Przepraszam, że wchodzę w środku, ale chciałam się zapytać o coś innego. Czy powtarzające się karty mogą mieć związek z tym, jak człowiek tasuje? Słyszałam, że styl tasowania wpływa na wyniki - ale nie wiem, czy to prawda, czy mit.
Słuchając tego wszystkiego, myślę, że może nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. Dla mnie tarot jest jak rozmowa z czymś, co jest we mnie, nie na zewnątrz. Czy Księżyc naprawdę wychodził częściej, gdy miałam ten trudny okres, czy mi się tak wydaje - nie wiem. Ale ta rozmowa, którą prowadziłam z kartami, była prawdziwa niezależnie od tego.
Właśnie sięgnęłam do jednego ze starszych zeszytów i policzyłam tyle, ile zdążyłam - z osiemdziesięciu kilku zapisanych rozkładów Wieża wyszła szesnaście razy. Nie wiem, czy to dużo, czy mało, bo nie jestem mocna w liczeniu prawdopodobieństwa. Czy ktoś może mi powiedzieć, czy to jest powyżej normy, czy w jej granicach?
To bardzo utrudnia obliczenia, bo przy kełtyku szansa na Wieżę w całym rozkładzie jest nieporównywalnie wyższa niż przy trzech kartach. Żeby coś sensownego policzyć, trzeba by wiedzieć, ile rozkładów było jakiego rodzaju. Masz to zapisane?
I to jest chyba jeden z ważniejszych wniosków tej rozmowy - że żeby w ogóle sensownie rozmawiać o powtarzających się kartach, notatki muszą być prowadzone z myślą o późniejszej analizie. Nie narracyjnie, ale z minimalnym zestawem danych: data, rodzaj rozkładu, liczba kart, wylosowane karty. Bez tego nie da się odróżnić wzorca od iluzji wzorca.
Ale czy nie traci się wtedy czegoś ważnego? Jak zacznę myśleć o notatkach jak o arkuszu danych, to chyba całe to emocjonalne doświadczenie pójdzie w kąt. Mnie tarot pomaga właśnie dlatego, że mogę na niego narzekać, cieszyć się nim, zapisywać co poczułam, nie co wylosowałam.
I tu jest dla mnie sedno całej tej rozmowy. Jeśli karta powtarza się przy różnych pytaniach, różnych rozkładach, różnych momentach życia - to albo jest artefaktem tasowania, albo jest coś, co próbuje się przedrzeć przez wszystkie te filtry. I nie twierdzę, że wiem, co to jest. Ale to pytanie jest dla mnie ciekawsze niż statystyki.
No i tu wchodzimy w kwestię, która rozmienia się na drobne w każdej dyskusji o tarocie, ale nigdy nie zostaje rozstrzygnięta. Czy karta "odpowiada" na pytanie, czy na pytającego, czy na sam moment losowania? Bo od odpowiedzi na to zależy, jak w ogóle interpretujemy powtórzenia.
Ale czy to musi być jeden model? Ja np. nie wiem, który jest prawdziwy, i chyba nigdy nie będę wiedziała. I to jest ok, bo tarot mi pomaga niezależnie od tego, skąd ta pomoc pochodzi. Trochę mnie ten wymóg wyboru ram irytuje, bo czuję się, jakby ktoś chciał mi zabrać coś, co mi służy, zanim udowodnię, że ma rację bytu.
Owszem, bo nawet czysto psychologicznie powtarzający się symbol to informacja. Jeśli z dziesiątek kart wciąż wybierasz wzrokiem, ręką, intuicją tę samą - to coś ci mówi o twoim stanie, o tym, co w danym czasie dominuje w twoim myśleniu. Projekcja jest informacją, nie zaprzeczeniem sensu.
Przepraszam, że wchodzę, bo śledzę ten wątek od dłuższego czasu i dopiero teraz się odezwę. Mam pytanie może trochę z boku, ale dla mnie ważne - czy ktoś z was miał tak, że karta powtarzała się głównie kiedy tasował konkretną talię? Mam dwie talie i zastanawiam się, czy to możliwe, że jedna z nich ma jakiś swój... charakter.
