Chciałam zapytać o cos co mnie trapi od jakiegoś czasu. Czy ktoś z was słyszał o zjawisku kiedy bardzo różne osoby, z różnych kultur, różnych epok, opisują to samo doświadczenie mistyczne prawie słowo w słowo? Nie mówię o czytaniu tych samych ksiąg, bo np. amazońscy szamani i buddyjscy mnisi nie mają ze sobą kontaktu, a jednak pewne opisy "przejścia przez światło", "zlania się z całością", "wyjścia poza czas" brzmią jakby ktoś koppiował. Mnie to bardzo zastanawia bo to sugeruje że może cos realnie dotykają, jakaś wspólna warstwa rzeczywistości. Albo przynajmniej że ludzka swiadomosc ma pewne stałe "kanały". Ktoś miał jakieś własne doświadczenie tego typu albo czytał o tym cos konkretnego?
To nie jest nowe pytanie ale wciąż nie ma na nie prostej odpowiedzi i dobrze bo gdyby była to byłoby podejrzane. 😀 Aldous Huxley nazywał to "philosophia perennis", czyli wieczna filozofia, ten rdzeń ktory przebija przez wszystkie tradyje. Wliliam James w "Doświadczeniach religijnych" wyróżnił cechy wspólne dla stanów mistycznych niezależnie od kontekstu kulturowego: niewyrażalność, noetyczność, przemijanie i bierność. To samo po swojemu opisuje Mistrz Eckhart, to samo suficcy mistycy, to samo Upaniszady. Pytanie ktore mnie osobiście bardziej porusza to nie "czy to prawdziwe" tylko "co to oznacza dla struktury świadomości". Czy swiadomosc ma cos w rodazju wspólnego dna, do którego mozna dotrzeć różnymi drabinami?
przypadki NDE weryfikowane przez szpital,jasne ale znam te badania i są metoologicznie słabe. parnia i jego projekt AWARE to najpoważniejsza próba ale wyniki były, delikatnie mówiąc, niejednoznaczne. Nie mówię że to bzdura. Mówię ze to za mało. daleko mi do pewności
a może zamiast od razu do NDE, wróćmy chwilę do tej kwestii opisów? Bo mnie interesuje jeden szczegół, mianowicie że podobieństwo dotyczy STRUKTURY doswiadczenia, a nie konkretnych obrazów. Obrazy się różnią, chrześcijanin widzi Chrystusa, Hindu widzi Wisznu, buddysta nie widzi żadnej osoby. Ale ta warstwa "pod spodem", jednośc, zanik czasu, spokój, poczucie że to jest "bardziej realne niż normalność", to jest wspolne. To sugeruje że chodzi o stan świadomości, a konkretne obrazy to może tylko kostium kulturowy narzucony na cos glębszego
ojej, to jest piekny watek! Ja tez mialam kiedys cos czego nie umiem inaczej nazwac niz wlasnie to zlanie sie z wszystkim, bylem gdzies w górach i nagle znikneła granica miedzy mna a krajobrazem i mialam poczucie ze wszystko jest zywym jednym organizmem i ze jestem jego czescia. Trwalo to moze minute. Ale wiem ze to bylo bardziej realne niz siedzenie teraz przy komputerze. Ciekawe czy takie krotkie przeblyski sie licza do tej kategorii o ktorej piszecie?
nie chcę przeszkadzać ale ale wlasnie to mnie zastanawia, czy te tradyje traktuja to jako "niższy prog" bo tak jest hierarchicznie skonstruowana ich doktryna, czy dlatego ze naprawde jest jakas obiektywna hierarchia takich doswiadczen? :)) bo to by implikowalo ze jest obiektywna skala glebokosci co juz brzmi dosc mocno
przepraszam ze pytam o cos moze podstawowego ale ten watek mnie wciagnął bardziej niż myślałam. skoro tyle tradycji, chrześcijaństwo, sufizm, buddyzm, hinduizm, opisuje te same struktury, to czy jest jakas tradycja która specjalnie UCZY tych stanów krok po kroku? bo medytacja to wiem ze jest ale to jest bardzo ogólne. na dziś tyle mam do powiedzenia
integracja to kluczowe słowo i mało mówi sie o tym na takich forach. 🙁 spotkalam osoby które mialy głebokie doswiadczenia i potem były zagubione albo nawet zdestabilizowane bo nie mialy zadnego kontekstu. tradycja daje kontener na to co sie wydarzylo. bez kontenera to jest jak woda bez naczynia
to jest nowy aspekt który mnie trochę niepokoi. tzn. jesli doświadczenie moze byc i prawdziwe i mylące, i głębokie i powierzchowne, i stan nyam i coś wiecej, to kto i na jakiej podstawie to rozstrzyga? Mistrz? To brzmi trochę jak zamknięty krąg gdzie tylko ktoś wewnątrz systemu moze oceniać system
ale właśnie to mnie zastanawia. Mówisz "wiesz że istnieje coś poza" ale co konkretnie za tym stoi? bo z jednej strony Teresa z Avila wiedziała ze to Chrystus, Ramana Maharshi wiedział ze to Atman, a ty co? Czy ta "wiedza" jest naprawde tą samą wiedzą, czy każdy wchodzi w to z innym pojęciem i wychodzi z potwierdzeniem tego co już wcześniej myślał?
Jest takie wyjście z tego, które zaproponował Robert Forman, mówił o "pure consciousness event", stanie bez treści, zupełnie pustym, ktory nie ma żadnego kulturowego naładowania bo nie ma w nim żadnych obiektów doświadczenia. I co ciekawe, opisy takie pojawiają się i w adwajcie i w chrześcijańskim apofatycznym mistycyzmie i w budyzmie dzogczen. Więc moze ten rdzeń istnieje, ale dotyczy akurat tej najgłębszej warstwy, nie całego doświadczenia.
mam pytanie moze trochę z boku ale jednak zostaje w temacie. skoro mamy te wszystkie świadectwa z różnych epok i kultur, opisujące podobne stany, to dlaczego tak mało ludzi w ogóle o tym słyszało? Czytam ten wątek i mam wrażenie że rozmawiacie o czymś co POWINNO byc w każdym podręczniku do religii albo filozofii, a tymczasem pierwszy raz naprawdę na to trafiam. czemu to jest tak na marginesie?
wracam do wątku o świadectwach bo zaczęłam szukać po tym wątku i trafiłam na coś ciekawego. Znalazłam badania Hardy'ego z lat 70, Alister Hardy zebrał ponad 5000 relacji od zwykłych ludzi opisujących takie doświadczenia. Nie mistyków, nie mnichów, zwykłych ludzi. I wzorce były zadziwiająco podobne do tego o czym tu mówicie. Czy ktoś to zna? On założył nawet Instytut w Oxfordzie do badania tego.
mam troche inne pytanie do calej grupy. czytam Wasze wpisy od dawna i zastanawia mnie jedno. piszecie o tych doswiadczeniach jako o czymś co zmienia człowieka. ale czy zawsze na lepsze? bo czytałem gdzies ze takie glebokie stany moga byc tez destabilizujace, ze ktos traci grunt pod nogami i nie wie jak zyc "normalnie" po czymś takim. czy ktoś miał cos takiego albo zna kogoś kto miał?
