Chciałam poruszyć coś, o czym rzadko się mówi wprost, bo to trudny temat do opisania. Chodzi mi o te momenty, kiedy w środku absolutnej ciemności duchowej, w nocy duszy jak to mistycy nazywają, nagle coś się przejaśnia. Nie euforia, nie wizja, nie wielki akt łaski. Coś subtelniejszego. Taka chwila przejrzystości, kiedy wiesz, że jesteś we właściwym miejscu, nawet jeśli to miejsce boli. W tradycjach chrześcijańskich mistycy pisali o tym dużo, Jan od Krzyża, Terezja z Avila. Ale czy to zjawisko jest tylko chrześcijańskie? Mam wrażenie, że nie. Buddyjskie doświadczenie kensho też ma w sobie coś z tego nagłego rozbłysku w ciemności. Suficcy mistycy opisywali fana, unicestwienie ego, po którym przychodzi jakieś nowe światło. Chciałam zapytać, czy ktoś z was miał coś takiego, niekoniecznie w ramach żadnej konkretnej tradycji? I czy to w ogóle da się opisać, czy zawsze wychodzi kaleka próba?
O, właśnie tego mi brakowało w poprzednich wątkach, bo zawsze się mówiło albo o jasnych doświadczeniach, albo o ciemności, ale nigdy o tym co jest w środku. Ten moment kiedy jedno przechodzi w drugie. Ja miałam coś takiego jakies kilka lat temu, byłam w bardzo złym miejscu, długo, miesiącami czułam się jakby ktoś zgasił we mnie światło. I pewnej nocy, bez żadnego rytualau, bez świec, nic. Nagle coś jakby kliknęło i przez może pięć minut wiedziałam, ze wszystko jest w porządku. Nie było mi lepiej fizycznie, dalej byłam zmęczona, ale było takie... aha. I potem wróciła ciemność, ale coś się zmieniło. Nie ogarniam jak to nazwać. tak mi się nasunęło
Ludzie, ja podchodzę do tego trochę inaczej i moze to będzie dysonans, ale powiem. pracuję dużo z czakrami i bioenergią i te przebłyski ktore opisujecie bardzo mi odpowiadają temu co widzę kiedy czakra koronna lub sercowa nagle zaczyna pracować po długim zablokowaniu. To nie jest metafora, to jest coś co da się poczuć w ciele, czasem jako ciepło, czasem jako nagłe rozluźnienie w klatce piersiowej. Czy to znaczy że Jan od Krzyża po prostu miał odblokowaną koronę? Nie wiem, moze to za duże uproszczenie. Ale zastanawiam się czy te tradycje opisują to samo zjawisko przez różne soczewki, mistyczną, teologiczną, energetyczną.
Akurat to jest jeden z klasycznych błędów komparatystyki religijnej, brać podobieństwa zewnętrzne za tożsamość doświadczeń. :)) Kensho w zen to nie jest to samo co noc duszy u Jana od Krzyża, one mają inny cel, inną strukturę i inny kontekst etyczny. W zen chodzi o przebicie przez iluzję ego i zobaczenie pustki. U Jana od Krzyża ta "ciemność" jest relacyjna, chodzi o miłość i ból nieobecności Boga rozumianego jako Osoba. To są fundamentalnie różne mapy.
Liczy się jak najbardziej, Sobiesławo. 😛 Właśnie to jest ciekawe że takie doświadczenia zdarzają sie ludziom niezależnie od tego czy szukają. może nawet częściej tym którzy nie szukają bo nie mają oczekiwań co do formy.
To jest bardzo ważne pytanie i nie jest naiwne. W religioznawstwie mowi sie o doświadczeniach numinotycznych, termin od Rudolfa Otto, ktore mogą zdarzać sie ludziom zupełnie poza ramami tradycji. Otto opisywał to jako mysterium tremendum et fascinans, cos co jednocześnie przeraża i przyciąga, i co jest zupełnie inne od codzienności. Twoja babcia prawdopodobnie miała wlasnie cos takiego. Tradycje religijne powstały po cęści dlatego że ludzie próbowali takie doświadczenia jakoś oswoić i przekazać dalej. ale same doświadczenia nie czekają na pozwolenie od żadnej tradycji.
Dobra ale mam pytanie praktyczne. Skoro te doświadczenia zdarzają sie spontanicznie i mogą tez sie zdarzać przez praktyki, to co konkretnie robic zeby to ułatwić? Jakieś konkretne metody z tych tradycji które tu wymieniacie. Bo to filozofowanie jest ok ale jak to osiągnąć w praktyce?
Wróciłam tu po przerwie i czytam wszystko od początku i o matko, ile tu jest wątków naraz. Mam jedno swoje pytanie bo mnie zastanawia. Piszecie o nocy duszy, o kensho, o fana, ale czy te zajaśnienia zdarzają sie tylko wtedy kiedy coś jest ciemne i trudne? Czy mogą sie zdarzyć tak po prostu, w zwykłym dniu, bez żadnej poprzedzającej ciemności? Bo zastanawiam się czy ciemność jest warunkiem koniecznym czy tylko najczęstszym kontekstem
Myślę że zalezy od tradycji i od konkretnej osoby. W zen np. satori może przyjsc w bardzo zwyczajnym momencie, dźwięk dzwonu, widok kwiatu. Niekoniecznie poprzedzone długą ciemnością. W tradycji chrześcijańskiej mistycznej ta noć wydaje sie bardziej wpisana w strukturę drogi. Ale może to jest kwestia tego co widzimy, bo może ci u których przebłysk przyszedł bez ciemności po prostu nie nazywali tego w taki sposob i nie budowali wokół tego systemu?
Sobiesławo, wiesz co, ja mysle ze intensywny ból i strata to jest własna droga do ciemności. nie zen, nie noc duszy u Jana od Krzyża ale coś równoważnego. może te tradycje formalne to sa próby zrozumienia czegoś co i tak zdarza sie ludziom w granicznych momentach życia, nie tylko tym którzy szukają
oooh to jest super ważne pytanie Bronislawy! bo ja zaczynam rozumieć że te wszystkie posty tu to właściwie opisy PRZED i PO, a samo zajaśnienie jest takie nieuchwytne. nikt nie opisał co jest W ŚRODKU. bo nie da sie opisać?
czytam to wszystko od początku i mam wrażenie że każdy opisuje trochę co innego pod tą samą nazwą. jakiś stan po medytacji, moment przy śmierci bliskiego, poczucie jednos z czymś większym. czy to na pewno jest jedno zjawisko
