Nie wiem czy ktos jeszcze śledzi to co się dzieje w różnych tradycjach ekstatycznych, ale ostatnio natknęłam się na kilka opisów z zupełnie różnych kręgów kulturowych - szamańskie, sufickie, nawet kabalastyczne - i wszystkie mówią mniej więcej to samo: że jesteśmy teraz w jakimś przełomowym oknie. Nie mówię że sama w to wierzę bez zastrzeżeń, ale te zbieżności są naprawdę dziwne. Ktoś ma jakieś swoje obserwacje z praktyki?
ja to czuje od jakiegos czasu, serio. jak robie rytual albo wchodze w stan transowy to jest jakis... trudno mi powiedzieć jak to opisac, inny poziom dostepnosci? jakby cos sie otworzylo. moi znajomi z grupy mowia to samo niezaleznie od siebie wiec nie jest to tylko moja projekcja
dokladnie co to znaczy "przełomowe okno"? pytam serio, bo to brzmi jak kolejna wersja 2012 i przebudzenia swiadomosci i innych rzeczy ktore juz slyszalem ze sto razy. co konkretnie miałoby sie zmienic i w jaki sposob techniki ekstatyczne to potwierdzaja?
powiem Wam, mam kolegę który przez lata praktykował holotropowe oddychanie u Grofa i mówi że zeszłoroczne sesje były inne niż cokolwiek przed. i wcale nie jest to jeden człowiek, na tamtym kursie większość grupy raportowała podobne rzeczy niezależnie. nie przesądzam co to znaczy ale ignorowac tego nie można
a co to jest holotropowe oddychanie? przepraszam ze nie wiem ale ciekawie to brzmi
warto rozróżnić kilka rzeczy w tej rozmowie zanim pójdziemy za daleko. techniki ekstazy to bardzo szeroka kategoria - mamy do czynienia z zupelnie innym mechanizmem w bębnieniu szamanskim, innym w zikrze sufickim, innym w pranajamie, innym w tańcu derwiszy. każda z tych tradycji ma własne rozumienie tego co sie dzieje w ciele i co sie dzieje poza nim. pytanie brzmi: czy te "nowe jakosci" które ludzie opisują są specyficzne dla konkretnej techniki czy pojawia sie w wielu różnych?
dobra ale tu muszę zapytać. skąd wiemy że to nie jest po prostu efekt oczekiwań? jeśli nauczyciel sugeruje grupie że "teraz jest inaczej" to ludzie będą to potwierdzać. efekt placebo plus presja grupowa. to klasyczny problem w badaniu doświadczeń zmienionych stanów
jejku, chwila, bo chce sie upewnić że dobrze rozumiem temat. czy mówimy o konkretnych objawieniach, wizjach z treścią, ze świat się zmienia? czy o zmianie jakości samego doświadczenia transowego, bez konkretnej "wiadomości"? to dwie dosyć różne rzeczy i myślę że warto to rozdzielić zanim będziemy dalej
ojej ojej, dobra, tyle że "symbolika końca cyklu" to jest w zasadzie stała cecha każdej tradycji apokaliptycznej od zawsze. koniec cyklu wiekowego, nowa era, przejście - to sie pojawia w każdym pokoleniu i w każdej kulturze. to że teraz też się pojawia nie jest żadnym dowodem na to że teraz jest wyjątkowe. może po prostu ludzie zawsze szukają tego rodzaju znaczenia?
w tradycji sufickiej to sie nazywa kashf, rodzaj mistycznego odsłonięcia. to nie zawsze jest wizja w sensie obrazkowym, czesto jest to po prostu nagłe rozumienie czegoś, "ilm ladunni" czyli wiedza wlana. i tak, zdarzaja sie relacje zbiorowe - w historii bractw sufickich kilka razy zdarzało ze wielu murydów miało podobne przeżycia w tym samym czasie bez uzgodnienia
czytam to wszystko i bardzo mnie to porusza. ja tylko z medytacji i czakr, nie z takich głębookich praktyk, ale też ostatnio coś sie dzieje. piąta czakra i szósta, jakby bardziej aktywne, więcej snów symbolicznych, więcej synchroniczności. czy to mogłoby byc ten sam fenomen tylko na innym poziomie?
bo właśnie o to mi chodziło, czy te synchroniczności i aktywacja wyższych czakr to może być jakaś odpowiedź ciała na to co się dzieje globalnie? 😛 jak organizm ktury wyczuwa zmianę pogody zanim ona przyjdzie? to nie brzmi jak placebo, to brzmi jak coś co ma sens biologicznie nawet
ja wolę rozmawiać o przeżyciach bo struktura weryfikacji to już jest religioznawstwo a nie praktyka. ale jedno do Zaneczki - ta sama struktura (autorytet wspólnoty) może działać zarówno żeby potwierdzić prawdziwe objawienie jak i żeby wyprodukować zbiorową iluzję. więc ona sama nic nie weryfikuje
a wiem co, w tarocie jest cos podobnego. jak sie czyta dla grupy albo na zbiorowe zjawiska, to jest karta Sądu, dwudziestka w wielkich arkanach, i ona walsnie mowi o takim globalnym przebudzeniu, o dźwięku ktory dociera do wszystkich naraz. i ostatnio jak robię spready na "co sie dzieje" to ta karta pojawia sie bardzo często, u różnych osób, w różnym kontekście
to zależy od tradycji kompletnie. w sufizmie masz i ekstazę i ciszę,ba'al szem tow mówił o "devekus" ktory bywa zupelnie nieruchomy. ekstaza nie jest warunkiem koniecznym. niektóre z najgłębszych przebudzeń jakie opisują mistrzowie to wlasnie ten moment absolutnej ciszy w śodku chaosu
właśnie ten pomysł z "mostem do tego co zna" jest moim zdaniem źródłem połowy nieporozumień w takich rozmowach. kiedy nakładamy siatkę pojęć z jednej tradycji na doświadczenie opisane w innej, to nie rozumiemy żadnej z nich głębiej. rozumiemy tylko własną siatkę
tu bym była ostrożna z pochopnym porównywaniem. "wszystko jest powiązane" to jedna z najczęściej wyrywanych z kontekstu formuł rdzennych. w tradycji lakota ma konkretny kontekst obrzędowy, konkretne zobowiązania wobec wspólnoty i ziemi. kiedy my bierzemy to jako potwierdzenie swojego doświadczenia przebudzenia, to może być forma zawłaszczenia a nie porównania
no wlanie! to jest kluczowe pytanie. bo holotropowe oddechy na przykład to jest bardzo konkretna technika i daje bardzo konkretne stany. ale znam osoby które nigdy nic nie robiły a miały doświadczenia ktore opiszą podobnie jak ci co robili intensywne sesje. wiec albo techniki skracają drogę, albo... nie wiem, może otwierają to co i tak by przyszło?
właśnie to jest cos czego nie mogłam ubrać w słowa od dawna. mam wrażenie że pewne stany przychodziły dokładnie wtedy kiedy przestałam o nich myśleć. niekoniecznie po medytacji czy rytuale, raczej w zwykłych momentach - przy obieraniu ziemniaków albo w autobusie. i potem przez długi czas zastanawiałam się czy to "prawdziwe" bo nie było otoczki
o matko to brzmi znajomo. mnie tez raz cos takiego przytrafilo przy myciu naczyn serio. i bylo tak wyrazne ze az mnie zatkalo. nie wiedzialam co z tym zrobic i nikomu nie powiedzialam bo balam sie ze bede smieszna
ja bym do tego dodał jedno co z praktyki - unikanie interpretowania na gorąco. to co czujesz w trakcie i to co sobie o tym mówisz chwilę potem to dwie różne rzeczy. ta przerwa między przeżyciem a etykietką jest ważna i większość ludzi ją pomija
Trzygłow, to brzmi sensownie ale jak długa powinna byc ta przerwa? i co z tym robic w środku, po prostu... czekać?
to co mówi Trzygłow jest zbliżone do metody pracy ze snami - zapis zanim mózg zacznie "naprawiać" narrację. te same mechanizmy działają w obu przypadkach. mózg jest maszyną do tworzenia sensu i robi to bez pytania
historycznie to jest spotykane - mamy na przykład XIII-wieczną erupcję mistycyzmu w Europie (Eckhart,begini, ruch wolnego ducha), prawie jednocześnie Rumi i szkoła kubrawijja na wschodzie, i w tym samym okresie podobne rzeczy w Chinach i Japonii. to jest XIII-XIV wiek i historycy religii od dawna się głowią czy to jest przypadek czy coś wspólnego. Axel Michaels pisał o tym jako o "osiach historii"
ojejciu, to jest interesujące ale trzeba być ostrożnym z "zbieżnościami". 🙁 historia jest wystarczająco długa i gęsta żeby zawsze znaleźć coś co się zbiega z czymś innym. pytanie czy mamy do czynienia ze wzorcem czy z selekcją danych które pasują do tezy. być moze przesadzam
