Chcę poruszyć coś, o czym rzadko się mowi wprost - mianowicie asceza przez celowe zaniechanie, przez porzucenie porządku, struktury, dbałości. Nie post, nie ciszy klasztornej, nie wyrzeczeń z listy, tylko coś trudniejszego: świadome wpuszczenie cahosu, zaniedbanej przestrzeni, braku kontroli - jako praktyki mistycznej. Spotykam to w kilku tradycjach i za każdym razem mnie to uderza. W niektórych nurtach hinduskich sadhu celowo żyją w brudzie, porzucają ciało, nie strzyżą włosów, śpią na ziemi nie z biedy ale z wyboru - to nie jest przypadkowe zaniedbanie, to rytualne przekroczenie ego przez rezygnację z troski o wygląd i komfort. Podobne ślady widzę u beguinek w średniowieczu, u niektórych derwiszów, nawet u rosyjskich jurodiwych, tych świętych błaznów co chodzili nadzy po śniegu i mówili niedorzeczności do możnych. Pytanie do dyskusji: czy "święte zaniedbanie" jest odrębną ścieżką czy tylko techniką w ramach szerszego ascetyzmu? I czy ktoś z was spotkał się z tym w praktyce, nie teorii?
To jest naprawde ciekawy temat i dobrze ze ktos go w koncu poruszyl. 😉 Jurodiwi to akurat przyklad ktory mnie zawsze zastanawial bo ich "szalenstwo" nie bylo przypadkowe - to byl bardzo skalkulowany akt. Oni doskonale wiedzieli co robia, tylko na zewnatrz to wygladalo jak oblakanstwo. Mam wrazenie ze tu chodzi o cos konkretnego: o rozbicie codziennych mechanizmow obronnych czlowieka. Kiedy przestajesz dbac o siebie tak jak ci kazano kiedy lamiesz spoleczne tabu czystosci i porzadku, to ego dostaje potezny wstrzas. I moze przez te szczeliny wchodzi cos innego. Chociaz... sam nie jestem pewien czy "zaniechanie" to wlasciwe slowo. bardziej mowilbym o "przekierowanej uwadze". Oni nie zapomnieli o ciele, oni swiadomie odwrocili od niego hierracie wartosci. tak mi się nasunęło
Czekajcie, bo mnie to zaciekawilo ale chce sie upewnic ze dobrze rozumiem. Czy my mowimy o tym ze np. ktos celowo nie sprząta, nie myje sie, nie dba o wlasy - i to jest praktyka? bo jak tak, to mam pytanie: jak to sie rozroznia od zwyklej depresji albo zaniedbania z powodu choroby? Bo slyszalam ze niektore stany psychiczne wyglądają bardzo podobnie z zewnatrz.
No ja tu wchodzę bo ta malamattiya mnie zawsze intrygowala i mało kto o tym wie! Czytałam kiedyś ze ci suficcy mistycy potrafili idsc do karczmy i udawac pijanego specjalnie zeby ludzie sie od nich odwrocili. Cale ich zycie bylo jak... hmm... jak maska na odwrot. Zamiast pokazywac swietosc to ja ukrywali. I to mnie uderza bo to jest dokladnie odwrotnosc tego co wiekszosc ludzi mysli o mistyzmie - ze cohdzi o doskonalosc i czystosc. Tu chodzi o cos zupelnie przeciwnego. Choc mysle ze i tak to wymaga niesamowitej dyscypliny wewnetrznej, tak paradoksalnie.
Szczerze? Dla mnie to pachnie trochę jak usprawiedliwanie bałaganu filozofią 🙂 Nie mówię że tak jest na pewno ale jak czytam o kimś kto "celowo się nie myje dla duchowości" to pierwsze co mi przychodzi do głowy jest pytanie: kto na tym traci? Bo otoczenie takiej osoby traci dużo. I nie widzę żeby tradycje o których piszecie bardzo się tym przejmowały. nie wiem czy dobrze to ujęłam
Hej, ja dopiero zaczynam sie orientowac w tych tematach wiec moge cos pomieszac ale - czy to jest jakos powiazane z asceza przez bol jak u biczownikow albo u sw. jana od Krzyza? Bo tam tez chodzi o przezwyciezenie ciala ale w inny sposob. Zastanawiam sie czy "zaniechanie" i "zadawanie bolu" sa blisko siebie czy to kompletnie rozne drogi. nie wiem czy dobrze to ująłem
Wlasnie to jest cos co chcialabym rozwinac - ten kontekst wspolnoty. Bo w kazdym przykladzie ktory przywoływamy, ten "swiety zaniedbany" jest rozpoznawany przez kogos. Sadhu ma guru albo tradycje ktora go legitymizuje. Jurodywy ma Kosciol ktory w koncu go kanonizuje. Malamati jest w sieci sufickich braci. Bez tej zewnetrznej struktury jak ta praktyka w ogóle moze byc praktyka, a nie po prostu zyciowym rozpadem? To mnie najbardziej zastanawia w tym wszystkim.
hm, dobra ale mam inne pytanie bo mi to chodzi po głowie od początku wątku. Czy "święte zaniedbanie" jest zawsze zaniedbaniem ciała? bo jak czytam o jurodiwych to oni zaniedbywali tez wszystkie normy spoleczne, mówili co myslą, obrażali moznych. Moze chodzi o zaniedbanie konwenansow w szerszym sensie, a ciało to tylko jeden z wymiarów? Wtedy to by zmienilo trochę obraz całości.
Wiecie co, ale mam pytanie które pewnie zaburzy dyskusję ale muszę je zadać. Wszyscy tu mówimy o mężczyznach - avadhuta, jurodywy, sadhu. Czy były kobiety ktore prowadziły zycie świętego zaniedbania? Bo mi to zaczyna wyglądać jak coś co społeczeństwo tolerowało u mężczyzn a kobietom by nie przeszło.
o Lalli nie wiedziałam, to ciekawe! Ale to mnie prowazi do pytania - czy w jej przypadku to zaniedbanie konwenansów miało ten sam sens co u jurodywego? Bo w jej tradycji brak okrycia mugł miec zupelnie inne znaczenie symboliczne. Czy to w ogule da sie zestawiać?
Właśnie i tu jest punkt gdzie różne tradycje się rozchodzą. W malamati publiczność ma sie zniechęcić i odejść, w jurodijostwie publiczność ma byc zdezorientowana ale niekoniecznie odpędzona, bo jurodywy wciąż działał jako prorok wobec tłumu. To dwa rozne mechanizmy używające podobnych środków. Ktoś wie jak to jest u avadhutów, czy oni w ogóle wchodzili w relację z ludźmi?
hej czy ta cała dyskusja nie zakłada ze wiemy ze ktos jest "swiety" zanim zaczniemy mu przypisywac znaczenie do jego zaniedbania. 🙂 bo jak zwykly czlowiek chodzi brudny to jest wariat a jak juz uznany mistyk to nagle jest tradycja. niema tu jakiejs petycji zaleznosci?
Jestem tu nowa w tym temacie i troche się gubię ale mam pytanie od innej strony. 😛 Czy to "święte zaniedbanie" dotyczące ciała miało jakiś wpływ na energię tych osób, tak jak my to rozumiemy? bo ja sie troche interesuję czakrami i zastanawiam sie czy na przykład celowe zaniedbanie ciała fizycznego mogło jakoś aktywować wyżzse centra energetyczne. Czy ktos to gdzies widział opisane?
Wróćcie do tej kwestii dżinijskiej bo to naprawdę ciekawe! Bo w dżinizmie ci dgiambara, czyli "odziani niebem", chodzą dosłownie nadzy i to jest właśie ta pełna rezygnacja z ciała jako własności. Ale czy to jest zaniedbanie? To jest chyba raczej wyrzeczenie co innego. Zaniedbanie sugeruje że gdzieś tam jest jakieś wewnętrzne "meh, nieważne", a nie świadoma praktyka ascezy. Czy ktos to rozróżnia w źródłach?
no właśnie i to jest ta rzecz ktora mnie zawsze uderza w takich historiach - że zanim ktos sie stał "świętym wariatem" to był najpierw przez lata normalnym michem albo pustelnikiem. To mi przypomina jak czytałam o Milarepie i tam tez bylo tak ze ten cały pozorny chaos jego życia wynikal z gruntownego przejscia przez nauczanie. Bez tego fundamentu to co on robił by nie miało żadnego sensu, byłoby poprostu szaleństwem. Więc może to jest klucz - zaniedbanie formy jest możliwe dopiero jak sie ma absolutnie opanowaną treść?
