Słyszałam od kilku starszych kobiet na wsi takie pojęcie - "księga zakalniczych". 😉 Niby zeszyt albo notes który matka przekazuje tylko córce, z zaklęciami, ziołowymi przepisami, radami dotyczącymi nocy - i nigdy mężczyznom. Nie znalazłam nic konkretnego w żadnej literaturze, ale kilka kobiet które znam mówiło że takie rzeczy istniały u ich babć. Chciałam zapytać czy ktos z was cos o tym słyszał, ma jakies informacje albo może sam ma cos takiego w rodzinie?
To ciekawe, bo ja słyszałam podobne rzeczy pod inną nazwą. Moja babcia mówiła na to "sekretnik", ale chodziło o to samo - zapiski przekazywane tylko po kądzieli. Ciekawi mnie ta kwestia nocy, bo babcia zawsze mówiła że pewne rzeczy robi się tylko po zachodzie słońca i nigdy nie chciała mi powiedziec dlaczego dokładnie. Jakbyś mogła rozwinąć co wiesz o tym aspekcie nocnym?
Moja prababcia miała coś takiego, choć nie mam pojecia jak to sie nazywało w jej wiosce. Zostały mi po niej trzy kartki zapisane jakimś dziwnym pismem, pół cyrylicą pół po polsku, zupełnie nie mogę tego odczytać. Mama mowiła że to byly przepisy na różne kłopoty - na uroki, na trudny poród, na melancholię. to co mnie zawzse zastanawiało to że wiele z tych notatek było robionych nocą, babcia pisała przy świecy bo podobno wtedy "słowa lepiej wchodzą w papier". Ciekawe czy to jest ta logika o której mówisz.
Sorry że wchodzę w środek ale trochę nie rozumiem - te "zakalnicze" to były czarodziejki jako takie czy raczej chodzi o kobiety które uczyły swoich córek różnych rzeczy? Bo z tego co czytam to jakby dwie różne rzeczy i nie wiem czy dobrze łapię.
no, i właśnie dlatego to jest tak trudne do zbadania. Etnografowie zbierali zioła, a zbierali je bez słów które szły razem ze zbieraniem. I potem mówili że to tylko herbatki. A kobiety które im te zioła pokazywały doskonale wiedziały że nic im nie powiedziały - bo po co, skoro i tak nie zrozumieją. Tak mi tłumaczyła jedna bardzo stara pani na wschodzie Polski, już jej nie ma niestety.
O matko to jest niesamowite! Czyli te kobiety celowo ukrywały prawdziwą wiedzę przed badaczami? To jakby podwójna tradycja, jedna oficjalna dla obcych i jedna prawdziwa tylko dla swoich. Zastanawiam się ile takich rzeczy zaginęło bo te córki już nie miały komu przekazać albo po prostu wstydziły się tego w czasach kiedy to było "zabobony i głupoty"
Właśnie o tym myślę, moja babcia coś takiego wspominała. Że jej matka dużo wiedziała ale ona nie chciała się uczyć bo ksiądz mówił ze to grzech, i teraz żałuje. Czy da się jakoś te rzeczy odtworzyć czy to jest stracone na zawsze?
Ale dlaczego akurat noc? To jest ta część co mnie najbardziej ciekawi w tym temacie. Chodzi o to że w nocy jest spokojniej i nikt nie widzi, czy jest jakis głębszy powód, że akurat wtedy te rzeczy działają lepiej?
hmm a mi sie wyddaje ze to tez kwestia praktyczna, w dzien kobiety pracowaly caly czas w polu w domu itp, wiec jedyna chwila dla siebie mialy wlasnie w nocy. moze dlatego to sie skojarzylo z noca ze to byl czas kiedy nie bylo nikogo dookola i mozna sie bylo skupic. nie mowię ze nie ma mistycznego wymiaru ale czesto takie rzeczy maja tez banalne wytłumaczenie. to tylko taka moja intuicja
Czytam Wasze wpisy i mi się przypomniało ze moja ciotka - już nieżyjąca - miała taki zwyczaj ze jak się chciała czegoś o ważnych sprawach poradzić to wychodziła nocą do ogrodu i coś mówiła cicho. Nigdy nam nie powiedziała co. Zawsze myślałam ze to dziwactwo starszej kobiety, teraz myślę że może coś wiedziała. Szkoda ze nie zapytałam kiedy mogłam.
Wróćmy może do samej ksiegi - czy ktoś wie czy takie zeszyty mialy jakiś określony format? Znaczy czy to były prawdziwe "ksiegi" zapisywane przez wiele pokoleń czy raczej luźne kartki czy może w ogóle chodziło o wiedzę przekazywaną ustnie a "ksiega" to tylko metafora?
Mam poczucie że ta dyskusja o tym co autentyczne a co zrekonstruowane kręci się trochę w kółko, bo zakłada że jest jakaś czysta wersja do której można wrócić. A tradycje nigdy tak nie działały. Każde pokolenie zakalnic coś dodawało, coś zmieniało, dostosowywało do swojej wsi, swojego czasu. Więc ta "oryginalna" wersja jest fantomem. Żywa tradycja zawsze jest w ruchu. nie wiem czy dobrze to ująłem
ojjj, okej ale czy mozecie mi powiedziec co zrobic z tymi trzema kartkami po prababci, bo ta dyskusja jest super ale ja mam konkretny problem. te kartki leza u mnie i nie wiem czy ktos moglby pomoc z odczytaniem. boję się dać je komuś nieznajomemu ale sama nie dam rady, to jakies mieszane pismo.
a to ciekawe że te kartki przetrwały tyle lat, moja babcia mówi że u nich wszystko takie stare popalili albo wyrzucili kiedy ksiądz kazał. co było na tych kartkach z wyglądu, znaczy jakie znaki czy to barrdziej tekst czy moze jakieś rysunki też?
o kurcze, o, fazy księżyca to by się zgadzało z tym co tu piszecie o nocy i porach! Znaczy jeśli ta tabelka to fazy to te "przepisy" mogły być powiązane z konkretnym momentem cyklu księżycowego, co kiedy robić. To jest dość klasyczne w magii księżycowej że inaczej pracujesz na nowiu a inaczej na pełni. Albo że pewnych rzeczy nie zaczynasz po czarnym księżycu. zostawiam temat otwarty
To mi otwiera oczy szczerze, bo ja zawsze myślałam o magii jako o czymś oddzielnym od codzienności, jakbyś brała z półki specjalną skrzynkę. A tu wychodzi że dla tych kobiet to było zintegrowane ze wszystkim - karmisz krowy, pilnujesz faz księżyca, zbierasz zioła o świcie z odpowiednimi słowami, i to WSZYSTKO jest jednym systemem. Mnie to trochę przytłacza ze tyle warstw trzeba by ogarnąć jednocześnie.
przepraszam że może głupie pytanie ale czy te zakalnice to zawsze były kobiety starsze? 😀 bo z opisu wynika że uczyły córki ale nie mam pewności czy to znaczy że młoda dziewczyna mogła już wiedzieć czy dopiero po jakimś czasie stawała się tą "prawdziwą" zakalnicą
to jest niesamowite że te etapy życia były jakby kluczami do następnych warstw wiedzy. coś jakby numerologiczne przejścia ale w ciele a nie w liczbach. ile to jest bardziej organiczne niż to co my robimy, my szukamy inicjacji przez kursy i książki a tu inicjacja przychodziła sama z życiem
hej ale mam pytanie z innej strony, skoro ta wieza była tylko dla kobiet to co z mężczyznami w tej tradycji?? byli po postu na zewnątrz, ignorowani? czy moze mieli swoje własne coś, jakiś odpowiednik? bo dziwnie brzmi ze połowa społeczeństwa była kompletnie poza tym systemem
przepraszam że wchodzę w środku wątku ale czytam od początku i zagadam do Hortensji albo do kogokolwiek kto wie - te kartki Olesi, skoro jedna ma tabelkę z czymś co wygląda jak fazy księżyca, to czy nie mogłoby to być po prostu coś związanego z cyklem kobiecym? bo w wielu tradycjach to szło razem, no nie? fazy księżyca i ciało kobiety jako jedno. zastanawiam się czy to czasem nie właśnie ten klucz do odczytania reszty
