To co napisałaś o Ogonie Smoka i ładunku rodzinnym mnie nie opuszcza. Ale chcę dopytać - mówisz o bransoletce żony, czyli sugerujesz że węzeł założony przez kogoś bliskiego może nieść jego energię do nas? Bo to by oznaczało że każdy prezentowany sznureczek to trochę jak węzeł zastępczy. Czy to nie jest zbyt szerokie rozumienie?
Wracając do węzła na rozstaju, bo ten wątek mi się urwał - w śnieniu te miejsca pojawiają się jako coś szczególnego. W snach rozstaj to punkt decyzji, ale też punkt gdzie sny innych mogą się krzyżować z twoim. Pytanie do Helenki: czy w tradycji słowiańskiej był jakiś rytuał który celowo używał snu w miejscu rozstaju, albo który angażował śnienie jako metodę rozsupłania?
Ten zbieżny sen w rodzinie to mnie uderza bo pasuje do weselnej logiki warkocza. Rozplecenie włosów panny młodej było nie tylko obrzędem - starsze kobiety mówiły że w tej chwili cała linia kobieca rodu też coś odczuwa. Jakby węzeł biologiczny, nie tylko duchowy. Czy ktoś spotkał się z podobnym pojęciem w jakiejś innej tradycji?
Tak, i to jest jeden z tych punktów gdzie różne tradycje zbiegają się bez żadnego kontaktu historycznego. Ficino pisał o spiritus jako o czymś co przenosi się przez dźwięk, zwłaszcza śpiew - głos jako żywy sznurek między wykonawcą a odbiorcą. Śpiew przy rozplataniu w folklorze słowiańskim i mantra przy rozwiązywaniu tantry wedyjskiej to nie jest analogia przypadkowa. Pytanie jest jedno: czy dźwięk sam rozwiązuje, czy tylko tworzy warunek dla rozwiązania przez coś innego?
Zenek75 stawia to dobrze, ale chcę dopytać - co to 'coś innego' miałoby być? Bo w tarocie dźwięk jako intencja to jedno, ale ja myślę o tym inaczej: dźwięk może być świadkiem. Nie rozwiązuje, tylko potwierdza że rozwiązanie się dzieje. Trochę jak Hierofant nie jest sprawcą, jest poświadczającym. Czy to ma sens w tym co opisujesz?
Słucham tego o dźwięku i myślę o sobie - kiedy rozkładam karty to robię to w całkowitej ciszy. Zawsze myślałam że tak trzeba, że cisza sprzyja skupieniu. Ale może właśnie ta cisza powoduje że czytania są dla mnie takie zamknięte? Czy ktoś próbował śpiewać albo nucić przy tarocie?
Wróciłam do tego wątku bo mi nie dawał spokoju jeden szczegół - moja babcia mówiła nie podnosić, nie mówić, przejść bokiem. Żadnego kontaktu. A tymczasem tu rozmawiamy o intencji, dźwięku, świadku. Zastanawiam się czy ta zasada 'nie dotykaj cudzego węzła' to nie jest jakiś głębszy zakaz angażowania się jako świadek w coś co nas nie dotyczy. Jakby bycie świadkiem bez zaproszenia było niebezpieczne.
Ten wątek o odcinaniu snu który nie jest twój bardzo mi pasuje do czegoś co przeżywam. Mam pytanie może naiwne - jak wiadomo że sen jest 'nie mój'? Czy to jakieś konkretne poczucie, czy trzeba się tego uczyć?
Siedem węzłów to nie jest przypadkowa liczba w tym kontekście. W tradycji hermetycznej siódemka to liczba cykli - siedem sfer planetarnych przez które dusza przechodzi. Siedem węzłów mogłoby oznaczać że coś jest powiązane z pełnym cyklem, nie z jednym momentem. Ale Florek - czy w tym śnie był jakiś ruch? Ktoś zawiązywał, rozwiązywał, czy sznur po prostu leżał?
Leżał. Nikt nic nie robił, po prostu był. I co dziwne, miałem poczucie że leżał od dawna, nie był świeży. Jakby stary.
Stary węzeł to w tradycji słowiańskiej coś bardzo konkretnego - może być zawiązany przez kogoś kto już nie żyje, i dlatego nie ma kto go rozwiązać. Taki węzeł nie jest złośliwy, ale jest aktywny dopóki go ktoś świadomie nie uwolni. Florek, czy po tym śnie coś w twoim życiu wydawało ci się jakby w miejscu, zablokowane bez wyraźnej przyczyny?
No właśnie. Barki to klasyczne miejsce przejętych ciężarów, zwłaszcza rodowych. Nie twierdzę że węzeł ze snu to przyczyna, ale te trzy rzeczy razem - sen, blokada w rodzinie, napięcie w barkach - tworzą spójny obraz. Warto by się zastanowić co w tej linii rodzinnej mogło zostać 'zawiązane' i zapomniane.
To co Anusia_H i Helenka mówią o Florku tak bardzo mi pomaga zrozumieć pewne rzeczy u siebie, naprawdę dziękuję że to tak rozłożyłyście! Mam pytanie z boku - jeśli ktoś chce świadomie uwolnić taki stary węzeł o którym Helenka mówiła, to jest jakaś tradycyjna forma w obrzędowości słowiańskiej? Czy to zawsze wymagało kogoś trzeciego - znaharki, osoby wtajemniczonej?
To 'mówić do zawiązanego' jest bardzo podobne do tego co babcia robiła przy warkoczu - też nie rozplatała od razu, najpierw mówiła do włosów. Jakby trzeba było zapytać o zgodę zanim się wejdzie w to co splecione. Czy w tradycji słowiańskiej jest coś o zgodzie węzła?
To co Zywilka53 i Helenka opisują to dokładnie to samo co w tarocie robi Kapłanka - stoi przed zasłoną i nie przechodzi bez gotowości. Zasłona jest węzłem między tym co jawne i ukryte. I ona nie wchodzi, tylko patrzy. Rytuał nie polega na przejściu, tylko na byciu obecnym przy granicy. Czy w tym słowiańskim 'mówieniu do zawiązanego' też nie chodziło przede wszystkim o samą obecność, nie o rozwiązanie?
Słucham i zaczynam się zastanawiać czy moje czytania tarota nie są właśnie za krótkie na to przedproże. Rozkładam karty, patrzę, interpretuję - ale czy jestem naprawdę przy granicy zanim zacznę? Może cisza o której mówiłam wcześniej to nie skupienie tylko ominięcie progu.
Wracam do tego co Pustelka_52 powiedziała o 'byciu w miejscu węzła' bez działania. Sprawdzałem notatki i w hermetycznym rozumieniu spójności mikrokosmosu z makrokosmosem jest coś bardzo podobnego - moment kontemplatywnego bycia przy granicy między sferami jest sam w sobie operacją. Nie metaforą operacji, tylko nią. Siedem sfer planetarnych, o których wspominałem przy śnie Florka, to kolejne węzły na nici duszy. I dusza nie 'przechodzi' przez nie siłą, tylko rozpoznaje je jako swoje. Czy ktoś pracował z tym układem siedmiu sfer jako modelem do rozumienia własnych zablokowanych miejsc?
Pracowałam, ale nie wprost przez nazwy planet - raczej przez rytm. Siedem sfer to siedem jakości, a każda jakość ma swój rodzaj węzła. Saturna węzeł to najcięższy, najbardziej skondensowany, i właśnie tam czuć go cieleśnie najwyraźniej. Florka barki brzmią mi saturnicznie. Zenek, a w swoich notatkach masz coś o tym w jaki sposób hermetyzm opisuje moment gdy dusza rozpoznaje węzeł - czy to nagłe czy stopniowe?
Słucham tej rozmowy o sferach i muszę powiedzieć że w tradycji słowiańskiej mamy coś podobnego, tylko opisanego inaczej - nie jako sfery, ale jako nici które łączą z przodkami i ze sprawami niedokończonymi. I teraz jest tu ważna różnica wobec hermetyzmu: tam dusza przechodzi przez sfery jakby w górę, a w słowiańskim myśleniu nić idzie w obie strony jednocześnie, i w przód i w tył. Węzeł nie jest stacją na drodze, jest miejscem gdzie kilka nici zostało skrzyżowanych. To zmienia kompletnie co znaczy 'być przy węźle'. Zenek75, czy hermetyzm ma coś o węzłach które są skrzyżowaniem a nie stacją?
