ojejku,ostatnio trafiłam na pewne zapiski, ktore mowią o czymś, co określa się mianem "zakalita" - czyli dosłownie "za kamieniem ukryte" w pewnych archaicznych dialektach słowiańskich. Chodzi o lekcje magiczne udzielane w absolutnej tajemnicy, poza jakimkolwiek oficjalnym obiegiem wiedzy. Nie mam na mysli tajnych stowarzyszeń w stylu lóż masońskich, raczej coś bardziej organicznego, coś między ustną tradycją zielarską a inicjacją szamanską. Czy ktoś w ogóle słyszał o tym terminie, albo o podobnych praktykach ukrytego nauczania w polskiej tradycji ludowej? Bo im więcej czytam, tym bardziej mam wrażenie że większość tej wedzy po prostu wyparowała i nie ma kto jej przywrócić.
Hmm, muszę się tu zatrzymać, bo "zakalita" jako termin nie pojawia się w żadnych etnograficznych opracowaniach, które znam. 🙂 Kolberg, Moszyński, Biegeleisen - nic podobnego nie mam w pamięci. To nie znaczy, że praktyki ukrytego nauczania nie istniały, bo istniały i to dość powszechnie, ale sam termin może być dużo nowszy niż sugerują te "zapiski". Skąd pochodzi to źródło? Bo to jest kluczowe pytanie, zanim zaczniemy budować na tym cokolwiek. niech ktoś mnie poprawi jak coś
O, temat w końcu coś ciekawego! Ja słyszałem podobną rzecz od jednej babci spod Rzeszowa, ale ona mówiła o tym inaczej, coś w stylu "za płotem uczona wiedza". Chodziło o to, że prawdziwe zamawiania i moc prezkazywano tylko o świcie, w oddaleniu od wsi, dosłownie za jakąś naturalną przeszkodą. Fizyczna granica miała symbolizować odcięcie od świata zwykłych ludzi. Czy to moze być ta sama tradycja pod inną nazwą?
No ale właśnie, nawet jesli termin jest nowy, to praktyki mogą być stare, nie? Czytałam kiedyś ze czakra gardła jest związana z przekazywaniem tajnej wiedzy ustnie i takie traycje jak ta opisana przez Jadeitke mogły być sposobem na utrzymanie "czystości" energetycznej przekazu. Że jak cos szło przez zbyt wiele rąk i głosów to traciło moc. To by miało sens energetycznie, jakby ktoś z was to widzi?
Kieruję pytanie do Jadeitki, bo nie do końca rozumiem, co masz na myśli pisząc "wyparowała". Wyparowała w sensie przestała byc praktykowana, czy wyparowała w sensie nie mamy o niej pisemnych śladów? Bo to dwie zupełnie różne rzeczy. Wiele praktyk jest żywych, tylko nie trafiają do żadnych opracowań, bo ludzie po prostu tego nie dokumentują. tyle ode mnie
Znam to zjawisko "zapisków bez klucza" bardzo dobrze. Sama przez lata próbowałam odczytać pewne notatki po mojej prababce i część jest do dziś nieczytelna nie dlatego, ze pismo jest złe, ale dlatego ze brakuje kontekstu. Słowo samo w sobie nic nie znaczy, jeśli nie wiesz kiedy, jak i z jakim nastawieniem go wypowiadać. Jadeitko, powiedz mi - te zapiski, czy są barzdiej w formie instrukcji czy opisu? Bo to zmienia wszystko
hej,może głupie pytanie ale co to znaczy ze cos jest "za kamieniem ukryte"? to dosłownie chodzi o kamień? czy to jest jakaś metaafora? nie znam się na tym ale brzmi ciekawie
Ok, ale jeśli to prywatna kolekcja i nie możemy sprawdzić źródła, to trochę stajemy w miejscu. Nie mówię, że kłamiesz, mówię że bez możliwości weryfikacji ciężko to dalej rozwijać merytorycznie. Chyba że ktoś zna podobne formy ze swojego regionu i możemy to porównać niezależnie od tych konkretnych zapisków
aha, zatrzymajmy sie na chwilę i popatrzmy na to szerzej bo myślę że ta dyskusja o źródle troche zasłania to co ciekawe w samym zjawisku. Ukryte nauczanie w tradycjach ludowych to coś bardzo realnego i mamy na to dowody z wielu stron. Pytanie brzmi - czym różniło się od zwykłego przekazu wiedzy? Co konkretnie kwalifikowało daną lekcję jako "tajną"? Bo mam wrażenie że odpowiedź jest kluczem do zrozumienia całego systemu, niezależnie jak go nazwiemy.
Doczytuję ten wątek i mam wrażenie ze to co opisujecie to coś innego niż samotna praca z własną energią,do której ja jestem przyzwyczajona. Że tutaj liczyła się wspólnota i relacja. Czy dobrze rozumiem? Bo to zmienia trochę sposób patrzenia na to, że wiedza ezoteryczna to zawsze coś bardzo indywidualnego
to jest argument który wygląda elegancko ale ma poważną lukę. Mówisz w skrócie: brak dowodów dowodzi istnienia. To nie tak działa, nawet w tradycjach ezoterycznych. Każda tradycja którą mamy udokumentowaną zostawia JAKIŚ ślad, choćby pośredni. Zupełna nieobecność przy jednoczesnym braku weryfikowalnego źródła to nie dowód systemu, to po prostu brak danych.
ale zaraz, bo sie gubie troche. czy my teraz mowimy ze zakalita nie istnieje?? bo jesli tak to nie rozumiem po co cala ta rozmowa hehe. czy raczej ze nie wiemy czy istnieje? bo to inna sprawa chyba
hmm a co jezeli ktos sie nauczyl czegos czegoś z takiej tradycji ale nie przez mistrzyni tylko powiedzmy ze znalazl zapiski? to jest wciaz inicjacja czy nie? pytam bo mam cos co dostałam po babci i nie wiem jak to traktowac
