o rany, chcę poruszyć coś, o czym rzadko się tu rozmawia wprost, a temat jest stary jak same religie. chodzi mi o tak zwaną Księgę Mroczną albo jej odpowiedniki w różnych tradycjach - czyli zbiory wiedzy, rytuałów i praktyk związanych z aspektami destrukcji, negacji, rozkładu, końca. Nie mówię o satanizmie dla nastolatków ani o horrorach. Mam na myśli poważną, teologicznie uzasadnioną stronę - Kali w hinduizmie, Hekate w tradycji grecko-hellenistycznej, Set w Egipcie, Mara w buddyzmie, Samael w kabale, Ahryman w zaratusztrianizmie. Każda wielka religia ma swój "mroczny aspekt" albo bóstwo destrukcji, i każda wypracowała jakieś prakttyki z tym związane. Pytanie jest takie: jak podchodzić do tych praktyk etycznie? Kto, kiedy i po co moze do nich sięgać? I czy w ogóle ma to sens bez solidnego gruntu w tradycji, z której się korzysta?
No właśnie to jest temat, który mnie od dawna nurtuje. Sama pracuję z Hekate od jakichś kilku lat i zawsze mi chodziło po głowie - gdzie jest ta granica między praca z mrocznym aspektem bóstwa a wchodzeniem w cos, czego sie nie ogarnie. Bo Hekate to nie jest "zła bogini", ona jest boginią przejść, skrzyżowań, ale też śmierci i tego co za nią. Pracując z nią można sie naprawdę zatopić w aspektach, które nie są wesołe. I pytanie do Diablicy - czy masz na mysli "mroczny" jako aspekt destrukcji w sensie kosmicznym (jak Kali która niszczy iluzje) czy destrukcji skierowanej na cos konkretnego, na zewnątrz?
Znam to dobrze z własnej praktyki. Pracowałem przez jakis czas z aspektami Seta i to bylo intensywne przeżycie, nie powiem. Set w egipskiej tradycji nie jest po prostu "bogiem zła", to bóg chaosu, pustyni, burzy ale też obrony Ra przed Apofisem. Bez Seta słońce nie przebija się przez noc. To jest ta dualność, o której tu mówimy. Ale faktycznie - etyka stosowania takich praktyk to kwestia kluczowa. Bo mozna pracować z destrukcją zeby oczyszczać i transformować, albo zeby krzywdzić. I tu zaczyna sie problem bo nie każdy potrafi to rozroznić we własnych intencjach.
hmm a to znaczy ze w kazdej religii jest taki zly bog czy demon? bo zawsze myslalem ze np w chrzescijanstwie jest tylko jeden bog i szatan jako jego przeciwienstwo, a w hinduizmie jest inaczej?
no nie, muszę powiedzieć szczerze: zawsze kiedy wchodzi ten temat na forum to pół dyskusji zaraz schodzi na "jak zrobić zeby komuś zaszkodzić" i to mnie niepokoi. 🙂 Nie mówię że tutaj tak będzie, ale widziałam to nie raz. Destrukcja jako zasada kosmologiczna, Sziwa-Niszczyciel, Kali, Mara, to są pojęcia głęboko filozoficznie i teologicznie zakorzenione. Ale kiedy ktos pyta "jak to zastosować" to bardzo często ma na myśli bardzo przyziemne rzeczy. i tu właśnie jest ta etyczna granica której dotyczy tytuł, nie?
a co to jest Mara w buddyzmie? nie kojarzę tej nazwy, to jest jakis demon?
Wracając do etyki bo to byl główny watek - zebrałam sobie kilka podejść z różnych tradycji. 🙁 W kabale jest zasada że praca z klipot (powłokami, ciemnością) wymaga najpierw solidnego zakorzenienia w sefirach światła - bez tego jesteś jak drzewo bez korzeni. W hoodoo i praktykach afro-diaspory rytuały destrukcyjne sa dopuszczalne ale zazwyczaj w odpowiedzi na realne zagrożenie lub niesprawiedliwość, nie z wyłącznie egoistycznych powodów. W tradycji Bon i niektórych szkołach tybetańskich podobnie - praca z terma dug, "skarbami trucizny", wymaga specyficznych inicjacji. Wzorzec jest podobny wszędzie: kontekst tradycji, przygotowanie, proporcjonanlość intencji.
Mnie zastanawia jedno - czy ktoś z was miał własne doswiadczenie z taką "mroczną" pracą i chciałby podzielić sie co z tego wynikło? nie w sensie "robiłam klatwy", ale praca z tymi aspektami destrukcji u siebie wewnątrz
Ja miałem i to byl jeden z ważniejszych momentów w mojej praktyce. Pracowałem przez kilka miesięcy z aspektem Seta, skupiając sie na destrukcji własnych iluzji, fałszywych przekonań, starych wzorców które mnie blokowały. Było intensywnie - w sensie ze rzeczy sie dosłownie rozpadały wokół, relacje, pewne plany. ale to byl rozpad czegos co i tak nie miało prawa stać. Potem byl czas chaosu, a po nim naprawdę coś sie oczyściło. Nie polecam bez przygotowania i bez jakiejś formy zakorzenienia czy to w tradycji czy w pracy z psychologiem, serio
hm, a jakies zakorzenienie to znaczy co konkretnie? bo to brzmi jakbys mial jakiegos nauczyciela albo czytal duzo wczesniej zanim zczales?
okej ale mi sie wydaje ze wy wszyscy straszliwie komplikujecie proste rzeczy. 😀 jak ktos chce pracowac z Kali albo z czymkolwiek mrocznym to poprostu to robi i zobaczy co bedzie. niema co sie tak bac z gory. albo to dzilaa albo nie, nie?
no ale te babcie miały cos czego wiekszość z nas nie ma - kontekst. żyły w tym,uczyły sie od dziecka patrząc jak robi mama czy babcia, miały community wokół tego. to nie to samo co ktoś czyta godzinę w necie i mówi "spróbuję". to duża różnica
hmm no dobra, może macie rację w tym sensie ze kontekst jest ważny. :)) ale nadal nie rozumiem czemu nie mozna sie uczyc po prostu na własncyh błędach? przecież magia chyba nie jest aż tak niebezpieczna
wracam do Mandragorii bo mnie to nurtuje. nie chodzi o to że magia jest "niebezpieczna" w sensie że cię porazi piorunem. chodzi o to że praca z aspektami destrukcji często uruchamia procesy których nie możesz cofnąć i jeśli nie wiesz co robisz to możesz nie rozumieć co sie z tobą dzieje. to jest problem praktyczny, nie moralizatorski
i żeby dopowiedzieć do Mystrii - w tradycyjnej kabale praca z klipot jest zarezerwowana dla osób z bardzo solidnym gruntowaniem w stronie jasnej. 🙁 tak mówiiąc zupelnie wprost: większość kabalistów powie ze nie powinno się tam wchodzić bez lat pracy z sefirami. to nie jest punkt startowy
a tak nawiasem to mnie zastanawia czy ten podział na jasne i mroczne aspekty nie jest troche naszą zachodnią projekcją? bo jak czytam o Kali to Hindusi nie widzą jej jako "mroczna bogini" tylko jako matkę i wyzwolicielkę. ten podział chyba jest kulturowy nie?
