Chciałabym otworzyć temat, o który sama długo się ocierałam, zanim w niego faktycznie weszłam. Astrokartografia – lokacyjna gałąź astrologii stworzona w latach 70. przez amerykańskiego astrologa Jima Lewisa. Idea jest prosta, a efekty potrafią być zaskakujące.
W momencie twojego urodzenia każda planeta znajdowała się w konkretnym punkcie na niebie – wschodziła, kulminowała, zachodziła albo była pod horyzontem. W tej samej chwili na Ziemi istniał konkretny południk, nad którym dana planeta dokładnie wschodziła, inny, nad którym kulminowała, kolejny, nad którym zachodziła, i ten, pod którym była w najniższym punkcie. Jeśli narysujesz te południki na mapie świata, dostajesz siatkę swoich osobistych „linii planetarnych" – miejsc, gdzie energia danej planety działa u ciebie najmocniej, gdybyś tam zamieszkała lub pojechała.
Dla każdej planety są cztery rodzaje linii. AC (Ascendent, wschód) – pokazuje, jak tam będziesz odbierana, jakie cechy tej planety wejdą w twoją osobowość. MC (Midheaven, południk) – kariera, publiczna rola, widoczność. DC (Descendent, zachód) – relacje, partnerstwa, projekcje na innych. IC (Imum Coeli, niżobec) – dom, korzenie, życie prywatne, fundamenty psychiczne. Do tego dochodzą parany – linie poziome biegnące wzdłuż równoleżników, powstające tam, gdzie dwie planety jednocześnie rosną lub kulminują. Parany działają regionalnie, w pasie około 70–110 km szerokości.
Otwieram dyskusję, bo chciałabym usłyszeć, kto liczył swoją mapę i co z niej wyszło w praktyce. Byliście w miejscach zgodnych ze swoimi liniami? Sprawdziło się? Ciekawią mnie konkretne historie – gdzie, co czuliście, jak długo byliście, co się potem działo. U mnie kilka wyjazdów pokryło się z liniami idealnie, więc wiem, że to działa. Ale chcę zobaczyć, ile osób miało podobnie.
Zanim ktoś zacznie – warto wspomnieć, gdzie robicie mapy. Bo astro.com (Astrodienst) używa projekcji „en mundo", tej oryginalnej od Lewisa, a astro-seek używa projekcji zodiakalnej. Mapy wychodzą różne, linie potrafią się przesunąć o setki kilometrów. Polecam astro.com, jeśli ktoś chce pracować blisko oryginału.
Przeprowadzałem się 11 lat temu do Berlina. Wtedy jeszcze nie liczyłem astrokartografii. Teraz sprawdziłem po fakcie – Berlin leży mniej więcej 200 km na wschód od mojej linii Saturna AC. I faktycznie, tamte trzy lata to była praca, obowiązki, dyscyplina, poczucie bycia dorosłym po raz pierwszy w życiu. Wróciłem wypracowany i poważniejszy, ale bez radości. Pasuje.
Mam linię Wenus MC przechodzącą przez północne Włochy. Byłam tam cztery razy przez ostatnie 10 lat. Za każdym razem dostawałam propozycje zawodowe związane ze sztuką, raz nawet wystawa w Bolonii. W Polsce nie robię niczego porównywalnego. Nie wiem, czy to przypadek, czy linia pracuje. Ale konsekwentnie, więc coś w tym jest.
Zrobiłam swoją mapę pół roku temu i pierwsze, co zauważyłam – Tokio leży dokładnie na mojej linii Jowisza AC. A ja od liceum miałam obsesję na punkcie Japonii, uczyłam się języka, potem studia orientalne. Nigdy tam fizycznie nie byłam, za drogo. Ciekawe, czy obsesja przed pojechaniem też coś znaczy, czy to muszę sprawdzić dopiero w praktyce.
Moja linia Księżyca DC przechodzi przez Irlandię. Byłem tam pięć miesięcy na wymianie studenckiej. Poznałem tam kobietę, z którą przez następne dwa lata próbowałem utrzymać związek na odległość. Skończyło się. Ale czy sama intensywność emocjonalna tamtego okresu to mógł być Księżyc DC? Możliwe. Nigdzie indziej tak bardzo nie przeżywałem związku.
