a mnie uderza coś innego w tym co Numerolog napisał wcześniej o sefirach i imionach. Jeśli różne imiona Boga odpowiadają różnym sferom emanacji to modlitwa do konkretnego imienia jest właściwie nakierowaniem na konkretny aspekt rzeczywistości. I wtedy pytanie "czy wszystkie imiona Boga są tym samym" przestaje być pytaniem metafizycznym a staje się pytaniem o to co chcesz osiągnąć, z czym chcesz nawiązać kontakt
ja to rozumiem z perspektywy pracy z afirmacjami i medytacją. Kiedy powtarzasz na przykład "Om Namah Shivaya" to Shiva to nie jest abstrakcyjny bóg, to jest konkretna jakość, konkretna energia, moc transformacji. I to działa inaczej niż np. "Om Mani Padme Hum" który jest bardziej o współczuciu i oczyszczeniu. Imię naprowadza na konkretną częstotliwość, można powiedzieć.
hej, moze głupie pytanie ale wróćmy do tych 99 imion Allaha bo mi to brzmi jak bardzo konkretna liczba i zastanawiam się czy ona ma jakieś szczególne znaczenie? Czemu nie 100 albo 88?
wracam do wątku głównego bo czuję ze trochę odpłynęliśmy w stronę samej metafizyki i zapomnieliśmy o tym co Eliksirnik pytał na początku. Mianowicie: praktyczne znaczenie imion w różnych tradycjach. I chcę tu powiedzieć coś z własnej praktyki. W tradycji słowiańskiej mamy do czynienia z imionami których natura jest zupełnie inna niż w religiach abrahamowych. Nie ma jednego boga który ma wiele imion, są konkretne bóstwa z konkretnymi imionami. Perun to nie jest aspekt Świętowita to osobny byt z osobną domeną. I kiedy wypowiadasz imię Peruna, to nie pytasz abstrakcyjnego absolutu o jego piorunową twarz, ty dosłownie zwołujesz konkretną obecność. Dla mnie to jest zasadnicza różnica.
i właśnie o to mi chodzi... bo ta metafora Sagei z "listem w butelce" jest ładna, ale trochę odwraca kota ogonem. Sufi nie czuli że piszą do nieskończoności, czuli że są pochłaniani przez konkretną Obecność. Rumi nie medytował nad abstrakcją, on krzyczał do kogoś. 😀 I to jest zasadnicza różnica między tym jak apofaza wygląda w teorii a jak wygląda w praktyce mistycznej.
aaa to mnie zawsze intryguje w sufizmie, że ta "bezimienna" rzeczywistość i tak ma swojego konkretnego przewodnika, czyli szejka, i konkretne imiona do praktyki, jak np. Ya Hu, Ya Haqq. Czy to nie jest tak że apofaza jest dla filozofów a dla praktyka zawsze jest jakiś most z konkretu?
spoko, przyjmuje ten punkt. to zmienia pytanie w: czy te tradycyjne metody weryfikacji są wystarczające zeby odróżnić autentyczny kontakt od grupowej sugestii. i tu naprawde niewiem, nie mam odpowiedzi
wrocmy na chwilę do liczby 99 bo Errata dobrze to poruszyla i chce dodać jeden wymiar. w tradycji numerologicznej 99 to 9+9=18, 1+8=9, a dziewiątka to liczba pełni i zakonczenia cyklu. setne imie byloby poza tym cyklem, doslownie poza kolem. 😀 to jest matematycznie eleganckie niezależnie od tego co ktos myśli o samej teologii
czytam tę rozmowę o 99 imionach i myślę sobie że to jest niesamowite że każda tradycja ma taki swój "zbiór zamknięty" imion i jednocześnie to jedno które jest poza zbiorem. w runach masz 24 runy i wielka nieznana Wyrd która jest zerowa. w tarocie masz 22 arkana i ten nieoznaczony Głupiec. czy to jest przypadek?
a wracając do tego co Diablik pisała o słowiańskich imionach bo to mi utkwiło. ona powiedziała że wzywanie Peruna to inny rodzaj kontaktu niż wzywanie Jahwe. i zastanawiam sie czy to jest różnica jakościowa (dwie naprawdę różne rzeczy) czy tylko stylistyczna (rozne opakowania podobnej jakości)? bo z perenialistycznego punktu widzenia to powinno być to samo tylko przez inny filtr kulturowy
Cesia, to jest serce całej dyskusji tak naprawdę. z mojego doświadczenia ta różnica jest realna i nie tylko stylistyczna. Perun to jest bardzo konkretna obecność, ma charakter, ma preferencje, ma historię ze swoim ludem. to nie jest to samo co bezimienna moc ubrana w słowiański kostium. ale rozumiem że ktoś spoza tej praktyki może w to nie wierzyć i powiem szczerze, ze nie wiem jak to udowodnić komuś z zewnątrz
dodam do tego co Diablik pisze coś z perspektywy nieco innej. w rekonstrukcjonizmie słowiańskim mamy problem warsztatowy: nie mamy ciągłości przekazu. Perun jako imię i jako zespół wyobrażeń rekonstruujemy ze źródeł, z etymologii, z folkloru. to oznacza ze nasze "Perun" może byc tylko częściową rekonstrukcją czegoś co kiedyś żyło. czy to osłabia kontakt? albo czy kontakt działa mimo tej niepełności rekonstrukcji? to jest pytanie na które nie znam odpowiedzi ale je sobie zadaję
Sorry że wchodzę w słowo, to jest głęboka dyskusja i nie chcę psuć, ale mam pytanie do Diablik. czy to znaczy że imię bóstwa może być jak... klucz który działa nawet jeśli nie wiesz dokładnie co za nim stoi? tzn. 🙂 czy sama intencja i imię wystarczą czy musisz znać całą mitologię żeby to działało?
a moze ktos mi powiedzieć po polsku - to te wszystkie imiona boga to są jak różne "aspekty" jednej rzeczy czy to naprawdę różne byty? bo jak czytam tę dyskusję to raz mówicie że to to samo a raz ze rozne. sama już nie wiem
No cóż, wlasnie dlatego porównywanie imion boga między religiami jest takie kłopotliwe bo porównujesz rzeczy które działają w roznych ontologiach. Jahwe w kontekście żydowskim to nie jest "bóg + jakieś atrybuty" to jest bardzo konkretna relacja przymierza z konkretnym ludem. to nie ma prostego odpowiednika
No nieźle, ale Kupalo.x właśnie rozbił temat na atomy haha. ale jednocześnie mam wrażenie że to jest trochę za daleko w tę stronę. bo np. doświadczenia mistyków z różnych tradycji są do siebie zadziwiająco podobne - ta cisza, ta pełnia, to zatracenie się w czymś nieskończonym. czy to nie sugeruje że docierają do czegoś jednego choć różnymi drogami?
hmm ale Perzyna95 odwraca pytanie w taki sposób ze staje się nieobalalne. jak doświadczenia są podobne to to mózg jak różne to różne tradycje. to jest argument który można przyłożyć do wszystkiego i nic nie rozstrzyga. z perspektywy praktycznej, kiedy wchodzę w stan medytacyjny i coś tam "jest" - jak mam to opisać bez żadnego imienia?
ja mam głupie pytanie może ale - czy imię można "poczuć"? tzn. czy jak powtarzasz Al-Rahman czy Om czy Jahwe to samo brzmienie robi coś innego w ciele? bo ja kiedyś przez przypadek powtarzałam Om przez dłuższą chwilę i coś się stało, nie wiem jak to nazwać
A propos, pytania Hydromantki bo to jest centralny problem. tradycja fonetyczna - ze dźwięk sam w sobie działa - jest charakterystyczna dla wedyjskiej mantry... dla kabalistycznej teorii liter hebrajskich, dla pewnych nurtów sufickich. ale to jest bardzo specyficzne założenie, nie powszechne dla wszystkich religii. chrześcijaństwo np. nigdy nie rozwinęło takiej doktryny o samym dźwięku imienia bożego, przynajmniej nie w głównym nurcie
ale hej, w chrześcijaństwie jest jednak ta tradycja Jezusowej modlitwy, "Panie Jezu Chryste, Synu Boga, zmiłuj się nade mną" powtarzanej w kółko do zsynchronizowania z oddechem. to jest u hezychastów, Filokalia i tak dalej. to jest bardzo zbliżone do mantry! tez liczy się brzmienie i rytm, nie tylko znaczenie
czytam tę dyskusję o dźwięku i chcę dodać coś z perspektywy długoletniej praktyki. nie ma znaczenia czy wierzysz że to działa "przez wibrację" czy "przez skupienie intencji" czy "przez łaskę". ważne że regularność i głębokość praktyki buduje coś co trudno wytłumaczyć słowami. imię jest punktem wejścia, nie istotą. ale to moje zdanie i rozumiem że nie każdy tak to odczuwa
Lonia, szanuję to ale to jest typowe "pragmatyczne zawieszenie pytania". ok, działa - ale co tak naprawdę wyjasnia. bo jesli mamy dwie osoby które osiągają podobne stany jedna przez Om a druga przez Jezusową modlitwe, to czy mozemy powiedzieć ze zetknęły sie z tym samym? czy tylko że ich mózgi przeszly podobny stan? to nie jest czepiactwo to jest naprawde różne pytanie
