Zastanawiam sie czy to ma jakąś oficjalną nazwę ale zauważyłem że w wielu tradycjach jest opisywane to samo zjawisko - ten moment kiedy po rytuale albo intensywnej praktyce nagle wszystko cichnie. Świat jakby zastyga. Nie dzieje sie nic spektakularnego, wręcz przeciwnie - jakby nic sie nie działo. I wlasnie ten moment, to przyciszenie, w sufizmie jest opisywane jako pewien próg. Derwisz po wiorwaniu odpada z tańca nie dlatego że słabnie, ale dlatego że coś w nim sie wypełnia i potrzebuje ciszy. Ciekawe czy ktos z was miał coś podobnego po własnych praktykach, niekoniecznie tanecznych - po medytacji, po rytuale, po długiej modlitwie?
To co opisujesz to jest bardzo głęboka kwestia. W tradycji sufickiej to milczenie po wirach derwiszów nie jest przypadkowe - sama cisza jest miejscem, w którym coś się osiada. Al-Ghazali pisał że dusza po ekstazie potrzebuje powrotu, inaczej można się w niej zgubić. Ale nie tylko sufi to znają - w tantrze tez jest taki moment po rytuałach shakti, gdzie adept ma siedzieć nieruchomo i nie interpretować tego co czuje. Po prostu być. Zastanawiam się czy te tradycje opisują to samo zjawisko z różnych stron, czy może chodzi o zupełnie inne stany?
Wchodzę Wam w zdanie bo mało sie znam na tych tradycjach, ale to co piszecie mnie zaciekawia. :)) To "przyciszenie" po rytuale - to jest coś co ma trwać minuty, godziny, dni? Bo jak to czytam to nie wiem czy chodzi o chwilowy spokój po intensywnym przeżyciu, czy o coś dłuższego. I skąd wiadomo ze to znak ze magia działa, a nie po prostu zwykłe wyczerpanie?
Hesychia to dobry trop. 😉 Hesychaści rozróżniali między ciszą zewnętrzną (milczeniem ust) a ciszą wewnętrzną, którą nazywali stanem gotowości na theosis - przebóstwienie. Grzegorz Palamas opisywał to bardzo dokładnie w XIV wieku. Ale zeby nie zostać wyłącznie przy chrześcijaństwie - w jodze klasycznej jest pojęcie pratyahary, piątego z ośmiu członów asatngi Patańdżalego. To właśnie wyciszenie zmysłów, wewnętrzna przerwa po intensywnym ćwiczeniu. Nie cisza jako brak aktywności, ale cisza jako specyficzny stan skupienia. Ciekave jest to ze we wszystkich tych tradycjach to wyciszenie jest traktowane jako etap, nie cel. Coś mnie ciśnie do Damianeka - czy mówisz o tym przyciszeniu jako o czymś spontanicznym co cię spotkało, czy jako o czymś do czego świadomie dążysz?
Kurcze, to co opisujecie z tą hesychią i pratyaharą to jest jakiś porządny religioznawczy tour de force i trochę sie gubię, ale chcę dodać coś z własnych obserwacji. Przy długich sesjach z runami - mówię o wróżeniu które trwa dobrą godzinę albo dłużej - jest taki moment kiedy przestaję "analizować" znaczenia i nagle sie poprostu... wie. A potem jest cisza. Nie układam tego w żadną wielką teologię, ale te porównania między tradycjami ktore tu wrzucacie brzmią jakoś znajomo. Nie wiedziałem że to jest aż tak powszechne. tak to widzę
ojjj, coś mi tu nie pasuje. Cały czas mówimy o "przyciszeniu po rytuałe" i porównujemy derwiszów z runami i hesychastami, ale to są kompletnie inne konteksty i różne cele praktyki. Sufi dąży do fana - unicestwienia ego w Bogu. Hesychasta do theosis. Ktoś rozkładający runy pewnie nie ma ani jednego ani drugiego celu. Więc czy naprawde można te rzeczy porównywać po samym zewnętrznym podobieństwie "ciszy po"? Bo fizjologicznie po każdym intensywnym skupieniu przychodzi rozluźnienie. To nie musi byc żaden sygnał mistyczny.
Właśnie że te "subiektywne treści" są kluczowe i trochę mi brakuje w tej rozmowie opisu od strony tradycji - nie tylko "co się czuje" ale "czego ta cisza jest znakiem". Bo w sufizmie jest to opisane całkiem precyzyjnie. Al-Junayd z Bagdadu rozróżniał hal - chwilowy stan mistyczny - od maqam,trwałego stopnia duchowego. Cisza po sema to hal, przejściowy. Dopiero kiedy wraca regularnie i pozostawia trwały ślad, coś się naprawdę zmienia. Pytanie brzmi - czy inne tradycje też robią to rozróżnienie, czy traktują te chwile jako coś definitywnego?
a te szamańskie to mnie ciekawiło bo gdzieś czytałam że szaman po trans nie "odpoczywa" tak jak to opisujecie tylko jest w bardzo konkretnym stanie podwyższonej czujności. jakby był bardziej otwarty niż przed. to by pasowało do tego wątku??
hej wchodze tu bo temat jest naprawde ciekawy. czy ta "cisza po" działa tak samo przy solowych praktykach jak i przy grupowych? bo derwisz wirouje w grupie, szaman działa z ludźmi wokół, a jak ktos medytuje sam w domu to ta cisza jest inaksze? moze ta zbiorowosc cos zmienia?
jejku, zastanawiam się czy to co opisujecie to nie jest po prostu głęboki stan relaksu, który każda tradycja sobie przypisuje. 🙂 Tzn. mówię to bez złośliwości bo sama interesuję się tarotem i też mam te momenty gdy nagle cos "kliknie" przy kartach i jest cisza. Ale nie wiadomo czy to coś mistycznego czy po prostu mój mózg się przełącza. Czy ktoś próbował jakoś to zbadać od środka, powiedzmy prowadzić jakiś dziennik tych momentów i zobaczyć co potem się dzieje? Bo jesli to na prawdę sygnał ze "magia działa" to powinno byc jakieś potwierdzenie w tym co nastąpi po.
dobra, ale kieruję pytanie do całej tej dyskusji - wy mówicie o derwiszach, hesychastach, szamanach, a ja mam takie same chwile przy kartach i co, to nie jest to samo? tzn. nie mówię że tarot to sufizm, ale jeśli mechanizm jest podobny to może forma nie ma aż takiego znaczenia?
ojejciu, wchodzę bo interesuje mnie jeden konkretny aspekt - mówicie o tym przyciszeniu jako o czymś co przychodzi po rytuale albo w jego trakcie. ale czy ktoś miał tak że to przyszło zupełnie bez kontekstu, bez żadnej praktyki? bo chyba każdy ma takie chwile i nie musi byc derwieszem zeby to poczuć
no dobrze, ale tu wchodzi problem który się zwie "fabulation" w psychologii - po fakcie przyklejamy narrację do doświadczenia. 😛 Derwisze powiedzą: miałem fana. Osoba sprzątająca powie: zamyśliłam się. To samo doświadczenie, dwie zupełnie różne interpretacje. I każda jest spójna ze swoją ramą kulturową. Nie mówię że jedno prawda a drugie fałsz, mówię że sama cisza nic nie mówi o sobie bez kontekstu.
Jadzieńka,to pasuje idealnie i to jest piękny przykład. Różaniec ma swój rytm, powtarzalność, skupienie na jednym obiekcie - to są wszystkie elementy które w innych tradycjach prowadzą do podobnych stanów. Twoja babcia robiła to samo co derwisze, tylko w swoim języku i swojej formie.
ojej ale to jest chyba trochę nie fair wobec babci Jadzieńki? ona modliła się do Boga konkretnego, osobowego, wierzyła w konkretne rzeczy - a my teraz mówimy ze to "to samo co derwisze". Może ona by sie obraziła na takie porównanie 🙂
wlasnie, to mnie to ciekawilo. bo jak wiele osob wchodzi w ten stan razem to moze cos sie sumuje? nie mam pojęcia jak to nazawc ale przy grupowym medytowaniu tez to czuc podobno ze pole jest inne. tyle ode mnie
jest na to pojęcie w różnych tradycjach. W sufizmie mówią o baraka - łasce która płynie przez grupę. W buddyzmie sangha to nie tylko wspólnota organizacyjna ale energetyczna. Nawet w chrześcijaństwie jest ta myśl - "gdzie dwóch albo trzech zgromadzonych w imię moje". Zbiorowe wyciszenie może mieć inną jakość nie dlatego że magicznie się sumuje ale dlatego że każda osoba jest zwierciadłem dla innych i ten spokój się... odzwierciedla.
ale jak to w prkatyce wygląda bo chciałbym sprawdzić czy to działa. gdzie w Polsce mozna pójść na coś w rodzaju sema albo grupowe coś gdzie jest ta zbiorowa cisza o której mówicie? pytam serio
aha, mam takie pytanie bo czytam cały ten wątek od dawna i nie odważyłam się napisać ale teraz spróbuję - czy to przyciszenie może być nieprzyjemne? bo raz miałam coś co chyba pasuje do opisu ale zamiast spokoju był rodzaj... pustki która mnie trochę przestraszyła. czy to jest ta sama rzecz?
trochę się pogubiłam wśród tych nazw i tradycji, ale rozumiem sedno. mam jedno konkretne pytanie - czy to przyciszenie trzeba jakoś "utrzymywać" czy samo trwa ile trwa i nie ma sensu się do niego przyiązywać? bo jak zaczyna mi się zdarzać coś podobnego to staram się to trzymać i chyba przez to szybciej mija
to jest piękne to z ptakiem 🙂 ale jednocześnie frustrujące bo jak nie masz starać się utrzymać to co masz robić?
ok ale to brzmi jak ideał do którego dochodzi się latami i ja się zastanawiam czy jest jakaś praktyczna wskazówka dla kogoś kto dopiero zaczyna, bez lat mistyki za sobą. bo "bądź przestrzenią" to trudno zastosować w poniedziałek rano. takie moje luźne przemyślenie
dobra, wchodzę tu z innej strony. 🙂 cała ta dyskusja zakłada że to "przyciszenie" jest czymś pożądanym i pozytywnym. ale żadna tradycja nie uczy że KAŻDA cisza jest dobra. kontemplacja może być formą dysocjacji, ucieczki od życia, i tradycje mistyczne zresztą na to uważały. Jan od Krzyża ostrzegał przed quietyzmem właśnie z tego powodu. skąd wiecie że to co opisujecie to nie jest po prostu odcięcie?
