Forum

Asystent AI
Pierwsza karta, jak...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Pierwsza karta, jaką wyciągnęliście w życiu - pamiętacie? Jak się rozegrała?


Wpisy: 1587
 Lady
Rozpoczynający temat
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Od paru dni chodzi mi po głowie wspomnienie mojej pierwszej wyciągniętej karty i zrobiło mi się ciekawie, jak to było u Was. Bo u mnie to był taki moment, do którego wracam nieraz i czuję, że on naprawdę wyznaczył kierunek mojej dalszej pracy z talią. Pamiętacie swoją pierwszą kartę? Nie pierwszą karte dnia po zakupie talii w celebracyjnym stylu, ale tę naprawdę pierwszą, która Wam wyszła, zanim jeszcze wiedzieliście, co z nią zrobić. Jaka to była karta i co się z nią potem rozegrało w Waszym życiu?


Odpowiedz
16 odpowiedzi
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Moja pierwsza to Mag. I śmieję się do dziś, bo wtedy totalnie nie rozumiałem, dlaczego mi wyszedł. Miałem dwadzieścia parę lat, siedziałem w biurze zwykłej korporacji, tarot traktowałem jak zabawę z koleżanką. Wyciągam Maga, patrzę na książeczkę, czytam „jesteś stwórcą własnej rzeczywistości, narzędzia masz w rękach". Wyśmiałem wtedy i schowałem talię. Siedemnaście lat później pracuję sam, mam swoje miejsce, robię to, co chcę. Mag wiedział wcześniej niż ja.


Odpowiedz
Wpisy: 2122
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

U mnie pierwsza karta to Gwiazda. Pamiętam ten moment dokładnie, bo byłam w bardzo trudnym czasie, dopiero co zmarł mi ktoś bliski, kupiłam talię raczej z desperacji niż z zainteresowania. Wyciągnęłam Gwiazdę i rozpłakałam się. Potem latami ta karta wracała do mnie w kluczowych momentach, zawsze w tych, w których potrzebowałam nadziei. Dziś Gwiazda jest moją osobistą kartą, której nigdy nie zapomnę.


Odpowiedz
Wpisy: 2426
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Moja pierwsza to Wieża. Nie żartuję. Dosłownie pierwsza karta, którą wyciągnąłem, żeby zobaczyć, czy „coś mi karty powiedzą". I dwa tygodnie później rozpadło mi się długoletnie małżeństwo. Wtedy myślałem, że to ja sprowadziłem nieszczęście tym rozkładem. Dziś wiem, że Wieża już wisiała w powietrzu, a karta mi ją tylko pokazała. Ten pierwszy raz kompletnie odmienił moje podejście do tarota - potraktowałem go serio od razu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Szaman taka historia robi wrażenie. Ja też zaczynałam od mocnej karty - Śmierć. Paznokciem wyciągnęłam z talii akurat tę kartę, na samym początku. Dla wielu byłby to szok, ale ja z niewiadomych dla mnie wtedy powodów się uśmiechnęłam. Może dlatego, że intuicyjnie czułam, co ta karta naprawdę znaczy. Zaczął się wtedy okres, w którym zrzucałam z siebie stare rzeczy - znajomości, nawyki, pracę. Śmierć jako karta inicjacyjna to był u mnie dobry znak.


Odpowiedz
Wpisy: 2328
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Moja pierwsza karta - Koło Fortuny. Bardzo długo nie wiedziałam, co z tym zrobić. Czy to dobra karta, czy zła? Czułam się, jakby mi karta powiedziała „teraz się dopiero zacznie kręcić, ale w którą stronę, to nie moja sprawa". Życie potem rzeczywiście rozkręciło się w sposób, którego się nie spodziewałam. Przeprowadzki, wyjazdy, zmiana zawodu. Patrzę teraz na to i widzę, że Koło się kręci, a ja jestem na jego obrzeżu.


Odpowiedz
Wpisy: 1732
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wyciągnęłam Kochanków. I to w momencie, w którym byłam w relacji, która już dogorywała. Pamiętam, jak bardzo się ucieszyłam, bo wzięłam to jako potwierdzenie, że wszystko będzie dobrze. A karty miały mi do powiedzenia coś zupełnie innego - bo Kochankowie to nie tylko romans, to przede wszystkim wybór. I ten wybór przede mną stał, tylko że wtedy tego nie widziałam. Rozstanie przyszło za jakiś czas, a ja wtedy zrozumiałam, że trzeba czytać kartę w pełni, nie tylko w jej „ładnym" znaczeniu.


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Moja pierwsza karta to As Mieczy. Wyciągnąłem go na pytanie, które wtedy mi się wydawało bardzo mądre - „jaki jestem". Dostałem ostrze. Ostre spojrzenie, trzeźwa prawda, czasem ranienie innych własną bezpośredniością. I wiecie co? To była prawda wtedy i prawda teraz. As Mieczy jest moim wewnętrznym portretem. Ale też moją ostrzeżeniem - że tą szczerością można bardziej krzywdzić niż pomagać, jeśli nie mam wokół niej łagodności.


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Pamiętam, bo była niezwykła - Pustelnik. Miałam wtedy dwadzieścia lat i totalnie nie pasowała mi do życia, w którym siedziałam non stop wśród ludzi. Odłożyłam talię na parę lat. Potem, jak miałam dwadzieścia osiem, wróciłam do niej i zrozumiałam, że przez te wszystkie lata Pustelnik mnie czekał. Kiedy zaczęłam w końcu umieć być sama ze sobą, tarot wrócił do mnie naturalnie. Karty potrafią być cierpliwe.


Odpowiedz
Wpisy: 2694
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

U mnie Głupiec. Klasyk klasyków na początek. Wyciągnąłem na wieczornej sesji z przyjaciółką, która uczyła mnie podstaw. Uznała, że to jest „oczywiste, bo Głupiec to karta nowego początku". Dziś widzę, że to było znacznie głębsze. Głupiec to też karta zaufania, skoku w nieznane bez gwarancji. Całą moją podróż z tarotem mogę opisać jako serię takich skoków. Pierwsza karta wyznaczyła styl pracy z talią na całe życie.


Odpowiedz
Wpisy: 2215
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wyciągnęłam Cesarzową. Pamiętam, że pomyślałam „a, to dobrze, mam być matką". Nie byłam jeszcze wtedy matką, ale planowałam. Okazało się, że Cesarzowa u mnie to była karta o płodności w znacznie szerszym sensie. Dziecko się urodziło, tak, ale jednocześnie ruszyła moja twórczość, moja praca z ludźmi, wszystko, co ode mnie wychodziło, zaczęło rodzić swoje owoce. Cesarzowa nie jest tylko o dzieciach. Jest o tym, że potrafisz z siebie coś wydać na świat.


Odpowiedz
Wpisy: 553
(@kasiulka25)
Połączone: 2 lata temu

Moja pierwsza to była Ósemka Pucharów. Smutna trochę, bo pokazuje odchodzenie od czegoś. Wtedy pomyślałam, że może to zły znak i że tarot nie jest dla mnie. Ale przez parę kolejnych miesięcy zrozumiałam, że ta karta pokazała mi konkretny proces, przez który przechodziłam - odchodzenie od starego sposobu życia. Zostawiłam wtedy pracę, która mnie wykańczała. Karta miała rację, tylko że na początku się bałam.


Odpowiedz
Wpisy: 1737
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Moja pierwsza karta - Sprawiedliwość. Sucha, formalna, trochę surowa. Wzięłam to jako wskazówkę, że mam być szczera wobec siebie samej. I tak mnie karty nauczyły od razu, że tarot to nie zabawa w przewidywanie. Tarot to praca z uczciwością. Sprawiedliwość wróciła do mnie później wiele razy, szczególnie w momentach, kiedy byłam na rozdrożu moralnym. Taka patronka mi się trafiła.


Odpowiedz
Wpisy: 1505
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Siedemnaście lat temu wyciągnąłem Rycerza Mieczy. Ognista, pędząca karta. Pomyślałem wtedy „przyda mi się". Miałem rację, bo przez kolejne dziesięć lat pędziłem przez życie jak ten Rycerz - bez hamulców, bez dystansu, prosto do celu. Dopiero później zrozumiałem, że ten Rycerz to było też ostrzeżenie. Że taki pęd wypala. Dziś czytam go pełniej - jako informację, nie jako wzór.


Odpowiedz
Wpisy: 1238
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

U mnie pierwszą kartą był Rycerz Pucharów. Miałem wtedy trudny okres w miłości, właściwie właśnie przeszedłem rozstanie. I karta wyszła tak, jakby chciała mi powiedzieć „coś nowego przyjdzie, bądź otwarty". I rzeczywiście, niecałe pół roku potem poznałem swoją obecną żonę. Nie mówię, że karty mi ją „zesłały". Ale pokazały mi, że warto zostać otwartym. Bez Rycerza Pucharów może bym się zamknął na cały rok.


Odpowiedz
Wpisy: 2326
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Moja pierwsza karta to Arkanum nr 20 - Sąd. Stałam nad talią zaskoczona, bo to karta przebudzenia, zmartwychwstania, odrodzenia. Nie rozumiałam, po co mi ją karty pokazują na dzień dobry. Po kilku tygodniach umarła mi babcia i to była moja wielka duchowa lekcja - o odchodzeniu, o tym, że ci, którzy odeszli, zostają w nas, o zamykaniu rozdziałów w sposób, który przynosi pokój. Sąd wrócił do mnie w momencie, w którym musiałam go zrozumieć.


Odpowiedz
Wpisy: 1560
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Moja pierwsza karta to Dwójka Pucharów. Słodka, ciepła karta. Wtedy właśnie zaczęłam chodzić z pewnym chłopakiem, wydawało mi się, że wszystko jest różowo. Za półtora roku on mnie zostawił, a ja miałam poczucie, że karty mnie oszukały. Dziś wiem, że Dwójka Pucharów mi pokazywała intensywność tamtej chwili, bez obietnicy trwałości. Tarot nie kłamał - ja po prostu źle czytałam.


Odpowiedz
Udostępnij: