Dualizm to chyba jeden z najbardziej intuicyjnych modeli kosmologicznych, jakie ludzkość wymyśliła - i zarazem jeden z najbardziej różnorodnych. Bo 'dualizm' to tak naprawdę rodzina idei, nie jedna myśl. Zoroastrianizm stawia naprzeciw siebie Ahurę Mazdę i Angra Mainju jako dwie równorzędne potęgi - dobro i zło walczą, a wynik jest niepewny. Manicheizm idzie jeszcze dalej: materia JEST zła, duch JEST dobry, i te dwa światy przenikają się w człowieku jak światło uwięzione w błocie. Ale już w gnozie ten schemat się komplikuje, bo demiurg nie jest 'złem' w sensie osobowym - jest raczej ignorancją, pomyłką. Moje pytanie do otwierającego: czy mówimy o dualizmie jako strukturze metafizycznej, czy o dualizmie etycznym? Bo to naprawdę różne rzeczy, i wiele nieporozumień w takich rozmowach bierze się z mieszania tych poziomów.
Szczerze, to mnie bardziej interesuje praktyczna strona - czy w tradycjach dualistycznych ludzie czuli się bezpieczniejsi? Bo jak masz jednego wszechmocnego boga, który 'dopuszcza zło', to jest pewien problem teologiczny. A jak masz dwóch bogów walczących, to przynajmniej wiesz, po czyjej stronie stać. Czytałem gdzieś, że popularność manicheizmu w starożytności brała się właśnie z tego, że dawał jasną odpowiedź na pytanie 'skąd zło'. Czy ktoś wie, jak to wyglądało w praktyce kultowej - tzn. czy wyznawcy maniheizmu mieli jakieś rytuały związane z tą walką?
Właściwie zastanawiam się, czy dualizm to nie jest po prostu naturalna odpowiedź ludzkiego umysłu na rzeczywistość - dzień i noc, lato i zima, życie i śmierć. Może to nie jest teologia, tylko psychologia? Pytam serio, bo nie wiem, czy te systemy powstały z obserwacji świata, czy z jakiegoś objawienia. W taoizmie mamy yin i yang, ale to chyba nie jest dualizm w tym samym sensie co zoroastrianizm, prawda?
Ja sobie myślę że hinduizm to w ogóle ciekawy przypadek bo teoretycznie jest monistyczny - Brahman jest wszystkim - ale w praktyce masz Wisznu i Śiwę, światło i zniszczenie, i normalnie wyglada to jak dualizm. Śaktyści wierzą że Bogini jest ponad wszystkim, a śiwaici że Śiwa. To jak jeden system może byc jednocześnie monistyczny i wyglądać dualistycznie? Czy to synkretyzm czy wewnętrzna sprzecznosc?
Przepraszam, że się wtrącę z głupim pytaniem, ale jak to jest z tym katolicyzmem? Bo mam wrażenie, że chrześcijaństwo niby jest monoteistyczne, ale Szatan istnieje, jest realny, kusi - to nie jest trochę dualizm ukryty pod inną nazwą? Jezus walczy z diabłem, dobro walczy ze złem... różnica polega chyba tylko na tym, że Szatan nie jest 'równy' Bogu. Ale w praktyce w głowach ludzi to chyba działa podobnie jak dualizm?
Słuchajcie, to co mówi Tadek o katarach przypomniało mi coś, o czym dawno nie myślałam. Katarzy w południowej Francji - to był właściwie żywy manicheizm na glebie chrześcijańskiej. I zostali dosłownie wymordowani. Zastanawia mnie, czy tępienie herezji dualistycznych przez wielkie religie monoteistyczne nie było właśnie dlatego, że dualizm podważa absolutną władzę jednego Boga, a więc i absolutną władzę jego ziemskich reprezentantów? Tzn. czy to był spór teologiczny, czy polityczny?
Wracając do tego co powiedział Tadek o dualizmie asymetrycznym - czy istnieją tradycje, gdzie zło jest naprawdę równe dobru, nie tylko funkcjonalnie, ale doktrynalnie? Bo mi się wydaje, że nawet w zoroastrianizmie ostatecznie dobro zwycięża, jest jakaś eschatologia z Fraszegirdem gdzie Angra Mainju zostaje pokonany. Więc może prawdziwego 'parytetu' nigdy nie było?
A co z liczbami w tym wszystkim? Bo zauważyłem, że w systemach dualistycznych często pojawia się cyfra 2 jako sacrum - dwa światy, dwa bóstwa, dwie drogi. Ale jednocześnie trójca jest wszędzie: hinduska Trimurti, chrześcijańska Trójca, nordyckie Trzy Norny. Czy systemy oparte na 3 to odpowiedź na ograniczenia dualizmu? Trochę jakby trójka rozwiązywała napięcie między dwiema przeciwnymi siłami przez dodanie trzeciego elementu.
Ja mam pytanie do Tadka bo mnie to nurtuje od początku tego watku - co z gnostycką Pleromą? Bo tam masz dosłownie galaktykę bytów, Eonów, Archontów, i to nie jest ani dualizm ani monizm. To jest taki kosmiczny chaos hierarchiczny. Czy gnoza to w ogóle mieści się w kategori dualizmu, czy to już coś innego?
Słuchając tej rozmowy mam wrażenie, że dualizm to w gruncie rzeczy odpowiedź na jedno podstawowe pytanie: skąd bierze się zło jeśli Bóg jest dobry. Bo monoteizm nigdy tak do końca tego nie wyjaśnił. Mam rację czy czegoś nie rozumiem?
Przepraszam że pytam o coś może prostego, ale jak to jest z nordyckimi runami i Yggdrasilem? Bo tam masz światy - dziewięć światów na drzewie - i to nie jest ani dualizm ani monizm. Czy to jest jakaś inna kategoria zupełnie? Asgard jest dobry, Helheim jest... mroczny ale nie 'zły' w sensie moralnym, Jotunheim to olbrzymy które walczą z bogami ale też z nimi flirtują i mają dzieci. To brzmi jak coś zupełnie innego niż walka dobra ze złem.
czyli w sumie Nordowie w ogóle nie mieścili się w tym schemacie dobro kontra zło? To jak oni rozumieli Lokiego - bo on jest tricksterem, raz pomaga bogom, raz ich zdradza. To jest dobre czy złe bóstwo?
Ja też chciałem zapytać o Lokiego bo to mnie zawsze myliło. W ogóle nordycka mitologia wydaje mi się taka... nieposortowana. Nie ma tam wyraźnych reguł kto jest dobry a kto zły, wszyscy Asowie popełniają błędy, olbrzymy czasem pomagają. Jak to się ma do dualizmu?
Loki to właśnie doskonały przykład, że nordycka tradycja nie działa na zasadzie dualizmu moralnego. On jest amoryczny - nie dobry ani zły, tylko działający według własnej logiki. Ragnarok jest apokalipsą, ale nie triumfem zła nad dobrem. Giną wszyscy, bogowie i potwory razem, i świat zaczyna się od nowa. Nie ma wygranej żadnej strony. To jest bliższe cykliczności hinduskiej niż zoroastriańskiej eschatologii z ostatecznym zwycięstwem Ahury Mazdy.
A propos cykliczności - to właśnie w buddyzmie mamy samsarę, koło cierpienia, i nikt nie wygrywa żadnej kosmicznej bitwy. Nie ma dobrego boga który pokona złego. Jest tylko wyzwolenie z cyklu. To chyba najdalej od dualizmu ze wszystkich tradycji?
Mam pytanie może naiwne ale - czy w takim razie wszystkie religie da się jakoś zaklasyfikować na osi od 'czystego dualizmu' do 'czystego monizmu'? Bo z tej rozmowy wynika, że każda tradycja jest gdzieś pomiędzy i robi coś inaczej. Czy ktoś w ogóle próbował taką oś narysować?
To co Brzozka opisuje to jest takie wyobrażenie 'podwójne' - oficjalna nauka kontra to co ludzie naprawde wierzą. W hinduizmie chyba jest podobnie, filozofia adwajtawedanty jest dla uczonych a zwykli ludzie w wiosce czczą lokalne bóstwo i boja się złych demonów. Ciekawe, że ta przepaść wydaje sie byc chyba we wszystkich religiach.
To jest jedno z ważniejszych pytań w religioznawstwie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Badacze jak Mircea Eliade albo Victor Turner zajmowali się właśnie tym pęknięciem między teologią oficjalną a religijnością ludową. Eliade mówił, że mit i rytuał u podstaw zawsze odzwierciedlają jakiś kosmiczny dualizm - sacrum i profanum - niezależnie od oficjalnej doktryny. Więc może dualizm jest głębiej niż jakiekolwiek teologia.
No ale to trochę cofamy się do mojego wcześniejszego pytania - czy dualizm to nie jest po prostu struktura ludzkiego postrzegania? Eliade ze swoim sacrum i profanum chyba właśnie to sugeruje. To byłoby odpowiedź na Leszka, że religie 'muszą' mieć jakiś dualizm bo inaczej nie da się ich opisać ludzkim umysłem.
Słuchajcie, wracam na chwilę do run bo nie mogę tego puścić - czy runy jako system wróżbiarski mają jakiś wymiar dualistyczny? Pytam bo niektóre runy są wyraźnie 'ciemne' jak Hagalaz czy Thurisaz, a inne 'jasne' jak Sowulo czy Fehu. Czy to jest dualizm w praktyce runologicznej?
Dobra, wracając do run - to ciekawe co Tadek mówi, że merkstave to głównie rekonstrukcja. Ale skąd w takim razie bierze się to skojarzenie, że np. Hagalaz to coś złego? Sam jak się uczę run to wszędzie czytam, że to grad, katastrofa, rozpad. Czy to jest coś narzuconego z zewnątrz czy jednak gdzieś w przekazach jest ta 'ciemność'?
To jest odpowiedź na moje pytanie, ale otwiera nowe. Jeśli runy nie są dobre ani złe, tylko są siłami - to jak mam je czytać w wróżbie? Bo u mnie w podręczniku dla każdej runy jest coś w stylu 'wyciągnięta odwrotnie oznacza trudności lub blokadę'. To chyba właśnie jest to nakładanie dualizmu na coś co go pierwotnie nie miało?
Ale czy to jest problem? Tarot też nie ma 'starożytnych korzeni' w sensie dosłownym - pochodzi z renesansowych kart do gry i dopiero Hermeci go przekształcili w system wróżbiarski. Mimo to ludzie traktują go jako coś sensownego. Dlaczego z runami miałoby być inaczej?
Historia nie decyduje o 'prawdziwości' praktyki duchowej, zgadzam się z wami obojgiem. Ale decyduje o tym jak ją rozumiemy i co nam daje. Jeśli stosujesz runy i myślisz że to bezpośrednia linia do przedchrześcijańskich Germanów, to działasz na błędnym założeniu. Jeśli stosujesz je jako własny system symboliczny z głębokimi korzeniami - to zupełnie uczciwa pozycja. Wracając do wątku tematu: to jest właśnie przykład jak dualizm dobre/złe zostaje nałożony na tradycję która go nie miała, bo nam jako ludziom takie binarne ramy są po prostu wygodne.
To co Tadek mówi to właściwie sugeruje, że dualizm jest naszym domyślnym ustawieniem. Że kiedy nie rozumiemy czegoś złożonego, upraszczamy do dwa bieguny. Ale to by znaczyło, że np. zoroastryzm z Ahura Mazdą i Angra Mainju nie jest jakimś odkryciem duchowym, tylko po prostu był szczery w tym co wszyscy i tak myślą. Czy to ma sens?
Czekajcie, zurwanizm to co to jest? Słyszę to słowo drugi raz w tym wątku i nie wiem co to. Czy to jest odłam zoroastryzmu czy osobna tradycja?
Zurwan jako bóg czasu który przekracza dobro i zło - to brzmi prawie jak Kronos. Czy jest jakaś teoria że te tradycje się stykały? Persja i Grecja to nie jest aż tak daleko od siebie.
