Właśnie siedzę nad kilkoma tekstami o galdrach i zaczyna mnie nurtować jedno pytanie, ktore moze was też dotyczy. Zaklęcia słowne, mantry, galdr, modlitwy liturgiczne, abrahadabra i im podobne - wszystko to zakłada że słowo ma moc sprawczą, że coś robi z rzeczywistością. Ale JAK to ma działać? W runach mamy np. galdr, czyli śpiewane imię runy - i tradycja mówi że samo wypowiedzenie tego imienia w określony sposob juz wprawia w ruch pewne siły. Podobnie w kabale imiona Boga mają dosłownie tworzyć lub niszczyć. W hinduizmie mantra nie jest symbolem bóstwa tylko jest tym bóstwem. To nie jest tylko poetycka metafora, to konkretna koncepcja ontologiczna. Ciekawe mnie, czy ktoś tu pracuje z jakimiś zaklęciami słownymi i jak to rozumie od strony praktycznej - nie filozoficznej. bo teoria jest ładna, ale co to znaczy w praktyce?
No to ciekawy temat bo właśnie o to mi chodzi kiedy ludzie pytają czym różni się modlitwa od zaklęcia. 🙂 Imo różnica jest właśnie w tej koncepcji sprawczości - modlitwa to prośba do czegos zewnętrznego, zaklęcie zakłada że ty sam jesteś częcią tego procesu. w tradycji runicznej to szczególnie widać, galdr angażuje ciało, oddech, wibrację - to nie jest żadne pobożne życzenie wysłane gdzies w górę. Czy ktoś z was w ogóle próbował galdrować? Mnie ciekawi jak to wychodzi praktycznie u kogos kto zaczyna.
Dorzucę swoje trzy grosze z boku ale ten wątek o "właściwości" tradycji to w ogóle mnie denerwuje. W całej historii religii nie ma żadnej czystej, niezmienionej tradycji, wszystko jest rekonstrukcją albo interpretacją. Galdr odtwarzany dzisiaj to i tak jest czyjaś interpretacja fragmentarycznych źródeł. Nie mówię że to złe, po prostu mnie śmieszy to szukanie jedynej słusznej ścieżki jakby gdzieś istniał oryginalny podręcznik.
Ojej, to jest niesamowite zestawienie, kabała i runy pod jednym dachem. Nigdy bym na to nie wpadła. Wchodzę Wam w zdanie z głupim pytaniem ale czy zaklęcia w różnych tradycjach można w ogóle porównywać albo czy to zawsze będzie jabłka i pomarańcze? tzn. czy "awen" druidów, "om" w hinduizmie i galdr nordycki to jest ta sama kategoria zjawiska czy zupełnie różne rzeczy tylko podobnie wyglądające z zewnątrz?
Śledzę tę dyskusję i mam skojarzenie z czymś zupełnie innym - kiedy robiłam kursy bioenergoterapii to mówiono nam że dźwięk i intencja razem tworzą coś co samo z siebie nie istnieje. Tzn. ani sam dźwięk ani sama intencja nie wystarczą, to jest jak klucz i zamek. Ciekawe czy to się da przełożyć na te starożytne systemy ale jakoś mi pasuje do tego co tu piszecie.
Właśnie! 😉 Pytanie o transmisję jest kluczowe i mnie gnębi od jakiegoś czsu. Bo z jednej strony szanuję rekonstrukcjonistów, naprawdę, ale z drugiej strony - jeśli coś jest tradycją żywą to musi miec żywą transmisję, nie? Uczyłam sie pewnych technik od kogoś kto sam sie uczył od kogoś i to jest zupełnie inne doswiadczenie niż czytanie z książki. Nie mówię że tylko taka droga jest ok, ale chyba uczciwie trzeba powiedzieć że to jest inne.
Wracam do wątku praktycznego bo mam wrażenie ze dyskusja odpływa. Temat dotyczył też zaklęć w kontekście pracy twórczej, teatru, filmu. I tu jest cos naprawdę ciekawego do powiedzenia - bo aktorzy pracują z głosem w bardzo podobny sposób do galdru. Mam na myśli techniki Grotowskiego, gdzie głos jest sposóbm transformacji nie tylko nośnikiem tekstu. Stanisławski też pisał o "podtekście" jako energii za słowami. Czy to jest przypadkowa zbieżność z tym jak tradycje magiczne rozumieją moc słowa? Mam wątpliwości ale chyba nie.
Przepraszam, może to głupie pytanie, ale - jeśli np. aktor gra postać która wypowiada zaklęcie w filmie, to czy to zaklęcie "działa"? Tzn. jeśli słowa mają moc same w sobie jak tu pisaliście, to co z tego wynika dla kogoś kto je wypowiada na scenie bez prawdziwej intencji? To by znaczyło ze aktorzy nieświadomie robią coś magicznego, tak? Albo na odwrót, może obecność kamery i widowni działa jak coś wzmacniajacego?
