Weszłam w ten wątek w środku i trochę się gubię - rozmawiałyście wcześniej o Aztekach i o tym, czy zakazy dotykania były tam podobne jak w innych tradycjach. Czy ktoś mógłby powiedzieć, co wiemy konkretnie o tym, jak azteccy kapłani traktowali obiekty rytualne fizycznie? Nie chodzi mi o teologię, tylko o to, co naprawdę robili.
Rozyczka pyta o konkrety azteckie i to akurat jest temat, który mnie sprowadził do tej dyskusji. Z Kodeksu Florenckiego wynika, że kapłani Tezcatlipoki mieli zakazy, które dotyczyły bezpośredniego kontaktu z pewnymi obiektami rytualnymi - nie dotykali ich gołymi rękami, używali tkanin lub drewnianych elementów jako pośredników. Co ważne, u Sahagúna są opisy, że pewne obiekty w ogóle nie mogły być przenoszone przez jedną osobę - wymagały asysty, jakby ciężar świętości był zbyt duży dla pojedynczego człowieka. Ale nadal nie wiem, czy to był zakaz techniczny, ochronny, czy symboliczny.
to rozróżnienie, które podnosisz na końcu, jest kluczowe. Zakaz techniczny, ochronny i symboliczny to trzy zupełnie różne rzeczy. Techniczny mówi: nie dotykaj, bo się popsuje. Ochronny mówi: nie dotykaj, bo cię zniszczy. Symboliczny mówi: nie dotykaj, bo to nie przystoi twojej pozycji. I te trzy typy mogą współistnieć w jednym zakazie i dlatego tak trudno je rozplątać z opisów zewnętrznych.
Teodozja poruszyła pojęcie gezery i to jest ciekawe, bo to pokazuje, że w judaizmie zakaz mógł być świadomie wprowadzony jako 'płot wokół Tory' - dodatkowe zabezpieczenie, żeby nie zbliżyć się za bardzo do właściwego zakazu. Czy coś podobnego - zakaz jako bufor przed innym zakazem - istnieje w innych tradycjach? Bo to by oznaczało, że tabu może mieć warstwową strukturę.
To co Ewunia opisuje z koncentrycznymi kręgami bardzo pasuje - nie, przepraszam, bardzo się pokrywa z tym, co znam z tradycji słowiańskiej przy pewnych obiektach. Były miejsca, do których nie szło się w pewnych dniach, a jeśli już szłaś, to nie mówiłaś tam głośno, a jeśli już mówiłaś, to nie wymawiałaś pewnych słów. Zakazy nawarstwiały się i im głębiej, tym poważniejsza sankcja. Ale mam pytanie do Ewunia: czy te kręgi były explicite tłumaczone inicjowanym, czy odkrywało się je stopniowo przez wtajemniczenie?
Wracam do czegoś, o czym mówiłam wcześniej w wątku, bo myślę, że teraz widzę to inaczej. Pytałam, czy zakaz dotyczy formy wizualnej, czy znaczenia tekstu. Ale teraz po tym, co powiedziała Teodozja o warstwach i Ewunia o koncentrycznych kręgach - może zakaz dotykania, czytania i wymawiania to właśnie te trzy kręgi? Dotknięcie jest najbardziej zewnętrzne, czytanie głębsze, wymówienie najgłębsze?
Magdusia i Runolog właśnie zaproponowali mapę modalności zmysłowych jako warstw tabu i to jest coś, na co nie wpadłam wcześniej. Widzieć, czytać, wymawiać, dotykać - to są różne stopnie kontaktu z obiektem. Ale zastanawia mnie: co z węchem i słuchem? Niektóre obiekty rytualne mają zapachy - kadzidła, oleje - i są dźwięki, których nie wolno słyszeć. Czy to też wchodzi w tę mapę?
Dziewanna pyta o zapach i to mnie kieruje ku ofiarom, bo dym ofiarny był właśnie nośnikiem zapachu do bogów - w kulturach śródziemnomorskich, grecko-rzymskich, hebrajskich. I tam był zakaz dla pewnych ludzi przy ołtarzu, ale nie wiem, czy był zakaz 'wdychania' dymu. Czy ktoś wie, czy były przepisy, kto może wdychać dym ofiarny, a kto nie?
Jarzyna trafia w coś, o czym myślę od początku wątku, bo dym u Azteków był absolutnie centralny - copal był nośnikiem modlitwy do bogów. I był zakaz: nie każdy mógł używać copalu w tym samym miejscu i o tej samej porze co kapłan. Ale czy to był zakaz wdychania, czy zakaz wytwarzania dymu przez osobę nieuprawnioną - tego u Sahagúna nie udało mi się rozstrzygnąć. Może to ta sama granica, bo wytworzyć dym i wdychać dym to w tym kontekście jedna czynność rytualna.
Andromedka_W - to co piszesz o copalu, że był nośnikiem modlitwy, i że był zakaz używania go przez niższych kapłanów w tym samym miejscu - to brzmi jak zakaz wejścia w ten sam kanał komunikacji, nie zakaz kontaktu z substancją. Czyli nie chodzi o sam dym, tylko o to, żeby nie zakłócać czyjegoś połączenia? Dobrze rozumiem?
Rozyczka, tak, dokładnie o to mi chodziło i to jest właśnie ta granica, której nie jestem pewna. Bo w Kodeksie Florenckim nie ma wprost powiedziane 'nie wdychaj', jest raczej zakaz bycia w przestrzeni rytualnej bez odpowiedniego statusu. Ale czy to zakaz wdychania dymu jako takiego, czy zakaz wchodzenia w relację z bóstwem przez ten dym - tego nie potrafię rozstrzygnąć z samego tekstu.
Ale to rozróżnienie, o którym mówisz - zakaz kanału komunikacji kontra zakaz substancji - pojawia się też w tradycji greckiej przy wyroczni delfickiej. Pitiami wdychały opary z rozpadliny, ale nie każdy mógł stać w tym miejscu. Zakaz nie dotyczył oddechu jako techniki - dotyczył tego, kto ma prawo być odbiorcą przekazu. Pytanie do Andromedki: czy w twoich źródłach azteckich jest jakaś sugestia, że kapłan niższego stopnia mógłby w ogóle kontaktować się z bóstwem przez copal, ale w innym miejscu?
To co mówicie o dymie jako kanale przypomina mi coś z praktyk wyroczebnych spoza Grecji - w Babilonii wróżbiarze czytali z dymu kadzidła, libanomancja. Tam też był zakaz co do tego, kto może to robić, ale sama technika wdychania czy obserwowania dymu była dostępna szerzej w domowym kulcie. Więc może ta granica świątynia - dom to jest właśnie granica między sacrum grupowym i osobistym?
Ewunia dotknęła czegoś, co w tradycji nordyckiej widzę bardzo wyraźnie przy runach. Nie ma zakazu wymawiania run dla każdego - raczej zakaz ich skutecznego użycia. Jeśli nie przeszedłeś przez właściwe przygotowanie, galdr nie zadziała. Ale czy to znaczy, że zakaz jest w samym systemie, a nie w regule? Tzn. natura runy blokuje dostęp, nie ludzka reguła?
Przepraszam, że wchodzę z takim prostym pytaniem po tym co napisała Szeptucha - ale co się dzieje, jeśli ktoś nieuprawniony dotknie obiektu, do którego ma zakaz? Czy obiekt przestaje działać, czy działa na nieuprawnionego, czy on sam ponosi szkodę? Bo w zależności od odpowiedzi chyba widać, który z tych modeli jest prawdziwy dla danej tradycji?
Dziewanna, to co opisujesz - że te opowieści nie tworzą spójnego systemu - bardzo mi odpowiada, bo to jest chyba prawdziwy obraz tradycji. Nie było dogmatu, były lokalne warianty. Ale to rodzi pytanie: skąd wiedziano, jak ten konkretny byt zareaguje? Przekaz ustny? Obserwacja? Próba i błąd?
Michasia poruszyła coś, o czym chciałam zapytać od dłuższego czasu w tym wątku. Mówimy o zakazie dotyku, wzroku, wymówienia - ale co z wiedzą? W niektórych tradycjach sama znajomość pewnych treści jest zakazem. Ktoś, kto wie, co jest na piśmie, nawet bez czytania głośno - czy to naruszenie tabu? Na przykład w kabale pewne fragmenty nie miały być znane osobom poniżej pewnego wieku.
Słucham tej rozmowy i zastanawia mnie: czy my na co dzień, w praktyce, nie mamy podobnych zakazów, tylko ich nie nazywamy tabu? Mam na myśli - są rzeczy, których się nie wypowiada przy rytuałach, bo 'psuje energię'. Nie ma za tym całej teorii, po prostu wiadomo. Czy to nie jest ten sam mechanizm, tylko bez systemu teologicznego?
Mam pytanie do całej dyskusji, bo się zastanawiałam od jakiegoś czasu, czy w ogóle rozmawiamy o jednym zjawisku. Czy tabu dotyku przy świętym obiekcie, zakaz wymawiania imienia boga i zakaz posiadania wiedzy ezoterycznej to różne przejawy jednej zasady, czy trzy zupełnie różne rzeczy, które tylko podobnie wyglądają z zewnątrz?
Szeptucha właśnie zaproponowała coś, co chciałabym zostawić jako pytanie do następnego wątku tej dyskusji - czy inicjacja jest właśnie mechanizmem przygotowującym podmiot do kontaktu, który bez niej jest zakazany? Bo jeśli tak, to tabu dotyku, wymówienia i wiedzy to nie są zakazy - to opisy stanu, w którym człowiek jeszcze nie jest gotowy na kontakt z pewnym wymiarem rzeczywistości.
Andromedka postawiła pytanie, które brzmi jak domknięcie wątku, ale moim zdaniem otwiera kolejny. Bo inicjacja jako 'odblokowanie kontaktu' - zgoda, tak to widzę przy runach. Ale co w tradycjach, gdzie inicjacja nie istnieje jako rytuał przejścia, tylko jest stopniowym dojrzewaniem? Czy tabu samo odpuszcza w pewnym momencie, czy ktoś musi podjąć decyzję, że jesteś gotowy?
Wchodzę z pytaniem, bo ta rozmowa coraz mocniej mnie wciąga. Mówimy o inicjacji jako odblokowaniu - ale co z sytuacją odwrotną? Czy są tradycje, gdzie kontakt ze świętym obiektem mógł cofnąć inicjację, 'zanieczyszczyć' kogoś, kto miał już dostęp? Zakaz dotykania przez osoby niewtajemniczone to jedno, ale czy kapłan mógł też utracić dostęp?
Przepraszam, że wtrącę - czy to czasowe zawieszenie, o którym Teodozja pisze, dotyczyło też sytuacji, kiedy kapłan miał nieczyste myśli albo intencje? Czy tylko fizyczne zanieczyszczenie?
To rozróżnienie, które Teodozja robi - halachiczny i mistyczny poziom zakazu - pasuje do czegoś, o czym myślę od połowy tej dyskusji. Czy zakaz dotyku to problem prawny, magiczny czy fizjologiczny? Bo przy tymczasowym zawieszeniu kapłana mamy jakby odpowiedź: to jest stan ciała, nie stan duszy. I to wydaje się zupełnie inną logiką niż ta, o której mówiła Szeptucha przy obiektach, które 'nie reagują' na nieuprawnionego.
Słuchając Jarzyny zastanawiam się, czy nie wpadamy w pułapkę rozdzielania 'techniki' od 'tabu', jakby to były różne kategorie. Może dla ludzi, którzy to praktykowali, nie było tej różnicy. Oczyszczenie ciała kapłanki w Delfach mogło być jednocześnie warunkiem technicznym i wyrażeniem szacunku wobec Apolla. Obydwa powody naraz, bez hierarchii między nimi.
To co mówi Andromedka bardzo mi odpowiada w praktyce. Jak gotuję się do poważniejszego rytuału - kąpiel, post, cisza przez jakiś czas - to nie myślę, czy to technika czy szacunek. Po prostu wiem, że bez tego nie powinnam dotykać pewnych rzeczy. Skąd to wiem? Nie z teorii. Gdzieś z doświadczenia i z tego, co mi przekazano. Może starożytni mieli dokładnie tak samo.
To co Wrozka opisuje - to 'nie w sobie' przez kilka dni - chyba właśnie jest tym brakującym ogniwem między teorią a praktyką tabu. Nie musisz rozumieć mechanizmu. Wystarczy, że reagujesz. I może tak samo było z tymi, którzy pierwsi sformułowali zakazy. Obserwacja reakcji własnego ciała i umysłu, a potem przekucie tego w regułę dla innych.
