Zastanawiam się ostatnio nad czymś, o czym rzadko się mówi wprost. Większość reliii i tradycji duchowych mówi o świętych rytuałach, wielkich obrzędach, inicjacjach - ale przecież w każdej z nich gdzieś w tle jest też ta warstwa codzienna. Gotowanie jako ofiara, zamiatanie podwórka jako oczyszczenie, mycie rąk przed jedzeniem jako ablucja. Shinto ma to bardzo wyraźnie - misogi, oczyszczenie wodą, ale też cała estetyka czystości w zwykłym życiu. W tradycji żydowskiej każda czynność może być wykonana "leshem shamayim", czyli w imię nieba. W sufizmie każdy oddech moze być zikrem. Ciekawi mnie jak wy to widzicie - czy te codzienne czynności mają według was realny wymiar duchowy, czy to tylko pobożna metafora?
Oj tak, to jest właśnie to co mnie w ezoteryce zawsze pociągało! To że nie musisz czekać na jakiś wielki rytuał przy pełni księżyca żeby coś zrobić. Sama gotuję zupy z intencją, serio, brzmi pewnie głupio ale jak wkładam składniki to myślę o tym komu to daję i czego życzę tej osobie. Moja babcia robiła tak samo ale ona nawet nie wiedziała że to ma jakąś nazwę, po prostu tak gotowała.
No wlasnie babcia gotowała i nie wiedziała że to ezoetryka - i tu jest pytanie, czy sama intencja wytarcza, czy potrzebna jest jakaś swiadomosc tego co się robi? Bo jeśli wystarczy inetncja to wtedy każde mycie naczyń można nazwać "rytuałem oczyszczenia" i całe zycie staje sie ciągłym rytuałem. Co troche rozmywa to pojęcie
Hm ale jak to jest z tymi runami? Widziałam gdzies że można wyrysować runę na kubku albo na talerzu i to właśnie ta codzienna czynność picia kawy staje się wtedy jakimś aktem... trudno mi powiedzieć jak to nazwać. To mnie zastanawia bo to jak niby działa? Runa musi być narysowana intencjonalnie czy wystarczy że jest?
Hej, mozna zapytac o cos troche inneego chociaz tez zwiazanego z codziennymi czynnosciami? 🙂 Czy sa jakies tradycje gdzie np. wyjscie z domu albo wejscie do domu ma znaczenie duchowe? Bo przypominam sobie ze gdzies czytalem o mezuzie w judaizmie ale zastanawiam sie czy to tylko symbol czy to ma dzialac. daelko mi do penwości
A słowiański odpowiednik to był domowik czy jak kto woli chowaniec - duch domu ktury mieszkał za progiem albo za piecem. Babki dbały zeby go karmić, zostawiały cos przy progu albo przy piecu. I to nie był żaden wielki rytuał tylko właśnie codzienne "pamiętanie" o tym duchu. Jak sie o niego dbało to on dbał o dom, jak zapomniano - robił psikusy. Nie wiem na ile to historycznie potwierdzone a na ile już rekonstrukcja, ale sam motyw jest ciekawy.
Ojej, ale to takie piękne! 😀 Nigdy o tym nie myślałam w ten sposób że zostawianie jedzenia to moze byc cos więcej. Teraz bede inaczej patrzyła na te wszystkie codzienne rzeczy, naprawdę. Dziękuję za te wszystkie odpowiedzi bo normalnie bym o tym nie wiedziała :). nie chcę tu niczego przesądzać
Do Andromedki - jest w tym coś. Astrologia też to zna: przejście Saturna przez jeden znak to ok. 2,5 roku, ale cykl dobowy, tygodniowy, miesięczny to rytmy ktore przenikają wszystkie tradycje. Siedem dni tygodnia odpowiada siedmiu planetom klasycznym i to zupełnie nie przypadkowe. Jak robisz coś w środę to robisz to w dniu Merkurego, świadomie albo nie. Codzienność jest wpisana w kosmiczny rytm, pytanie czy ktoś na to zwraca uwagę.
No ale to robi wrażenie jak się o tym pomyśli - ze środa to dzień Merkurego i może faktycznie do pewnych rzeczy lepsza albo gorsza. Nie myślałem o tym wczesniej.
No ale chwila - jak ktoś robi coś przez cały czas to czy to nie staje się mechaniczne? Znaczy, jakbym ja powtarzał jakąś mantrę przy każdym oddechu to po godzinie przestałbym wogóle myśleć o znaczeniu, to byłoby jak mruganie oczami. Czy sufici mają jakiś sposób żeby to nie bylo tylko nawyk mięśniowy a nie duchowe?
