Wracam do tego skrzyżowania dróg które Helenka i Zenek75 wspomnieli, bo mi to otwiera coś w głowie. W numerologii jest pojęcie liczby węzłowej - przynajmniej w niektórych systemach. To jest cyfra która pojawia się wielokrotnie w czyjejś mapie numerologicznej i tworzy właśnie taki punkt napięcia. Czy to może być numeryczny odpowiednik węzła na skrzyżowaniu?
Słuchajcie, bo chcę wrócić do Rahu i Ketu i tego co Pustelka_52 pytała o scalenie kontra pochłonięcie. W Jyotish jest taka zasada że Rahu pochłania i rozszerza, a Ketu odcina i uwalnia. Obydwa są węzłami, ale o przeciwnych naturach. Czy to nie jest właśnie odpowiedź na to pytanie - że w jednym systemie węzeł ma dwa bieguny i są to dosłownie dwa osobne byty?
Słucham tej rozmowy już od dłuższego czasu i jedno pytanie mi się kręci w głowie - czy w tarocie jest karta która symbolizuje węzeł? Przeszłam sobie w myślach przez Wielkie Arkana i myślę może o Wieży albo Sprawiedliwości, ale nie jestem pewna. Sybilka albo Brygida, czy możecie coś powiedzieć?
To co Sybilka powiedziała o Wisielcu - zatrzymanie dobrowolne żeby coś zobaczyć - czy to nie jest dokładnie to co dzieje się w medytacji? Zatrzymujesz się w węźle, nie uciekasz, i właśnie przez to coś się otwiera? Pytam bo mi się to bardzo łączy z tym co Zenek75 mówił o warunku rozwiązania wpisanym w zawiązanie.
To co Jaskier_T powiedziała o medytacji i zatrzymaniu się w węźle - tak, dokładnie to miałem na myśli kiedy pisałem o hermetycznej zasadzie korespondencji. Mikroskala i makroskala działają tym samym mechanizmem. Medytacja to wejście w węzeł świadomie, zamiast omijania go albo zacieśniania przez lęk. Ale chcę dopytać - czy to dobrowolne zatrzymanie jest warunkiem koniecznym? Bo Wisielec zatrzymuje się dobrowolnie, ale czy każdy węzeł wymaga tej zgody żeby coś z niego wyniknęło?
Właśnie w tym widzę różnicę między Wisielcem a Diabłem w kontekście węzła. Wisielec wchodzi w zawieszenie z własnej woli i przez to widzi coś czego nie widział przed zawieszeniem. Diabeł - te same łańcuchy, ale bez zgody, bez wyboru, bez wyjścia. Obydwa są węzłami, ale jeden otwiera, drugi zaciska. Więc może odpowiedź brzmi: zgoda nie jest warunkiem zaistnienia węzła, ale jest warunkiem tego żeby węzeł coś dał zamiast zabrać.
To co Celestynka mówi o mikroprzesunięciu - to jest dokładnie to na co ja też zwracam uwagę przy pracy z czakrami. Ale chcę wrócić do wątku który Ulka zaczęła o tej różnicy między blokiem własnym a zewnętrznym. Jeśli węzeł zewnętrzny - powiedzmy coś narzuconego, jakiś wzorzec rodzinny albo energetyczny zapis miejsca - to czy do jego rozwiązania potrzeba innej zgody? Swojej, czy tej zewnętrznej siły?
Zatrzymuję się przy tym co Ulka i Anusia rozwijają, bo to mi przywołuje coś z tradycji greckiej. Moira - przeznaczenie, los - było obrazowane właśnie jako nić przędzona, mierzona i odcinana przez trzy Mojry. To jest dziedziczony węzeł w dosłownym sensie: nić twojego życia jest spleciona z nićmi twoich przodków jeszcze zanim zaczniesz istnieć. I Grecy nie mieli złudzeń że można to rozwiązać własną wolą. Potrzebna była interwencja z zewnątrz - wyrocznia, rytuał, bóg. Więc Anusia, twoje pytanie jest bardzo stare i odpowiedź którą Grecy dawali brzmiała: potrzebujesz sojusznika po tamtej stronie węzła.
Chcę się tu wtrącić bo coś mi nie daje spokoju. Mówimy o węzłach dziedzicznych, wzorcach przodków, Mojrach - i wszystko to jest spójne jako metafora. Ale zanim pójdziemy dalej, chcę zapytać: czy w tych tradycjach, w których węzeł pokoleniowy jest realną kategorią, jest też idea że można go zawiązać ponownie, nie tylko rozwiązać? To znaczy - czy potomkowie mogą dziedziczyć nie tylko blokady ale i ochronne węzły?
Przepraszam że wchodzę w środek wątku astrologicznego, ale to co Pustelka zapytała o węzły ochronne kontra blokujące - to jest dokładnie to co w hermetyzmie opisuje zasada 'as above so below' w kontekście genealogii duchowej. Makrokosmos przeznaczenia przodków odbija się w mikrokosmosmie twojej mapy życia. I tak jak Rahu-Ketu są węzłami księżycowymi - punktami przecięcia orbit - tak samo węzeł genealogiczny jest punktem przecięcia twojej indywidualnej drogi z drogą rodu. Zenek75 notatka dla siebie: to warto zestawić z koncepcją genius loci w tradycji rzymskiej.
Wracam do tarotowego wątku bo Romualda pytała i mi się coś jeszcze przypomniało. Jest karta której nikt tu nie wymienił a która dla mnie jest węzłem par excellence - Dwójka Mieczy. Siedzi zawiązana na oczach, trzyma dwa miecze w krzyż nad sercem. To jest węzeł jako pat, jako niemożność wyboru, ale też jako ochrona przez niewidzenie. Wisielec wybiera zatrzymanie, Dwójka Mieczy jest w nim zamknięta bez wyboru. Czy to nie jest bliżej temu co Helenka mówiła o Mojrach?
Czytam tę rozmowę od bardzo dawna i w końcu muszę coś napisać. W runach jest Nauthiz - runa potrzeby i przymusu - którą niektórzy tłumaczą właśnie jako węzeł konieczności. Ma kształt dwóch kresek skrzyżowanych, jak dwa patyki do rozpalania ognia przez tarcie. Coś musi być ściśnięte i naprężone żeby dać ogień. Czy to nie jest piękna odpowiedź na pytanie Sybilki? Świadomość nie zawsze jest potrzebna na wejście w węzeł - czasem węzeł działa przez samo naprężenie, jak Nauthiz?
To co Wodniczka mówi o oswajaniu a nie rozpruciu - to jest moim zdaniem kluczowe dla całego wątku węzłów. Hermetyczna zasada 'jak na górze tak na dole' nie mówi że mamy rozbrajać strukturę wszechświata. Mówi że rozumiejąc schemat w górze, możemy świadomie pracować z odpowiednikiem w dole. Węzeł pokoleniowy w horoskopie to nie wyrok - to miejsce gdzie twoja świadoma praca ma szczególne znaczenie, bo amplituda jest większa.
Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie, to naprawdę wszystko zaczyna układać się w całość! A czy ta zasada amplitudy dotyczy też Nauthiz? Bo jeśli węzeł-runa wzmacnia przez opór, a węzeł astrologiczny wzmacnia przez pole rodzinne, to może każdy węzeł ma swój własny mechanizm wzmocnienia? I wtedy pytanie brzmi: jak poznać który mechanizm działa w twoim przypadku?
Ale chwilę - Sybilka, to znaczy że nie można porównywać tych systemów? Bo przez całą tę rozmowę porównujemy tarota, runy, astrologię, hermetyzm i jakoś to trzyma się kupy. A teraz mówisz że to trzy różne mechanizmy i tyle?
Sybilka ma rację i właśnie to mnie niepokoiło w tej rozmowie od jakiegoś czasu. Mówimy o węzłach jako metaforze spajającej bardzo różne systemy, i to jest piękne i inspirujące. Ale czy nie gubimy po drodze tego, że rytualne zawiązanie sznurka robi coś innego niż interpretacja Rahu? Jedno jest fizycznym aktem, drugie jest odczytem. To nie jest to samo.
Wchodzę w to co Anusia pisze, bo czakry to dokładnie ten problem. Blokada w ciele subtelnym nie ma żadnego fizycznego odpowiednika który można by dotknąć - a jednak działa jak węzeł. Więc albo symbol naprawdę uczestniczy w czymś realnym, albo musimy powiedzieć że te zmiany które obserwujemy to tylko efekt skupienia uwagi. Które z tego jest prawdziwsze?
Zatrzymuję się na tym co Helenka napisała, bo to brzmi prawie jak solipsyzm. Węzeł istnieje bo na niego patrzę? To znaczy że mogę też go stworzyć przez patrzenie? Czy to nie jest trochę groźne?
Chcę tu wejść bo ta rozmowa zaczęła się od pytania o fizyczny akt zawiązania a teraz jesteśmy przy epistemologii percepcji. Co nie jest złe, ale wróćmy na chwilę do konkretu. Zenek75 napisał wcześniej o hermetycznej zasadzie mikrokosmos-makrokosmos w kontekście genealogii duchowej. Czy w hermetyzmie jest coś co opisuje w jaki sposób węzeł przodków 'przechodzi' na potomka? Nie metaforycznie - mechanicznie, jeśli tak można powiedzieć o systemie ezoterycznym.
Słucham tej rozmowy i myślę sobie - w tarocie jest karta która to chyba obrazuje, tylko nigdy tak na nią nie patrzyłam. Dziesiątka Mieczy. Ta postać leżąca przebita mieczami - czy to nie jest węzeł który całkowicie zamknął pole? Że już nie ma napięcia bo jest tylko zakończenie? Czy takie węzły w ogóle istnieją - takie z których naprawdę nie ma wyjścia?
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie które może jest za proste jak na ten poziom dyskusji, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Mówicie o węzłach dziedzicznych, o pneumie, o Rahu, o kartach tarota - ale jak to się objawia w normalnym życiu? Że człowiek ma jakiś wzorzec który się powtarza i tego nie może zmienić? Bo jeśli tak, to skąd wiadomo że to węzeł a nie po prostu charakter albo nawyk?
To pytanie Hilarego dotyka czegoś co mnie samą nurtuje od dawna. W pracy z energetyką ciała czasem widzę klientkę która naprawdę stara się i naprawdę nic się nie rusza - i wtedy zaczyna się dylemat: czy to opór psychiczny, czy coś głębiej zawiązanego. Ale szczerze? Nie zawsze umiem tego rozróżnić. Celestynka, jak ty to rozpoznajesz?
To rozróżnienie które próbujecie zrobić - opór kontra węzeł - jest zresztą bardzo stare. W oneirologii, w tradycji snów diagnostycznych, już w antyku próbowano odróżniać sny które coś blokują od snów które coś rozwiązują. Węzeł w śnie to był zły omen, rozwiązanie węzła - dobry. Ale uwaga: rozwiązanie nie polegało na rwaniu, tylko na cierpliwym rozplątaniu. To chyba jest odpowiedź na pytanie Hilarego - jeśli ciągniesz mocniej i robi się gorzej, to węzeł.
Wróćmy na chwilę do hermetyzmu bo myślę że to rozróżnienie na opór i węzeł można stamtąd wyprowadzić dość precyzyjnie. W hermetycznej koncepcji poziomów bytu każdy węzeł ma swoje odbicie na każdym poziomie - od najbardziej materialnego do najsubtelniejszego. Opór to coś co działa na jednym poziomie. Węzeł to forma która istnieje na wielu poziomach jednocześnie i dlatego nie da się go rozwiązać tylko od strony fizycznej albo tylko od strony mentalnej.
Zenek75 - to brzmi logicznie, ale jak to wygląda w praktyce? Że żeby rozwiązać węzeł trzeba działać na wszystkich poziomach jednocześnie? Bo to by znaczyło że pojedyncze działanie - czy to rytuał, czy terapia, czy praca z oddechem - zawsze jest za mało?
Chcę tu wrócić do tarota, bo Romualda wcześniej postawiła pytanie o Dziesiątkę Mieczy i myślę że nie wyczerpałyśmy tego wątku. Brygida powiedziała że to punkt zerowy. Ale w kontekście węzłów zastanawiam się czy nie trafniejsza jest karta Wisielca - ktoś zawieszony między poziomami, skrępowany, ale to skrępowanie jest w pewnym sensie dobrowolne i inicjacyjne. Węzeł który utrzymuje w zawieszeniu po to żeby zobaczyć coś czego normalnie się nie widzi.
Przepraszam że wchodzę z innej strony, ale ta rozmowa o zawieszeniu i węzłach nagle mi przypomniała jedno z haseł runicznych. Pertho - runa losu, zawiązanych tajemnic, tego co ukryte. Zawsze ją czytałam jako 'nie wiadomo co będzie', ale może ona jest właśnie o takim węźle który trzyma coś zamkniętego dopóki nie nadejdzie pora. Czy to ma sens czy to za daleko idące porównanie?
