To co Helenka opisuje bardzo ładnie pasuje do węzłów księżycowych w astrologii - też jest coś z obu stron. Rahu przyciąga, Ketu odpycha, ale oś między nimi jest wyznaczona przez to jak sam działasz w poprzednich cyklach. Nie jesteś bierny wobec własnego węzła nawet jeśli czujesz się uwięziony. Mojry i oś R/K mają chyba wspólny korzeń w tej intuicji że los jest współtworzony.
Właśnie to spięcie między Mojrami, węzłami księżycowymi i hermetyczną pneumą jest dla mnie najciekawszym miejscem tej rozmowy. Wszędzie pojawia się ten sam schemat: węzeł nie jest przypadkowy, ma dwie strony - kosmiczną i osobową - i nie chodzi o to żeby go usunąć, tylko żeby nie działać przeciw jego logice. W hermetyzmie powiedzieliby chyba że to jest właśnie mikrokosmos naśladujący makrokosmos nie przez bierne powtarzanie, ale przez aktywne rozumienie.
To zdanie Zenka75 o tym żeby 'ułożyć się z węzłem' a nie go usuwać - to coś co chcę zrozumieć lepiej. Bo brzmi to jakby węzeł miał zostać na zawsze, tylko my mamy się jakoś przestawić. Ale czy to nie jest trochę rezygnacja? Jak odróżnić zdrowe ułożenie się od zwykłego odpuszczenia walki?
To dobre pytanie i chcę je rozwinąć bo jest tu napięcie. W hermetyzmie rozwiązanie nie polega na eliminacji struktury tylko na jej transformacji. Węzeł który 'się ułożył' nie znika - on zmienia swoją funkcję. Przestaje blokować, a zaczyna organizować. Tak jak zawiązany supeł na linie który był przeszkodą, ale użyty świadomie może być punktem oparcia przy wspinaczce. Rezygnacja to zupełnie co innego - tam węzeł zostaje i nadal blokuje, ty tylko przestajesz walczyć.
To rozróżnienie między transformacją struktury a rezygnacją mi się bardzo podoba, ale mam pytanie praktyczne. Jak ty to czujesz w pracy z energią ciała? Bo ja przy czakrach często napotykam coś co na początku wydaje się blokadem, a potem okazuje się że to rodzaj ochronnego zaciśnięcia które ciało samo zrobiło. I tu właśnie nie wiem czy 'rozwiązywać' czy dać mu się powoli rozluźnić samemu.
To co Celestynka.2 opisuje jest bardzo blisko starożytnego rozumienia kairos - właściwego momentu. Grecy rozróżniali chronos, czas linearny, i kairos, czas właściwy. Węzeł w tradycji oneirycznej też miał swój kairos - był momenty gdy sen pokazywał że teraz jest czas, i momenty gdy nie było jeszcze gotowości. Pytanie czy to jest gotowość węzła czy gotowość człowieka - i czy to w ogóle dwa różne rzeczy.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i wchodzę bo nikt nie powiedział jeszcze o numerologii a ona też ma coś do powiedzenia o węzłach. Liczba 8 leżąca na boku to nieskończoność, ale stojąca pionowo - to właśnie węzeł. Osiem jako liczba karmiczna w numerologii jest zawsze o splątaniach: długu i spłacie. Czy ktoś z was miał ósemkę dominującą i czuł to jako coś związanego z tą tematyką?
Szczerze - tego jeszcze nie wiem w pełni. Czytałem że jest o spiralnym powrocie: tematy z ósemki wracają co kilka lat ale na innym poziomie. Bardziej jak heliksa niż kółko. Co sugerowałoby że nie rozwiązujesz węzła raz na zawsze tylko co cykl zawiązujesz go trochę inaczej. Ale nie jestem pewien czy to jest numerologia czy już moja własna interpretacja.
Heliks jako metafora mi się podoba i pasuje do tego co znam z astrologii. Progresje planet wracają do podobnych stopni ale w innym kontekście. Saturn wracając do swojego miejsca urodzenia po dwudziestu kilku latach pyta o te same tematy ale nie tak samo - pyta z innej wysokości. Węzeł księżycowy też się przemieszcza i co dziewiętnaście lat robi pełny obrót. Wraca ale nie jako kopia.
Przy tej rozmowie o ósemce i heliksie chcę się upewnić że dobrze rozumiem jedno. Jeśli węzeł w rozumieniu hermetycznym ma swoje odbicie na każdym poziomie, a numerologicznie cykl wraca ale wyżej - to czy rytualne zawiązywanie węzłów, na przykład sznura podczas obrzędu, jest próbą uchwycenia tej spirali w materii? Jakby zamrożenia jednego momentu helisy żeby coś zobaczyć?
To co Helenka mówi o parze zawiązanie-rozwiązanie przypomina mi Głupca i Świat w tarocie jako dwie karty graniczne talii. Głupiec to wyjście bez węzła, czysta możliwość. Świat to zamknięty taniec, wieniec - ale wieniec jest przecież zawiązany. Para Głupiec-Świat to jest właśnie pełny cykl. Między nimi są wszystkie węzły Wielkich Arkanów.
Przy temacie wieńca i elipsy chcę dodać że w kabale Keter i Malkut też tworzą taką oś - szczyt i podstawa Drzewa. Malkut jest miejscem gdzie wszystko się materializuje i gdzie cykl dochodzi do zamknięcia, ale jednocześnie jest bramą do następnego drzewa. To jest właśnie ten węzeł który nie kończy - on przechodzi w następny poziom spirali. Czy to nie jest dokładnie to samo co mówił Florek o ósemce?
Właśnie to połączenie kabalistycznej osi Keter-Malkut z hermetyczną pneumą i numerologiczną ósemką jest tym miejscem w rozmowie gdzie pojawia się coś ważnego. Wszystkie te systemy opisują węzeł jako punkt przejścia, nie jako martwy koniec. To mi się wydaje kluczowe dla całego tematu - węzeł w obrzędzie nie jest zamrożeniem, jest miejscem w którym energia zmienia kierunek. I dlatego rytualne zawiązywanie ma sens jako gest który nadaje temu zmianie formę.
Zenek75 napisał o węźle jako punkcie przejścia i to mi się wydaje absolutnie kluczowe - ale chcę zapytać coś konkretnego. Jeśli każdy z tych systemów wskazuje na to samo, to czy kiedykolwiek natknąłeś się w swoich notatkach na tradycję, która wprost mówi że węzeł NIE powinien być rozwiązywany? Bo ja przy pracy z czakrami zawsze zakładam że celem jest przepływ, ale może są węzły które celowo zostały zawiązane i ich rozwiązanie byłoby błędem?
Wchodzę w pytanie Celestynki.2, bo oneirologia coś tu podpowiada. Sny o węzłach - szczególnie te, w których próbujesz rozwiązać supeł i albo nie możesz, albo okazuje się że pod nim jest następny - mają w tradycji interpretacyjnej bardzo konkretną wymowę. Sen pokazujący węzeł chroniony, na przykład zawiązany przez kogoś bliskiego, jest zwykle odróżniany od snu z węzłem który sam zawiązałeś. W pierwszym przypadku rozwiązanie nie leży w twojej jurysdykcji. Czy ktoś z was miał taki sen? To by pomogło zobaczyć czy ta intuicja Celestynki.2 ma tu odzwierciedlenie.
Nie śniłem o węzłach ale mam pytanie do Helenki - te szkockie węzły na wełnie, czy jest jakieś źródło o tym? Bo to brzmi jakby węzeł był rodzajem amuletu zewnętrznego, a nie czymś w ciele czy w psychice. Czy te dwa podejścia, zewnętrzny węzeł-obiekt i wewnętrzny węzeł-energia, w ogóle działają analogicznie? Znaczy, czy jedno rzuca światło na drugie?
Przy tym co Helenka mówi o zewnętrznym węźle jako zapisie wewnętrznego - to numerologicznie ciekawe. W kabale liczba 8 zapisana jest też jako lamed-waw, trzydziestu sześciu sprawiedliwych, na których 'zawisł' świat. To taki strukturalny węzeł całej egzystencji. Nie węzeł jednej osoby, tylko węzeł kosmiczny który trzyma razem rzeczywistość. Czy ktoś wie czy w hermetyzmie jest coś podobnego - węzeł który nie jest ludzki tylko strukturalny?
Florek, to bardzo ciekawe tropienie. W hermetyzmie jest coś co mogłoby odpowiadać twojemu 'węzłowi kosmicznemu' - to pneumatyczne wiązanie między sferami. Ficino opisywał spiritus mundi jako rodzaj nici przechodzącej przez wszystkie poziomy rzeczywistości i właśnie w miejscach największego zagęszczenia tej nici powstawały 'węzły sił'. Ale uwaga - to nie były węzły które ktoś zawiązał intencjonalnie. Powstawały tam gdzie napięcie między sferami było największe. Trochę jak grawitacja w fizyce - nikt jej nie zawiązał, ale ona wiąże.
To ciekawe skojarzenie z grawitacją, ale chcę trochę podważyć ten obraz. W tarocie Wieża jest właśnie kartą gdzie taki 'strukturalny węzeł' pęka. Piorun nie jest naprawą - jest nagłym rozwiązaniem napięcia które zaszło za daleko. Jeśli spiritus mundi tworzy węzły tam gdzie napięcie jest największe, to co się dzieje gdy węzeł nie wytrzymuje? Czy hermetyzm w ogóle ma coś do powiedzenia o tym co następuje po pęknięciu takiej struktury?
Ta rozmowa o Wieży mi coś przypomina z kabały. Geburah, sefira surowości i cięcia, jest właśnie tą mocą która przecina węzły które nie powinny dłużej wiązać. Nie niszczy dla zniszczenia - ona usuwa to co blokuje przepływ w drzewie. Wieża jest kartą Marsa, a Mars to Geburah. Więc to co Sybilka mówi o głębszym wiązaniu - w kabale byłoby to właśnie dotarcie do Hesed, łaski, która leży poniżej cięcia. Czy jest tu ktoś kto pracował z sefirotami i może powiedzieć czy tak to czuć w praktyce?
Krystynka, to zestawienie run jest naprawdę trafne i mam to nawet w notatkach z innego kontekstu. Nauthiz-Isa-Jera jest sekwencją zimową w futharku, ale dokładnie opisuje dynamikę węzła: konieczność która zaciska, zastygnięcie w niej, i potem odwilż jako naturalne rozwiązanie. Nie intencjonalne cięcie jak Geburah, raczej sezonowe dojrzewanie. To inne od kabalistycznego podejścia - czy ktoś widzi tu napięcie między tymi dwoma modelami? Bo mnie ciekawi czy to jest sprzeczność czy dwie strony tego samego.
Mam pytanie praktyczne które mi się kręci po głowie od jakiegoś czasu. Mówicie o węzłach kosmicznych, energetycznych, karty tarota, runy - ale wróćmy chwilę do podstaw tematu, czyli fizycznych węzłów w rytuale. W obrzędach słowiańskich sznur lub włosy były zawiązywane przy konkretnych okazjach - wesele, pogrzeb, odczynianie uroku. Czy ktoś wie jak wyglądało ROZWIĄZANIE w tych obrzędach? Bo mam wrażenie że całą rozmowę zdominowało zawiązanie, a druga połowa rytuału gdzieś nam uciekła.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i jedno mi nie daje spokoju. Mówicie o zewnętrznym impulsie rozwiązującym, o przygotowaniu terenu - ale w takim razie co z ludźmi którzy nie mają do kogo się zwrócić, nie mają terapeuty ani astrologa ani nikogo kto mógłby ten sznur rozwiązać? Czy tradycje miały coś dla takich osób? Bo to brzmi trochę jakby dostęp do rozwiązania węzła był przywilejem, nie czymś powszechnym.
Słucham tej rozmowy o samodzielnym rozwiązaniu i mam mieszane uczucia. W obrzędowości weselnej, o której mówiłam wcześniej, rozwiązanie warkocza musiało być wykonane przez konkretną osobę - zazwyczaj starszą kobietę, mężatkę. To nie był przypadek. Jakby istniał przepis że pewne węzły wymagają świadka. Czy ktoś zna analogiczne zasady z innych tradycji? Bo jeśli tak, to może nie chodzi o to że nie możemy sami, ale że świadek pełni jakąś inną funkcję?
Słuchałam tej rozmowy o świadku i coś mnie tknęło. Przy moich pierwszych próbach z tarotem robiłam to zawsze sama, w ciszy. I teraz myślę że może dlatego czytania były dla mnie niejasne - brakowało tego drugiego. Ale nie wiedziałam że tak to działa. Czy jest jakaś metoda zaproszenia kogoś do czytania jako świadka, niekoniecznie żywej osoby? Pytam szczerze, bez ironii.
Ten rozstaj dróg to w hermetyzmie odpowiednik punktu przecięcia krzyża żywiołów - miejsce gdzie cztery kierunki i cztery żywioły tworzą środek. Ficino pisał o 'centrum mundi' jako miejscu gdzie spiritus mundi jest najbardziej dostępny. Fizyczny węzeł w takim miejscu byłby dosłownie zakotwiczony w tej sile. Zywilka53, to odpowiada chyba na twoje pytanie o świadka - może nie musi to być osoba, może wystarczy miejsce z wystarczającą 'gęstością'.
Czytam tę dyskusję od początku i dotąd milczałam, ale rozstaj mnie wciągnął. Moja babcia mówiła żebym nigdy nie podnosiła sznurka z supłem leżącego na rozdrożu. Mówiła że 'ktoś oddał w niego swoją chorobę'. Zawsze myślałam że to zabobony, ale po tej rozmowie patrzę na to inaczej. Czy to znaczy że węzeł na rozdrożu był czymś jak... pojemnik przekazany ziemi?
