Powiem szczerze, bo siedzę w temacie od lat i widziałem już niejedno. To co opisujesz brzmi naprawde niepokojąco i rozumiem, że jesteś zagubiony i wściekły zarazem.
Sprawa z tymi tzw. charyzmatykami kościelnymi jest złożona. Część z nich działa w dobrej wierze ale kompletnie nie ma pojecia co robi, i właśnie to jest najgroźniejsze. Niby modlitwa, niby oczyszczenie, a człowiek wychodzi gorszy niż wszedł. Znam takie przypadki z opowieści bliskich mi osób.
Co do twojej sytuacji, te wszystkie dolegliwości fizyczne które wymieniasz, kręgosłup, jelita, wrzód, stawy, wzrok, to są poważne sprawy i koniecznie musisz to skonsultować z lekarzem jeśli jeszcze tego nie robiłeś. Serio, nie zostawiaj tego. Natomiast ten lęk przed kościołem i piekłem, to co opisujesz jako pomieszanie Boga z szatanem w głowie, to są sygnały że psychika też dostała mocno po kościach i tu potrzebna jest pomoc dobrego terapeuty, niekoniecznie związanego ze środowiskami kościelnymi.
Co do pytania czy to było celowe, szczerze wątpię żeby ktokolwiek z nich działał ze złą intencją. Bardziej skłaniałbym się ku temu, że po prostu nie mieli kompetencji a ich „modlitwa” była energetycznie chaotyczna i wymieszała ci to co miałeś. Nie musisz brać kolejnych obcych energii żeby się oczyścić, to tylko komplikuje sprawę.
Jeśli chcesz pogadać więcej o tym tutaj w wątku to pisz, bo temat jest ważny i nie powinieneś z tym zostawać sam.
Tak przy okazji, mam takie wrażenie że ta energia sama ze mnie odeszła... przynajmniej wydaje mi się że tak, choć stuprocentowej pewności nie mam. Ale zastanawiam się czy te szkody, które zostały narobione w ciele i w psychice, też same z czasem znikną. Bo z tego co wiem, energia z bioenergoterapii też zazwyczaj sama schodzi po jakichś sześciu miesiącach mniej więcej.
