Ja to czuję intuicyjnie - sesja zaczyna się dla mnie w momencie, gdy siadam z intencją. Tasowanie jest już częścią rytuału, ale to, co wypada zanim usiądę, albo kiedy po prostu biorę talię do ręki bez konkretnego pytania - to jest właśnie ten obszar, o który mi chodziło w temacie. I zastanawiam się czy inni mają ten moment równie wyraźnie zarysowany.
To ciekawe, że Sprawiedliwa_E mówi o "intencji" jako granicy. Ja mam podobnie z runami - nie chodzi o to, kiedy fizycznie sięgam po woreczek, tylko o ten moment skupienia. Czy przy kartach ta granica jest dla was równie wyraźna, czy bardziej rozmyta?
Zatrzymuję się przy tym co mówi Mistique94, bo to nieświadoma intencja jest chyba kluczem do całej dyskusji o tych wypadających kartach. nie robimy sesji, a talia coś "mówi" - może właśnie dlatego, że część nas jest cały czas w trybie pytania, nawet gdy myślimy, że odpoczywamy od kart.
Mam trochę inne spojrzenie na to wszystko. Dyskutujecie o intencji, granicy sesji, rewersach - ale nikt nie powiedział wprost: skąd w ogóle założenie, że karta wypadnięta z talii jest komunikatem skierowanym do was, a nie zdarzeniem bez adresata? W numerologii też mamy przypadkowe liczby, które możemy nagiąć do interpretacji. Granica między wzorcem a pareidolią jest cienka.
To co mówi Stokrotunia67 jest chyba najbardziej uczciwe w tej dyskusji. Otwarta notatka bez zamknięcia to nie jest przyznanie się do porażki interpretacyjnej - to jest po prostu nierozstrzygnięty przypadek. I może właśnie te nierozstrzygnięte przypadki są najcenniejsze, bo nie pozwalają zamknąć systemu w zbyt ciasne ramy.
To co Herga pisze o otwartych notatkach bez zamknięcia wydaje mi się kluczowe dla całej tej dyskusji. Bo właściwie pytanie Sprawiedliwej_E na początku wątku dotyczyło czegoś bardzo konkretnego - czy wypadnięcie karty przed tasowaniem to omen. I może odpowiedź brzmi: czasem tak, czasem nie wiadomo i to drugie jest równie ważne. Ale chcę zapytać Hergi i Stokrotunia67 - jak wyglądają wasze notatki z takich przypadków? Czy zapisujecie samą kartę, okoliczności, pytanie które mieliście w głowie?
To co Herga opisuje - interpretacja przed zdarzeniem - to jedyny metodologicznie uczciwy sposób testowania takich przypadków. Ale chcę zapytać: ile macie takich zapisów, gdzie interpretacja była z góry i okazała sie trafna? A ile razy była z góry i nic z tego nie wyszło?
no Czytam tę rozmowę i zastanawiam się nad czymś innym. wy wszyscy mówicie o kartach wypadających przed sesją jako o czymś, co dotyczy przyszłości albo ostrzeżenia. Ale czy może być tak, że wypadnięta karta mowi o teraźniejszości, o stanie w którym jesteś właśnie teraz, nie o tym co ma nadejść? 😀
Przepraszam ze wchodzę z podstawowym pytaniem, ale ta rozmowa mnie wciągnęła. Mówicie o kartach wypadających "przed sesją" - czy chodzi o dosłowne wypadnięcie z talii, kiedy ją trzymacie w rękach? Bo nie wiedziałem, że to w ogóle jakoś się interpretuje, myślałem że to po prostu przypadek mechaniczny.
Dokładnie o to chodzi w tytule tego wątku 🙂 Karta fizycznie wypada z talii zanim zaczniesz rozkład, czasem nawet zanim skończysz tasować. Ja to właśnie zaczęłam interpretować jako osobny komunikat i postawiłam pytanie - czy to ma sens, czy to tylko mechanika. I jak widać temat wywołał naprawdę długą rozmowę, bo odpowiedź nie jest prosta. 😉
Wrócę do pytania Joasi96 o teraźniejszość, bo to mnie zatrzymało. Przy runach mam podobne doświadczenie - runa, która wypada zanim jeszcze wyciągnę właściwą, bardzo często opisuje dokładnie to, w czym jestem, nie to co nadejdzie. I właśnie dlatego nie ignoruję jej, ale też nie traktuję jako przepowiedni. Czy ktoś z tych, którzy pracują z kartami regularnie, ma podobne rozróżnienie między "karta stanu" a "karta przepowiedni"?
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i w końcu muszę coś napisać. To co Donat mówi o lustrze - że jesteś częścią tego co interpretujesz - wydaje mi się bliskie temu, o czym czytałam w kontekście medytacji. Że obserwator zmienia to co obserwuje. Nie wiem czy to pasuje do tarota, ale ta paralela mnie uderzyła. 🙂
A mnie nurtuje jedno pytanie co do tych wypadajacych kart - czy ktoś probowal po prostu odłożyć ją z powrotem do talii i zobaczyć czy znowu wyjdzie? Albo czy wypadnie ta sama karta drugi raz? Nigdy nie wiedziałam że tak można podejść do tego sprawdzajaco.
szczerze, To co Stokrotunia67 opisuje - że karta nie myliła się w kierunku,ale w skali - to jest coś, co słyszę bardzo często od osób, które prowadzą rzetelne notatki. Interpretujemy kontekst, który nam się narzuca, ale karta nie zawsze dotyczy tego co mamy na myśli. Pytanie do osób, które tu piszą: czy wypadnięta karta przed sesją ma dla was jakiś związek z intencją, z którą brałyście talię? Czy raczej jest niezależna od pytania?
A nie jest tak, że te karty wypadają częściej po prostu dlatego, że jesteśmy bardziej podenerwowani zanim zaczniemy? Jakby napięcie przed sesją sprawiało, że ręce mniej kontrolujemy tailę? Pytam bo zawsze myślałem, że to czysto fizyczne.
Wracając do samego pytania z tytułu wątku - czy to omen - chcę powiedzieć wprost, że słowo "omen" niesie ze sobą pewien ciężar, którego ja unikam. Omen sugeruje przeznaczenie, nieuchronność. karty wypadające przed sesją odczytuję raczej jako impuls do uwagi, nie jako wyrok. Czy ktoś ma inne podejście do samej semantyki?
Mam pytanie do bardziej doświadczonych. Czy są jakieś karty, które wypadają przed sesją częściej niż inne? Zastanawiam się, czy to jest rozłożone losowo, czy niektóre karty mają w jakiś sposób "tendencję" do wypadania.
U mnie osobiście częściej wypadają karty wielkich arkanów niż małych. Nie wiem czy to fizyka - są grubsze w niektórych taliach - czy coś innego. Ale nie śledzę tego systematycznie, to bardziej obserwacja. Stokrotunia67, a u ciebie? Masz dane z notatek?
Nie analizowałam pod tym kątem, ale teraz jak pytasz, to rzeczywiście wydaje mi się, ze duże arkana wypadają częściej. Głupie, że tego nie sprawdziłam - trzeba będzie przejrzeć notatki. Choć nie wiem, jak to policzyć rzetelnie, bo sesje mam różnej długości.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje. Czy wy w ogóle próbujecie nie interpretować wypadniętej karty? Czyli po prostu odkładacie ją na bok i zaczynacie sesję jakby nic? Ciekawi mnie, czy ktoś świadomie tak robił i co z tego wynikło.
Dobra, zadam konkretniej: kto z was próbował świadomie zignorować wypadniętą kartę i po prostu zacząć sesję? Nie chodzi mi o filozofię, tylko o praktykę. Co się wtedy stało z rozkładem?
Właśnie to nastawienie mnie tutaj niepokoi jako zmienna. jeśli zignorowałaś kartę i czułaś, że robisz coś nie tak, to ten dyskomfort mógł zaburzyć całą sesję niezależnie od kart. Jak odróżnić, że rozkład był niespójny przez Księżyc, od tego, że był niespójny bo czytałaś go z napięciem?
Wracając do pytania Pankracy.pl sprzed kilku postów - o to czy są karty, które wypadają częściej. Nikt jeszcze nie odpowiedział wprost. Sprawiedliwa_E mówiła o dużych arkanach, Stokrotunia67 miała intuicję podobną. Ale to nadal są wrażenia. Czy ktokolwiek tu ma dane, choćby przybliżone?
Mam pytanie może trochę z boku, ale wydaje mi się że pasuje do tematu - czy macie jakiś rytuał co do takiej karty? Znaczy, czy kładziecie ją w jakimś konkretnym miejscu, odkrytą czy zakrytą, czy robi to różnicę dla odczytania? Bo mi się zdarzyło raz położyć wypadniętą kartę obrazkiem do dołu i potem zupełnie o niej zapomniałam zanim skończyłam rozkład.
