Mam takie pytanie, bo trochę siedzę z tym od jakiegoś czasu i nie mogę dojść do ładu. Robię samodzielne rozkłady, czytam opisy kart, staram się łączyć znaczenia w całość, ale mam wrażenie, że coś mi umyka. Zastanawiam się, czy to kwestia mojego doświadczenia, że karty po prostu nie "mówią" tak wyraźnie do osoby, która dopiero zaczyna. Czy ktoś z was miał podobne odczucia na początku? I w ogóle czy uważacie, że czytelnik bez doświadczenia dostaje z kart mniej dokładne odpowiedzi, czy to bardziej kwestia interpretacji? Pytam też dlatego, że myślę nad tym, żeby połączyć to z pomocą kogoś zawodowego, niekoniecznie wróżki, bardziej po stronie zdrowotnej.
To jest dość częste pytanie i nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Sam przez długi czas myślałem, ze karty mi "nie wychodzą", bo za dużo analizowałem każdą z osobna zamiast patrzeć na całość rozkładu. Ale co masz na myśli mówiąc "mniej dokładne"? Czy chodzi o to, że nie rozumiesz co wyciągnąłeś, czy raczej że rozumiesz, ale to co widzisz nie pasuje do sytuacji?
To co opisujesz to klasyczna pułapka początkujących czytelników. Czytasz opis karty i starasz się go "wpasować" w pytanie, zamiast pozwolić żeby karta sama coś powiedziała. Różnica jest subtelna, ale ogromna w praktyce. Pytanie tylko jakiego tarota używasz i jak układasz karty? Metoda robi różnicę.
Zgadzam się z Mandragorką. Mnie tez długo zajęło żeby przestać szukać "właściwego znaczenia" w słowniku kart. Ale Jacenty, wróć do tego co napisałeś na końcu, bo to mnie zainteresowało. Mówisz o połączeniu z pomocą zawodową po stronie zdrowotnej. Masz na myśli psychologa, czy coś innego? I jak to chcesz połączyć z kartami? 🙂
Połączenie tarota z terapią to wcale nie jest tak rzadkie jak myślisz. Znam kilka osób, które to robią, i mówią że rozkład po sesji terapeutycznej działa inaczej niż przed. Ale wracając do pierwotnego pytania, bo to jest ważniejsze, doświadczenie czytelnika wpływa moim zdaniem głównie na jedno: zdolność do odkładania ego na bok. Im dłużej pracujesz z kartami, tym łatwiej ci nie narzucać im odpowiedzi, której oczekujesz.
Właśnie to z pytaniami to jest kluczowe. Przy runach jest dokładnie tak samo. Pytanie kształtuje odpowiedź bardziej niż cokolwiek innego. Jacenty, jakiego typu pytania zadajesz kartom?
No właśnie. "Czy ta decyzja jest dobra" to pytanie, które zamyka rozkład. Karta nie powie ci "tak" albo "nie", a nawet jeśli wyciągniesz Słońce, to możesz to zinterpretować i tak i tak. Spróbuj coś w stylu "co warto wziąć pod uwagę podejmując tę decyzję". Zobaczysz jak zmienia się to co dostajesz.
Właśnie przy takim podejściu do pytań zaczyna się robić ciekawie, bo karty przestają być wyrocznią i stają się bardziej... lustrem? Nie wiem jak to nazwać. Ale to też odpowiada na pytanie z tytułu wątku, bo czytelnik bez doświadczenia często pyta źle, a potem myśli że karta odpowiedziała źle.
Mnie bardziej zastanawia sam mechanizm dokładności, o którym Jacenty pisał. Bo co to w ogóle znaczy "dokładna odpowiedź" z kart? Czy chodzi o to, że trafnie opisuje sytuację, czy że wskazuje konkretny kierunek działania? Bo to są dla mnie dwie różne rzeczy i przy każdej z nich doświadczenie czytelnika może grać inną rolę.
Zgadzam się z Kupalo, że to pytanie trzeba najpierw rozłożyć. Ale dodam jeszcze coś, bo trochę mi tu brakuje tego wątku. Jacenty wspominał o profesjonalnej pomocy zdrowotnej. Chcę tylko powiedzieć wprost: jeśli rozważasz terapię, to karty mogą być świetnym uzupełnieniem refleksji, ale nie powinny w żaden sposób decydować o tym, czy idziesz do specjalisty i kiedy. To są dwie różne warstwy i dobrze że to rozrozniasz.
A ja mam inne pytanie, może trochę z boku ale połączone z tematem. Czy czytanie kart dla siebie jest w ogóle tak skuteczne jak czytanie ich przez kogoś innego? Bo może problem Jacentego nie leży w doświadczeniu, tylko właśnie w tym, że trudno być obiektywnym wobec własnych spraw? 🙂
Prowadzę notatki z rozkładów od dłuższego czasu i mogę powiedzieć, że z perspektywy czasu widać różnicę między tym, jak interpretowałam karty wcześniej, a teraz. Nie chodzi o to, że karty się zmieniły tylko że ja inaczej patrzę. Więc odpowiedź na tytuł wątku brzmi dla mnie: karty mówią tak samo, ale czytelnik bez doświadczenia słyszy inaczej.
To co Wahadlarka94 napisała o notatkach mnie zastanowiło. Czy to znaczy, że ta sama karta w tej samej pozycji może być dla mnie teraz czytana inaczej niż za rok? Bo jeśli tak, to skąd w ogóle wiadomo, że interpretacja jest "dobra", a nie po prostu aktualna dla mojego stanu w danym momencie?
Dokładnie o to chodzi, ale to nie znaczy, że interpretacja jest zła. Może znaczyć, że była właściwa na tamten moment. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś szuka odpowiedzi raz na zawsze.
To jest fundamentalne pytanie i dobrze że Jacenty je zadał, bo tu leży sedno całego wątku. Nie chodzi o to, że czytelnik bez doswiadczenia czyta "mniej dokładnie". Chodzi o to, że czyta przez inny filtr. Doświadczony czytelnik ma więcej filtrów do wyboru i potrafi je częściej świadomie zmieniać. Ale błąd doświadczonego może być równie duży, tylko lepiej uzasadniony.
Zgadzam sie z Arnoldem ale z jednym zastrzeżeniem. Są sytuacje, gdzie rozkład naprawdę daje poczucie jasności i to jest właściwa odpowiedź. Nie zawsze otwieranie kolejnych pytań jest oznaką dobrego czytania. Czasem to jest po prostu unikanie decyzji.
To co Mandragorka opisuje bardzo dobrze wpisuje się w to, co Jacenty mówił o terapii. Terapeuta też często nie daje odpowiedzi, tylko pomaga zobaczyć co blokuje. Może dlatego to połączenie ma sens, bo oba podejścia mogą się uzupełniać zamiast ze sobą konkurować. Jacenty, miałeś okazję porozmawiać z kimś o tym od strony terapeutycznej, czy to jeszcze przed tobą?
Jeszcze przede mną. Właśnie dlatego szukam jakiegoś rozeznania wcześniej. nie chcę iść do terapeuty z nastawieniem, ze karty powiedzą mi to samo, tylko taniej.
oj, to jest ważne co teraz powiedziałeś i dobrze, że to rozróżniasz. Karty nie zastąpią terapeuty i odwrotnie. Ale martwi mnie trochę co innego, bo siedzę w tym wątku od dłuższego czasu. Dużo tu rozmawiamy o technice, o pytaniach, o filtrach. A nikt nie zapytał co konkretnie chcesz przez te karty zrozumieć. Nie musisz mówić, ale to by sporo wyjaśniło
Właśnie miałam zadać podobne pytanie, ale nie wiedziałam jak to sformułować. Też się zastanawiam, czy Jacenty używa kart do czegoś konkretnego, czy raczej sprawdza czy w ogóle działają. Bo to są dwa bardzo różne punkty startowe.
Bardziej to drugie chyba. Mam jedno konkretne pytanie życiowe, które kręci mi się od jakiegoś czasu. Karty wyciągnąłem żeby zobaczyć czy wogole coś pokażą, czy to tylko papier. I paradoksalnie, trochę pokazały, tylko nie wiem czy to interpretacja czy moje własne myśli.
I to jest właśnie ten moment, w którym technika przestaje być ważna. To co opisujesz, że nie wiesz czy to karta czy ty, to nie jest problem do rozwiązania. To jest punkt, od którego zaczyna się praca z kartami. Pytanie brzmi: co ci pokazały, nawet jeśli nie wiesz czy to twoje czy karty?
Chcę wrócić do tematu tytułu, bo mi się wydaje, że gdzieś po drodze od niego odeszliśmy. Jacenty pytał na początku czy niedoświadczony czytelnik dostaje mniej dokładne odpowiedzi. I po całej tej rozmowie mam wrażenie, że odpowiedź brzmi: nie chodzi o dokładność, tylko o to co robisz z tym co dostajesz. Czy ktoś by się z tym nie zgodził?
