ojjj, zaczęłam ostatnio myśleć o czymś, co chyba wszyscy znamy z własnego życia duchowego, ale rzadko o tym rozmawiamy wprost. Chodzi mi o takie małe, pozornie niegroźne momenty zwątpienia, zaniedbania czy duchowej niefrasobliwości, które z czasem urastają do czegoś naprawdę poważnego. Roboczo nazywam to "zakątami" - taki drobny problem, który wepchniemy gdzieś w kąt, bo "jutro się tym zajmę", i zamiast zniknąć, rośnie sobie tam spokojnie w ciemności. Stąd pomysł na ten temat. Ale jest tu też coś głębszego - bo kiedy zaczęłam się nad tym zastanawiać, uderzyło mnie pytanie: czy te zakątki w ogóle MOGĄ wyrosnąć w coś wielkiego z własnej woli, czy to my swoimi wyborami (albo brakiem wyborów) im na to pozwalamy? I tu wchodzi determinizm kontra wolna wola. Bo jeśli mamy wolną wolę, to znaczy że sami zapraszamy te kryzysy przez zaniechanie. A jeśli jesteśmy zdeterminowani, to nasze "zaniedbanie" już było wpisane w scenariusz. Co o tym myślicie? Czy w ogóle widzicie ten wzorzec u siebie - takie małe rzeczy, które nagle stały się dużym problemem duchowym?
Ten wzorzec znam doskonale i to nie tylko z teorii. Małe pęknięcia energetyczne w czakrach działają dokładnie tak samo - ignorujesz drobne sygnały (senność, rozdrażnienie, brak skupienia), a po jakimś czasie masz zablokowaną solarną albo sercową i nie wiesz kiedy to się stało. Mechanizm jest identyczny niezależnie czy mówimy o psychice, ciele czy energii. Co do determinizmu - mam mieszane odczucia. Wydaje mi się ze tradycje wschodnie mają tu ciekawsze podejście niż to zachodniocentryczne "albo jedno albo drugie". W hinduizmie czy w taoizmie to nie jest tak zero-jedynkowe. Karma nie jest wyrokiem, jest tendencją. Pytanie brzmi: kto tę tendencję obserwuje i reaugje na nią?
Hm,no ale to troche takie wyjście awaryjne - "karma to tendencja, nie wyrok". Jakbyśmy tak mogli definiować dowolnie żeby zawsze bylo spójne. Bo albo jest determinizm i mamy wyznaczone ścieżki, albo jest wolna wola i sami decydujemy. Jeśli karma to "tendencja" którą mozna zmienić, to mamy wolną wolę, koniec, nie potrzeba słowa kaarma. Przepraszam ze tak bezpośrednio ale lubię zeby rzeczy były nazywane po imieniu. a co do tych "zakątów" - owszem, znam to zjawisko, tylko zastanawiam się czy to jest jakaś duchowa zasada czy po prostu psychologia odkładania na później
Czytam i mnie to mocno uderza, bo właśnie przeżywam coś co pasuje do tego opisu. Był taki moment, może pół roku temu, kiedy poczułam że moja codzienna praktyka meditacyjna stała się... mechaniczna. Robiłam ją bo "trzeba", nie dlatego że chciałam. I wtedy powiedziałam sobie "dobra, przerwa, wrócę do tego". No i wróciłam, ale coś zostało zamknięte. Runy mi to zresztą sygnalizowały - Hagalaz wchodziła mi w każdym losowaniu przez jakis czas. Teraz zastanawiam się czy to był mój wybór żeby zrobić przerwę, czy właśnie ta przerwa była czymś, co musiało się stać, żeby mnie trochę trzasnęło i obudziło na nowo. Nie umiem tego rozdzielić.
To co opisujesz z tą mechaniczną praktyką - to jest właśnie sedno. Nie przerwa jest problemem, problemem jest moment przed przerwą, ten kiedy jeszcze robisz, ale już cię nie ma w tym. W tradycji hermetycznej powiedzieliby że duch opuścił formę zanim forma przestała działać. I to jest ten zakątek o którym pisze autorka tematu - on nie rośnie w momencie zaniedbania, on już jest, ukryty w pozornym funkcjonowaniu.
Muszę powiedzieć szczerze - trochę mnie drażni ta dyskusja, bo ma tendencję do odlatywania w abstrakcję. "Duch opuścił formę" brzmi pięknie, ale co z tym zrobić praktycznie? Bo widzę że wiele osób na tym forum (i poza nim) używa tych wielkich koncepcji żeby w gruncie rzeczy nie brać odpowiedzialności. Jeśli "wszystko było zapisane", to nie muszę nic robić. Jeśli "karma to tendencja", to mogę poczekać aż tendencja się zmieni. a problem rośnie w kącie. Wolę podejście: masz problem, widzisz go, co z tym robisz - i to zostawić bez owijania w metafizyczną wełnę.
Hej, czytam ten wątek z wielkim zainteresowaniem! Przyznam że pojęcie "zakątek" jest genialne, bo od razu wiem o czym mówicie, chociaz nie umiałem tego wcześniej nazwać. Mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy jest jakiś sposób żeby te zakątki zobaczyć zanim urosną? Tzn jakaś technika, praktyka, rytuał który pokazuje co chowamy w kąty? Bo mam wrażenie że sam nigdy nie widzę tych rzeczy dopóki nie eksplodują.
No dobra a ja mam pytanie bardziej z poziomu praktyki energetycznej bo wychodzę z czakr głównie - jak wy w ogóle rozpoznajecie że macie jakis "zakątek"? Bo wiem że u mnie sygnały są zawsze fizyczne najpierw, dopiero potem psychiczne. Np blokada solara = problemy z trawieniem zanim pojawia sie jakikolwiek niepokój emocjonalny. I zawsze sie okazuje że to byl sygnał czegoś co ignorowałem od dłuższego czasu. Czy to jest waszdaniem bardziej argument za determinizmem (ciało "wiedziało" zanim umysł to zauważył) czy za wolną wolą (mogłem na ten sygnał odpowiedzieć ale nie odpowiedziałem)?
Doczytuję ten wątek i mam takie poczucie że wszyscy krążymy wokół czegoś czego nie umiemy dotknąć wprost. Może dlatego że ten problem z "zakątkami" i wolną wolą istnieje właśnie w tej szarej strefie między tym co świadome a tym co nie. Śniłem ostatnio coś co chyba dotyczy właśnie tego - byłem w domu z wieloma pokojami i wiedziałem że w jednym z pokojów coś jest ale drzwi były zamknięte i ja sam je zamknąłem dawno temu i zapomniałem klucza. Czy to byl mój wybór żeby zamknąć? Tak. Czy wiedziałem co za tym będzie? Nie. Więc wolna wola istnieje, ale operuje w ciemności własnej ignorancji.
Hmm to ciekawe z tym Pustelnikiem. Ja się dopiero uczę tarota więc mogę się mylić ale czy ta karta nie symbolizuje raczej dobrowolnej izolacji? skąd wiadomo że on świeci latarnią żeby zobaczyć ciemność a nie żeby odgrodzić się od innych? Pytam serio, nie złośliwie, bo to wpływa na interpretację tego całego motywu zakątków.
Chcę wrócić do pytania Bogumila bo myślę ze zostało pominięte, a jest ważne. Czy jest sposob zeby zobaczyć zakątki zanim ursoną?? W różnych tradycjach jest kilka odpowiedzi. W buddyzmie - codzienna praktyka uważności, vipassana, jest wlasnie tym sposóbm, skanem ciągłym. W tradycjach szamańsskich - regularne "przeglądy" stanu duszy z pomocą przewodnika lub duchów opiekuńczych. w chrześcijaństwie kontemplacyjnym - rachunek sumienia, nie jako kara ale jako latarnia Pustelnika wlasnie. Żadna z tych technik nie gwarantuje ze nic sie nie skryje, ale wszystkie mają wspólny mianownik - regularność. Zakątek nie lubi regularnego światła.
Okej, czyli rozumiem - regularność bije intensywność. To jest wlasnie moj problem, robie wielkie gesty zamiast małych kroków. Ale mam pytanie bo mnie to nurtuje: czy jesli ktos zaczyna praktyke i JUZ wie ze ma tendencje do porzucania - to czy to tez jest zakątek? Taki meta-zakątek? Bo jakby problem ze mna jest ze widze wzorzec ale i tak go powtarzam
Bogumilu, to nie jest meta-zakątek, to jest po prostu brak dyscypliny. I mówię to bez złośliwości, bo sama przez to przechodziłam. Widzenie wzorca i niereagowanie na niego to nie jest duchowa tajemnica, to jest codzienna ludzka słabość. Tradycje mądrościowe mają na to konkretne odpowiedzi - w zen mówią żeby wracać do cushion bez dramatyzowania. Nie pytasz czemu odszedłeś, wracasz. Tyle.
Wiecie co, tu jest ciekawa sprawa. Zarówno "to lenistwo" jak i "to głęboki lęk" mogą byc prawdą, ale dla różnych osób. I tu właśnie wchodzi ten determinizm znowu - bo jeśli wzorzec porzucania jest głęboko zapisany, to czy w ogóle ma sens pytanie dlaczego? Może ważniejsze jest co z tym zrobić niezależnie od przyczyny.
a ja mam pytanie do całej tej rozmowy o wzorce i zakątki - czy ktoś tu w ogóle doswiadczył momentu kiedy zakątek sie naprawde zmienił? 😀 Nie mowie ze zobaczyłas go inaczej, ale ze wzorzec sie realnie przerwał. Bo czytam to wszystko i jest piekne ale zastanawiam sie czy to jest kiedykolwiek mozliwe bez jakiegos bardzo silnego wstrząsu zewnętrznego.
no i tu zaczyna sie ta pętla. jeśli gwiazdy pokazują okno a my i tak mamy wejść albo nie wejść,to skąd mamy wiedzieć czy nasze "nie wejście" to jest wolna wola czy też część scenariusza?? to mi sie kręci w głowie od dawna i żadna tradycja którą znam nie odpowiada na to uczciwie
o rany, ja tu siedzę i czytam i mam wrażenie że im dalej tym bardziej mi sie myli czy chodzi o zmianę siebie czy o zrozumienie dlaczego jestem taki. Bo to sa chyba różne projekty? I nie wiem czy na tym forum ktoś te dwa rzeczy rozróżnia czy wszystko idzie razem
to jest w ogóle ciekawy wątek bo w tarocie widzę to non stop. ktos przychodzi z pytaniem o ten sam problem po raz piąty. karty mówią to samo co rok temu. osoba kiwa głową, mówi "tak, rozumiem, to ten wzorzec". i wraca za kilka miesięcy. rozumienie które nie boli juz nie popycha do zmiany.
