właśnie! bo ja teraz nie wiem czy eksperymentować z różnymi zamknięciami sama czy trzymać się jednej formuły żeby w ogóle coś zbudować. Malwinka pisała o strukturze jako o czymś, co trzyma całość - czy to oznacza że zmiana zamknięcia niszczy tę strukturę?
Uczciwe pytanie Aldona. struktura zamawiania jest jak szkielet - możesz zmienić ubranie ale kości zostają. zamknięcie to jest kość, nie ubranie. dlatego nie polecam eksperymentowania z nim na początku, zanim się w ogole poczujesz pewnie w całym schemacie. najpierw ćwicz z jedną formułą do skutku, potem możesz próbować wariantów i obserwować co się zmienia w twoim wewnętrznym stanie. bo to jest wskaźnik, nie efekt zewnętrzny
a co jeśli w ogóle nie czujesz żadnej różnicy wewnętrznej? bo ja jak próbuję cokolwiek to czuję co najwyżej że mi się w głowie kręci od koncentracji albo że jestem zmęczony. żadnego "kliknięcia" ani poczucia że coś się stało 😀
w pracy z runami uczono mnie że brak odczucia na początku jets normalny i nie znaczy ze nic sie nie dzieje. ciało uczy sie rozpoznawać subtelne stany z czasem. galdr np. działa nawet jeśli nic nie czujesz - bo dźwięk wchodzi w ciało niezależnie od twojej świadomości tego
sygnał zwrotny jest, tylko nie zawsze jest wewnętrzny. czasem to są zmiany w otoczeniu - coś się odpina, rozmowa której sie nie spodziewałeś, spotkanie. nie zrzucaj tego jako przypadek za każdym razem, zapisuj co robiłeś i co potem nastąpiło. po miesiącu wzorce zaczynają być widoczne
a czy jest cos takiego jak niewłaściwy czas na zamawianie? bo czytałam gdzies ze słowa wypowiadane w złości albo lęku mogą się "odwrócić". nie wiem czy to prawda czy straszenie
to jest bardzo realne zagadnienie i nie chodzi tu o straszenie. w każdej tradycji oralnej podkreśla się stan mówiącego jako element składowy formuły - nie da się oddzielić słów od osoby która je wypowiada. jeśli jesteś w lęku to emocja wchodzi w słowo razem z intencją i rzeczywiście możesz wzmocnić to czego się boisz zamiast tego czego chcesz. dlatego zamawiania nie robiono "w emocjach", najpierw był moment uspokojenia, skupienia. to nie magia - to po prostu higiena praktyki
Wybaczcie że wchodzę w środek, bo pewnie głupie pytanie, ale co to znaczy że temat "nie jest dojrzały"? jak cos moze być niedojrzałe do zmiany jeśli tego chcę?
wlaśnie wróciłam do tego co Malwinka pisała wcześniej o zamknięciu jako "kości" - mam pytanie praktyczne, czy jesli zaczynam się pewniej czuć w schemacie, to mogę zacząć próbować różnych zamknięć czy dalej czekać? bo już kilkanaście razy robiłam to samo
a co z sytuacją kiedy zamknięcie wychodzi dobrze ale w trakcie zamawiania myśli uciekają? bo mi się zdarza że zaczynam fajnie, a w połowie zaczynam myśleć o zupełnie innych rzeczach. czy to psuje całość?
Konwalka - to zależy od tradycji, ale generalnie taka przerwa skupienia to nie katastrofa, zwłaszcza na początku. większy problem jest jeśli myśli które "uciekają" są naładowane emocjonalnie i sprzecznymi intencjami. zwykłe błądzenie myśli to raczej kwestia praktyki koncentracji, nie skażenia formuły
no dobrze, czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie które mnie gnębi - czy ktoś z was rorzóżnia między zamawianiem gdzie słowo jest główne, a takim gdzie słowo to tylko jeden z elementów obok gestu, przedmiotu, czasu? bo cały temat chyba zakłada że słowo jest wystarczające, ale nie wiem czy to prawda
Ale, to by znaczyło że zamawianie bez świec, ziół i całej reszty to trochę chałtura? bo ja nie zawsze mam warunki na pełny rytuał i chciałabym wiedzieć czy samo słowo ma w ogóle sens bez tych dodatków
ciekawe bo ja czytałem gdzeis ze w starych zamawianiach polskich babki nie urzywaly prawie nic, tylko slowo i oddech. zadnych swieczek zadnych roslin. i podobno dzialalo. wiec moze te dodatki to poniejszy wymysl?
hej, troche z innej beczki - czy zamawianie dziala na innych ludzi bez ich zgody? bo czytam ten wątek i zastanawiam sie czy mozna kogoś zamawiać zeby np. zmienil zdanie w jakiejś sprawie
Rojnik - to jest bardzo poważne pytanie i zasługuje na poważną odpowiedź. każda porządna tradycja, słowiańska czy inna, rozróżnia zamawianie "na siebie" i "na kogoś". działanie na kogoś bez jego wiedzy wchodzi w obszar który ma konsekwencje energetyczne dla zamawiającego, niezależnie od tego czy traktujesz to duchowo czy nie. nie chodzi o straszenie, ale warto wiedzieć że to inne sposób z innym ciężarem
tu jest różnica między zamawianiem żeby komuś było lepiej a zamawianiem żeby ktoś postąpił konkretnie tak jak ty chcesz. pierwsze nie narusza jego woli, bo zdrowie to nie jest decyzja - drugie już tak. to jest właśnie to rozróżnienie które w starszych tradycjach było bardzo pilnowane i nie bez powodu
ale jak zamawiasz żeby ktoś był zdrowy a on sam nie chce np. leczyć się, to i tak działasz na jego wolę trochę, nie? bo może on wybiera inną drogę. serio pytam, nie chcę filozofować
to jest akurat pytanie które wygląda na filozoficzne, ale w praktyce jest bardzo konkretne. różnica jest taka, że zamawianie na czyjś powrót do zdrowia to nie jest wkładanie mu czegoś do głowy - to bardziej jak otwarcie drzwi, a on nadal sam decyduje czy przez nie przejdzie. zamawianie żeby zmienił zdanie w konkretnej sprawie to już stawianie go przed innym wyborem niż miałby bez twojej ingerencji, i tu zaczyna się ten cienki lód o którym pisałam. stare przekazy słowiańskie rozróżniały "zamawianie ku dobru" i "zamawianie ku swojej woli" i to nie był przypadkowy podział
Zgoda, ale to nadal nie jest dla mnie jasne. bo jesli zamawianie ku zdrowiu "otwiera drzwi" to znaczy że jednak cos robisz z jego rzeczywistością, tylko w lżejszy sposób. gdzie jest ta granica serio, bo dla mnie brzmi to jak stopniowanie tej samej rzeczy a nie jakieś zero-jedynkowe rozróżnienie
właściwie to pytanie Rojnika dotyka czegoś czego jeszcze tutaj nie powiedziano wprost, a mianowicie: czy samo słowo w zamawianiu jest nośnikiem intencji czy tylko jej wyrazem? bo jeśli jest tylko wyrazem, to granica o której mówi Malwinka leży w głowie zamawiającego, nie w słowach. a jeśli słowo jest samodzielnym nośnikiem, to ta granica jest gdzie indziej
ojej ale to by znaczyło ze jak powiem coś nieświadomie to mogę komuś zaszkodzić? bo ja czasem mówię rozne rzeczy pod nosem jak jestem zła i trochę się teraz boję
ale właśnie nie do końca się z tym zgadzam, bo znam przypadki kiedy ktoś powiedział coś złego bez intencji i to zadziałało. coś w rodzaju uroku ust, i wiele tradycji właśnie to opisuje - że słowo wypowiedziane głośno ma moc niezależnie od intencji, zwłaszcza jeśli osoba je mówi jest energetycznie "naładowana". więc Wisia ma trochę powody żeby uważać 🙂
