Mam takie pytanie, bo trudno mi powiedzieć jak to ująć inaczej... czytałam ostatnio trochę o kabale i trafiłam na pojęcie Qliphoth, czyli tej "ciemnej strony" drzewa życia. I zastanawiam się, czy to jest tak jakby lustrzane odbicie Sefirot, czy coś zupełnie innego? bo babcia mi zawsze mówiła że do każdego dobra jest jakieś "ale", a w każdej religii chyba jest jakiś odpowiednik tej ciemnej strony. Ktoś może coś więcej powiedzieć?
Qliphoth to nie jest po prostu "lustro" Sefirot, chociaż tak się często upraszcza. To raczej skorupy albo łupiny, po hebrajsku dosłownie "łuski" - takie puste formy po tym jak boska iskra odpłynęła. W Zoharze jest o tym całkiem sporo. Każda Sefira ma swój odpowiednik w Qliphoth ale to nie jest symetria dobro-zło jak w dualizmie. Raczej coś jak wydrążona przestrzeń po wycofaniu się życia. Mnie zawsze bardziej ciekawiło to że niektórzy kabaliści traktowali tę ścieżkę jako drugą drogę inicjacji, bardziej ryzykowną.
no ale to trochę brzmi jak wymówka żeby bawić się w "mroczną magię" i mieć filozoficzne uzasadnienie, nie? bo ile razy słyszałem że ktoś "pracuje z Qliphoth dla głębszego poznania" a potem się działo różnie... nie mówię że to nieprawda jako koncept ale chyba łatwo sobie wmówić że to głboka inicjacja zamiast po prostu przyznać że człowiek lgnie do ciemnej estetyki. może z czasem to lepiej zrozumiem
hmm, dobra ale zanim zaczniemy mieszać luriańską kabałę z ceremonialną magią zachodnią, bo to dwie różne tradycje z bardzo różnym stosunkiem do Qliphoth, może warto zaznaczyć jedną rzecz. U Lurii te "skorupy" są efektem ubocznym szwintu ha-kelim, rozbicia naczyń, i są źródłem zła w sensie teologicznym, ale nie są zapraszane do pracy rytualnej. To co robi np. Kenneth Grant w swoim Typhonian Trilogies albo Karlsson w Qabalah of the Left Hand - to juz zupełnie inna bajka, zachodnia magia ceremonalna, która wzięła terminologię kabalistyczną i ją przetworzyła. Warto to rozróżniać.
Podobieństwo do Asurów jest tylko powierzchowne według mnie. Asurowie w Wedach to nie są "puste skorupy", to są byty z własną wolą i siłą, tyle że w konflikcie z Dewami - i zresztą w Awesty, czyli piśmie zaratusztryjskim, ta hierarchia jest odwrócona, Ahura jest dobrem a Dajwa złem. Qliphoth w luriańskim sensie to nie są "wrogie bóstwa" tylko raczej stan bez iskry bożej. Różnica jest zasadnicza.
no to jest własnie ten problem z całą tą religijną demonologią - co jest demonem zależy od tego kto pisze podręcznik. w sensie, bogowie jednej kultury stają się demonami innej jak tylko zmienia się władza polityczna albo religijna. to bardziej historia i propaganda niz jakiś obiektywny opis rzeczywistości
a ja mam pytanie moze troche z boku ale... czy ta ciemna strona drewa zycia ma jakasc nazwe jako calosci? tzn te qlpihoth to poszczegolne elementy prawda, a jest jak jakas nazwa na caly ten system? bo czytlem ze ktos pisal "drzewo smierci" ale nie wiem czy to oficjalna nazwa czy ktos to sam wymyslil
dobra ale mam pytanie konkretne bo sie tutaj wszyscy krecicie wokol tego "co to jest" a ja pytam co z tym robic w sensie praktycznym. tzn czy ta cala praca z ciemna strona drewa zycia to jest cos co mozna robic samemu czy to wymaga jakiegos nauczyciela, mistrza, nie ogarniam jak to sie nazywa
tak, w buddyzmie tybetańskim to preta-loka albo swiat głodnych duchów, to jedna z sześciu sfer egzystencji w kole samsary. ale tu uwaga bo to nie jest "ciemna strona" w sensie Qliphoth, to jest raczej stan odrodzenia wynikający z przywiązania i pożądania. inna logika zupełnie. podobieństwo jest, ale to nie jest ten sam pomysł co rozbite naczynia u Lurii
powiem Wam, ja to wszystko czytam z otwartą buzią bo się tego nie spodziewałam kiedy pisałam post 🙂 ale mam jedno pytanie które mi chodzi po głowie od początku. czy ta "ciemna strona" Drzewa Życia to jest coś co istnieje samo z siebie, obiektywnie, czy to jest bardziej taki opis naszej własnej psychiki? bo różni tu pisali różnie i nie wiem co tak naprawde ta tradycja mówi
