Zaczęłam ostatnio przeglądać różne tradycje dotyczące tego, co wolno, a czego nie wolno robić w pracy magicznej i wyszło mi jedno pytanie, które nie daje mi spokoju. Czy istnieje coś takiego jak naturalna granica możliwości praktyk - nie moralna, nie etyczna, ale taka... strukturalna? Mam na myśli sytuacje, kiedy rytuał po prostu nie może zadziałać, bo coś w samej naturze rzeczy na to nie pozwala. W kabale mówi się o cięciu zasłony, w hermetyzmie o prawie korespondencji, w tradycjach szamańskich o tym, że pewnych rzeczy duchy same nie zrobią. Ale skąd wiedziec, gdzie ta granica leży? I czy zmysły - wzrok, słuch, intuicja - mają jakieś szczególne znaczenie przy jej rozpoznawaniu? Bo mnie zaczyna interesować zwłaszcza rola wzroku w pracy z energią
no proszę, to jest bardzo dobre pytanie i sama się nad tym zastanawiałam przy pracy z tarotem. 😀 Kiedy rozkładam karty, są momenty kiedy czuję jakiś opór - jakby coś mówiło "nie idź dalej". Nie wiem czy to granica systemu czy moja własna blokada. Ale wracając do wzroku - mnie uczono, że wizualizacja jest podstawą rytuału i że jeśli nie potrafisz wyobrażać sobie energii oczami wewnętrznymi to twoja praca jest połowiczna. Czy to prawda czy mit?
ojej, granice w magii to temat na który mało kto odpowiada uczciwie, bo każda tradycja ma inne zdanie. W runicznej - i tu mówię o źródłach nordyckich, nie neopogańskich poradnikach - uznaje się że pewne runy mogą działać wyłącznie kiedy masz do danej siły "wyj", czyli prawo, relację, uprawnienie. Jeśli nie masz - rytuał się po prostu nie "chwyci". To nie jest kwestia umiejętności ani intencji. A wzrok - w tradycji nordyckiej jest "seiðr", który mocno opiera się właśnie na wewnętrznym i zewnętrznym patrzeniu. Ale żeby to tłumaczyć, musiałabym wiedzieć z jakiej perspektywy pytasz - religioznawczej czy praktycznej?
o, wreszcie temat w którym mogę cos powiedziec z własnego doświadczenia! Pracowałem przez parę lat z hermetyzmem i najciekawsza rzecz jaka mi wyszła to wlasnie to że granice nie sa stałe - one sie PRZESUWAJĄ. Kiedy zaczynałem, pewne rzeczy były dla mnie za "ciężkie" i czułem to fizycznie - napięcie za oczami, jakis dziwny ucisk. Teraz przy tych samych ćwiczeniach nic takiego niema. Więc czy granica to właściwość systemu czy właściwość praktykującego?
wiecie co ale czy wy nie mieszacie kilku różnych rzeczy? Granica możliwości praktyk to jedno, a granica percepcji to drugie, a jeszcze co innego to kwestia uprawnienia czy "wyj". To nie muszą byc to samo. Mogę mieć świetną percepcję i żadnych blokad, a i tak rytuał nie zadziała bo o coś proszę co jest poza zakresem systemu. Albo odwrotnie - moje trzecie oko śpi snem zimowym ale prośba trafia w cos realnego i skutek przychodzi. Wy to tak traktujecie jak jeden mechanizm?
ojej, rozpoznaję to przez ciało przede wszystkim. Kiedy nie mam uprawnienia do danej runy, ręka odmawia kreślenia. Brzmi to dziwnie, wiem, ale to nie jest decyzja - to się po prostu zatrzymuje. Poza tym jest jeszcze coś co mogę opisać tylko jako "temperatura" - pewne kierunki pracy są ciepłe, inne zimne. Zimne nie znaczy złe, ale znaczy że trzeba najpierw coś zbudować, jakąś relację. Wzrok wewnętrzny mam akurat słabo rozwinięty, to nie jest mój główny kanał percepcji i przez długi czas myślałam że to jest wada. Teraz myślę że to po prostu typ.
ciekawe bo czytałem że w kabale istnieje pojęcie "klipot" czyli łupin które blokują przepływ wyższych świateł. I te łupiny mogą byc zewnętrzne albo wewnętrzne. Pytanie które mam: czy ktoś tu pracował z tymi pojęciami w praktyce?? I czy "granica" o której piszecie to nie jest po prostu klipa którą można zdjąć przez odpowiednią pracę?
wracam myślami do wzroku bo mi na tym zależy - w gnozie aleksandryjskiej jest rozróżnienie między "blepein" (widzieć oczami) i "horán" (rozumieć widzeniem, oglądać głębiej). I ta druga forma jest związana z pneumą, z boską iskrą w człowieku. Bez niej można patrzyć godzinami na symbol i nic z tego nie wyniknie. Ale czy ta forma widzenia jest trenowalna czy dana? I czy blokada tej percepcji to jest właśnie jedna z granic o których mówimy?
to bardzo blisko temu jak opisuje się otwieranie trzeciego oka w tradycjach jogi. Technicznie można to trenować - sa ćwiczenia z traktowaniem wzroku jako przepływu prany, są praktyki tratak gdzie patrzy się na płomień bez mrugania. Ale mam wrażenie ze to tylko usuwa zabrudzenia, a nie tworzy coś od zera. Nie mam pewności czy to jest ta sama granica co twoja.
a czy numerologia nie mówi czegoś o tym? Serio pytam, bo moja ścieżka życia jest 7 i wszędzie czytam że to ścieżka mistycznego poznania i widzenia głębiej. Zastanawiam sie czy to ma jakis związek z tym co tu opisujecie, z tymi różnymi typami percepcji
tratak to nie jest żadna magia widzenia, to technika koncentracji i tyle. jak ktoś wam mówi że po tygodniu stare oko sie otworzy to sprzedaje bzdury. znam osoby które to robią od lat i jedyne co maja to dobra koncentracja, co notabene jest wartościowe samo w sobie. nie mieszajmy treningu uważności z rozwojem "wyższej" percepcji
a mam pytanie bo troche gubie sie w tej dyskusji - ta "granica możliwosci" o ktorej mowi temat wątku, to wy ją rozumiecie bardziej jako cos w nas samych (brak umiejetnosci, nierozwinieta percepcja) czy jako coś zewnetrznego wobec nas (jakies prawa, system, uprawnienia)? bo mi sie wydaje ze ta rozmowa skacze miedzy jednym a drugim i chcialabym wiedziec ktore jest "prawdziwe"
o właśnie! 😛 to jest dokladnie to co próbowałem uchwycić pytaąc o klipot wczesniej. w kabale te "łupiny" to jest jakby warstwa miedzy praktykiem a wyższym światłem i one mogą byc wewnętrzne (jak blokady psychiczne) ALE tez zewnętrzne (jak fragmenty qliphoth z których trzeba się oczyścić). czy ktoś tu naprawde pracował z tą koncepcją w praktyce? nadal czekam na odpowiedź bo nikt mi jeszcze nie odpowiedział na to pytanie 🙂
no tak, ale jak ktoś mi powie że trzecia czakra "otwiera się przez odprężenie" to ja rozumiem to jako metaforę. a wy mówicie o tym jak o czymś dosłownym. to jest właśnie to czego mi brakuje w tej dyskusji - podstawowe ustalenie czy mówimy o metaforze opisującej stan psychiczny, czy o czymś co istnieje niezależnie od naszego umysłu
czytam od początku i zastanawia mnie jedna rzecz - nikt tu nie powiedział co się dzieje kiedy ktos tę granicę przekroczy nie wiedząc że istnieje. czy to jest niebezpieczne czy po prostu nic sie nie dzieje
