Mam pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Pracuję w terenie i często jestem w rozjazdach, dosłownie co kilka dni zmieniam miasto albo nawet kraj. Bardzo chciałabym wciągnąć tarota w codzienną rutynę, ale zastanawiam się nad czymś konkretnym: jeśli zrobię rozkład rano, a potem wieczorem poczuję, że potrzebuję jeszcze jednego, to czy karty będą się powtarzać? Czy jest jakaś zasada co do tego, ile razy dziennie można rozkładać? I właściwie drugie pytanie w tle: czy w ogóle da się zbudować stały rytuał z kartami, skoro moje miejsce zamieszkania zmienia się co chwilę?
To ciekawe pytanie, bo miesza dwie różne rzeczy. Kwestia powtarzania kart tego samego dnia i kwestia rytuałów mobilnych to tak naprawdę osobne tematy, choć rozumiem, że u ciebie się łączą. Co do powtarzania się kart - nie ma tu żadnej reguły, że się powtórzą albo nie powtórzą. To nie jest mechanizm zegarowy. Pytanie raczej brzmi: po co robisz drugi rozkład tego samego dnia? Czy to nowe pytanie, czy próba podważenia poprzedniego?
no dobra, A ja się zastanawiam - czy w ogóle karty "wiedzą", że już się pytałaś? Znaczy, to brzmi głupio, ale chodzi mi o to, czy talia ma jakąś pamięć czy każde tasowanie to zero. Bo jeśli zero, to nie widzę problemu z drugim rozkładem.
Słyszałam kiedyś, że nie powinno się pytać kart dwa razy o to samo, bo to świadczy o tym, że nie ufamy odpowiedzi. Ale nie wiem, czy to jakaś zasada, czy ktoś po prostu tak powiedział i się przyjęło. Czy ktoś wie, skąd to pochodzi? 😉
Ale przecież jeśli sytuacja się zmieniła w ciągu dnia, to nowe pytanie jest inne niż poranne, prawda? Więc nie pytamy o to samo. Czy to zmienia zasadę?
A co to jest ta pętla? Pytam, bo sama mam tendencję do tasowania raz za razem, kiedy coś mnie niepokoi.
To trafia w sedno. Chyba właśnie to mi się przytrafia. Ale wracając do mojej sytuacji z podróżowaniem - czy ktoś praktykuje tarota w trasie? Mnie chodzi konkretnie o to, czy da się w ogóle stworzyć jakiś powtarzalny schemat, skoro nigdy nie wiem, gdzie będę spać za tydzień.
Sam nie używam kart, ale mam znajomego, który jeździ w trasy zawodowo i mówił mi, że zabrał ze sobą małą talię kieszonkową. Nie robi żadnych skomplikowanych rozkładów, tylko ciągnie jedną kartę rano. Mówił, że to mu wystarczy. Może prostota jest kluczem przy takim trybie życia?
Jedna karta dziennie to chyba najprostszy rytuał jaki można sobie wyobrazić. Ale jak to interpretować? Czy jedna karta to taka mała przepowiednia na cały dzień?
Słyszałam, że niektórzy robią zdjęcie wyciągniętej karty telefonem i do niej wracają wieczorem. W ten sposób nie trzeba ze sobą wozić całej talii. Tylko czy to nie traci czegoś bez fizycznego kontaktu z kartą?
Poczekajcie, może zadam głupie pytanie, ale jak właściwie karta wie, co wyciągnąć? Znaczy, to losowe czy nie? Bo jeśli losowe, to chyba nie ma znaczenia, czy robisz raz czy dwa razy.
To jeśli chodzi o synchroniczność,to drugi rozkład tego samego dnia też nie jest przypadkowy, więc powinien mieć znaczenie, nie? 🙂
Dokładnie o to mi chodzi. Jak zbudowac coś stabilnego, kiedy otoczenie jest niestabilne? Słyszałam o "zakorzenianiu" talii w jednym miejscu, że podobno talia powinna mieć swoje miejsce. Ale to chyba odpada u mnie, co?
To mit, że talia musi mieć swoje stałe mijesce. Skąd w ogóle wziął się ten pomysł? Raczej z tradycji, gdzie karty trzymano w konkretnym ołtarzyku albo szufladzie, bo tak wyglądało życie większości ludzi. Ale jeśli twoje życie wygląda inaczej, to rytuał musi się do ciebie dopasować, nie ty do rytuału. 🙂
Ale jak rozumieć ten "regularny kontakt"? Ja na przykład tasuje talię prawie codziennie, ale w różnych hotelach, samochodach, poczekaniach. Czy to wystarczy? Bo mam wrażenie, że talia zna mnie lepiej niż jakiekolwiek miejsce.
Właśnie! Może to nie miejsce jest kotwicką, tylko osoba? Jeśłi talia przez lata jest tylko twoja, to chyba nie potrzebuje żadnego pokoju ani szuflady żeby byc "twoja". Trochę jakby pies, który chodzi za właścicielem a nie za domem 🙂
Chciałam zapytać o coś praktycznego. Jeśli robimy rozkład w miejscu w którym jest dużo obcych energii, na przykład w hotelu, to czy to nie zaburza odczytu? Bo chyba hotel to nie jest neutralna przestrzeń.
No właśnie, bo o tym też myślałam. W hotelach cęzsto czuję się dziwnie, jakby powietrze było inne. Ale jednocześnie nie mogę za każdym razem urządzać ceremonii oczyszczania pokoju, to niepraktyczne. Więc albo rezygnuję z rozkładów, albo coś z tym robimy.
