Chcę tu poruszyć cos, o czym rzadko się mówi wprost przy omawianiu czakr, a mianowicie to jak żywa obecność - realna, ciepła, fizyczna - przekształca rytuał z czegos mechanicznego w cos co realnie działa na drugi ośrodek energetyczny. Svadhisthana bo o niej mówię, to czakra, ktora "ożywa" w kontakcie. nie w samotnej medytacji, nie przy krysztale na pępku. Właśnie w relacji. Dlatego dawne tradycje - tantryczne ale też niektóre gałęzie sufizmu, pewne odłamy kabały - mówiły o "świętej połowie" jako o tym, kto dopełnia twoje pole energetyczne, a nie tylko towarzyszy ci w praktyce. Ciekawe jest to, że we wszystkich tych tradycjach pojawia się ten sam motyw: dopiero kiedy dwa pola energetyczne "spotkają się" świadomie, dolny trójkąt może pracować pełną mocą. Chciałem to wrzucić do dyskusji, bo mam wrażenie że za często traktujemy czkrę sakralną wyłącznie jako kewstię własnej seksualności, a tymczasem to jest przede wszystkim czakra relacji i przepływu między dwiema istotami. Co wy na to - macie jakieś doświadczenia z pracą na świętych połowach w kontekście rytuałów?
@Swietopelk O, temat świetny! Właśnie o tym myślałam ostatnio przy okazji pracy z klientką, która od miesięcy blokowała się na tej czakrze mimo regularnych medytacji i kamieni na brzuchu. I dopiero jak zaczęłyśmy robić pewne ćwiczenia parami (z jej partnerem) to cos ruszyło. Ale pytanie leci do ciebie Swietopelk - czy ta "żywa obecność" musi byc koniecznie romantyczna, czy np. głęboka przyjaźń albo relacja mistrz-uczeń też może pełnić tę funkcję??
Wiesz co, zanim wejdziemy za głęboko w czakry to chciałabym dopytać o to "pole energetyczne które się spotyka". Bo to brzmi pięknie, ale co to znaczy w praktyce? Byłam kiedyś na warsztacie pewnej pani, która mówiła dokładnie tak samo, i skończyło się na tym, że kazała nam wpatrywać się w oczy przez 20 minut i płacić 300 zł za sesję. Pytam szczerze - jak odróżnić realną pracę z drugim ośrodkiem od ładnie opakowanej psychoterapii albo po prostu od efektu oksytocyny po długim kontakcie wzrokowym?
Hmm, trochę sceptycznie podchodzę do tego "pulsowania i ciepła", bo to można wytłumaczyć przez skupienie uwagi na danym miejscu ciała - jak zaczniemy myśleć o nodze to tez zaczyna nam tam cos czuć. 🙂 Ale z drugiej strony czytałam trochę o tantrycznych praktykach i tam faktycznie jest ta idea że bez partnera pewnych poziomów po prostu nie otworzysz. Więc moze chodzi o coś realnego, tylko mechanizm jest inny niż "pola energetyczne"? Nie wiem, naprawdę pytam. no ale ja tam nie jestem żadnym autorytetem
O, czytam i sie zastanawiam czy to co opisujecie ma coś wspólnego z moją sytuacją bo może i nie ma. 😛 Ja mam takiego człowieka w życiu z którym od pierwszego spotkania czułam jakis dziwny przepływ, nie romantycznie, po prostu jakby powietrze między nami było inne. I on mówi to samo. Ale oboje jesteśmy... jak to powiedziec, niezbyt otwarci na taki duchowy kontakt na co dzień. Czy to w ogóle mozliwe że to jest ta "swięta połowa" z tytułu jesli żadne z nas nie praktykuje?
A jak to w ogóle wiadomo, że chodzi o drugą czakrę a nie np. o czwartą - sercową? Bo jak czytam opisy to obie są "o relacji" i "o połączeniu". jakoś nie widzę wyraźnej granicy.
No i tu mam problem z całym tym tematem. Wszystkie te opisy - "ciepło", "przepływ", "pulsowanie" - brzmią jakby każde normalne ludzkie odczucie bliskości można było przypisać czakrze. Byłam zakochana bez pamięci w pewnym człowieku, miałam motyle w brzuchu, trzęsły mi się kolana - i co, to była otwarta svadhisthana? Nie sądzę żeby to był powód do rytuałów. To był po prostu hormony i chemia mózgu. Dla mnie ta granica między "duchowym połączeniem" a zwykłą ludzką relacją jest coraz mniej wyraźna im więcej o tym czytam.
ojejciu, przepraszam że tak naiwnie zapytam ale... czy ta "święta połowa" to to samo co "twin flame" albo "dusza bliźniacza"? bo te pojęcia też krążą po internecie i nie wiadomo czy to jest to samo inaczej nazwane czy coś zupelnie innego.
Wiec wracam myślami do mojego pytania bo chyba nikt nie odpowiedzial - czy ta praca ze "swieta polowa" moze byc rboiona z przyjaciólka? Bo mam bliska koleżankę i czujemy obie ze mamy jakis dziwny przepływ energetyczny ze soba, nie romantyczny absolutnie ale bardzo mocny. zawsze wiedziałam co ona myśli i ona co ja. Czy to sie kwalifikuje?
Okej, to jest akurat coś co brzmi przekonująco nawet z psychologicznego punktu widzenia. Jak dwie osoby mają między sobą napięcie to każda intensywna wspólna aktywność to napięcie wzmocni. To nie musi być magia żeby to działało. Ale rozumiem że w kontekście rytualnym stawka jest wyższa bo celowo otwieracie się na coś.
