A dodałabyś taka kolumnę teraz, czy juz za późno na te wcześniejsze wpisy? Zastanawiam sie czy można retroaktywnie ocenić "jakość" czytania na podstawie notatek, czy sie traci coś ważnego jak sie to nie zapisze od razu.
Mam takie pytanie trochę z boku tej dyskusji, ale chyba ważne - czy jeśli ktoś zaczyna prowadzić takie notatki jak Dagmarka albo Gruszanka, to czy sama obserwacja nie zmienia sposobu, w jaki się robi rozkłady? Czyli czy nie zaczyna się pytać inaczej, bardziej "mierzalnie", żeby potem było co oceniać?
Czytam tę rozmowę i mam pytanei - czy jest jakas tradycja, która wprost mówi, że można to sprawdzać obiektywnie? Bo wszyscy tutaj próbujemy wymyśleć metodę sami, ale może ktoś to już przez setki lat opisał?
No i właśnie przez to nie możemy powiedzieć "karty zgadzają się z rzeczywistością w X procentach", bo każda z nas ma inny sposób na sprawdzanie tego. Zastanawiam się, czy w ogóle jest sens porównywać. Może te notatki służą tylko samej sobie, żeby widzieć własne wzorce, a nie żeby udowodnić cokolwiek komukolwiek innemu?
I myślę, że to jest chyba najuczciwszy wniosek z tej rozmowy. Notatki jako sposób samopoznania, nie jako dowód. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś próbuje z takich prywatnych obserwacji wyciągać twierdzenia ogólne - że karty "działają" albo "nie działają". To wymaga zupełnie innej metodologii niż dziennik rozkładów, choćby najstaranniej prowadzony. A wracając do pytania Gruszanki z początku wątku, o te zbyt częste rozkłady - jeśli każda z was ma inny próg "za często" i inaczej to zapisuje, to nawet to podstawowe pytanie zostaje bez wspólnej odpowiedzi.
