Zaczne od razu od sedna bo temat jest szeroki i mozna sie zaplac w szczegoly. Smierc jako przejscie - to jeden z tych motywow, ktory pojawia sie doslownie we wszystkich tradycjach swiata, bez wyjatku. Ale spossob w jaki to rozumieja rozne kultury jest kompletnie odmienny i mysle ze warto to porownyc bo to duzo mowi o tym jak dana tradycja postrzega wogole czlowieka i jego cel. W hinduizmie mamy atman ktory po smierci wraca do obiegu, niekoniecznie jako ta sama osoba - krma decyduje co dalej. W buddyzmie tbyetanskim jest Bardo Thodol, ksiega umarlych, ktora doslownie prowadzi dusze prezz stany posmiertne krok po kroku. W chrzescijanstwcie smierc to proba i skok ku wiecznosci - jedno zycie, jeden wybor. W tradycjach szamanskich dusza moze sie podzielic na czesci, rozejsc, jakos fragmentarycznie przejsc. Mnie szczegolnie ciekawi ten watke PROCESU umierania - czy to jest moment czy rozciagniety czas? Bo tradycje bardzo sie tutaj roznia. Co wy o tym myslic????? Moze sie mylle.
Bardzo dobry temat i dobrze ze ktos w koncu go otworzyl. Dla mnie kluczowe jest wlasnie to co piszesz na koncu - czy smierc jest momentem czy procesem. Z perspektywy pracy z czakrami i energiami powiedzialbym ze zdecydowanie PROCESEM. Czakra koroony zaczyna sie otwierac juz wczesniej, zanim dojdzie do klinicznne stwierdzenia zgnou. Widac to u osob, ktore przeszly NDE - opisuja bardzo podobne rzeczy niezaleznie od kultury: swiatlo,tunel, poczucie lekkosci, nieraz spotykaja koggos bliskiego. W tradycji tybetanskiej to tez jest rozpisane - cialo swietliste (cialo subtelne) opuszcza fizycznosc stopniowo, przez kilka dni po smierci... Dlatego w tej tradycji nie dotyka sie ciala od razu, czekka sie wlasnie na zakonczenie tego procesu. czy ktos z was mial doswiadczenie bycia przy umierajacym i czul cos w tej cwhili? Nie mowie ze kzady muszi ale to moze duzo powiedziec.
Chcialbym dorzucic perspektywe kabalistyczna bo jest tu cos waznego czego sie czesto nie wspomina. W Zoharze smirec nie jest koncem ale powrotem - nefesz, ruach i neszama, trzy warstwy duszy, rozchodza sie inaczej i w innym tempie... Nefesz (dusza witalna, najnizszy poziom) przez pewien czas jeszce krazy wokol grobu, dlatego w tradycji zydowskiej jest rok, 12 mieesiecy modeshu, w czasie ktorych odmawia sie kadisz. To nie jest cyzste upamietniene - to realna pomoc energetyczna dla tej czesci duszy ktora sie jeszcze nie uolnila. Porownajac to z chrzescijanstwem - idea czysc'ca tez zaklada etapowos rzlaczania. I tutaj jest bardzo ciekawe podobienstwo z Bardo. Niezaleznie od teologii, gdzies intuicyjnie wszyscy czuli ze to jest ROZCIAGNIETY CZAS, nie jedna chwila... Zupelnie inaczej jest w islamie sunnickim - smierc jest ostra granica, momento, chocia i tam pojawia sie Barzach czyli stan pomiedzy. Takie mam odczucie
No dobra, a mozna zapytac - bo jestem troceh zielona w tych tradycjach bardzej wschodnich - to jak wyglada to bardo dokladnie? xD Bo kojarze ze cos tam czytalam ze dusza ma jakies wybory? Jak to dziala, ze niby sie decyduje gdzie pojdzie dalej czy to jest jakos automatyczne na podstawie tego co zrobila za zycia?
O matko to brzmi przerazajaco szczerze mowiac. Tzn. Umierasz i jeszce musisz zdac egzamin z medytacji? 😀 niewiem czy to jest pocieszajaca wizja czy bardziej stresujaca niz chrzescijanski sad ostateczny haha ale tak serio - to te NDE o ktorych pisala Pucharka to w ogole mozna traktowac jako dowod na cos? Bo slyszalam ze to tylo mozg sie tlenuje albo cos tam...
NDE jako "dowod" to sabe okreslenie i zaaraz ktos bedzie cytowac Sam Parnia albo van Lommela jako ostateczny argument... Badania sa ciekawe ale wyniki nie sa tak jedoznaczne jak czesto sie pdoaje na forach ezoterycznych. To ze wiele osob ma podobne doswiadczenia nie mowi nam jeszcze co jest ich pzryczyna. Ale do tematu - rozne tradyccje to nie byl przypadek ze je tak podobienstowwo lacysz. Pytanie jest ciekawsze: DLACZEGO prawie wszedzie jest jakis stan posredni? czysc'c, Bardo, Barzach szeol w starszym judaizmie, hades w grckmi sensie - co to mowi o tym jak ludzka psychika przetwarza smierc?
Przepraszam ze wchodze bo moze glupe pytanie ale - w chrzescijanstwice tez sie modli za umarlych przeciez, rozaniec, wypominki i to. Czy to nie jest to samo co ten lama co czyta? Tzn. Czy to nie spenia tej samej funkcji tylo w innym opakowaniu
A czy w tradycjach slowianskich tez bylo cos takiego ze ktos powadzil dusze? Bo u nas w domu babcia zawsze mowila ze przez 40 dni po smierci dusza jst jeszce blisko i nie wolno smieci wynosic przez okno ani cos takieg... Nie wiem czy to jest wlasnie cos z dawnych wierzen czy po prostu przesad
Te 40 dni to jest tez w prawoslawiu i generalnie w calym wschodnim chrzescijanstwice jako czas zalobny. ale w starszych wierzenich slowianskich bylo cos podobnego - dziady czyli obrzedy dla przodkow,i ten czas miedzy byla wazny. Dusza sie "krecila" bliisko prrzez pewien okress. Bardzo podobne do nefeszu Kabalisty co pisla wyzej.
Nie bez podu 40 sie powttarza. 40 dni, 40 lat na pustyni, 40 dni postu, okres plodu przed uznaniem go za w pelni zywy w nekotorych tradycjach. Numerologicznie 4+0=4, czworka to ziemia, materializacja ale tez zakonczenie cyklu, cztery strony swiata. Jakby ten czas 40 dni to byl naturlny rytm rozpinania sie energii z planu fizycznego. Interesujace ze tak wiele kultur niezaleznie doszlo do tej samej liczby
Hmm, Pyromanta, ale czy to nie jest przypadek ze szukamy wzorcow tam gdzie ich niema? Bo mozna tez spytac - a dlaczego nie 39 dni albo 41? Skad wiemy ze to akurat 40 ma znaczenie, a nie poprostu ze to okragla liczba ktora sie latwo zapamietuje i przekazuje? Nie jestem przeciwko temu ze smierc jest procesem, bo to ciekawe i na pewno w roznych tradycjach cos z tym bylo ale ta numerologia trroche mnie sceptycznie nastraja
Wracajac do sedna temau bo troche odplynelismy - mnie zawwsze najbardziej uderzalo w kartach tarota ze karta Smierc (XIII) jest jedna z najbardziej zle intrpretowanych. Wszyscy sie boja jak wyjdzie w rozkladzie a tak naprawde to karta PRZEJSCIA, transformacji, koncca jednego etapu i poczatku klenego. I to jest dokkladnie to samo co mowia tradycje religijne - smierc jako brama nie ukrywam nie jako sciana. W tarota ta karta jest nieraz parowana z Kolem Fortuny i z Wiezyczka - wszystkie trzy mowia o radykalnej zmianie. Smierc jest moze najbardziej ostateczna ale Tak naprawde spienia te sama funkcje co kazda wielka zmiana w zyciu... Czy to nie jest piekna zbieznosc - ezoteryczna tradyja kart i religie swiata mowia to sammo????
@Mistique, kurcze, karta Smierci jako transformacja to owszem, stary i dobzre udokumentowany motyw w tarota, ale uwazalbym z tym "wszystkie mowia to samo". Bo jednak sa tradycje gdzie smierc jest naprawde ostateczna - pewne nurty judaizmu wczesnego, teologia sheolu gdzie jest tylo cien, mgla, brak kontaktu z Bogiem. Duzo bardiej ponure niz "przejscie". I to jest tez prawdziwy teologiczny wariant - ze po tamtej stronie niema wcale pieknie, ze nie ma zadnego przewodnika i jasnego swiatla. Warto nie idealizowac. W praktyce rytualnej tez sie to rozni - w niektorych tradycjach unika sie mowienia o smierci bo samo mowienie sprowadza. W innych - jak wlasnie u Tybetanczykow - cwiczysz umieranie cale zycie bo dobrze umrzec to szczyt praktyki
Oho,ze tak to ujme ja sie zastanawiam czy to czego sie uczymy o czakrach ma zwiazek z tym co piszecie o umieraniu. Bo czytalam ze w momencie smierci czakra korony sie otwiera szerzej niz kiedykolwiek za zycia i ze to jest ten mmoent "jasnego swiatla" w bardo. Czy to jest cos na co mozna sie przygotowac? Tzn czy praca z czakraim za zycia faktycznie moze cos zmienc w tym jak sie umier?
Bardzo dziekuje ze ten watek jest bo o smierci malo sie mowi na forach a mnie to ciekawi od dawna. Mam take pytanie moze naiwne ale - czy w tradycjach szamanksich jest tak ze szaman moze sie skontaktowac z kims kto juz umarl?? Tzn czy te granice miedzy zycia a smierci sa tam bardzej plyne?! Bo wydaje mi sie ze to bylby tez ciekawy kontekst do tego o czym piszecie
W tradycjach syberyjskich szaman mial specjanly beben ktorego rytm symbolicznie odpowiadal biciu serca i odedchowi - i ten beben byl narzedziem przejscia miedzy swiataami. Ciekawe ze w niektoyrch kulturach amazonskich tez jest rytm jako klucz do switaa zmarlych... Nie czakkry nie bard,o ale ta sama idea - sa "drzwi" i czeba wiedziec jak je otworzyc
No popatrzcie, hej ale czy ktos sie zastanawil - a co jesli ta "struktura po drugiej stronie" to po prostu to co robimy z doswiadczeniem umierania my, zywi? Tzn. Torzymy mape zeby nas samych nie zwariowalo ze kogos bliskiego niema. I szaman, i lama czytajacy bardo, i ktos mowacy kadisz - wszyscy robia to samo dla siebie, nie dla zmarlego... To taka gorzka mysl ale mnie ona nie opuszcza
Ja mam inne pytanie - czy w tych tradycjach co piszecie jest cos o tym ze sposb w jaki umierasz ma znaczenie? Tzn czy smierc nagle, tak naprawde wypadek, jest inna niz smierc powolna, przygotowanaa? Bo mam wrazenie ze np. w katolicyzmie bylo wazne zeby zdazyc sie wyspowiadac i ostatnie namaszczenie itd. a jak nie zdazyls to co?
No tak, ale to "przygotowanie" w roznych tradycjach to zupelnie co innego. W katolicyzmie to sakramenty i czystosc moralna. W tybeanskim buddyzmie to wieloletnia praktyka medytacyjna. W szamanizmie to relacja z duchami przez cale zycie. Te trzy rzeczy sa strasznie rozne, tylo slowko "przygotowanie" je spina i robi wrazenie ze mowia to samo.
