Wlaśnie to mnie zastanawia - czy te sygnały fizyczne sa na tyle indywidualne ze nie można ich uogólniać? Bo czytam różne materiały i wszedzie piszą inne rzeczy. Ktoś mówi że zimno to zły znak ktoś inny ze zimno to obecność czegoś. Jak to w ogóle skalibrować?
Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie - u mnie zajelo to jakies dwa lata regularnej pracy z kartami. Ale kluczowe bylo prowadzenie notatek. Nie ogolnych tylko bardzo konkretnych: co czulam, przy ktorej karcie, co potem wyszlo. Bez tego to szukanie igly w stogu siana. 🙂
To ciekawe zestawienie - zapisujesz emocjonalnie od razu analizujesz po czasie. Ale wracajac do Wieduni i jej przypadku - ona nie miala szansy tego zweryfikowac bo nie wiedziala co koleżanka ukrywa. Jak w ogole kalibrujesz sygnaly kiedy nie dostaniesz feedbacku od osoby dla ktorej czytasz?
Ale czytanie dla siebie ma inne pulapki - wlasne zyczenia zaslaniaja obraz. Wiec i tam kalibracja jest trudna, tylko z innego powodu. Wiedunia, jak czytasz dla siebie - czujesz podobny dyskomfort jak przy tej sesji z kolezanka? 🙂
Przy sobie czuje inaczej. Jakby ciszej. ten dyskomfort przy kolezance byl wyrazniejszy bardziej fizyczny. Przy sobie mam raczej... takie zatrzymanie jakby karta nie chciala sie poddac interpretacji od razu.
To 'zatrzymanie' które opisujesz przy sobie - to jest bardzo charakterystyczny sygnał i myślę że wiele osób go zna tylko nie zawsze potrafi go nazwać. przy czytaniu dla innych ten sam mechanizm może się nasilac bo jest więcej napięcia w przestrzeni. Mam wrażenie że to co czułaś przy koleżance to była właśnie ta wzmocniona wersja twojego własnego sygnału ostrzegawczego.
Anastazy, myślę że brak jednoznacznej odpowiedzi jest tutaj celowy - bo jej nie ma. I to nie jest wada tej praktyki, to jest jej natura. Pytanie 'skąd pochodzi dyskomfort' jest mniej ważne niż pytanie 'co z nim robię podczas sesji'. Wiedunia zatrzymała się, nie przerwała - i ta decyzja też jest informacją.
Mistralia, ale to znowu wracamy do kwestii czy mówisz jej o swoim dyskomforcie czy nie. Bo wcześniej Karolka miała wątpliwości czy to jest w ogóle odpowiedzialne. Jak ty to rozwiązujesz w praktyce - jest jakiś moment w sesji kiedy decydujesz że mówisz a kiedy nie?
Moim zdaniem to sa dobre rozroźnienie. Sama tez mowiłam kiedys zbyt wprost i osoba pytajaca sie wytraszyła zanim nawet zaczełam interpretować. Nauczyłam sie ze jezykiem mozna duzo zrobic - to samo powiedziec łagodniej bez straty informacji.
Właśnie ten problem z granicą - mówisz łagodnie i tracisz precyzję mówisz precyzyjnie i straszysz. Nie ma tu złotego środka ktory działa zawsze. Każda osoba pytająca to inna kalibracja. Jedni chcą wiedzieć wszystko inni wolą ogólnik.
A wracając do tego co Rezedaa napisała o tym że dyskomfort był trafny - to jest chyba clou całego tego wątku, nie? że dyskomfort może być trafny nawet jeśli wszystko inne jest pogmatwane. Wiedunia, jak teraz patrzysz na tę sesję z perspektywy - uważasz że ten sygnał coś ci dał, czy tylko skomplikował czytanie?
Mysle ze dal ale nie w sposob w jaki sie spodziewalam. Nie powiedzial mi co konkretnie ukrywa kolezanka. Powiedzial mi tylko zebym nie zakladala ze wszystko jest po wierzchu. i to wystarczylo zebym inaczej podeszla do rozmowy z nia potem. Wiec byl uzyteczny ale nie jako ostrzezenie - bardziej jako... korekta nastawienia. 🙂
Ojej, to jest bardzo dojrzala interpretacja. I chyba dokładnie tak powinno się traktować te sygnały - nie jako przepowiednie tylko jako zmianę kąta patrzenia. Ale mam pytanie - czy przed tą sesją myślałaś o niej inaczej niż po? Mam na myśli tę koleżankę nie sesję.
Okej ale to rodzi pytanie czy tarot tu w ogole był potrzebny. Jakbyś po prostu uważniej słuchała koleżanki bez żadnej sesji - może też byś to wychwyciła? Nie umniejszam temu co poczułaś, pytam serio czy dyskomfort podczas czytania coś dodał czego byś sama z siebie nie miała.
Przepraszam że wchodzę z boku ale ta myśl o karcie jako pytaniu jest dla mnie nowa i bardzo ciekawa. Czy to znaczy że cały dyskomfort który opisuje Wiedunia był właściwie pytaniem które sobie zadała - tylko przez kartę? Bardzo dziękuję za to ujęcie.
Higiena pracy z kartami - to dobre określenie. wiedunia, a jak było z tobą przed tą sesją? Byłaś wypoczęta, skupiona, czy może coś ci siedziało w głowie niezwiązanego z koleżanką?
I to jest właśnie jeden z tych momentów gdzie dyskomfort może być twój własny, a nie ostrzeżenie z rozkładu. Nie mówię że tak było - ale to kolejna zmienna której nie można pominąć. Jak się czujesz przed sesją jest równie ważne jak to co pokaże rozkład.
A mnie zastanawia czy ktoś tu próbował jakiegoś prostego testu przed sesją - żeby sprawdzić swój stan zanim zacznie czytać? Coś w rodzaju krótkiej chwili zatrzymania i zapytania siebie: 'czy ja teraz w ogóle jestem gotowa na to czytanie?'
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie, które mnie nurtuje - czy wychodzi na to że dyskomfort podczas czytania ZAWSZE dotyczy pytającego albo osoby z pytania? A może może być związany z samym czytelnikiem i jego własną sprawą, która akurat w tym momencie wypłynęła?
Sluchajac tej dyskusji zaczynam myslec ze moj przypadek byl dokladnie tym o czym piszecie - mieszanina mojego stanu i czegos z rozkladu. I teraz nie wiem czy to dobrze czy zle. Moze te dwie warstwy nie musza być osobno moze wlasnie kiedy jestes zmeczona wyplywa cos co normalnie bys zagluszyla?
Wiedunia to co piszesz jest naprawde ciekawe. Bo z jednej strony zmeczenie moze byc szumem a z drugiej - moze obnizac opor i przepuszczac rzeczy ktore normalnie filtrujemy. Tylko jak wtedy odroznic to co przepuszczone od tego co po prostu zmyslone?
A wracając do samego tytułu wątku - bo trochę zeszliśmy na metody pracy - mam wrażenie że nigdy nie ustaliliśmy jednej odpowiedzi na to czy dyskomfort to ostrzeżenie. I może to jest własnie odpowiedź: że nigdy nie jest tylko jednym albo tylko drugim?
