To co opisuje Irenka.1 brzmi bardzo blisko hinduskiego pojęcia antahkarana - tego 'mostu' między wyższym a niższym ja. Czy ktoś śledził te paralele? Bo mam wrażenie, że różne tradycje niezależnie dochodzą do podobnej struktury - coś między tym co znane a tym co nieznane, i ten 'między' ma swoją własną ontologię.
Wracając do tego, co mówiłam wcześniej o metaforycznym użyciu barzakh - Hania_W zwróciła mi uwagę na ryzyko zacierania granicy. Ale teraz zastanawiam się nad czymś innym. Czy Ibn Arabi sam nie robił czegoś podobnego - brał pojęcie z Koranu i rozszerzał je poza pierwotny kontekst? Czy to co on zrobił jest 'legitymizowane' przez tradycję, a to co robi współczesna ezoteryka - nie?
Ja się trochę pogubiłam - zaczęłyśmy od pytania czy al-Barzakh to czyściec czy czekanie, a teraz jesteśmy przy filozofii Ibn Arabiego i granicach ortodoksji. Czy ktoś mógłby powiedzieć jak to wygląda dla zwykłego wierzącego muzułmanina, nie sufiego i nie filozofa? Bo to może być ważniejsze dla zrozumienia tej religii niż spekulacje mistyków.
Ja mam koleżankę z Maroka i raz przy okazji śmierci jej babci rozmawiałyśmy o tym. Powiedziała mi, że dla niej ważne jest by pochować babcię szybko i się za nią modlić, bo 'ona teraz przeżywa coś ważnego'. Nie użyła słowa barzakh, ale to właśnie o tym mówiła - że jest czas tuż po śmierci kiedy zmarły jest gdzieś 'w środku' i modlitwy bardzo pomagają. To było bardzo konkretne i emocjonalne, nie filozoficzne.
Mam takie skojarzenie - w tradycji runicznych mamy pojęcie 'Hel' u Germanów, nie jako piekło, ale jako przestrzeń między śmiercią a tym co dalej. Też nie jest to kara, też nie jest to tylko czekanie. To jest miejsce 'zawieszenia'. Zastanawiam się czy te pojęcia - barzakh, Hel, czyściec - nie odpowiadają jakiejś głębszej intuicji ludzkiej że nie ma przejścia bezpośredniego, zawsze jest 'między'.
Ja bym dodał jeszcze egipskie Duat - to też jest 'między', ale tam jest aktywna wędrówka duszy przez kolejne bramy, z próbami i strażnikami. To ma więcej wspólnego z tym przesłuchaniem przez Munkar i Nakir niż Hel. Może to nie jest kwestia 'co jest podobne do czego', ale że wszędzie tam gdzie jest eschatologia, pojawia się motyw próby i oceny - bo inaczej śmierć byłaby tylko końcem, bez sensu.
Ale to mnie ciekawi - jeśli al-Barzakh nie jest oczyszczeniem, to co się dzieje z kimś, kto żył w grzechu? On po prostu czeka i cierpi, ale bez żadnej szansy na poprawę? To brzmi... surowo.
No właśnie, i tu są różne stanowiska w samym islamie. Część teologów sunnijckich mówi, że modlitwy żywych za zmarłych mogą ulżyć duszy w al-Barzakh. To trochę zmienia obraz - nie jest to zamknięty system, bo żywi mają wpływ na to, co dzieje się po drugiej stronie. Czy to nie jest podobna logika do modlitw za dusze w czyśćcu?
Słuchajcie, to co mówicie o duszach imamów, które słyszą prośby - to mi bardzo mocno przypomina kult świętych w prawosławiu albo tradycji buddyjskiej z bodhisattwami. Czy to możliwe, że im bardziej jakaś religia ma rozbudowany kult pośredników, tym bardziej aktywna jest wizja duszy po śmierci?
Mam wrażenie, że ta dyskusja co chwila wraca do tego samego punktu - czy za tymi wszystkimi pojęciami stoi jakieś jedno doświadczenie, czy tylko podobne pytania. I trochę nie wiem, czy da się na to odpowiedzieć.
Zastanawiam się, czy podobna wieloznaczność nie dotyczy też Hel w tradycji nordyckiej - bo tam też trwają spory czy to jest neutralna przestrzeń, czy miejsce z hierarchią wartościowania. Może każda koncepcja 'między' z definicji opiera się przesądowi, że musi być albo dobrze albo źle?
Chcę wam wszystkim podziękować za tę rozmowę - ale też chcę zapytać na koniec czegoś bardzo prostego. Czy ktoś z was, niezależnie od tradycji i filozofii, ma jakieś osobiste przeczucie co do tego, co dzieje się po śmierci? Nie musi być zgodne z żadną doktryną. Czasem te osobiste intuicje mówią więcej niż całe traktaty.
Bogusia87 zadała pytanie, które mnie też nurtuje od jakiegoś czasu - co tak naprawdę czujemy, nie co wiemy. Powiem szczerze: mam silne przeczucie, że coś jest 'między'. Nie mam na to żadnego dowodu, ale kiedy myślę o śmierci bliskich, to nie czuję pustki. Czuję... coś jak obecność, która jest jeszcze blisko, zanim 'odejdzie'. Nie wiem czy to al-Barzakh, czy czyściec, czy coś innego, ale ta intuicja jest w mnie bardzo żywa.
Mam podobnie jak Symeon75. To przeczucie 'między' jest bardzo realne, kiedy ktoś bliski umiera - jakby przez jakiś czas był jeszcze dostępny, a potem naprawdę odchodzi. Nie wiem jak to nazwać teologicznie, ale to doświadczenie rozumiem lepiej niż jakikolwiek tekst religijny. I właśnie dlatego ta dyskusja mnie tak wciągnęła - bo al-Barzakh opisuje coś, co wydaje się głęboko ludzkim odczuciem, niekoniecznie tylko islamskim.
To co mówi Naparstnica mnie trochę niepokoi - że to może być tylko mózg. Wolę myśleć, że tamten czas po śmierci kogoś bliskiego to coś realnego. Ale nie wiem jak to sprawdzić.
Wracając do pytania Bogusi87 o osobiste przeczucia - moje jest takie, że stan pośmiertny jest bardziej zindywidualizowany niż jakikolwiek system teologiczny to zakłada. Al-Barzakh jako koncepcja mnie pociąga właśnie dlatego, że nie jest ani niebem, ani piekłem - jest czymś niejednoznacznym. I to mi wydaje się bliższe prawdy niż schematy nagroda-kara. Ale to tylko intuicja, nie roszczę sobie pretensji do pewności.
Ale może właśnie to tracenie szczegółów jest nieuniknione w porównawczym podejściu? W tradycji nordyckiej mamy kilka różnych zaświatów, nie jeden stan pośredni - Hel, Valhalla, Hel głęboka. Żaden z nich nie odpowiada dokładnie al-Barzakh. Ale coś, co je łączy, to to, że żaden nie jest absolutnym końcem. Zawsze jest jakaś dalsza przestrzeń.
Chcę wrócić do wątku, który pojawił się wcześniej, bo wydaje mi się ważny dla tytułowego pytania. Padło tu stwierdzenie, że al-Barzakh to 'fałszywa dychotomia' - czyściec albo stan przejściowy. Ale czy to nie jest też pytanie o sprawiedliwość? Bo jeśli ktoś żył źle i w al-Barzakh tylko doświadcza skutków bez możliwości zmiany - to co to mówi o Bogu w ujęciu islamskim? Czy islam ma jakąś odpowiedź na to napięcie?
Dziękuję wam za wszystko co napisaliście - naprawdę. Ale jedno zdanie Hani mnie zostało w głowie: co to mówi o Bogu, jeśli ktoś tylko cierpi bez szansy na zmianę? Mam wrażenie, że właśnie to pytanie leży u podstaw całej tej dyskusji. I zastanawiam się, czy islam ma na to odpowiedź, czy raczej mówi 'tego nie możemy wiedzieć do końca'?
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i chcę dodać jedną rzecz, bo widzę, że dużo mówimy o tym co po śmierci, ale mało o tym co al-Barzakh mówi o tym jak żyć. W wielu tradycjach mistycznych świadomość stanu pośmiertnego jest właśnie wskazówką dla żywych - nie żeby się bać, ale żeby świadomiej budować to, co zostanie 'po'. W islamskim mistycyzmie też tak to rozumiem: al-Barzakh jest lustrem życia, nie karą za nie. Czy ktoś spotkał się z takim ujęciem?
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale chcę się upewnić - dżanna to raj, a dżahannam to piekło, tak? Czyli dusza w al-Barzakh już wie, gdzie trafi, ale jeszcze tam nie jest? To musi być albo ogromna ulga, albo koszmar...
Wracając do tego, co mówiła Bogusia87 o celu oczekiwania - może właśnie dlatego modlitwy za zmarłych mają w islamie sens? Czytałam, że można się modlić za kogoś w al-Barzakh. Czy to znaczy, że jednak coś można zmienić?
To zestawienie z czyśćcem jest kuszące, ale mam wrażenie, że tracimy coś ważnego gdy to robimy. Al-Barzakh to chyba bardziej kategoria kosmologiczna niż etyczna? W sufizmie, jak wcześniej pisał Jacenty.ka o Ibn Arabim, to jest ontologiczna granica między światami - a czyściec jest jednak stricte moralną kategorią. Czy to nie jest jednak zasadnicza różnica?
Powiem szczerze - sufickie ujęcie al-Barzakh jako kategorii ontologicznej jest zdecydowanie nieortodoksyjne z punktu widzenia sunnickich prawników. Ibn Arabi był przez wieki postacią kontrowersyjną, a jego 'Fusus al-Hikam' bywał potępiany. Więc to piękna koncepcja, ale nie należy brać jej za reprezentatywną dla islamskiej teologii jako całości.
A jak to jest z duszami dzieci albo tych, którzy nie mieli szansy usłyszeć o islamie? Bo jeśli al-Barzakh to oczekiwanie, to co czekają ci, którzy de facto nie mogli zrobić niczego inaczej? To mnie bardzo zastanawia od początku tej rozmowy.
I właśnie tu wracamy do pytania Bogusi87, od którego właściwie ta część dyskusji się zaczęła - co al-Barzakh mówi o charakterze Boga. Bo jeśli system ma wbudowane wyjątki dla dzieci i 'niewiedzących', to sugeruje, że jednak sprawiedliwość jest tam kryterium. Czyściec czy stan przejściowy - może to fałszywe przeciwieństwo. Może to stan, który różni się radykalnie w zależności od kogo?
To, co napisała Hania_W o tym, że system ma wbudowane wyjątki dla dzieci i niewiedzących - bardzo mnie to poruszyło. Bo jeśli sprawiedliwość jest kryterium, to al-Barzakh nie jest po prostu 'poczekalnią z wyrokiem', tylko czymś bardziej złożonym. Tylko że to znowu wraca moje pierwotne pytanie - po co to oczekiwanie, skoro wyrok i tak się nie zmieni? Czy ktoś próbował to kiedyś wyjaśnić inaczej niż przez analogię do sądu?
