Mam pytanie, bo ostatnio coraz częściej robię rozkłady dla osób nieobecnych i przez długi czas zawsze prosiłam o zdjęcie. Czułam, że to mi pomaga się skupić, jakby łatwiej było wejść w energię tej osoby. Ale teraz zrobiłam kilka rozkładów bez fotografii i szczerze mówiąc nie czuję żadnej różnicy w tym jak idzie czytanie. Zaczynam się zastanawiać czy ta fotografia w ogóle coś dawała, czy tylko mi się wydawało. Czy to normalne że coś co działało nagle przestaje być potrzebne? Może to kwestia praktyki?
To nie jest takie proste. Fotografia to jeden ze sposobów na skupienie intencji, ale nie jedyny. Pytanie brzmi, co się u ciebie zmieniło w tym czasie? Bo jeśli czytasz znacznie dłużej i regularniej niż kiedyś, to możliwe że po prostu inaczej nawiązujesz kontakt z energią pytającego.
Szczerość jest tu ważna, bo dużo osób na forach pisze że "czuje energię" bez żadnego zakotwiczenia i robi z tego zasadę. Fotografia to konkret. Imię to mniej. Sama intencja to jeszcze mniej. Im mniej masz punktów odniesienia, tym łatwiej o projekcję własnych myśli zamiast prawdziwego czytania. To nie znaczy że bez zdjęcia nie da się robić dobrego rozkładu, ale warto być szczerym wobec siebie 😉
Ale to trochę tak jakbyś mówił że bez zdjęcia to w ogóle nie ma sensu. Bo ja znam osoby które robią świetne czytania przez telefon tylko na imię i kartka jest i tak celna. Skąd to wiesz że to musi być gorzej?
Też bym nie wrzucał tego do jednego worka. Są różne tradycje podejścia do czytania dla osoby nieobecnej. W niektórych nurtach fotografia jest wręcz uważana za zbędną, bo koncentracja na wizerunku może przyciągać uwagę do formy a nie do energii. Słyszałem też taką interpretację że zdjęcie może wręcz przeszkadzać, bo zaczynasz czytać twarz a nie karty.
Dziękuję że poruszyłaś ten temat, bo ja też się nad tym zastanawiałem. Przy rytuałach mówi się że przedmiot osoby albo jej zdjęcie wzmacnia połączenie, więc myślałem że w tarocie działa podobnie. Ale może to są zupełnie różne mechanizmy?
Czytam tę rozmowę i mam jedno pytanie, bo sama nie robię rozkładów, tylko interesuję się horoskopami. skoro mówicie że można czytać tylko na imię, to dlaczego w ogóle kiedykolwiek proszono o zdjęcia? Czy to był po prostu zwyczaj, czy miało to jakieś konkretne uzasadnienie?
Ja se kiedyś robiłam rozkłady i zdjęcie mi pomagało zwłaszcza jak nie znałam osoby osobiście. Jak robiłam dla kogoś bliskiego to bez zdjęcia szło tak samo. Myśle że to kwestja ile masz informacji o tej osobie w głowie już przed rozkładem.
ojej, mnie zawsze uczono żeby przy czytaniu dla nieobecnej osoby wypisać jej imię na kartce i położyć pod talią. Nigdy nie używałam zdjęć i nie czuję żebym czegoś przez to traciła. Pytanie jest chyba inne, czego ty potrzebujesz żeby wejść w stan skupienia, a nie czy zdjęcie jest obiektywnie potrzebne.
To jest właśnie to pytanie które mało kto sobie zadaje szczerze. I nie ma na nie łatwej odpowiedzi, bo weryfikacja w tarocie jest trudna. Możesz sprawdzić trafność tylko jeśli osoba dla której czytasz coś potwierdzi. Bez tego nie wiesz czy trafiłaś w energię tej konkretnej osoby czy zrobiłaś dobry rozkład ogólny.
A czy można w ogóle prosić osobę dla której się czyta żeby potwierdziła tylko wybrane elementy żeby sprawdzić czy połączenie działało? Czy to psuje coś w samym procesie?
To co napisał Czarek trochę mnie niepokoi, bo właściwie nigdy nie weryfikowałam rozkładów systematycznie. Pytałam czy się zgadza i słyszałam tak albo nie. Czy to w ogóle wystarczy żeby cokolwiek ocenić? :/
Nie, to zdecydowanie nie wystarczy. Odpowiedź tak albo nie jest podatna na efekt Barnuma. Osoba chce żeby się zgadzało, więc dopasowuje to co mówisz do swojej sytuacji. Lepiej pytać o coś konkretnego, datę, wydarzenie, relację, coś co możesz albo potwierdzić albo zaprzeczyć bez interpretacji.
I właśnie wracam tu do tematu fotografii, bo to nie jest bez związku. Jeśli masz zdjęcie i weryfikujesz trafność, to przynajmniej wiesz ze skupiałaś się na konkretnej osobie. Bez żadnego zakotwiczenia masz podwójną niewiadomą, czy czytałaś tę osobę i czy w ogóle trafnie. To jest ważne rozróżnienie dla samej Cesarzycy, bo ona pytała właśnie o to, czemu wcześniej pomagało a teraz jakby mniej.
Dokładnie to podejrzewam. I tu jest różnica między tym co jest pomocą a tym co jest koniecznością. Jeśli coś ci pomagało i przestało, to nie znaczy że się cofnęłaś. Może po prostu przeszłaś przez ten etap
no Ale jak to sprawdzić? Skąd mam wiedzieć że przeszłam etap a nie że po prostu teraz czytam gorzej i tego nie zauważam?
A robiłaś kiedyś rozkład dla kogoś nieznanego zupełnie, bez zdjęcia, i potem miałaś możliwość weryfikacji? To byłby niezły test. Nie żeby udowodnić cokolwiek, ale żeby mieć jakiś punkt odniesienia dla siebie. 🙂
Czytam ten wątek od początku i mam takie pytanie, może troche z boku. Czy ktoś z was próbował robić rozkład dla tej samej osoby dwa razy, raz ze zdjęciem i raz bez, i porównywał wyniki? Ciekawi mnie czy karty wychodzą inne czy podobne.
