Forum

Asystent AI
Święte Zaklęcia - m...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Święte Zaklęcia - magiczne słowa nosicielami mocy działającej na rzeczywistość


Wpisy: 229
Rozpoczynający temat
(@runolog58)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie siedzę nad kilkoma tekstami o galdrach i zaczyna mnie nurtować jedno pytanie, ktore moze was też dotyczy. Zaklęcia słowne, mantry, galdr, modlitwy liturgiczne, abrahadabra i im podobne - wszystko to zakłada że słowo ma moc sprawczą, że coś robi z rzeczywistością. Ale JAK to ma działać? W runach mamy np. galdr, czyli śpiewane imię runy - i tradycja mówi że samo wypowiedzenie tego imienia w określony sposob juz wprawia w ruch pewne siły. Podobnie w kabale imiona Boga mają dosłownie tworzyć lub niszczyć. W hinduizmie mantra nie jest symbolem bóstwa tylko jest tym bóstwem. To nie jest tylko poetycka metafora, to konkretna koncepcja ontologiczna. Ciekawe mnie, czy ktoś tu pracuje z jakimiś zaklęciami słownymi i jak to rozumie od strony praktycznej - nie filozoficznej. bo teoria jest ładna, ale co to znaczy w praktyce?


Odpowiedz
21 odpowiedzi
Wpisy: 613
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

No to ciekawy temat bo właśnie o to mi chodzi kiedy ludzie pytają czym różni się modlitwa od zaklęcia. 🙂 Imo różnica jest właśnie w tej koncepcji sprawczości - modlitwa to prośba do czegos zewnętrznego, zaklęcie zakłada że ty sam jesteś częcią tego procesu. w tradycji runicznej to szczególnie widać, galdr angażuje ciało, oddech, wibrację - to nie jest żadne pobożne życzenie wysłane gdzies w górę. Czy ktoś z was w ogóle próbował galdrować? Mnie ciekawi jak to wychodzi praktycznie u kogos kto zaczyna.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kadula)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1086

@Ninka galdr to nie jest śpiewane "imię runy" i chciałabym żebyśmy tego nie upraszczali. To wokalizacja, ktora angażuje konkretną częstotliwość dźwięku i jest przyporządkowana do danej runy, ale nie jest jej "imieniem" w sensie w jakim my używamy imion. Samo słowo "galdr" pochodzi od galan, śpiewać, i jest to cała technika, nie jeden dźwięk. Poza tym nie każda tradycja runiczna traktuje to tak samo - germańska i nordycka mają spore różnice. Więc zanim ktoś zacznie "galdrować", warto wiedzieć z czego konkretnie korzysta, bo to nie jest jednolity system.


Odpowiedz
(@drakona)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 39

@Kadula ok ale skąd w ogóle wiadomo, która tradycja jest "właściwa"? Czytałam że Futhark starszy, Futhark młodszy, Futhorc anglosaski to trochę różne runy i różne przyporządkowania, i różne galdry podobno. To jak się w tym odnaleźć? Ja zaczełam od starszego Futharku bo tak mi polecono ale teraz nie wiem czy dobrze. nie mam na to twardych źródeł


Odpowiedz
(@kadula)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1086

@Drakona nie ma jednej "właściwej", to złe pytanie. 😀 Jest pytanie z czym ty pasujesz - przepraszam, złe słowo, bo je tu zakazano - z czym ty czujesz połączenie i co chcesz rozwijać. Starszy Futhark jest dobrym punktem startowym bo jest najlepiej udokumentowany historycznie, mamy inskrypcje, mamy porównawcze materiały. Ale to nie znaczy że anglosaska ścieżka jest gorsza. Moim zdaniem zacznij od jednego systemu, nie mieszaj na starcie.


Odpowiedz
Wpisy: 48
(@czarownica74)
Połączone: 3 lata temu

Dorzucę swoje trzy grosze z boku ale ten wątek o "właściwości" tradycji to w ogóle mnie denerwuje. W całej historii religii nie ma żadnej czystej, niezmienionej tradycji, wszystko jest rekonstrukcją albo interpretacją. Galdr odtwarzany dzisiaj to i tak jest czyjaś interpretacja fragmentarycznych źródeł. Nie mówię że to złe, po prostu mnie śmieszy to szukanie jedynej słusznej ścieżki jakby gdzieś istniał oryginalny podręcznik.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@runolog58)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 229

@Czarownica74 czarownica ma rację w tym sensie ze rekonstrukcja to zawsze jest rekonstrukcja. Ale to nie unieważnia praktyki - po prostu trzeba to miec z tyłu głowy. Odbijam z powrotem do sedna: mnie bardziej interesuje mechanizm niż autentyczność historyczna. Czy ktos ma jakieś przemyślenia co do tego DLACZEGO dźwięk miałby działać na rzeczywistość? W tradycji hinduskiej jest koncepcja Nada Brahma, wszechświat jest dźwiękiem, i nie mówimy tu o metafora tylko dosłowna ontologia. Czy coś podobnego jest w tradycji nordyckiej? Bo szukałem i jest trochę materiałów ale nie są jednoznaczne


Odpowiedz
(@errata_03)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 100

@Runolog58 W związku z tym co pisze Runolog - mam w notatkach fragment z Hávamál gdzie jest mowa o runach które Odyn zdobył i które działają przez wypowiedzenie. 🙂 To nie są symbole do kontemplacji tylko do użycia. Ale co mnie zastanawia to różnica między tym jak działają zaklęcia słowne w różnych tradycjach. W kabale mamy coś bardzo podobnego do Nada Brahma - Bóg stworzył przez mowę, "rzekł i stało się", a hebrajskie litery są samą substancją stworzenia, nie tylko jego opisem. Czy ktos porównywał te dwa systemy, nordycki i kabalistyczny, pod kątem teorii działania słowa?. z całym szacunkiem ale to nadinterpretacja


Odpowiedz
(@helena92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 555

@Errata_03 wiesz Errata, pamiętam jak rozmawiałam kiedyś z kimś kto studiował zarówno kabałę jak i runy i mówił że podobieństwo jest uderzające - w obu tradycjach mamy alfabet jako mapę rzeczywistości, nie tylko jako system zapisu. Każda litera albo runa to nie symbol, to zasada działania. Ale on też mówił że mechanizm jest inny - kabała zakłada jakiś rodzaj boskiej gramatyki, kosmos zbudowany ze słów Boga, a tradycja nordycka jest bardziej - jak to ujął - operacyjna, runy są jak narzędzia które można podnieść i użyć. Nie wiem czy to dobre porównanie ale jakoś do mnie trafiło.


Odpowiedz
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 613

Ta różnica którą opisuje Helena jest moim zdaniem kluczowa dla całej dyskusji. Jeśli zaklęcie jest prośbą do czegoś zewnętrznego - to jedna praktyka. Jeśli zaklęcie jest bezpośrednim działaniem na strukturę rzeczywistości - to zupelnie co innego. I wtedy pytanie nie brzmi "czy to zadziała" tylko "co ja właściwie robię kiedy to wymawiam". To zmienia całe podejście do praktyki


Odpowiedz
Wpisy: 48
(@malinowka)
Połączone: 1 rok temu

Ojej, to jest niesamowite zestawienie, kabała i runy pod jednym dachem. Nigdy bym na to nie wpadła. Wchodzę Wam w zdanie z głupim pytaniem ale czy zaklęcia w różnych tradycjach można w ogóle porównywać albo czy to zawsze będzie jabłka i pomarańcze? tzn. czy "awen" druidów, "om" w hinduizmie i galdr nordycki to jest ta sama kategoria zjawiska czy zupełnie różne rzeczy tylko podobnie wyglądające z zewnątrz?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@chalcedonka72)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 62

Ja się własnie zastanawiam nad tym co Malinowka napisala - czy te słowa mają moc same w sobie czy moc nadaje im ten co je wymawia? Bo czytałam że np. mantry sanskryckie według niektrych tradycji działają nawet jeśli nie rozumiesz słów, samo brzmienie ma znaczenie. Ale to brzmi jakos dziwnie, tzn. skąd dźwięk "wie" co ma robić bez intencji człowieka?


Odpowiedz
(@kadula)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1086

@Chalcedonka72 to jest bardzo dobre pytanie Chalcedonka i nie ma na nie prostej odpowiedzi. W tradycji runicznej mamy chyba obie koncepcje równocześnie - runa jako wzorzec istniejący w świecie (cos w rodzaju archetypu) i runa aktywowana przez praktykującego. Nie ma praktyki bez praktykującego, ale praktykujący nie wymyśla mocy runy, on sie z nią łączy. Czy to odpowiada na twoje pytanie? Bo mi sie wydaje że w wielu tradycjach ta pozorna sprzeczność jest celowo zachowana.


Odpowiedz
Wpisy: 401
(@forsycja)
Połączone: 5 miesięcy temu

Śledzę tę dyskusję i mam skojarzenie z czymś zupełnie innym - kiedy robiłam kursy bioenergoterapii to mówiono nam że dźwięk i intencja razem tworzą coś co samo z siebie nie istnieje. Tzn. ani sam dźwięk ani sama intencja nie wystarczą, to jest jak klucz i zamek. Ciekawe czy to się da przełożyć na te starożytne systemy ale jakoś mi pasuje do tego co tu piszecie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runolog58)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 229

@Forsycja to interesujące skojarzenie i właściwie nie jest odległe od niektórych teorii w tradycji tantrycznej - tam też mantra bez dikszy,czyli inicjacji, jest głucha. Ale to znowu otwiera pytanie o transmisję - czy zaklęcie które znnajdziesz w książce jest pełnowartościowe czy potrzebujesz mistrza ktory ci przekaże żywą praktykę. W tradycji nordyckiej mamy z tym problem bo ta transmisja po prostu się urwała. Co wy o tym sądzicie?


Odpowiedz
Wpisy: 94
(@pustelka67)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie! 😉 Pytanie o transmisję jest kluczowe i mnie gnębi od jakiegoś czsu. Bo z jednej strony szanuję rekonstrukcjonistów, naprawdę, ale z drugiej strony - jeśli coś jest tradycją żywą to musi miec żywą transmisję, nie? Uczyłam sie pewnych technik od kogoś kto sam sie uczył od kogoś i to jest zupełnie inne doswiadczenie niż czytanie z książki. Nie mówię że tylko taka droga jest ok, ale chyba uczciwie trzeba powiedzieć że to jest inne.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@czarownica74)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 48

@Pustelka67 no to już całkowicie zaprzeczamy tradycjom rekonstrukcjonistycznym, bo one z definicji nie mają ciągłej transmisji. Wychodzi na to że neopoganie skandynawscy po prostu grają w fantazję bo nie ma żywego mistrza który by im przekazał galdry. Naprawdę w to wierzysz Pustelka? Bo ja uważam że intencja i głęboka praca z materałem mogą zastąpić transmisję, o ile człowiek nie oszukuje samego siebie.


Odpowiedz
(@pustelka67)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 94

@Czarownica74 nie twierdzę ze to "tylko fantazja", to za mocne słowo. Ale uważam ze warto byc szczerym co do tego z czym pracujemy. Rekonstrukcja i żywa tradycja to rozne rzeczy i obie mogą byc wartościowe ale nie udawajmy ze są tym samym.


Odpowiedz
Wpisy: 100
(@errata_03)
Połączone: 3 lata temu

Wracam do wątku praktycznego bo mam wrażenie ze dyskusja odpływa. Temat dotyczył też zaklęć w kontekście pracy twórczej, teatru, filmu. I tu jest cos naprawdę ciekawego do powiedzenia - bo aktorzy pracują z głosem w bardzo podobny sposób do galdru. Mam na myśli techniki Grotowskiego, gdzie głos jest sposóbm transformacji nie tylko nośnikiem tekstu. Stanisławski też pisał o "podtekście" jako energii za słowami. Czy to jest przypadkowa zbieżność z tym jak tradycje magiczne rozumieją moc słowa? Mam wątpliwości ale chyba nie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@helena92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 555

@Errata_03 errata, to jest ta sprawa którą gdzieś kiedyś słyszałam określoną jako "rozszerzona fonetyka" albo coś w tym stylu - że aktor który naprawdę działa na widownię nie tylko "mówi" ale robi coś z dźwiękiem. Mój znajomy który reżyseruje teatr niezależny mówił że Grotowski dosłownie szukał tej samej rzeczy co szamani i chyba nie byl w tym odosobniony. Ale to temat na osobny wątek może :). to raczej luźna refleksja niż teza


Odpowiedz
Wpisy: 241
(@emilka)
Połączone: 4 miesiące temu

Przepraszam, może to głupie pytanie, ale - jeśli np. aktor gra postać która wypowiada zaklęcie w filmie, to czy to zaklęcie "działa"? Tzn. jeśli słowa mają moc same w sobie jak tu pisaliście, to co z tego wynika dla kogoś kto je wypowiada na scenie bez prawdziwej intencji? To by znaczyło ze aktorzy nieświadomie robią coś magicznego, tak? Albo na odwrót, może obecność kamery i widowni działa jak coś wzmacniajacego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kadula)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1086

@Emilka to pytanie które zadajesz jest tak naprawdę stare jak same zaklęcia. W starszych tradycjach nordyckich zresztą był taki problem praktyczny - co jeśli ktoś wyryje runę przez przypadek, albo wyrze ją rzemieślnik który nie wie co robi? I odpowiedzi były różne w różnych źródłach. Jedni mówili że bez intencji nic się nie dzieje, inni że sama forma ma moc niezależnie od wykonawcy. Jak to przekładasz na aktora który wypowiada galdr w filmie - no właśnie, nie wiesz. Ja bym się nie bała za aktorów, szczerze. Ale to moja opinia, nie twierdzę że mam rację absolutną.


Odpowiedz
Udostępnij: