ojejku, trafiłam ostatnio na wzmianki o czymś co w różnych tradycjach bywa nazywane "księgą zażegnywania" albo podobnie - zbiory modlitw, zaklęć, gestów, ktore miały chronić przed złym okiem, urokami, negatywną energią skierowaną celowo. I zaczęłam sie zastanawiać jak to wyglądało w różnych kulturach, bo intuicja mi mowi, że to musiało być absolutnie WSZĘDZIE. Ktoś się tym bliżej zajmował? Mam na myśli nie tyle same amulety czy talizmany, co właśnie aktywne działania - rytuały zażegnywania, odczyniania, odpędzania. Skąd w ogule bierze sie przekonanie, że ktoś moze posłać na nas cos złego tylko myślą albo słowem i że mozna sie przed tym jakoś uchronić?
To jest bardzo rozległe zagadnienie i dobrze, ze ktoś je wreszcie porusza. praktyki odpędzania czy odczyniania negatywnych wpływów znajdziesz dosłownie we wszystkich kulturach bez wyjątku - od mezopotamskich tabliczek z klinowymi zaklęciami ochronnymi, przez żydowskie modlitwy przeciw urokom, po słowiańskie babcine sposoby z solą i wodą. Co do energii wysiłku, którą trzeba włożyć w takie działania - to akurat ciekawy watek sam w sobie bo wiele tradycji zakładało że im wiecej skupienia i intencji włożysz, tym skuteczniejsza ochrona
w mezopotamii były całe zestawy rytuałów zwanych maqlu albo surpu - to były serie zaklęć i spalań, dosłownie godzinami, żeby przepędzić czary rzucone przez wroga. bardzo pracochłonne, wymagały kapłana, odpowiednich materiałów, konkretnej nocy. właśnie ta kwestia wysiłku mnie zawsze uderzała - jakby moc rytuału była proporcjonalna do tego ile energii w to wkładasz. nie wiem czy to prawda ale coś w tym jest
a wiecie ze woda z solą to jeden z najskuteczniejszych środków ochronnych jeśli dobrze ją naładujesz? Robiłam to wiele razy, wystarczy że postawisz miskę z posoloną wodą w rogu pokoju gdzie czujesz że coś jest nie tak, i po kilku dniach woda będzie ciemna albo będą się robić dziwne naloty - to dowód że coś zebrała. polecam wszystkim zamiast tych skomplikowanych rytuałów
Myślę że to nie jest albo-albo. W runach nordyckich ochronnych - algiz przede wszystkim - sama znajomość run to za mało, musiałeś umieć je "zaśpiewać", wygaldr, nadać im dźwięk i oddech. Ten wysiłek fizyczny głosu był integralny, nie ozdobnik. podobnie w tradycji wedyjskiej - mantrę możesz znać na pamięć ale jeśli nie masz prawidłowej artykulacji i oddechu, według tekstów ona po prostu nie działa. Więc wiedza i wysiłek są razem, jedno bez drugiego kuleje.
to ciekawe bo w tarocie też masz coś podobnego - karty same w sobie nic nie znaczą jesli nie ma skupienia i intencji, przynajmniej tak mnie uczono. ale chyba nie to samo co rytuał ochronny bo tam chodzi o odczyt a nie o odczynianie. chociaż są takie układy kart które można używać do "blokowania" negatywnych wpływów, np ustawienie Siły albo Gwiazdy jako karty intencji przed rozkładem. zna ktoś takie zastosowania?
mnie bardziej ciekawi co to w ogole jest ta "negatywna energia magiczna" bo rózne tradycje maja inne wyobrażenia. Dla jednych to byt osobowy - demon, duch niedobry. Dla innych to cos w rodzaju zakłócenia pola, bez świadomości. A jeszcze inne tradycje mówią że to po prostu zogniskowana zła wola człowieka który cie nie lubi. I te trzy rzeczy wymagaja zupełnie innych metod ochrony. Rytuał który działa na zakłócenie pola może byc bezuzyteczny wobec świadomego bytu, nie?
a w słowiańskim folklorze jak to było z tym rozróżnieniem? 🙂 bo jak czytam to wszystko jakby kupę robi sie w jedno - złe oko, uroki, zmory, wszystko razem. czy były inne rytuały zależnie od tego co cię dopadło?
wiecie co, a wiecie że właśnie ta kwestia przekazywania ustnie to jest kluczowa rzecz w całym tym temacie? moja znajoma pochodzi z Podkarpacia i opowiadała mi że jej prababcia znała zamawiania ale przekazała je tylko jednej wnuczce, i to z konkretnymi warunkami - nie wolno było mówić tego na głos nikomu, tylko szeptać do ucha następnemu. i że jak nauczysz kogoś bez tych warunków, zamawianie traci moc. To jest taka "energia wysiłku" w innym sensie - wysiłek zachowania tajemnicy jako część rytuału. tak mi się przynajmniej wydaje
To zależy od tradycji, nie ma jednej odpowiedzi. Część tradycji mówi ze formuła ma własną moc niezależnie od drogi przekazu - jak w mantrach sanskryckich, tam liczy się sama dźwiękowa struktura słów. Ale w słowiańskim folklorze ta kwestia jest bardziej złożona. Zamawianie to nie był przepis do odtworzenia, to była żywa relacja znachorki z rzeczywistością, budowana przez lata. Tekst to tylko jeden składnik.
ale chyba nie o autentyczność tu chodzi w praktyce, prawda? Tzn. jeśli ktoś stosuje jakąś metodę ochronną i ona dla niego działa, to czy to że pochodzi ona z 1880 a nie z 880 robi różnicę w odczuwanym efekcie? Mnie bardziej interesuje wlasnie ten aspekt energetyczny - co sprawia że konkretna praktyka wymaga wysiłku, a nie tylko intencji
właśnie, i tu wchodzimy w coś ciekawego. 🙂 W systemach gdzie masz do czynienia z bytami osobowymi, demon czy duch wymaga określonego działania bo ON tego wymaga, nie ty. To nie jest kwestia twojej wiary ani wysiłku dla własnej psychiki - to negocjacja z czymś zewnętrznym. Stąd w maqlu konkretne materiały do spalenia i konkretna godzina - bo te warunki były wymagane przez samą strukturę rytuału jako "protokół komunikacji".
Właśnie to mnie zawsze uderza w tej mezopotamskiej tradycji - ta niezwykła precyzja. Każdy element miał swoje miejsce, każde słowo swój czas. Sam pracowałem z różnymi formami zamawiania i te fragmenty maqlu które udało mi się dotrzeć w tłumaczeniach mają w sobie jakąś... gęstość której brakuje wielu współczesnym adaptacjom. Jakby tłumaczenie z jednego języka na drugi gubilo warstwy które były istotne. moge sie mylić
o wlasnie to odlewanie z wosku! moja mama robiła to mojej kuzynce jak miała ciągle bóle głowy i nie wiadomo bylo czemu. I ten wosk zrobił jakis dziwny kształt, mama mówiła ze widzi w tym czyjąś twarz. Nie mam pewności czy to cos pomogło ale kuzynka po kilku tygodniach faktycznie poczuła sie lepiej. Przypadek? Chyba nie ogarniam jak to sprawdzic
to nie był przypadek, odlewanie wosku jest bardzo skuteczną metodą diagnostyczną i oczyszczającą jednocześnie! Zrobiłam to raz na sobie i wosk zrobił mi się dokładnie w kształt dłoni, co podobno oznacza że ktoś ci wysłał energię przez dotyk. Potem sól i woda i problem minął.
Właśnie tak. I tu nie chodzi o to żeby być purystą tradycji - to że coś jest nowsze nie znaczy automatycznie że jest złe. Chodzi o to żeby wiedzieć co się robi i dlaczego, i nie mieszać systemów z różnych źródeł w jeden koktajl twierdząc że to "stara metoda". To jest uczciwe wobec siebie i wobec samej praktyki. tak to widzę
ok ale jak ktoś jest samoukiem i uczy się z książek, to jak ma w ogóle zachować tę spójność? Nie każdy ma dostęp do mistrza albo znachorki. Pytam bo sama jestem w takiej sytuacji i trochę trudno mi powiedzieć jak to robić zeby nie namieszać.
Wróćmy jeszcze do kwestii wysiłku bo mi się tu coraz bardziej klaruje pewien podział. Z jednej strony masz tradycje gdzie wsiłek jest ofiarą - dajesz ze siebie czas, energię, skupienie jako wartość samą w sobie, jako część transakcji z tym co cię otacza. Z drugiej strony masz te tradycje gdzie wysiłek jest po prostu koniecznością techniczną - dlatego że rytuał jest skomplikowany, nie dlatego ze skomplikowanie jest wartością. Czy ktoś ma zdanie które z tych podejść jest częstsze?
hej ale jak to fizycznie wygląda że lęk "dokarmia" coś? to znaczy - czy chodzi o to że twoja uwaga idzie w złym kierunku, czy to jest twierdzenie że to coś osobowego, że demon czy cokolwiek to czuje i korzysta? bo to dość istotna różnica praktycznie
właśnie to mnie uderzyło kiedy czytałem o maqlu - tam wstępna faza to zawsze było "ustalenie statusu". Kapłan-egzorcysta najpierw musiał określić z czym ma do czynienia, i co ważniejsze, musiał działać z pozycji autorytetu, nie strachu. Identyfikował się z bogiem Marduk. To nie była pokora, to była pewność siebie jako warunek skuteczności.
no, ok ale a może to jednak po prostu technika skupienia uwagi? bo tak samo mógłbym powiedzieć że dobry chirurg operuje bez emocji i to go robi lepszym chirurgiem. nie trzeba do tego zakładać że demony istnieją żeby zrozumieć czemu spokój jest lpeszy niż panika w każdej wymagającej czynności
i tu jest ta linia której nie powinniśmy zacierać w tej rozmowie. Interpretacja psychologiczna i interpretacja ontologiczna mogą prowadzić do identycznych praktyk, ale to nie znaczy że są tym samym. Ktoś kto zamawianie traktuje jako autoprogramowanie i ktoś kto naprawdę wierzy że wchodzi w kontakt z siłą zewnętrzną, robi coś różnego - nawet jesli na zewnątrz wygląda identycznie.
