Zastanawiam sie nad czymś od jakiegoś czasu i nie wiem czy to temat na ten dział, ale spróbuję. Chodzi o te głosy wewnętrzne, które pojawiają sie podczas medytacji albo tuż przed zaśnięciem. Znam kilka tradycji, które to opisują zupełnie różnie. W kabale to by był bat kol, głos wychodzący z nieba, coś zewnętrznego. W buddyzmie Theravada powiedzieliby pewnie, że to po prostu aktywność umysłu, vitakka i vicara, czyli myśl i rozważanie. A szamani syberyjscy to w ogóle traktują takie głosy jako kontakt z duchami pomocniczymi. Mnie interesuje szczególnie jedno, czy ktoś z was doświadcza przy tych głosach jakichś doznań fizycznych, ciepła, zimna, mrowienia? Bo to by sugerowało, że nie chodzi tylko o to co w głowie.
Kunisia, to bardzo ciekawe zestawienie tych tradycji, ale chcę dopytać o jedno. Piszesz o doznaniach fizycznych przy okazji głosów, ale czy masz na myśli że te doznania pojawiają sie RAZEM z głosem czy może chwilę przed nim? Bo w oneiromancji i w interpretacji snów, którą się zajmuję, mamy cos co można nazwać sygnałem progowym. Ciało reaguje wcześniej niż umysł to nazwie. Zimno np. bardzo często w opisach doświadczeń jest traktowane jako obecność czegoś z zewnątrz, ciepło raczej jako coś wewnętrznego, własna energia. Ale to nie jest zasada bez wyjątków.
No właśnie, to zimno i ciepło to jest w ogóle osobny temat. Ja na swoich medytacjach z afirmacjami nieraz miałam takie falowanie ciepła przez klatkę piersiową, akurat w momencie kiedy umysł się jakby zatrzymywał. I zawsze myślałam, że to po prostu odpoczynek ciała, relaks mięśni, no bo kiedy się rozluźniasz to krew krąży inaczej. Ale teraz jak Kunisia pisze o tych głosach to zastanawiam się czy to nie jest połączone. Może ciało robi coś w stylu sygnału "teraz słuchaj"? Nie wiem, to tylko moje obserwacje, może kompletnie nie na temat.
Hm, nie chcę psuc nastroju ale to o czym Szanta piszesz to brzmi bardzo fizjologicznie. Ciepło przy rozluźnieniu mięśni to sprawa rozszerzenia naczyń krwionośnych to jest w każdym podręczniku. Nie mówię ze doznania są fałszywe, ale mieszanie tego z głosami wewnętrznymi i sugerowaniem że to sygnał duchowy to już duży skok. A wracając do posta Kunisii, to ta kwestia bat kol mnie ciekawi bo w żydowskiej tradycji to nie był wcale głos w głowie tylko dosłownie coś słyszalnego przez innych. Zupełnie inna kategoria.
Ooo, nareszcie temat gdzie mogę się wypowiedzieć bo to mnie bardzo dotyczy! Ja mam dokładnie to o czym piszecie, i głos i ciepło naraz. Konkretnie to jest takie ciepło które zaczyna się gdzieś w okolicy splotu słonecznego i idzie do góry, i wtedy słyszę takie zdania, nie głośno tylko jakby ktoś mi mówił do ucha od środka. Trochę jak myśl ale za wyraźna żeby to była zwykła myśl. Czytałam że to może być wyższe ja albo deva, ale nie jestem pewna jak to odróżnić. Czy to normalne?
Czytam to i trochę mi się miesza. Tzn. rozumiem że jest różnica między głosem wewnętrznym a jakimś kontaktem z czymś zewnętrznym, ale jak w praktyce to odróżnić? Bo właściwie skąd wiadomo że to nie jest po prostu mózg który sam sobie gada, tyle że w innym trybie? Nie mówię że tak jest, naprawdę się zastanawiam.
To jest właśnie sedno całego tematu. W astrologii mamy koncept wyższego Merkurego, to jest planeta komunikacji ale w jej wyższym aspekcie to jest intuicja i kanałowanie. Więc w tym układzie głos wewnętrzny to jest po prostu Merkury działający na wyższej oktawie, nie trzeba tego komplikować. 🙂 Każdy ma to, jedni bardziej dostrojeni niż inni.
Hej, ja sie wtrącę bo miałem cos takiego bardzo konkretnie. Byłem kiedyś poł do snu, no ta faza że już prawie ale jeszce nie, i nagle głos powiedzial mi imię. Dosłownie czyjeś imię. Nie moje, kogoś innego. I jednoczesnie poczulem takie zimno na rękach, jakby ktoś dotknął od zewnątrz. To było tak realne ze zerwałem sie z łóżka. Teraz sie zastanawiam w co to włożyć bo sen to nie był, bylem przytomny.
przepraszam że sie wcinam ale czytam i mam pytanie moze głupie. to zimno które piszecie to jak zimno z klimatyzacji, fizyczne czy bardziej takie "wewnętrzne" zimno? bo ja raz miałam cos co nazwałabym zimnem ale nie wiedziałam jak to opisać i dlatego pytam. byłam sama w pokoju i nagle jakby temperatura wewnątrz mnie spadła, zewnatrz nic.
Werbenka_S, to co opisujesz to jest właśnie to "zimno wewnętrzne", o które chodzi. Ja mam ciepło wewnętrzne, ty miałaś zimno wewnętrzne, i tu jest ciekawe pytanie do Kunisii, czy w tych tradycjach które znasz jest jakaś interpretacja dlaczego jedni mają ciepło a inni zimno? Czy to zależy od rodzaju kontaktu, od osoby, od czegoś innego?
Szanta, to jest naparwdę dobre pytanie. W tradycji szamańskiej syberyjskiej nie kojarzę żeby ta opozycja ciepło-zimno była mocno opisana po stronie szamana. Zimno jest raczej przypisywane obecności duchów, ciepło własnej mocy szamańskiej. Ale w medycynie ajurwedyjskiej i w opisach prany jest odwrotna logika, pitta to żar i dotyczy właśnie wysokich stanów skupienia. W tradycjach nordyckich mamy seidr gdzie wieszcze opisują zimno podczas wizji. Więc nie ma jednej odpowiedzi, i to jest dla mnie właśnie interesujące, moze te doświadczenia są naprawdę różne, nie jedna kategoria.
Wracam do tego rozróżnienia ciepło vs zimno bo mam konkretne pytanie. Jeśli ktoś podczas medytacji czuje zimno w jednej konkretnej czakrze, powiedzmy w czakrze gardła, i wtedy przychodzi głos to jak to interpretować? Czytałem że wizuddha jest związana z komunikacją i wyższymi głosami, ale nie wiem czy zimno tam to dobry znak czy nie.
czytam tę rozmowę od początku i mam mieszane uczucia. generalnie jestem otwarty na te tematy ale jedno mnie uderza. bardzo łatwo nam wszystkim nadać znaczenie każdemu doznaniu. ciepło to prana, zimno to duch, głos to bat kol. a może po prostu różni ludzie mają różne ciała i różne reakcje na medytację i to wszystko? nie mówię że trzeba to od razu wyrzucić, ale może zanim przyczepimy etykietkę "kontakt z duchem" to warto posiedzieć z tym dłużej i nie wiedzieć. tak, nie wiedzieć. to tez jest opcja.
no i właśnie to mnie uderza w tej dyskusji, że my bardzo szybko tworzymy sobie system wyjaśnień, ciepło to to, zimno to to, głos to tamto. ale skąd wiemy że te systemy nie są po prostu nałożone na doświadczenie post factum? tzn. czujesz coś, a potem szukasz w głowie kategorii i mówisz "a, kundalini" albo "a, duch". może odwrotnie byłoby uczciwiej, najpierw opisać co czujesz bez żadnej etykiety, a potem zobaczyć co z tego wynika?
Blazej, to jest uczciwe zastrzeżenie i ja je słyszę. Ale mam kontrpytanie, czy da się w ogóle opisać doznanie bez żadnych kategorii? Nawet słowo "ciepło" jest już kategorią. Mózg od razu klasyfikuje. Ta etykieta może być kulturowa, tak, ale samo doświadczenie jest wcześniejsze. I właśnie dlatego pytałam o szczegóły fizyczne bo te są trudniej "podrobione" przez interpretację.
dobra, właśnie! I to jest clue tej rozmowy chyaba. Bo ja jak zaczęłam medytować to nikt mi nie mówił że mam czuć ciepło w klatce, po prostu poczułam i dopiero potem przeczytałam że to jest opisywane. więc tu kolejność była odwrotna niż mówi Blazej, najpierw doznanie, potem etykieta. I to mi jakoś uwiarygodnia że to nie jest samo-sugestia. 🙂
Szanta, ale to akurat nic nie dowodzi. Mogłaś czuć ciepło przy rozluźnieniu, a potem przeczytałaś o "cieple duchowym" i mózg połączył te dwie rzeczy. To się nazywa konfirmacja wsteczna. Nie mówię że kłamiesz, mówię że pamięć i interpretacja są zawodne. Szczególnie w takich subiektywnych doznaniach.
O, ale tu jest coś ważnego! Bo hipnagogia którą opisywał Stasiek to jest jeden typ, a medytacyjne ciepło to chyba inny kontekst, prawda? W hipnagogii mózg produkuje percepcje bo jest między stanami, więc tam głosy i obrazy są jakby automatyczne. W medytacji na jawie to inny mechanizm. Czy ktoś wie czy te dwa typy są gdzieś różnicowane w tradycjach?
hej, wracam bo byłam offline. to co Pelagiusza pisze o weryfikacji przez spowiednika jest ciekawe ale trochę mnie niepokoi. tzn. rozumiem że potrzebna jest jakaś weryfikacja zewnętrzna, ale spowiednik to jednak osoba z bardzo konkretnym światopoglądem, no nie? jak mogłby ocenić czy to jest autentyczne jeśli sam wychodzi z założenia że tylko pewne źródła są "właściwe"?
ale co jeśli ktoś nie ma dostępu do nikogo takiego? bo ja na przykład nie mam żadnego nauczyciela, nie ma gdzie pójść w moim mieście, i jak mam weryfikować co czuję? to trochę frustrujące jak się słyszy "znajdź guru" a nie ma żadnej ścieżki do tego 🙁 pytam serio, nie narzekam tylko 🙂
no ładnie, wlaśnie, a wracając do tego co mówiłam wcześniej, że ja nie mam objawów fizycznych. czy ktoś tutaj miał te głosy najpierw, a potem przez jakiś czas zaczął czuć też coś fizycznego? tzn. czy to może się rozwinąć? albo odwrotnie?
Otek, to jest ciekawe bo u mnie podobnie, najpierw fizyczne doznania, potem głos. może to jest jakaś naturalna kolejność? jak ciało otwiera coś przed umysłem? albo jakiś kanał się stopniowo tworzy, żeby dźwięk mógł przejść, haha, brzmi dziwnie ale tak mi się skojarzyło
no i tu wrócimy do tego samego. że mózg musi się nauczyć danego stanu przez powtarzanie, i może dlatego fizyczne rzeczy przychodzą pierwsze, bo są prostsze do wytworzenia, a potem jak mózg jest już w tym miejscu to generuje coraz bardziej złożone doznania jak głos. to niekoniecznie mistyczne, to moze być poprostu neuroplastyczność
Bernadka, ok ale nawet jeśli to jest neuroplastyczność, to co z tego wynika? znaczy, jeśli mózg UCZY SIĘ kontaktować z czymś i robi to sprawniej z czasem, to fakt że ma w tym rolę nie wyklucza że coś realnego po drugiej stronie jest. sposób przecież nie wyklucza tego co przez nie przechodzi 😉
Leonora... to jest dobry argument i nie mam dobrej odpowiedzi. choć mogę powiedzieć że ta sama logika działa w dwie strony. mózg może się uczyć generować coraz bardziej przekonujące złudzenia. jak odróżnisz jedno od drugiego?
a może to nie jest temat albo-albo? w astrologii to zresztą podobnie, Neptun rządzi i iluzją i prawdziwą transcendencją, i to ta sama energia która może prowadzić w obie strony. 🙁 więc pytanie "czy to złudzenie czy prawda" moze być źle postawione.
Wybacz, że wracam do swojego pytania sprzed kilku postów bo chyba zginęło. to zimno które mialam, to było w rękach. dosłownie jak bym trzymała lód ale w środku, jakby skóra normalna a pod spodem zimno. i nie byłam wtedy w medytacji ani nic, po prostu siedziałam i czytałam. czy ktoś miał coś podobnego bez żadnego kontekstu, bez medytowania? 🙂 bo trochę się wystraszyłam wtedy
