coś ważnego - "zobaczymy co wyjdzie kiedy nie ma kogo przekonywać". Ale czy jesteś pewna że nie będziesz przekonywać siebie? To chyba trudniejsze niż przekonywanie koleżanki.
Szczera odpowiedź na pytanie Rasphula: interpretuję ją inaczej. Szukam odwróconego znaczenia albo kontekstu który sprawi że będzie bardziej... strawna. To jest chyba dokładnie ten sam problem tylko skierowany do środka.
I to jest właśnie sedno tego wątku ktore przez całą dyskusję próbowaliśmy obejść. Nie chodzi o sceptyczkę. Chodzi o stosunek do kart kiedy mówią coś niewygodnego. Czy tarot działa dla sceptyka - ale może tez: czy działa dla kogoś kto chce żeby działał w okreslony sposób?
Znam to z własnego doświadczenia. Przez długi czas robiłam rozkłady dla siebie i za każdym razem kiedy wychodził Wieża albo coś trudnego, znajdowałam jakiś sposób żeby powiedzieć "no tak, ale to znaczy też że..." i kończyłam z interpretacją którą chciałam. Dopiero kiedy zaczęłam zapisywać pierwsze wrażenie przed jakąkolwiek analizą, zobaczyłam jak bardzo to robiłam.
Wracając do pytania z tytułu wątku, bo trochę nam odpłynęło - czy to co opisujecie, czyli tendencja do reinterpretowania kart, zmienia waszą odpowiedź na pytanie czy tarot może działać dla sceptyka? Bo jeśli nawet wierzący sabotuje sesję własną potrzebą, to może kwestia wiary sceptyka jest drugorzędna?
