Ostatnio natknąłem się na ciekawy temat i chciałem zapytać co wy o tym myślicie. Chodzi mi o te stare artefakty, relikwie, przedmioty ktore mają za sobą setki lat historii i w wielu tradycjach uważa się ze gromadzą w sobie jakąś energię, no bo tyle rąk je dotykało, tyle modlitw przy nich odmówiono, tyle rytuałów się odprawiało. Mamy np. relikwie chrześcijańskie, stare shinto gohei, żydowskie mezuzy przekazywane przez pokolenia, różańce babć, stare ikony. Czy to naprawde działa inaczej niz nowy odpowiednik?? Czym jest ta "nagromadzona" energia i skad to przekonanie że artefakty historyczne mają ją więcej?
Dobre pytanie i trochę złożony temat. W wielu tradycjach mowi sie o czymś co mozna by nazwać psychometrią obiektu albo po prostu impregnacją energetyczną. Każde intensywne przeżycie emocjonalne, kazdy rytuał, każda modlitwa zostawia w materii pewien ślad wibracyjny. Im wiecej takich zarzeń i im bardziej intensywne, tym głębszy ślad. Stary różaniec po babce, przy którym przez 40 lat codziennie modliła się z sercem, nie jest tym samym co identyczny różaniec kupinoy ostatnio w sklepie dewocyjnym. Hindusi mają na to osobne pojęcie - shakti pitha, czyli miejsca nasycone energią przez wieki kultu. Relikwie w chrześcijaństwie działają podobnie mechanizmem, choć teologia tłuumaczy to inaczej. To nie jest tylko symbolika.
Hm, no ale skąd wiadomo że to "energia" a nie po prostu nasze skojarzenia i emocje związane z danym przedmiotem? Stary różaniec babci wzrusza mnie bo był jej, nie dlatego że coś w nim siedzi. Nie mówię że ta teoria jest bezsensowna, po prostu naprawdę nie ogarniam jak to odróżnić od zwykłego sentymenu
Oj, ja to miałam taką sytuację właśnie z targu staroci. Kupiłam stary bursztynowy wisiorek, niedrogi, po prostu ładny. I przez pierwsze kilka dni za każdym razem jak go zakładałam miałam dziwne sny w nocy, takie bardzo wyraźne i smutne. Zdjęłam go i odłożyłam na tydzień, potem zaczęłam nosić znowu i już nic. Nie wiem co o tym myśleć ale to jakaś koincydencja chyba zbyt duża żeby ją zignorować?? Czy ktoś czyści takie znalezione rzeczy przed używaniem?
Przepraszam może głupie pytanie ale skoro ten wisiorek miał złą energię to po co go w ogóle czyścić i dalej nosić? 😀 Nie lepiej się go pozbyć jeśli przyciąga złe sny? Coś mnie tu niepokoi w tej logice jak można być pewnym że oczyszczanie działa?
Wracam do głównego pytania bo mi się wydaje ze idziemy trochę za bardzo w stronę litoterapii. mówimy o artefaktach historycznych, czyli naprawdę starych przedmiotach kultowych. Mnie interesuje bardziej ten aspekt religijny. Relikwie świętych w kościołach katolickich, fragmenty Krzyża, kości, i tak dalej. Kościół tłumaczy to teologicznie jako bliskość Boga poprzez osobę świętą. Ale szintoistyczne go-shintai, czyli przedmioty w których mieszka kami, to zupełnie inny model, bo tam bóstwo JEST w przedmiocie. Czy można te dwa podejścia w ogóle porównywać czy to jakościowo różne rzeczy?
To ważne rozróżnienie które postawiłaś. W tradycji słowiańskiej też mamy to napięcie. Bożki, czyli figurki kultowe, były traktowane albo jako mieszkanie bóstwa, albo jako symbol, zależy od konkretnej tradycji i miejsca. Bardzo podobnie jak w shintoizmie. Chrześcijaństwo zerwało z tym modelem i oficjalnie twierdzi że przedmiot sam w sobie nie ma mocy, tylko pośredniczy przez świętego do Boga. Ale praktyka ludowa przez wieki robiła dokladnie to samo co poganie, czyli modliła się do figury jak do bytu w niej mieszkającego. Ta granica jest dużo cieńsza niż teolodzy by chcieli.
No właśnie i to jest chyba sedno. w tym hinduskim modelu możesz przez rytuał prana pratishtha wprost "wezwać" bóstwo do posągu i on dosłownie staje sie wówczas bogiem, nie jego symbolem. A w katolicyzmie konsekracja to cos podobnego przy eucharystii. Ciekawe że mechanizm rytualny jest tak podobny w tak różnych tradyccjach, tylko teologia obchodzi to innymi słowami.
Hmm ale tu jest jeden problem z tym porównaniem. W tarocie jest stara zasada ze karty ktore ktoś inny dotykał mają swój ślad i wielu wróżbiarzy nie pożycza swoich kart właśnie z tego powodu. To zbieżne z tym o czym piszecie. Ale jednocześnie słyszałam zupełnie odwrotną teorię, że im bardziej "przepracowane" karty tym lepiej czytają bo mają w sobie więcej historii. Czy z artefaktami kultowymi jest tak samo, czyli nagromadzona energia może być zarówno zasobem jak i obciążeniem?
Ojej to ciekawe bo ja się zastanawiam co z przedmiotami z miejsc które miały ciemną historię. Stare więzienia, szpitale psychiatryczne, miejsca kaźni. Tam tez się nagromadza energia przez wieki, tylko jakaś? Czytałam o ludziach którzy kupują takie pamiątki z kolekcji więziennych i potem mają problemy. Czy to ta sama zasada co z artefaktami kultowymi tylko odwrócona?
A czy chodzi tylko o stare rzeczy? Bo mi np. wiszą w domu dwie ikony kupione nowe w cerkwi i były poświęcone przez popa. Czy one mają jakąś energię mimo że nowe, czy dopiero nabiorą z czasem?
Próbowałam kiedyś zestawić to z astrologią i ciekawe że planety rządzące trwałością i dziedzictwem, czyli Saturn przede wszystkim, są właśnie powiązane z tym co "stare" i nawarstwiające się przez czas. Saturnus jako władca czasu i materii mógby byc archetypem tej właśnie akumulacji. Nie twierdzę że to tłumaczy mechanizm, ale symbolicznie to spójne.
ja bym się tu zgodził z Iwetką z początku rozmowy, bo naprawdę ciężko to odróżnić od zwykłej psychiki. Idę do antykwariatu, biorę stary krzyż, i albo czuję "coś" albo nie. Ale to może być po prostu moja głowa ktora tworzy oczekiwania. Nie mówię ze tak jest zawsze ale jakoś to weryfikować trzeba chyba
