hm, walenty, rozumiem twój punkt ale muszę powiedzieć szczerze - ten typ rozumowania jest bardzo podatny na błąd potwierdzenia. Nasze mózgi przechowują mnóstwo obrazów z przeszłości, snów, impresji i kiedy potem trafiamy na coś co TROCHĘ pasuje, robimy z tego dopasowanie. Nie mówię że twoje doświadczenie nie było subiektywnie znaczące, ale "wiedziałem zanim się dowiedziałem" to bardzo śliski grunt. Ile snów o górskich przełęczach miałeś które nigdy niczemu nie odpowiedziały?
to jest pytanie które Lipowa00 zadaje bardzo często i rozumiem skąd się bierze ale wydaje mi się że pomija coś istotnego. Doświadczenia rozpoznania nie da się zmierzyć przez ilość pomyłek. Jeśli coś trafi - trafia inaczej niż przypadkowe dopasowanie. Jakość tego uczucia jest inna. Wiem że to nie jest argument który przekona sceptyka, ale dla tych którzy to czuli - jest w tym coś co odróżnia przypadek od czegoś innego.
o matko, Bolsena to miałem właśnie na liście planowanej trasy. Teraz tym bardziej chce tam pojechać. Ale mam pytanie praktyczne bo nigdy nie szłem żadnego dłuższego szlaku - czy te miejsca mocy są jakoś oznaczone? Tzn. czy jak idę przez Bolsenę to wiem gdzie stać, gdzie zwolnić, czy to jest po prostu cała okolica?
oznaczone na ogół nie są, i dobrze. jak cos jets tabliczką przy parkingu to jest już za tłoczne zeby cokolwiek poczuć. Przy jeziorze Bolsena najlepiej po prostu usiąść blisko wody, rano, zanim przyjdą turyści. Energia wulkaniczna jest zupełnie inna niz górska czy leśna, jest gęstsza, cieplna. Czakra podstawy mocno reaguje na bazalt i obsydian.
Wracając jeszcze do, wątku o samej drodze bo chce zadać cos co mnie dręczy od początku tej rozmowy. Czy szlaki pielgrzymkowe działają tylko podczas marszu czy ich energia zostaje w człowieku po powrocie? Bo rozumiem że cos się dzieje w trasie, ale co z ludźmi którzy wrócili i po kilku tygodniach mówią że ich życie się zmieniło? To jest nadal ten sam mechanizm marszu czy już coś zupełnie innego?
to właśnie mnie interesuje w tej dyskusji od początku. Bo jeśli energia jest tylko w miejscu to po powrocie nie powinno być nic. Ale ludzie wracają zmienieni. Więc albo to tylko psychologia zmiany środowiska, albo coś zostaje. Coś jakby kod który się aktywuje już w domu, przez sny, przez zmiany w zachowaniu. Jak to tłumaczycie?
myślę ze to nie jest albo-albo jak mówi Talizmania. Droga zostawia ślad na kilku poziomach jednocześnie. Fizycznie - twoje ciało pamięta rytm marszu, mięśnie, oddechy. Psychicznie - miałeś czas zeby przemyśleć rzeczy które zazwyczaj odpychasz. I jeśli wierzysz w energetykę miejsca - to tez coś zdeponowałeś i zabrałeś. Te trzy warstwy działają razem i razem dają efekt który czujesz po powrocie. Nie można ich rozdzielić chirurgicznie.
to co piszą Talizmania i Gracjan82 o efekcie po powrocie jest ciekawe bo tez kojarzę że znajomy który był na pielgrzymce do Częstochowy - polskiej, pieszo z Warszawy - mówił że przez kilka tygodni po powrocie miał wrażenie ze chodzi jakby na grubszej podeszwie. Nie wiem jak to nazwać. Jakby cos co nabył w drodze było jeszcze aktywne. Ale on nie jest żadnym ezoterykiem, po prostu tak powiedział
ten przykład z Częstochową jest ważny bo wyrywa dyskusję z eurozachodniej bańki. W Polsce mamy żywą tradycję pielgrzymkową i ona ma swój własny charakter - nie jest turystyczna, jest wspólnotowa i modlitewna. Pieszą pielgrzymkę do Częstochowy szło w różnych latach nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi razem. To jest coś czego Camino w tej skali nie ma. Masa ludzka, wspólny śpiew przez dni, modlitwa zbiorowa - to tworzy coś czego nie osiągniesz w pojedynkę. I może to jest inna ścieżka do tego samego miejsca.
