Zastanawiam się nad czymś, co chodzi mi po głowie od dłuższego czasu. Robię rozkłady regularnie, zapisuję wyniki i potem sprawdzam, czy coś z tego wychodzi. Mam już sporo notatek i szczerze - wyniki są... mieszane. Czasem karta idealnie opisuje sytuację, czasem kompletnie mija się z rzeczywistością. Chciałam zapytać, czy ktoś robi podobne porównania? I co ważniejsze - czy uważacie, że karty w ogóle pokazują konkretną przyszłość, czy raczej jakiś potencjał, który może się zmaterializować albo nie?
Ja też to obserwowałam i u mnie wychodzi podobnie - raz trafia, raz nie. Ale mam wrażenie, że bardziej się sprawdzają rozkłady dotyczące emocji i ogólnego klimatu sytuacji niż konkretnych zdarzeń. Jak pytam "czy on do mnie napisze w tym tygodniu", to karty raczej milczą albo odpowiadają coś ogólnego. Jak pytam "jaki jest stan tej relacji", to odpowiedź jest zaskakująco trafna. Może to kwestia tego jak pytamy?
Tak naprawdę to zależy od talii. Rider-Waite sprawdza się przy konkretnych pytaniach, a Thoth bardziej przy energetycznych. Poza tym liczy się też stan umysłu czytającego - jeśli jesteś rozbita emocjonalnie, karty to odbijają i możesz dostać przekłamaną odpowiedź. To dlatego wiele rozkładów się nie zgadza z rzeczywistością.
Obserwuję tę dyskusję i chcę wejść z innego kąta. To, co Gruszanka opisuje jako "mieszane wyniki", jest w zasadzie wpisane w samą naturę tarota. Karty nie działają jak aparat fotograficzny, który robi zdjęcie przyszłości. Pokazują układ sił, tendencje, energię, która jest aktywna w momencie pytania. To, czy ta energia przekształci się w konkretne zdarzenie, zależy od działań osoby pytającej, jej otoczenia, przypadku. Dlatego właśnie sprawdzanie "czy się zgadza" jest trochę pytaniem o coś, czego tarot nie obiecuje.
Przepraszam za głupie pytanie ale trochę nie rozumiem - to po co w ogóle robić rozkłady przyszłościowe jak nie pokażą co się stanie? Bo dla mnie właśnie to byłoby główny powód żeby pytać. Jak nie przyszłość to co?
Ja czytałam, że zbyt częste robienie rozkładów w tej samej sprawie może dawać przekłamane odpowiedzi. Że karty jakby "milkną" albo zaczynają dawać sprzeczne sygnały, jeśli pytamy zbyt często. Czy to prawda? I czy to samo dotyczy innych form wróżenia, czy tylko kart?
Ale czy to nie jest tak, że rozkłady sie "nie zgadzają" z przyszłością właśnie dlatego, że ktoś je zrobił i to zmienia bieg zdarzeń? Tzn. jeśli dostałam kartę wieży jako ostrzeżenie i unikam tej sytuacji, to wieża się nie wydarzy, ale to znaczy, że karta była trafna, nie mylna. Czy ktoś to rozważa przy ocenie skuteczności?
Właśnie, i to jest chyba mój problem z całą tą dyskusją. Jeśli trafił - karta działała, jeśli nie trafił - albo zapobiegłaś, albo zły stan umysłu, albo za często pytałaś, albo zła talia. Zawsze jest jakieś wyjaśnienie, dlaczego błąd nie jest błędem. Jak w takim razie w ogóle ocenić, czy to działa?
Obserwuję tę rozmowę od początku i jest kilka rzeczy, które chciałbym podnieść. Po pierwsze - to, że Gruszanka prowadzi notatki i próbuje porównywać, to naprawdę rzadkie podejście i zasługuje na szacunek. Większość osób interpretuje wstecznie. Po drugie - Halka73 dotyka czegoś istotnego: niefalsyfikowalność jest faktycznym problemem każdego systemu wróżebnego. Ale to nie znaczy, że tarot jest bezużyteczny - oznacza tylko, że nie powinno sie go oceniać kategoriami "trafił / nie trafił" jak prognozę sportową. To bardziej język symboliczny do pracy z własną psychiką niż wyrocznia. Po trzecie - wracając do pytania o zbyt częste rozkłady: tak, to realny problem, ale znowu z powodów psychologicznych, nie magicznych. Nadmierne pytanie o to samo zwykle oznacza lęk i obsesję na punkcie danej kwestii, a karty wtedy bardziej pokazują twój stan emocjonalny niż sytuację zewnętrzną. 😉
Ej ale to co Czarnobog57 napisał na końcu - że karty pokazują staN emocjonalny a nie sytuacje zewnetrzna - to mi coś wyjasnilo bo ostatnio ciagłe te same karty wychodzą przy różnych pytaniach i mysłam ze coś jest nie tak z talia a moze to po prostu ja jestem w tym samym kółku emocjonalnym? Czy tak to można rozumiec?
Zatrzymuję się chwilę przy tym, co Czarnobog57 napisał, bo chcę dopytać - czy naprawdę uważasz, że karty nigdy nie pokazują zewnętrznych zdarzeń, tylko zawsze stan emocjonalny? Bo to dość mocna teza. Znam rozkłady, gdzie coś się faktycznie wydarzyło zgodnie z kartą, i trudno mi to włożyć tylko w "karty odzwierciedlały moje nastawienie".
Mam wrażenie, że ta rozmowa utknęła trochę na filozoficznym poziomie i może warto wrócić do konkretów. Gruszanka - Ty prowadzisz notatki od jakiegoś czasu. Ile mniej więcej rozkładów masz zapisanych i ile z nich byłaś w stanie sensownie porównać z tym, co się potem wydarzyło?
A jak klasyfikujesz "trafienie w klimat" kontra "trafienie w konkret"? Pytam, bo sama mam podobny system ale każda z nas może mieć inne kryteria. Czy masz jakieś progi, które stosujesz, żeby nie wpadać w pułapkę "no, jakoś tam pasowało"?
Przepraszam, że wtrącę się z innym pytaniem, ale wrócę do tego, co pisałam wcześniej o zbyt częstym pytaniu. Bo temat tytułowy dotyczy zgodności z przyszłością, a mnie zastanawia: jeśli pytamy za często i dostajemy przekłamane odpowiedzi, to jak w ogóle ocenić, czy karta "zadziałała"? Może te niezgodności Gruszanki biorą się właśnie z tego?
A ja chciałam zapytać o coś innego - czy to, że pytamy za często, nie jest trochę jak sprawdzanie, czy prognoza pogody się zmieni, jeśli zapytamy inną stację? Tzn. czy częste pytanie to problem z kartami, czy z nami, że szukamy odpowiedzi, której chcemy?
mam pytanie praktyczne - czy jak już mamy te notatki z rozkładów, to jak długo czekamy zanim oceniamy, czy "trafilo"? Bo niby można sprawdzić po tygodniu, ale może karta mówiła o czymś za miesiąc? Skąd wiemy, kiedy minął czas na ocenę?
Hej, trochę zgubiłem sie w tym wszystkim - czy rozumiem dobrze, że właściwie nie ma dobrego sposobu żeby sprawdzić czy karta trafiła czy nie? Bo albo horyzont czasowy nieznany, albo interpretacja może być różna albo działanie zapobiegło zdarzeniu? To brzmi jakby weryfikacja była niemożliwa z zasady.
No właśnie, dziękuję Gruszanka. To jest chyba kluczowe pęknięcie w tej dyskusji. Jedni mówią "tarot to sposób do myślenia", a inni "tarot to przepowiednia". I te dwie grupy mówią do siebie zupełnie różnymi językami, więc nie ma co się dziwić, ze rozmowa kręci się w kółko.
Nie przeformułowuję, bo uważam, że pytanie w tytule jest autentycznie źle postawione - i to nie jest wykręt. Masz czterdzieści kilka rozkładów. Ile z nich zawierało konkretne, weryfikowalne zdarzenie, a nie opis emocji, relacji, energii? Bo to jest inna jakość danych.
Ale jak ty w ogóle oceniasz w tych notatkach co sie "zgdoza"? Masz jakieś kolumny, punkty, czy to bardziej intuicyjnie? Pytam bo sama próbuję prowadzić coś podobnego i nie wiem jak to mierzyc żeby nie okłamywac samej siebie.
A czy nie jest tak, że karty z definicji nie mówią o zdarzeniach, tylko o energiach wokół sytuacji? Bo jeśli tak, to oczekiwanie konkretnych trafień jest od razu skazane na niepowodzenie - trochę jakbyśmy oceniali poezję według tego, czy rymuje się z encyklopedią.
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie może naiwne - ale czy to jest tak, ze jedna osoba może te same karty raz traktować jako przepowiednię, a raz jako opis energii, zależnie od tego, co jej pasuje do wyniku? Bo jeśli tak, to ta elastyczność trochę mnie niepokoi.
Wracam do tego, co pisałam wcześniej, bo to zostało trochę bez odpowiedzi. Jeśli pytamy za często i to zaburza wyniki, to czy da się w ogóle ocenić regularność trafień, skoro część rozkładów mogła być od razu "zepsuta" przez zbyt częste pytanie? Jak Gruszanka, albo ktokolwiek, wie które rozkłady były robione w odpowiednich warunkach?
Mam trochę inne pytanie do całej tej dyskusji - czy zakładamy, że karty działają niezależnie od osoby, która robi rozkład, czy to osoba "wkłada" sens w karty? Bo jeśli to drugie, to mówienie o trafności kart jest błędem - powinniśmy mówić o trafności interpretatora.
A nie uważasz, że to jest właśnie sedno problemu? Jeśli zmieniasz zasady oceny w zależności od pytania, to trudno potem powiedzieć, co tak naprawdę mierzysz. To trochę jak zmiana linijki w połowie mierzenia.
Wracając do tego, co pisała Gruszanka na początku - o zbyt częstych rozkładach. Czy ktoś z was miał tak, że po przerwie karty dawały inne odpowiedzi na to samo pytanie? Nie inne w sensie losowym, ale jakby bardziej... spójne wewnętrznie?
Szczerze - nie. Miałam kolumnę na pytanie, karty, interpretację i późniejszy wynik. Nic o tym, jak mi szło to czytanie, czy czułam że rozkład ma sens, czy nie. Teraz żałuję, bo to by było ważne. 🙂
