Chciałam otworzyć ten temat bo od jakiegoś czasu zajmuje mnie cos, o czym mało się mówi wprost, a co w praktyce rytuałów jest absolutnie kluczowe. Chodzi o te wszystkie "zmyły" przed wejściem w przestrzeń sacrum, przed rytuałem, przed medytacją, przed kontaktem z bóstwem. Nie tylko mycie rąk przed ołtarzem czy ablucje przed modlitwą w islamie. Mam na myśli cos głębszego, oczyszczanie zmysłów z tego, czym nasiąkamy przez cały dzień. Resztki energetyczne z rozmów, ze spotkań, z miejsc, przez które przeszłyśmy. Myślę o tym w kontekście judaistycznej mikwy, shinto misogi, hinduskich rytualnych kąpieli w Gangesie, ale też tych mniej znanych praktykach jak okadzanie uszu ziołami albo nacieranie nadgarstków olejkami przed rytuałem. Gdzieś to wszystko łączy jeden wspólny pomysł, że zmysły niosą ze sobą ślady i te ślady trzeba najpierw oczyścić zanim podejdzie się do czegoś wzniosłego. Co wy o tym myślicie? Czy ktoś praktykuje jakieś konkretne formy takiego oczyszczania zmysłów, nie ciała, ale właśnie zmysłów?
Temat jak najbardziej na miejscu. Pracuję z czakrami od lat i to co opisujesz to jest wlasnie kwestia pozostałości w ciele subtelnym. Każdy zmysł ma swój odpowiednik energetyczny, wzrok to ajna, słuch to wiszuddha i tak dalej, i kiedy te centra są "zanieczyszczone" tym co zebrałaś przez dzień, to kontakt z wyższą wibracją jest po prosstu utrudniony. To nie metafora, to dosłownie zakłócneie sygnału. dlatego te rytuały przed rytuałem, tak to nazwijmy, mają sens głębszy niż symboliczny.
Ja tu dorzucę coś ze swojego podwórka bo pracuję z rytuałami od lat. Słowiańskie puryfikacje przed obrzędami nie były tylko symboliczne. Były naprawdę rozbudowane i obejmowały każdy zmysł osobno. Okadzanie, przemywanie oczu wodą z wywarów ziołowych, cisza przez pewien czas żeby "odciążyć" słuch, poszczenie żeby wyczyścić smak i węch. Wierzono że bóstwa nie wejdą w kontakt z kimś kto "śmierdzi" zwyczajnością, i to słowo śmierdzieć było używane dosłownie, chodziło o zapach codzienności który zanieczyszcza kontakt z sacrum. Tak to opisywała moja babka i jej nauczycielka.
Przeczytałam cały wątek i muszę powiedziec że nigdy o tym tak nie myślałam. Ja przed medytacją po prostu siadam i próbuję się wyciszyć ale może wlasnie dlatego tak trudno mi wejść w odpowiedni stan. Czy to znaczy że najpierw powinnam cos zrobić ze zmysłami? Jak to właściwie wygląda w praktyce, bo rozumiem teorię ale nie wiem jak zacząć
Do tej numerologicznej kwestii za chwilę ale najpierw chcę dopowiedzieć do wątku o zmysłach. W tradycjach hinduskich, szczególnie w tantrze, mowi się o tym bradzo konkretnie. Każdy zmysł ma swój żywioł i każdy żywioł ma swój sposób oczyszczenia. Wzrok oczyszcza ogień, słuch przestrzeń i cisza, węch ziemia i dymy, smak woda, dotyk powietrze. Dlatego pełna puryfikajca przed rytuałem tantry obejmuje kontakt ze wszystkimi żywiołami, po kolei. To nie jest dowolne, jest precyzyjne
Właśnie, mechanizm. I to jest pytanie które mnie tu blokuje. Mam wrażenie że jak ktoś mówi "energetyczne pozostałości zmysłów" to zakłada się że wszyscy wiemy czym to jest, a tak naprawdę to nie wiadomo. Efekt może być realny, ale wyjaśnienie jest po prostu metaforą ubraną w fakty.
Wchodzę Wam w zdanie w środek, ale czytam i naprawdę dużo mi to daje. Mam pytanie trochę praktyczne, czy te oczyszczenia zmysłów trzeba robić za każdym razem nawet jak robimy "małą" medytację codzienną? Czy to dla większych okazji?
no wiec ta kolejnosc w wudu mnie tez zastanawia, bo pamietam ze w jakims artykule czytalam ze mycie rąk jest pierwsze nie dlatego ze ręce sa najbrudniejsze, ale dlatego ze to one pierwszo nawiązują kontakt ze swiatem fizycznym i muszą byc "odcięte" od niego zanim reszta sie oczyści. bóg raczy wiedzieć czy to prrawda bo nie znam sie na islamie, ale jako logika rytualna ma sens nie?
ta kolejjność w wudu to rzeczywiscie nie jest przypadkowa ale wyjaśnienia sa rozne. prawnicze szkoły islamu spierały sie o to ktore elementy sa obowiązkowe a ktore zalecane, wiec sam kanon jest bardziej elasyczny niz sie wydaje. z perspektywy którą znam z pracy z energią, ręce i twarz to miejsca największej wymiany, wiec oczyszczenie zaczyna sie od "punktów styku". ale nie twierdzę ze to jedyne wyjaśnienie
ok ale zaraz, bo nie rozumiem jednej rzeczy. jesli kolejność ma znaczenie energetyczne, to jak to wyjasnic ze różne tradycje mają RÓŻNE kolejności i wszystkie twierdzą ze to działa? chrześcijanie kropia sie wodą święconą i tyle, żadnej kolejności, muzułmanie mają wudu, szinto ma misogi... i każde ma inną sekwencję. nie możę wszystkie być jednocześnie "prawidłowe" energetycznie
o matko ale ta dyskuja o kolejnosci to mega ciekawa, ja nawet nie wpadłam ze to może mieć znaczeie. bo ja jak sie przygotowuje do czegokolwiek magicznego to robię wszystko po kolei ale tak żeby "miło wyglądało" a nie myślałam ze kolejnosc sama w sobie może być ważna. to teraz ciekawe czy to co robię ma sens 🙂
patrzcie, nie chcę byc złośliwa ale te połączenia Merkury-numerologia-oczyszczenie zmysłów to już trochę za daleko imo. zaczynamy łączyć wszystko ze wszystkim i zaraz wyjdzie że każda tradycja potwierda każdą inną i nie ma jak tego obalić. to nie jest dowód na niczego, to jest po prostu dopasowywanie
no to jest właśnie to co mnie tu trzyma w tej dyskusji, że te rytuały są wszędzie. ja niedawno czytałam o mikvie w judaizmie i tam też jest cała sekwencja i warunki fizyczne wody i wszystko, i to zupełnie nie "magiczne myślenie", to jest głęboko przemyślana tradycja. chyba każda kultura w pewnym momencie doszła do tego ze zmysły potrzebują resetu zanim się wejdzie do przestrzeni duchowej. to musi coś znaczyć. głupio by bylo gdybym się mylił
