Temat ktory mnie od dawna nurtuje bo sam przeszedłem przez obydwa warianty i do dziś nie wiem ktory jest "właściwy". Przez kilkanaście lat szedłem sam,bez mistrza, bez grupy, czytałem co sie dało, próbowałem różnych technik, budowałem własną ścieżkę po kawałku. Potem przez jakis czas byłem w jednej grupie inicjacyjnej, nie bede pisał nazwy, ale tradycja hermetyczna. I wiecie co, to były dwa zupelnie inne światy. Samotna praca daje wolność, ale często kręcisz sie w kółko bo nie masz lustra. Grupa daje lusstro, ale też presję i czasem cudzą interpretację wchodzi ci do głowy zanim własna zdąży dojrzeć. chciałem wiedzieć jak wy to czujecie, bo tu jest sporo osób ktore chodzą własnymi ścieżkami i kilka co chyba miały doswiadczenie z jakimiś kręgami. Co daje więej - przynależność do grupy inicjacyjnej czy samotna praktyka?
Pytanie jest trochę jak "co jest lepsze, herbata czy kawa" - zależy od człowieka i zależy od etapu drogi. Ale powiem ci jedno: samotna ścieżka jest na prawdę samotna i większość ludzi która mówi że tak woli, po prostu nie miała dostępu do dobrej grupy albo trafiła na złą i się zraziła. Dobra wspólnota inicjacyjna to nie jest kółko wzajemnej adoracji ani kurs z certyfikatem. To środowisko gdzie twoje doświadczenie jest weryfikowane przez kogoś kto przerobił to wcześniej. Ile razy widziałam ludzi którzy przez lata samotnej pracy budowali coś co wyglądało jak progres, a tak na prawdę chodzili w kółko wokół własnych ego-projekcji. Nie mówię że każdy musi mieć grupę. Mówię że jeśli jej nie masz to musisz być wyjątkowo uczciwy sam ze sobą, a to jest znacznie trudniejsze niż się wydaje.
oj, o matko, to jest tak ciekawe bo ja właśnie zastanawiam się czy pójść na takie spotkania w jednej grupie tutaj w mieście i teraz się waham jeszcze bardziej 🙂 Ale kieruję pytanie do Zdzisławy - ta uczennica o której piszesz, ona w końcu sie z tego wygrzebała? Bo to brzmi jakby to była pułapka bez wyjścia troche. tak mi sie przynajmniej wydaje
Rozmowa idzie w dobrym kierunku, ale czuję ze wszyscy skupiają się na psychologicznym aspekcie i trochę omijają kwestię samej inicjacji. Inicjacja grupowa to nie to samo co przynależność do grupy. Inicjacja w sensie tradycyjnym to przekazanie czegoś, energii, wiedzy, dostępu, cokolwiek by to nie było w danej tradycji, od kogoś kto to ma do kogoś kto tego jeszcze niema. Samotna ścieżka może dać dużo, ale tej konkretnej rzeczy dać nie może, bo nie ma od kogo brać. Możesz sam ćwiczyć przez dekady i osiągnąć coś wartościowego, ale to bedzie coś innego niż inicjowany w żywej linii przekazu. Nie lepsze ani gorsze, ale inne. Czy ktoś tu pracuje w obrębie tradycji z żywym przekazem, nie samouczkiem i nie kursem internetowym?
No ale czekajcie, mam wrażenie że watek robi się troszkę elitarny. Jakby tylko ci z "prawdziwą inicjacją" są warci rozmowy a reszta to amatorzy. Ja pracuję sama od kilku lat i nie mam żadnej grupy w zasięgu a nie zamierzam z tego powodu uznawać swojej praktyki za mniej wartościową. Co z ludźmi którzy po prostu nie mają dostępu do żadnej tradycji żywej i żadnej grupy? Mają przestać?
Słyszę dużo zalet grup i muszę przyznać że brzmią rozsądnie, ale nikt tu nie mowi wprost o ciemnej stronie. Widziałam wystarczająco dużo żeby powiedzieć że grupy inicjacyjne mają strukturę hierarchiczną i ta hierarchia ZAWSZE jest podatna na nadużycia. Nie mówię że wszystkie nadużywają, mówię że struktura to umożliwia. Mistrz który cię "weryfikuje" moze weryfikować według własnych uprzedzeń. Przekaz może być zepsuty albo po prostu kiepski, a ty tego nie wiesz bo nie masz porównania. Solowa praca ma swoje wady, ale przynajmniej nie narażasz się na to że ktoś celowo albo nieświadomie przekaże ci swoją patologię jako "tradycję".
no proszę, akurat mam na to kilka obserwacji z praktyki. Dobra grupa nie spieszy sie z tobą. Jeśli ktoś bardzo chce żebyś jak najszybciej przeszedł inicjację albo jak najszybciej sie "zaangażował", to już jest sygnał. Dobra tradycja jest spokojna o swój czas. Drugie - w dobrej grupie możesz sie pytać skąd bierze sie dana zasada albo dlaczego dany rytuał wygląda tak a nie inaczej. Jeśli słyszysz "tak jest bo tak jest i nie pytaj", to biegiem. Trzecie - obserwuj co dzieje sie z ludźmi którzy odchodzą. Czy odchodzą spokojnie i w dobrej relacji z resztą, czy są jakoś "ekskomunikowani" i skazani na milczenie. To bardzo dużo mówi o zdrowiu całości.
Lecę przez ten wątek od początku i mam takie wrażenie że trochę omijany jest jeden aspekt - co z ludźmi którzy mają bardzo silne wewnętrzne doświadczenia ale nie mają tradycji ani słownika zeby je umieścić? Ostatnio przeszłam przez coś co mogłabym nazwać "otwarciem" podczas samotnej medytacji i nadal nie wiem co to było ani jak to rozumieć. I właśnie zastanawiam się czy iść do kogoś z tym czy próbować samej to przepracować.
Przez całą tę dyskusję siedzę i zastanawiam się nad jedną rzeczą - czy inicjacja to w ogóle coś co można "zaplanować"? Bo jak śledzę tę dyskusję Cieszmira i innych co mieli doświadczenia grupowe, to brzmi jakby była konkretna chwila, moment przejścia. A u mnie to było bardziej jak... stopniowe rozjaśnianie się. Żadnego "przed" i "po". I nie wiem czy to oznacza że nic się nie stało, czy że po prostu poszło inaczej. tak to widzę
O rany ta rozmowa idzie coraz głębiej i coraz bardziej się wahm czy ta grupa w moim mieście to dobry pomysł 😀 Ale mam pytanie z zupełnie innej strony - czy ktos próbował wyczuwać z wyprzedzeniem czy dane spotkanie grupowe "coś przyniesie"? 🙁 Znaczy, przed pójściem? bo trochę myślę że morze to jest jakis sygnał - jak bardzo chcesz iść albo jak się czujesz przed wejściem do grupy.
Wchodzę bo mam pytanie które moze jest podstawowe ale nie rozumiem. Ta "samotna ścieżka mistyka" z tytułu wątku - czy to znaczy poprostu że ćwiczysz sama w domu bez grupy, czy że celowo wybierasz izolację jako metodę? Bo to są chyba dwie rozne rzeczy i nie wiem czy ten watek mówi o jednym czy o drugim. moze ktoś to lepiej ujmie
Czytam to i zastanawiam się nad jedną rzeczą którą nikt tu jeszcze nie powiedział wprost - czy wogóle da się samotnie oceenić czy sie jest gotowym na inicjację grupową? Bo chyba jest jakis paradoks w tym ze żeby wiedzieć że jesteś gotowy musisz już miec jakis kontakt z kimś kto wie jak gotowość wygląda. Inaczej możesz latami siedzieć i czekać aż "poczujesz" że czas, albo pójść za wcześnie bo myślisz ze jesteś gotowa a nie jetseś.
