Forum

Asystent AI
Święte Zmęczenie - ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Święte Zmęczenie - wyczerpanie jako etap drogi duchowej czy degeneracja?


Wpisy: 132
Rozpoczynający temat
(@guslarz94)
Połączone: 3 lata temu

Chciałem poruszyć cos,o czym mało się mówi wprost, a co mnie samego dosłownie rozłożyło kilka miesięcy temu. Chodzi o ten stan, kiedy po intensywnym okresie praktyki - medytacje, rytuały, praca z snami, głębsze eksplorowanie - człowiek nagle czuje się kompletnie wypalony. Nie zmęczony w seensie że chce się spać, tylko coś głębszego. Jakby cos w środku poprostu odmówiło współpracy. Siedziałem przy ołtarzu i nie czułem nic. Jakby ktoś wyłączył kontakt. Zacząłem się zastanawiać czy to normalny etap na ścieżce, czy moze cos robię źle. w różnych tradycjach spootykam się z opisami podobnych stanów - w mistyce chrześcijańskiej to "noc ciemna duszy" u Jana od Krzyża, w buddyzmie mówi się o pewnych prześwitach gdzie praktyka wydaje się bezowocna. Ale czy to naprawdę to samo? Chętnie usłyszę czy ktos przez to przechodził i jak to rozumiiał.


Odpowiedz
62 odpowiedzi
Wpisy: 86
(@morganitka06)
Połączone: 3 lata temu

To bardzo konkretne pytanie i dobrze że je postawiłeś, bo wielu ludzi w tym miejscu po prostu odpuszcza praktykę i nigdy nie wraca. :)) Żeby nie pisać od razu suchej teorii, najpierw zapytam, jak długo trwał ten stan u ciebie i czy wcześniej był jakiś wyraźny szczyt, intensywny okres, po którym to nastąpiło?


Odpowiedz
Wpisy: 306
(@julitka65)
Połączone: 2 lata temu

ojejku, ja to znam aż za dobrze. Myślę że każdy kto praktykuje regularnie przez kilka lat, w końcu trafia w taki dół. Mnie to spotkało po intensywnym roku pracy z kartami i astrologią - każdego dnia czytałam, medytowałam, prowadziłam dziennik snów. I w pewnym momencie po prostu cisza. ciągnęłam się przez to jakieś dwa miesiące, zupełnie bez sensu patrząc na talie jak na zwykły karton. Potem wróciło, i to mocniej niż wcześniej. Więc chyba coś w tym jest, że to nie degeneracja, ale pytanie co się wtedy tak naprawde dzieje w środku.


Odpowiedz
Wpisy: 65
(@przytulia86)
Połączone: 3 lata temu

Ale dlaczego akurat po intensywnym okresie? To trochę bez sensu, że im więcej robisz tym potem gorzej. Jak ćwiczysz to powinieneś być coraz silniejszy a nie wypadać z rytmu. Może po prostu robiliście za dużo na raz i to zwykłe przeciążenie a nie żaden etap duchowy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@morganitka06)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 86

@Przytulia86 nie do końca bo to nie jest tak jak z mięśniami na siłowni. W tradycjach kontemplacyjnych - i nie mówię tu tylko o jakimś new age - celowo wyróżnia się fazy konsolidacji i fazy pustki. w sufizmie jest pojęcie fana, stopniowego zaniku ego w kontakcie z wyższym - ale nim to nastąpi, przechodzi się przez etapy gdzie stare struktury się rozpadają a nowych jeszcze niema. To nie jest słabość, to raczej rodzaj "przepalania" starych wzorców. Natomiast zgadzam się że granica między takim etapem a zwykłym przeciążeniem jest bardzo cienka i warto ją rozróżniać. Właśnie dlatego zapytałam Guslarza o szczegóły.


Odpowiedz
Wpisy: 524
(@nikodem71)
Połączone: 2 miesiące temu

No wlasnie bo to moim zdaniem jest często mylone. Czakra korony sie otwiera i czassem robi sie takie pustkowie w środku,bo energie muszą się na nowo ułożyć. jak masz otwartą koronę a nie ma jeszcze przepływu przez resztę systemu to wlasnie to czujesz - zero, cisza, brak kontaktu. To standrd przy pracy z wyższymi czakami. Trzeba po prostu poczekać aż sie zrównoważy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@swietoslawa52)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 40

@Nikodem71 hmm ale czy to jest aż tak automatyczne? Mam wrażenie, ze sprowadzasz to do mechaniki czakrowej, a nie każda tradycja tak to opisuje. W buddyzmie zen na przykład mówi sie o makyo, czyli wtrętach i iluzjach pojawiających sie w trakcie praktyki, i tam stan pustki nie jest efketem "otwarcia" tylko raczej oczysszczania. chyba że uważasz te opisy za równoważne?. to nie jest uczciwa polemika


Odpowiedz
Wpisy: 132
Rozpoczynający temat
(@guslarz94)
Połączone: 3 lata temu

U mnie trwało to moze sześć tygodni. I tak, wcześniej byl wyraźny szczyt - kilka tygodni bardzo intensywnych snów, kilka bardzo żywych doświadczeń podczas rytuałów, naprawdę czułem że coś się dzieje. I potem nagle jak nożem uciął. Teraz jak to opisujesz z sufizmem to brzmi znajomo ale bałem się że może po prostu zrobiłem coś źle i przeciążyłem to co pracowało.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@baltazar)
Połączone: 2 lata temu

cholera, to ze cos zrobiłeś źle to bym odrzucił na starcie. Takie stany po intensywnym szczycie sa opisywane w za duzo tradycjach zeby to była przypadkowa usterka. Mnie bardziej ciekawi to co napisałaś, Morganitko - ta granica między etapem duchowym a przeciążeniem. Jak to w praktyce odróżnić? Bo z zewnątrz i chyba tez od środka wygląda tak samo.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@morganitka06)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 86

@Baltazar i Eleonorkaa bo oba pytacie o to samo - spróbuję odpowiedzieć konkretnie. To co w praktyce rozróżnia "etap" od "przeciążenia" to kilka rzeczy. Przy przeciążeniu zwykle czujesz też zmęczenie ciała, rozdrażnienie, probemy ze snem, trudno się skupić na zwykłych rzeczach. Przy etapie konsolidacji często funkcjonujesz całkiem normalnie, tylko praktyka wydaje się pusta, jakby zaćmiona. Drugie: przy przeciążeniu odpoczynek pomaga. Przy etapie duchowym możesz odpocząć, spać po dwanaście godzin i nadal wracasz do ołtarza z tym samym uczuciem niczego. Trzecia różnica jest bardziej subtelna, przy etapie często jest jakiś dziwny spokój mimo braku "połączenia", przy przeciążeniu raczej niepokój i poczucie że coś się popsuło. Ale to są wskazówki ogólne, kazdy musi to w sobie rozpoznać.


Odpowiedz
(@guslarz94)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 132

@Morganitka06 tak, u mnie ciało było ok. To jest chyba ta różnica. Spałem normalnie, jadłem, byłem w kontakcie z ludźmi. Tylko ta warstwa praktyki była jak odcięta. Jakby ktos zamknął drzwi od środka. Nie czułem też niepokoju o to, raczej taką obojętność. Czy to jest właśnie ten "spokój mimo pustki" co opisywała Morganitka?


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@eleonorkaa)
Połączone: 3 lata temu

Właśnie, to jest kluczowe pytanie. Bo jeśli ktoś nowy trafi w taki stan i nie będzie wiedział że to możliwy etap, to po prostu odpuści. Albo wpadnie w panikę że zrobił sobie krzywdę. Może warto by tu było jakieś konkretne sygnały ostrzegawcze wymienić, które mówią "to za duzo, zatrzymaj się" a nie "to etap, przetrzymaj"?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@andromedka92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 189

@Eleonorkaa odbijam z powrotem do tego co mówiła Eleonorkaa o sygnałach dla nowych bo to naprawde ważne. 🙂 Ja kojarzę kilka osób, ktore trafiły w taki stan i go kompletnie źle odczytały. Jedna z koleżanek myślała że zrobiła sobie krzywdę jakimś rytuałem i przez pół roku wogóle sie nie zbliżała do czegokolwiek ezoterycznego. A druga poszła w drugą sttronę i zaczęła na siłę podkręcać intensywność bo myślała ze musi przebić sie przez ten mur. Co gorsza, druga opcja moze byc naprawde niebezpieczna.


Odpowiedz
Wpisy: 609
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Powiem Wam, trochę tu mieszacie pojęcia z różnych bajek. "Noc ciemna duszy" Jana od Krzyża to bardzo specyficzny stan opisywany w kontekście mistyki karmelitańskiej, tam chodzi dosłownie o zawieszenie wszelkich pocieszeń duchowych po to zeby miłość do Boga przestała byc zależna od przeżyć. To nie jest to samo co wypalenie po zbyt intensywnej praktyce ezoterycznej. nie twierdzę że to drugie nie istnieje, ale wrzucanie wszystkiego do jednego worka robi wiecej zamieszania niż pożytku.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@julitka65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 306

@Czarek masz rację co do różnicy, ale czy naprawdę sądzisz że te stany nie mają ze sobą nic wspólnego na poziomie doświadczenia? 😉 Bo opis Jana od Krzyża jest na tyle fenomenologicznie szczegółowy że wielu ludzi, i to z bardzo różnych tradycji, rozpoznaje w nim swoje własne doświadczenia. Może mechanizm i intepretacja są różne a samo zjawisko podobne?


Odpowiedz
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 609

@Julitka65 możliwe ze tak ale właśnie na tym polega prbolem w takich dyskusjach, ze zacynamy od doświadczenia i do niego przykładamy pasujące opisy. 🙂 A potem wychodzimy z założenia że skoro opis pasuje to zjawisko jest tożsame. Nie musi byc. Mogę czuć pustkę z dwustu różnych powodów.


Odpowiedz
(@strzaska96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 189

@Czarek trochę się pogubiłam bo wchodzicie w takie detale że ciężko za tym nadążyć. Ale to co napisał Czarek ma sens, że nie wszystko musi być etapem. Jak po prostu śpię po pięć godzin, jestem na diecie i jeszcze robię rytuały co wieczór to może po prostu jestem zmęczona i to wcale nie jest żadna "noc ciemna". Skąd w ogóle wiadomo że to coś duchowego a nie po prostu zwykłe ludzkie wyczerpanie?


Odpowiedz
Wpisy: 65
(@przytulia86)
Połączone: 3 lata temu

matko, ok to teraz ma więcej sensu. Ale to co opisujesz jako ten spokój mimo pustki, jak to w ogóle jest możliwe? Bo jak mi nic nie działa to jestem sfrustrowana, nie spokojna 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 132
Rozpoczynający temat
(@guslarz94)
Połączone: 3 lata temu

Mnie to akurat pasuje do tego co czułem. Nie byłem sfrustrowany, raczej spokojny ale jakby daleko od wszystkiego. Normalne rzeczy szły ok, praca, jedzenie, rozmowy. Tylko ze jak siaadłem do praktyki to jakby wchodziłem do pustego pokoju. Żadnej odpowiedzi, żadnego rezonansu. daleko mi do pewności


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@swietoslawa52)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 40

@Guslarz94 zastanawiam sie czy to tez ma cos wspólnego z tym co w astrologii widać przy przejściach Sturna przez pewne miejsca w mapie. Saturn do MC albo przez dziesiąty dom potrafi dać ten sam efekt,takie uczucie ze wszystko co budowałeś nagle straciło smak i sens. nie mówię ze to wyjaśnienie wystarczające ale moze miec znaczeine kiedy to następuje. Guslarz, wiesz cos o swojej mapie w tamtym czasie?


Odpowiedz
(@strzaska96)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 189

@Guslarz94 hm no to trochę wraca do tego co mówiłam wcześniej. Pięć godzin snu i rytuały codziennie to nie jest żaden etap duchowy, to jest po prostu niedobór snu. Ale jak to sie ma do tego co Guslarz opisywał? Bo on mówił że ciało działało ok, praca, jedzenie, normalne sprawy. Czy to jest inna sytuacja?


Odpowiedz
Wpisy: 153
(@nyja95)
Połączone: 1 rok temu

O matko, to ta druga opcja brzmi strasznie. Podkręcanie na siłę kiedy coś nie działa to chyba najgorsze co można zrobić, nie? Domyślam się że skończyło się nie za dobrze dla tej osoby?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@andromedka92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 189

@Nyja95 tak, skończyło sie nie najlepiej. Przez kilka miesięcy robiła coraz bardziej intensywne oczyszczenia, spalała sage niemal codziennie, słuchała binauralnych dźwięków godzinami, prosiła znaomych o przesyłanie energii na odlległość. I w efekcie skończyła u psychologa z objawami derealizacji. Nie mówię ze to przez rytuaały jako takie ale na pewno przez to przymusowe "napędzanie" kiedy coś nie szło


Odpowiedz
(@saturnella54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 209

@Andromedka92 to co opisuje Andromedka jest dość klasycznym obrazem. Widziałam podobne przypadki kilka razy. Kiedy ciało i psychika dają sygnał "stop", a ktoś zamiast tego wrzuca piąty bieg, to układ nerwowy po prostu zaczyna się rozjeżdżać. Derealizacja, trudności z rozróżnieniem co jest wizją a co rzeczywistością, albo z powrotem do "zwykłego" trybu po medytacji. To nie sa oznaki głębi duchowej, to sa oznaki przeciążenia.


Odpowiedz
(@przytulia86)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 65

@Saturnella54 ale skąd wiadomo w trakcie że to już za dużo? Bo z zewnątrz to wyglądało pewnie jak ktoś bardzo zaangażowany. Ona sama chyba myślała że idzie w dobrą stronę, tak?


Odpowiedz
(@saturnella54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 209

@Przytulia86 wlasnie. Ona myślała ze idzie głębiej. To jest ten problem - granica nie jest oczywista kiedy jesteś w środku. Dlatego pytałam wczesniej o te sygnały z ciała. Ciało rzadko kłamie. Jak masz problemy z jedzeniem, ze snem jak zaczyna cię drażnić zwykła rozmowa z ludźmi jak czujesz że "normalne życie" jest jakimś przeszkadzaczem a nie kontekstem, to juz sa sygnały.


Odpowiedz
Wpisy: 153
(@nyja95)
Połączone: 1 rok temu

O matko. To jest naprawdę przerażające. Czyli ta derealizacja to był skutek tego podkręcania? Czy to się cofnęło potem?


Odpowiedz
Wpisy: 86
(@morganitka06)
Połączone: 3 lata temu

Tak, to brzmi jak to. Ten spokój jest ważny, bo przy przeciążeniu zazwyczaj jest albo drażliwość albo niepokój. Obojętność bez lęku przy sprawnym ciele, to jest akurat dobry prognostyk. chociaż "dobry" to może złe słowo, raczej powiem - neutralny, normalny w pewnym kontekście. Pytanie które zawsze zadaję w takich sytuacjach: czy miałeś wtedy kogokolwiek kto mógł na to spojrzeć z zewnątrz? Nauczyciela, kogos z dłuższą praktyką?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@guslarz94)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 132

@Morganitka06 nie. I to byl chyba mój błąd. Robiłem wszystko sam, z książek i forów. Nie miałem nikogo kto by powiedział "ok, to normalne, poczekaj". przez pierwsze tygodnie naprawde myślałem że coś się psuje.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@baltazar)
Połączone: 2 lata temu

I wlasnie tu jest chyba największy problem z soliterami. Nie w tym zeby miec "guru" ale w tym ze brakuje jakiegokolwiek punktu odniesienia kiedy cos jest inaczej niż oczekujesz. Tradycje ktore mają inicjacyjny wymiar zawsze miały kogoś starszego kto przy tym jest, nie po to zeby prowadzić za rękę, ale zeby powiedzieć ze widzą co sie dzieje i ze to ok


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 609

@Baltazar to prawda. I to nie jest przypadkowe. w tradycji chrześcijańskiej byl kierownik duchowy,w sufizmie szejk, w buddyzmie nauczyciel dharmy. Nie dlatego ze ludziom brakoało inteligencji do samodzielności ale dlatego ze pewne stany wyglądają z zewnątrz inaczej niż od środka. Szczególnie te głębsze pustki


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@eleonorkaa)
Połączone: 3 lata temu

To ważna uwaga. Ale mam pytanie praktyczne, bo nie każdy ma dostęp do takiego kogoś. Większość osób tutaj na forum raczej nie praktykuje w żadnej sformalizowanej tradycji z mistrzem na podorędziu. Co wtedy? Czy w ogóle można sobie poradzić bez tego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@morganitka06)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 86

@Eleonorkaa tak, można, ale trzeba być uczciwym z samym sobą co do granic swojej wiedzy. Dziennik praktyki prowadzony systematycznie bardzo pomaga, bo widzisz wzorce których nie widać w bieżącym doświadczeniu. Możesz też szukać nie tyle mistrza co kogoś z dłuższą ścieżką kto może powiedzieć "miałam podobnie". Forum też może to spełniać, pod warunkiem że ludzie tu piszą szczerze o trudnych momentach a nie tylko o sukcesach.


Odpowiedz
Wpisy: 306
(@julitka65)
Połączone: 2 lata temu

Ten dziennik to naprawdę nie jest banał. Ja prowadzę od wielu lat i kilka razy właśnie przez niego zobaczyłam że weszłam w cykl, którego nie czułam na bieżąco. albo odwrotnie, że to co myślałam że jest stagnacją, był właśnie poprzedzony bardzo intensywnym miesiącem i ta pustka miała sens w kontekście.


Odpowiedz
Wpisy: 56
(@kingusia62)
Połączone: 9 miesięcy temu

Ojej, to brzmi mega sensownie z tym dziennikiem! 🙂 Ale jak to w ogóle prowadzić zeby miało sens? Bo ja próbowałam i skończyłam na notowaniu "medytowałam 20 minut" a potem nic. Co konkretnie warto zapisywać?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@julitka65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 306

@Kingusia62 zapisuj nie co robiłaś ale co czułaś przed i po. :)) Jakość snu tej nocy, nastrój rano. Czy podczas praktyki było coś żywego czy wszystko płaskie. Nie trzeba pisać powieści, wystarczy kilka zdań. Wzorzec widać po kilku tygodniach a nie po jednym wpisie.


Odpowiedz
Wpisy: 524
(@nikodem71)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja zawsze mówię zeby patrzeć na czakrę splotu słonecznego przy takich stanach bo ona często jako pierwsza daje sygnał ze coś sie przestawia. Jak jest napięcie albo jakiś ucisk tam to znak ze ego jest w oporze wobec tego co sie dzieje energetycznie. Ale jak jest ciepło i spokój to znaczy ze transformacja idzie, tylko tyle


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@swietoslawa52)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 40

@Nikodem71 hmm,nie do końca bym sie z tym zgodziła. To znaczy, rozumiem tę perspektywę ale sprowadzanie każdego stanu do konkretnego centrum energetycznego jest troche upraszczające. Różne tradycje lokalizują tego rodzaju procesy bardzo różnie, i nie zawsze jest konsensus. nie chcę tu nicezgo przesądzać


Odpowiedz
Wpisy: 44
(@okultysta94)
Połączone: 2 lata temu

hm, a moge zapytać trochę z boku bo to jest moja sytuacja teraz prawie dokladnie? Zacząłem regularną praktykę jakieś pół roku temu, przez pierwsze miesiące duzo sie działo, sny, jakies synchroniczności, raz chyba miałem prawdziwe wyjście z ciała. I teraz od jakichś dwóch miesięcy totalnie nic. czytam watek i ciężko powiedziec czy to dobrze czy powinienem się martwić


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@andromedka92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 189

@Okultysta94 A jak masz z ciałem i snem? Bo to pierwsze pytanie jakie tu pada zawsze przy takich opisach. I czy to "nic" to jest puska z lękiem czy pustka bez lęku? Bo to naprawde różnica.


Odpowiedz
(@okultysta94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 44

@Andromedka92 sen ok,jem normalnie, żadnego niepokoju. Raczej taka nuda. Siadam do medytacji i myślę o zakupach, wstaję i nic. nie boję sie, tylko trochę mnie kręci że straciłem tą intensywność z początku.


Odpowiedz
(@andromedka92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 189

@Okultysta94 no wlasnie, ta nuda to jest klucz. jak nie ma lęku, ciało ok, a tylko praktyka jest płaska, to jest dokladnie ten moment o którym Guslarz pisał. To nie jest koniec, to jest jakby... cisza miedzy zdaniami. Pytanie co z tym roisz, siedzisz i czekasz czy moze próbujesz cos na siłę wzniecić?


Odpowiedz
(@okultysta94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 44

@Andromedka92 szczerze? trochę próbowałem wzniecać. Zmieniałem techniki,dodawałem rzeczy, raz przez tydzień robiłem dwa razy dziennie zamiast raz. Bez efektu. Chyba robiłem dokladnie to czego nie powinienem, tak?


Odpowiedz
Wpisy: 132
Rozpoczynający temat
(@guslarz94)
Połączone: 3 lata temu

U mnie właśnie to forsowanie wydłużyło ten etap. Im bardziej próbowałem przełamać tę ciszę,tym głębiej siedziałem. Jak odpuściłem i po prostu siadałem bez oczekiwań, to po jakimś czasie cos się otworzyło. Ale ten czas bez oczekiwań był naprawde ciężki.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@kingusia62)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 56

Ojej, ale to brzmi mega trudne, żeby siedzieć i nic nie oczekiwać! 😉 Jak to w ogóle ćwiczyć? Bo ja jak siadam do medytacji to od razu gdzieś w głowie mam "no i co, coś czujesz?". Jak wyłączyć ten głos? 🙂


Odpowiedz
(@morganitka06)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 86

@Kingusia62 tego głosu sie nie wyłącza, przynajmniej nie w sposób, który trwałe daje efekt. On jest. Pytanie czy on ma władzę nad tym co robisz. Możesz go słyszeć i nadal siedzieć. Z czasem głos sie nudzi i cichnie sam. Ale to wymaga dużo powtórzeń.


Odpowiedz
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 609

@Guslarz94 to co opisuje Guslarz to w alchemii duchowej opisywano jako nigredo, albo w chrześcijańskiej tradycji mistycznej jako noc ciemna. Problem polega na tym, ze nikt nie mowi ile to trwa. Jan od Krzyża pisał swoje miesiącami, Silesius latami. Jak ktos myśli ze to minie po tygodniu odpuszczenia to morze się zdziwić


Odpowiedz
(@swietoslawa52)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 40

@Czarek czaerk ma rację z tym czasem, ale troche uważałabym na porównania do świętych mistyków. Jan od Krzyża miał za sobą lata formacji, więzienie, całą strukturę zakonną jako fundament. nasze sytuacje sa inne. To nie znaczy ze ten etap nie jest realny, ale skala i kontekst sa nieporównywalne. może z czasem to lepiej zrozumiem


Odpowiedz
(@czarek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 609

@Swietoslawa52 nie porównuję intensywności ani wielkości, tylko mechanizm. podobny wzorzec pojawia się w różnych tradycjach niezależnie od kontekstu, to chyba mówi coś o naturze tego zjawiska, nie o naszych kwalifikacjach


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@baltazar)
Połączone: 2 lata temu

No właśnie, ten wzorzec jest powtarzalny i to jest chyba najważniejsza informacja dla kogos kto to przeżywa po raz pierwszy. Nie jesteś wyjątkiem, nie cos sie zepsuło, to jest znany etap. Różne tradycje różnie to nazywają ale identycznie opisują suchość, brak odczuć, wrażenie ze praktyka jest marwta.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@przytulia86)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 65

@Baltazar okej ale czekajcie, to co wy mówicie sugeruje ze to etap który po prostu trzeba przeczekać. Ale czy nie ma nic co można zrobić żeby skrócić ten czas? Bo jak ktoś jest powiedzmy rok w tej suchości to siedzenie i czekanie brzmi jak recepta na porzucenie praktyki w ogóle. zaczynasz mi wmawiać coś, czego nie ma w moim poście


Odpowiedz
(@saturnella54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 209

@Przytulia86 jest różnica między biernym czekaniem a świadomym trwaniem. Nikt nie mówi zeby siedzieć i nic nie robic. Mówi się zeby nie forsować. To nie to samo. Można zmienić formę praktyki, zejść do prostszych rzeczy, zamiast rozbudowanej medytacji zwykła uważność przy herbacie. Ciało i umysł dalej ćwiczą, tylko bez presji przełomu.


Odpowiedz
Wpisy: 306
(@julitka65)
Połączone: 2 lata temu

Tak, u mnie ten etap trwał chyba z osiem miesięcy raz. I to co pomogło to nie było nowe ćwiczenie tylko właśnie zejście do minimum. Zamiast godziny, kwadrans. Zamiast rytuału, jedno spokojne siedzenie. Jak obniżysz poprzeczkę to przestajesz się też z nią konfrontować codziennie i jakoś przestaje boleć.


Odpowiedz
Wpisy: 524
(@nikodem71)
Połączone: 2 miesiące temu

Osiem miseięcy to sporo. ja mysle ze w takich sytuacjach dobrze jest sprawdzić co sie dzieje z rdzeniem energetycznym, bo często ta suchość to jest zatkanie przepływu a nie prawdziwy etap duchowy. Jak ktos ma dostęp do dobrego bioenergoterapeuty to warto sie pokazać, czaesm jedna sesja otwiera to co miesiącami siedziało.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@morganitka06)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 86

@Nikodem71 rozumiem skąd to podejście ale nie zgadzam się z tym zeby każdy stan ciszy kierować od razu do specjalisty od energii. Jeśli ktos fizycznie jest ok, śpi, je, funkcjonuje normalnie, to kierowanie go do bioenergetyka może dać mu sygnał ze coś z nim nie tak, a właśnie o to chodzi żeby tego sygnału nie dawać. Nie wszystko wymaga interwencji zewnętrznej.


Odpowiedz
(@nikodem71)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Morganitka06 no ale tez nie kazdy stan suchości to jest "etap drogi". Czasem to jest poprostu zablokowanie i trzeba to rozróżnić. Jak długo ktos ma siedzieć sam i "trwać" zanim uzna że może warto poszukać pomocy?


Odpowiedz
Wpisy: 189
(@strzaska96)
Połączone: 1 rok temu

aha, mam wrażenie że ta rozmowa kręci się trochę w kółko wokół tego kiedy to jest etap a kiedy problem. Czy nie da się tego jakoś bardziej konkretnie rozdzielić? bo te sygnały z ciała to ok, ale co jeśli ktoś nie ma żadnych zewnętrznych objawów a mimo to praktyka jest martwa od roku?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@malwinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 260

no proszę,właśnie rok to jest inna rozmowa niż kilka miesięcy. Przy roku warto chyba zapytać nie tylko o stan ciała ale o to co jest w tle, w życiu w ogóle. Zmiany, straty, cos co się skończyło. Bo ta suchość w praktyce często idzie razem z jakimś przejściem ktore nie jest tylko duchowe, jest też zwykłe, ludzkie. zapisuję sobie ten wątek


Odpowiedz
(@guslarz94)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 132

To ciekawe co Malwinka pisze. U mnie jak sie pojawiła ta cisza, to bylo po jednym z trudniejszych lat. nie wiązałem tego ze sobą, bo fizycznie byłem ok. Ale morze to nie bylo bez związku.


Odpowiedz
(@eleonorkaa)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 146

@Guslarz94 no i to chyba jest właśnie to, o czym ciężko mówić wprost, że to zmęczenie duchowe często jest też po prostu ludzkim zmęczeniem. I wtedy nie ma co szukać egzotycznych odpowiedzi, tylko popatrzeć co się w życiu dzieje, nie w praktyce


Odpowiedz
 Zina
(@zina)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 148

Okej, powiem szczerze, bo tu chyba trochę za dużo owijania w bawełnę. Połowa opisów tutaj to albo normalne wyczerpanie psychiczne i brak snu, albo zwykłe znudzenie rutyną. Nie każde "nic nie czuję przy medytacji" to etap mistyczny. Czasem po prostu dana technika przestała działać i trzeba coś zmienić. Skąd ta pewność że to jest "droga" a nie po prostu potrzeba przerwy?


Odpowiedz
(@guslarz94)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 132

@Zina to co napisała Zina ma sens ale mysle że trochę upraszcza. Jasne że część opisów to poprostu zmęczenie albo nuda. Ale czy to wyklucza że te dwa rzeczy mogą się nakładać? U mnie ten trudny rok był i zwykłym ludzkim wyczerpaniem i jednocześnie czymś co zmieniło jak patrzę na praktykę. nie muszę tego rozdzielać na dwa oddzielne pudełka. wrócę do tego jak coś jeszcze znajdę


Odpowiedz
Wpisy: 148
 Zina
(@zina)
Połączone: 9 miesięcy temu

Okej, nakładanie się rozumiem. Ale właśnie dlatego to jest ważne żeby to rozróżniać bo jeśli ktoś ma zwykłe wyczerpanie i wmówi sobie ze to "noc ciemna" i "etap drogi", to zamiast po prostu odpocząć i zadbać o siebie, bedzie siedzieć i "trwać". I to może naprawdę zaszkodzić. Dla mnie to jest ten praktyczny sygnał ostrzegawczy o którym mówił tytuł tego watku żeby nie romantyzować za bardzo.


Odpowiedz
Udostępnij: