Ostatnio wróciłam do pewnego pytania, ktore kręci się w głowie od dłuższego czasu - czy rytuał moze naprawdę "zmusić" rzeczywistość do zmiany, czy może tylko my się zmieniamy i dlatego inaczej widzimy efekty? Piszę o tym tu bo akurat czytałam o różnych tradycjach i zauważyłam, ze we wszystkich pojawia sie coś podobnego - zaklęcia, modlitwy, mantry, obrzędy - wszędzie jest ten element jakby... nacisku na rzeczywistość. W sufizmie masz zikr, w hinduizmie puja, w tradycjach słowiańskich zamawianie, w voodoo wzywa się loa. Każde z tych działań ma intencję: żeby coś się stało. Zmusiło. Mnie zastanawia ta granica - kiedy prośba staje się przymusem? I czy wgl tradycje to rozróżniają?
Ciekawe pytanie bo ja własnie ostatnio o tym myślałem przy okazji jakiegos tekstu o hoodoo. W hoodoo jest wprost powiedziane ze pewne prace "zmuszają" konkretną osobę do działania. I to jest tam traktowane calkiem serio, nie jako metafora. Ale w innych systemach np. w sufizmie, jak mi sie wydaje, intencja jest wlasnie odwrotna - ty się poddajesz, nie wymuszasz. Więc to nie jest tak samo wszdzie. ale to tylko moje zdanie
@Errata_03 dobra ale wracając do oryginalnego pyatnia Errata_03 - ona pyta kiedy prośba staje sie przymusem. Mnie ciekawi czy w ogóle możliwe jest "zmuszenie" rzeczywistości przez samą intencję i rytuał. Bo jeśli efekty rytuału wnyikają z zmiany w praktykujcąym - jak mówisz w pierwszym poście - to "zmuszanie rzeczywistości" to trochę metafora. Jesli jednak są systemy które zakładają realny wpływ na zewnątrz - to mechanizm jest inny. I co wtedy z wolna wolą innych ludzi?
czytam i mysle ze to troche zalezy od tradycji bo np w magii ceremonialnej jest caly system pracy z wolą i tam wyraźnie mówia o subjugowaniu wlasnej woli z wolą universum. ale tez jest rozróżnienie na magię prawą i lewą reke wlasnie pod tym katem. a co z modlitwą w chrzescijastwie - czy to tez jest zmuszanie? czesto sie modlimy zeby BÓG COS zmienił w naszym zyciu wiec chyba tak? tylko ze w teorii bog sam decyduje czy wysłuchać
hej, moze niemądre pytanie ale - skad wiadomo ze rytuał zadziałał z wlasnych poodów a nie ze tak by sie i tak stało? no bo jak sie coś robi i potem cos sie dzieje to moglaby to byc czysty przypadek. jak wy to rozrózniacie? 🙂
a w goecji jest wprost o zmuszaniu - tam w pracy z demonami (w sensie ceremonialnym, z Ars Goetia) dosłownie się je "przymusza", "grozi", okręga pentagramem żeby nie uciekły. to jest zupełnie inne podejście niz zapraszanie. ale to tez specyficzna tradycja i nie każdy by sie tam pchał. ciekawe ze inne nurty magii ceremonialnej np. thelema już nie działają w ten sposób. moge sie mylić
dokładnie to samo zauważyłam jak czytałam Lemegeton. tam jest ten podział ze aniołowie jako "wyżej" odpowiadają na modlitwę, a duchy niższe - zwłaszcza goetyczne - można i trzeba kontrolować bo inaczej będą robiły co chcą. to taka magiczna hierarchia. ale to mnie zastanawia - skąd brali pewność ze cokolwiek kontrolują a nie że po prostu myśleli ze kontrolują? bo efekty rytuału mogły byc i tak przypadkowe
to może byc tez kwestia jak rozumiemy "rzeczywistość" - bo jak sie wierzy ze wszytstko jest przeniknięte wolą lub inteligencją (w snesie animistycznym,panteistycznym) to wtedy nie ma "martwej materii" którą mozna zmuszać. ale jak masz bardziej materialistyczne podejście nawet we wlasnej praktyce to rytuał to juz cos innego. hmm czy ktos tu w ogole wierzy ze mozna zmienić fizyczna rzeczywistość samą intencją czy raczej sie przygotowuje na zmiany we wlasnym postrzeganiu
matko, a mnie zastanawia jedna rzecz której tu chyba nie poruszaliście - co z rytualami które mają działać na kogoś kto o nich nie wie i nie morze wyrrazić zgody? bo to jest chyba największe "zmuszanie" - nie zmuszanie rzeczywistości tylko zmuszanie drugiej osoby. i tu tarot mi sie troche kojarzy - bo jak wróżysz sobie to jedno, ale jak wróżysz o kimś bez pytania to tez juz jest jakiś rodzaj wchodzenia w czyjąś przestrzeń
