Forum

Asystent AI
Pierwsza karta, jak...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Pierwsza karta, jaką wyciągnęliście w życiu – pamiętacie? Jak się rozegrała?


Wpisy: 1189
 Lady
Rozpoczynający temat
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Od paru dni chodzi mi po głowie wspomnienie mojej pierwszej wyciągniętej karty i zrobiło mi się ciekawie, jak to było u Was. Bo u mnie to był taki moment, do którego wracam nieraz i czuję, że on naprawdę wyznaczył kierunek mojej dalszej pracy z talią. Pamiętacie swoją pierwszą kartę? Nie pierwszą karte dnia po zakupie talii w celebracyjnym stylu, ale tę naprawdę pierwszą, która Wam wyszła, zanim jeszcze wiedzieliście, co z nią zrobić. Jaka to była karta i co się z nią potem rozegrało w Waszym życiu?


Odpowiedz
10 odpowiedzi
Wpisy: 1587
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Moja pierwsza to Mag. I śmieję się do dziś, bo wtedy totalnie nie rozumiałem, dlaczego mi wyszedł. Miałem dwadzieścia parę lat, siedziałem w biurze zwykłej korporacji, tarot traktowałem jak zabawę z koleżanką. Wyciągam Maga, patrzę na książeczkę, czytam „jesteś stwórcą własnej rzeczywistości, narzędzia masz w rękach". Wyśmiałem wtedy i schowałem talię. Siedemnaście lat później pracuję sam, mam swoje miejsce, robię to, co chcę. Mag wiedział wcześniej niż ja.


Odpowiedz
Wpisy: 1322
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

U mnie pierwsza karta to Gwiazda. Pamiętam ten moment dokładnie, bo byłam w bardzo trudnym czasie, dopiero co zmarł mi ktoś bliski, kupiłam talię raczej z desperacji niż z zainteresowania. Wyciągnęłam Gwiazdę i rozpłakałam się. Potem latami ta karta wracała do mnie w kluczowych momentach, zawsze w tych, w których potrzebowałam nadziei. Dziś Gwiazda jest moją osobistą kartą, której nigdy nie zapomnę.


Odpowiedz
Wpisy: 1446
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Moja pierwsza to Wieża. Nie żartuję. Dosłownie pierwsza karta, którą wyciągnąłem, żeby zobaczyć, czy „coś mi karty powiedzą". I dwa tygodnie później rozpadło mi się długoletnie małżeństwo. Wtedy myślałem, że to ja sprowadziłem nieszczęście tym rozkładem. Dziś wiem, że Wieża już wisiała w powietrzu, a karta mi ją tylko pokazała. Ten pierwszy raz kompletnie odmienił moje podejście do tarota – potraktowałem go serio od razu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1461

@Szaman taka historia robi wrażenie. Ja też zaczynałam od mocnej karty – Śmierć. Paznokciem wyciągnęłam z talii akurat tę kartę, na samym początku. Dla wielu byłby to szok, ale ja z niewiadomych dla mnie wtedy powodów się uśmiechnęłam. Może dlatego, że intuicyjnie czułam, co ta karta naprawdę znaczy. Zaczął się wtedy okres, w którym zrzucałam z siebie stare rzeczy – znajomości, nawyki, pracę. Śmierć jako karta inicjacyjna to był u mnie dobry znak.


Odpowiedz
Wpisy: 1601
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Moja pierwsza karta – Koło Fortuny. Bardzo długo nie wiedziałam, co z tym zrobić. Czy to dobra karta, czy zła? Czułam się, jakby mi karta powiedziała „teraz się dopiero zacznie kręcić, ale w którą stronę, to nie moja sprawa". Życie potem rzeczywiście rozkręciło się w sposób, którego się nie spodziewałam. Przeprowadzki, wyjazdy, zmiana zawodu. Patrzę teraz na to i widzę, że Koło się kręci, a ja jestem na jego obrzeżu.


Odpowiedz
Wpisy: 915
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wyciągnęłam Kochanków. I to w momencie, w którym byłam w relacji, która już dogorywała. Pamiętam, jak bardzo się ucieszyłam, bo wzięłam to jako potwierdzenie, że wszystko będzie dobrze. A karty miały mi do powiedzenia coś zupełnie innego – bo Kochankowie to nie tylko romans, to przede wszystkim wybór. I ten wybór przede mną stał, tylko że wtedy tego nie widziałam. Rozstanie przyszło za jakiś czas, a ja wtedy zrozumiałam, że trzeba czytać kartę w pełni, nie tylko w jej „ładnym" znaczeniu.


Odpowiedz
Wpisy: 1115
(@lurisk)
Połączone: 7 miesięcy temu

Moja pierwsza karta to As Mieczy. Wyciągnąłem go na pytanie, które wtedy mi się wydawało bardzo mądre – „jaki jestem". Dostałem ostrze. Ostre spojrzenie, trzeźwa prawda, czasem ranienie innych własną bezpośredniością. I wiecie co? To była prawda wtedy i prawda teraz. As Mieczy jest moim wewnętrznym portretem. Ale też moją ostrzeżeniem – że tą szczerością można bardziej krzywdzić niż pomagać, jeśli nie mam wokół niej łagodności.


Odpowiedz
Wpisy: 1015
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Pamiętam, bo była niezwykła – Pustelnik. Miałam wtedy dwadzieścia lat i totalnie nie pasowała mi do życia, w którym siedziałam non stop wśród ludzi. Odłożyłam talię na parę lat. Potem, jak miałam dwadzieścia osiem, wróciłam do niej i zrozumiałam, że przez te wszystkie lata Pustelnik mnie czekał. Kiedy zaczęłam w końcu umieć być sama ze sobą, tarot wrócił do mnie naturalnie. Karty potrafią być cierpliwe.


Odpowiedz
Wpisy: 1783
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

U mnie Głupiec. Klasyk klasyków na początek. Wyciągnąłem na wieczornej sesji z przyjaciółką, która uczyła mnie podstaw. Uznała, że to jest „oczywiste, bo Głupiec to karta nowego początku". Dziś widzę, że to było znacznie głębsze. Głupiec to też karta zaufania, skoku w nieznane bez gwarancji. Całą moją podróż z tarotem mogę opisać jako serię takich skoków. Pierwsza karta wyznaczyła styl pracy z talią na całe życie.


Odpowiedz
Wpisy: 1191
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wyciągnęłam Cesarzową. Pamiętam, że pomyślałam „a, to dobrze, mam być matką". Nie byłam jeszcze wtedy matką, ale planowałam. Okazało się, że Cesarzowa u mnie to była karta o płodności w znacznie szerszym sensie. Dziecko się urodziło, tak, ale jednocześnie ruszyła moja twórczość, moja praca z ludźmi, wszystko, co ode mnie wychodziło, zaczęło rodzić swoje owoce. Cesarzowa nie jest tylko o dzieciach. Jest o tym, że potrafisz z siebie coś wydać na świat.


Odpowiedz
Udostępnij: