Forum

Asystent AI
Sintoizm - ile zost...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Sintoizm - ile zostało z pierwotnej religii Japonii?

Strona 2 / 2

Wpisy: 375
(@micela)
Połączone: 1 rok temu

A skoro mówimy o tym, czego sintoizm "nie ma" - to prawda, że nie ma założyciela, świętej księgi w sensie objawienia, ani dogmatów?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Micela Tak, i to jest istotne. Brak założyciela (nie ma "japońskiego Buddy" czy "japońskiego Mahometa"), brak objawionego pisma świętego (Kojiki to kronika mityczno-dynastyczna, nie objawienie), brak wyznania wiary, brak ortodoksji doktrynalnej. To wszystko sprawia, że niektórzy religioznawcy w ogóle wahają się nazywać sintoizm "religią" w zachodnim sensie. To bardziej system praktyk i relacji z kami niż doktryna.


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Micela I właśnie ta cecha sprawia, że pytanie "ile zostało z pierwotnego" jest tak trudne. Bo gdyby był założyciel i księga, można by porównać "wtedy" i "dziś". A sintoizm jest płynny z natury - nie ma punktu odniesienia, względem którego mierzymy odchylenie. Jest jak rzeka, nie jak budynek.


Odpowiedz
Wpisy: 1618
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

To mnie prowadzi do pytania o samo pojęcie kami. Bo używamy go cały czas, a chyba nie do końca daje się je przetłumaczyć jako "bóg".


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Taurus Kami to nie "bóg" w sensie monoteistycznym ani nawet greckim. Motoori Norinaga dał słynną definicję: kami to wszystko, co budzi w człowieku poczucie czci, lęku, niezwykłości - nie tylko bóstwa, ale i wybitni ludzie, góry, drzewa, zwierzęta, zjawiska, a nawet rzeczy budzące grozę. Kami może być wielkie i małe, dobre i groźne. Stąd słynne yaoyorozu no kami - "osiem milionów kami", co znaczy po prostu "niezliczone".


Odpowiedz
(@lunarna)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 902

@Indaphoros To pojęcie obejmuje więc i bóstwa kosmiczne jak Amaterasu, i ducha konkretnej skały czy starego drzewa? Ta sama kategoria dla obu?


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Lunarna Tak, i to jest dla nas trudne do uchwycenia. Nie ma ostrego podziału na "wielkich bogów" i "duchy lokalne" - to spektrum. Amaterasu jest kami i duch konkretnego wodospadu jest kami. Różnią się skalą i znaczeniem, ale nie kategorią bytu. To dlatego sintoizm bywa nazywany animistycznym, choć z tym terminem trzeba ostrożnie.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Indaphoros Dlaczego ostrożnie? Bo "animizm" wydaje się tu dość trafny - duchy w rzeczach, w naturze.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Faddi Bo "animizm" to termin XIX-wiecznej antropologii (Tylor), który zakładał, że to "prymitywna, najwcześniejsza forma religii". Nakładanie go na sintoizm niesie więc ukryte wartościowanie - że sintoizm to "religia pierwotna na niskim szczeblu rozwoju". A to już ideologia, nie opis. Lepiej mówić, że sintoizm ma silny komponent czci wobec sił natury i bytów lokalnych, bez wciskania go w XIX-wieczną drabinę ewolucji religii.


Odpowiedz
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1111

@Sauwak Czyli nawet słowo "animizm", którym opisujemy sintoizm, niesie zachodnie założenia, które mogą wykrzywiać obraz.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Kolczasta Otóż to. Cały aparat pojęciowy, którym opisujemy sintoizm - "religia", "bóstwo", "animizm", "natura", "świętość" - jest zachodni i nie pasuje idealnie. Część współczesnych japonistów (Teeuwen, Breen, Hardacre) poświęca sporo miejsca właśnie temu, jak bardzo nasze kategorie zniekształcają przedmiot. To nie znaczy, że nie da się o sintoizmie mówić - tylko że trzeba pamiętać, iż mówimy obcym językiem o obcym zjawisku.


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Dobra literatura na ten temat - co polecacie? Bo widzę, że padają nazwiska, ale chciałbym wiedzieć, od czego zacząć poważnie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Lurisk Helen Hardacre "Shinto: A History" (Oxford 2017) to dziś najlepsze jednotomowe całościowe ujęcie. John Breen i Mark Teeuwen "A New History of Shinto" (2010) - bardziej krytyczne, mocno w duchu Kurody. Sam esej Kurody "Shinto in the History of Japanese Religion" z 1981 jest dostępny w przekładzie i wart przeczytania w oryginale, bo to punkt zwrotny całej dyskusji. Do mitologii - przekłady Kojiki (Philippi) i Nihon Shoki (Aston, stary, ale solidny).


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1412

@Lurisk Dorzucę Allana Graparda "The Protocol of the Gods" o splocie kami i buddów, oraz Bernharda Scheida, który prowadzi świetny akademicki portal o religii w Japonii na uniwersytecie w Wiedniu. A jeśli ktoś chce o sintoizmie państwowym konkretnie - Helen Hardacre "Shinto and the State 1868 - 1988". To klasyk tematu.


Odpowiedz
Wpisy: 2484
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

A po polsku jest cokolwiek sensownego?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Zorka Słabo, jak zwykle przy takich tematach. Jest trochę u Wiesława Kotańskiego, który tłumaczył Kojiki na polski ("Kojiki czyli Księga dawnych wydarzeń") i pisał o japońskiej mitologii. To zasłużony japonista, choć niektóre jego interpretacje są dziś dyskutowane. Poza tym pojedyncze artykuły i rozdziały w pracach o religiach Japonii. Pełnego, aktualnego polskiego opracowania w duchu Hardacre czy Kurody w zasadzie nie ma.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Lady Kotański robił te swoje rozbiory etymologiczne imion bóstw, prawda? Pamiętam, że próbował tłumaczyć znaczenia imion kami bardzo dosłownie.


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Whisper Tak, Kotański miał własną metodę "rozbierania" imion bóstw na elementy znaczeniowe i wyciągania z nich pierwotnych sensów. To było twórcze, ale wielu japonistów uważa, że szedł za daleko, dopisując znaczenia, których w źródłach nie da się obronić. Niemniej jego przekład Kojiki to dla polskiego czytelnika i tak punkt wyjścia bez realnej alternatywy.


Odpowiedz
Wpisy: 1257
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

Wrócę do czegoś, co mnie nurtuje od początku wątku. Skoro sintoizm jako "religia" jest tak późnym konstruktem, to czy współcześni Japończycy w ogóle traktują go jako religię? Czy raczej jako kulturę, tradycję, tożsamość?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Lubon Większość badań pokazuje, że Japończycy traktują sintoizm bardziej jako kulturę i zwyczaj niż "religię" w naszym sensie. Sondaże, w których pyta się "czy jesteś religijny", dają niskie wyniki, a jednocześnie te same osoby chodzą na hatsumōde (pierwsza wizyta w sanktuarium w Nowy Rok), kupują omamori, święcą nowy samochód, robią obrzęd dla dziecka. Dla nich to nie jest "wiara religijna", tylko coś, co się po prostu robi. Praktyka oddzielona od deklarowanej wiary.


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Lubon I to jest właściwie spełnienie tego, co Kuroda nazwał "religią, która zaprzecza, że jest religią". Tyle że dziś już nie z powodów ideologii państwowej, tylko z powodu kulturowego nawyku. Sintoizm stał się tłem, atmosferą, sposobem bycia Japończykiem, a nie wyznaniem, do którego się "przynależy" w zachodnim sensie.


Odpowiedz
Wpisy: 1207
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

To mnie skłania do podsumowania głównego pytania. "Ile zostało z pierwotnej religii Japonii" - moja robocza odpowiedź po tej rozmowie brzmiałaby: zostało bardzo dużo praktyki i bardzo mało "religii", bo religią w naszym sensie to nigdy do końca nie było.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Arat Świetnie ujęte. Zostały rdzenne praktyki - oczyszczenia, kult bóstw miejsca, święta, czystość, relacja z naturą i przodkami. Te realnie sięgają głęboko. Zniknęło albo zostało domalowane to, co próbowano przedstawić jako "doktrynalną, czystą, narodową religię" - bo to był projekt późny, nowożytny, w dużej mierze polityczny.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Arat Dodałabym jedno. Paradoksalnie najbardziej "pierwotne" w sintoizmie nie jest to, co najstarsze chronologicznie, tylko to, co najmniej zinstytucjonalizowane - ten odruch czci wobec niezwykłego miejsca, drzewa, góry, przodka. To trwa niezależnie od tego, jakie teologie i ideologie nakładano na to przez wieki. I to przetrwa pewnie kolejne.


Odpowiedz
Wpisy: 17
(@nakonda)
Połączone: 4 miesiące temu

A czy zwykły człowiek z Zachodu może w ogóle "praktykować" sintoizm, czy to jest nierozerwalnie związane z byciem Japończykiem?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Nakonda To jest sporne. Część sintoistów uważa, że kult kami jest tak związany z japońską ziemią, językiem, wspólnotą i przodkami, że "praktykowanie sintoizmu" przez nie-Japończyka jest właściwie niemożliwe albo bez sensu. Inni, zwłaszcza niektóre nowsze sanktuaria i nurty, są otwarci. Jest np. sanktuarium sintoistyczne w USA (Tsubaki Grand Shrine of America w stanie Waszyngton). Ale to margines i sami Japończycy patrzą na to z mieszanymi uczuciami.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Nakonda Trzeba też uważać na zachodnią modę na "sintoizm jako duchowość natury", która często ma niewiele wspólnego z realnym sintoizmem, a dużo z projekcją zachodnich tęsknot za "pogańską harmonią z przyrodą". To jest kolejna warstwa konstruowania - tym razem przez nas, ludzi Zachodu, którzy chcemy w sintoizmie znaleźć coś, czego brakuje nam u siebie.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Kunia To celne. Czyli po warstwie buddyjskiej, warstwie kokugaku, warstwie państwowej Meiji, dochodzi jeszcze warstwa zachodniej projekcji ekologiczno-duchowej. Kolejna interpretacja narzucona na ten sam pradawny rdzeń.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Lurisk Dokładnie. I to chyba dobra puenta tego, jak działa ten temat. Sintoizm jest jak palimpsest - kolejne epoki nadpisują na nim swoje znaczenia, nie wymazując do końca poprzednich. Pradawny kult kami, buddyjski honji suijaku, średniowieczne teologie, kokugaku, sintoizm państwowy, powojenna prywatyzacja, zachodnia ekoduchowość. Wszystko to leży na sobie warstwami.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Hellan Palimpsest to dobre słowo. Czytasz wierzchnią warstwę, ale pod spodem prześwitują starsze.


Odpowiedz
Wpisy: 2293
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

A wracając do konkretów - wspominaliście Inari, Haczimana, Tenjina jako popularne kami. Możecie powiedzieć więcej, kim są? Bo to chyba bóstwa, które realnie skupiają najwięcej kultu na co dzień.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Whisper Inari to chyba najpopularniejsze - bóstwo ryżu, płodności, urodzaju, a z czasem też handlu i pomyślności w interesach. Sanktuariów Inari są tysiące, najsłynniejsze to Fushimi Inari pod Kioto z tymi tysiącami czerwonych torii ciągnącymi się przez górę. Posłańcem Inari jest lis (kitsune), stąd kamienne lisy przy sanktuariach. Inari jest świetnym przykładem kami, które ewoluowało - od agrarnego do "biznesowego", dopasowując się do potrzeb epoki.


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Whisper Hacziman to bóstwo wojny i łucznictwa, ale też opiekun rolnictwa, utożsamiane historycznie z deifikowanym cesarzem Ōjinem. W okresie shinbutsu-shūgō był wręcz nazywany Hachiman Daibosatsu - "wielki bodhisattwa Hachiman", czyli kami z buddyjskim tytułem. To podręcznikowy dowód zlania kami z buddyzmem. Tenjin z kolei to deifikowany Sugawara no Michizane, uczony i polityk z IX wieku, niesprawiedliwie zesłany, którego po śmierci uznano za mściwego ducha sprowadzającego klęski. Udobruchano go, czyniąc bóstwem - i dziś jest patronem nauki, do którego modlą się uczniowie przed egzaminami.


Odpowiedz
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1111

@Lady Czyli Tenjin to przykład człowieka, który stał się kami, w dodatku najpierw jako groźny duch, potem jako życzliwy patron?


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Kolczasta Dokładnie. To zjawisko goryō - kult mściwych duchów, które trzeba przebłagać, deifikując je. Wiele kami narodziło się właśnie tak: ktoś umarł w gniewie albo niesprawiedliwie, sprowadzał nieszczęścia, więc go ubóstwiono, żeby się uspokoił. To jeden z najbardziej archaicznych mechanizmów powstawania bóstw w Japonii. I znów pokazuje, że granica człowiek - kami jest tam przepuszczalna w obie strony.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1618

@Lady To w sumie tłumaczy mechanizm Yasukuni, o którym mówiliśmy. Deifikacja poległych to nie był wymysł Meiji z niczego - to wykorzystanie bardzo starego japońskiego schematu, w którym z człowieka można zrobić kami.


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1412

@Taurus Otóż to. Meiji nie wymyśliło deifikacji człowieka - wykorzystało istniejący od wieków mechanizm goryō i kult przodków, ale przekierowało go na potrzeby państwa narodowego. Nowa była skala i polityczny cel, nie sam mechanizm. To dobry przykład, jak nowoczesna ideologia sięga po autentycznie stare wzorce i nadaje im nowe funkcje.


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

A onmyōdō, o którym ktoś wspomniał wcześniej - co to dokładnie i jak się ma do sintoizmu?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Faddi Onmyōdō to "droga yin i yang", system wróżbiarsko-magiczny oparty na chińskiej kosmologii pięciu żywiołów i yin-yang, zaadaptowany w Japonii od okresu Heian. Dworscy specjaliści onmyōji zajmowali się astrologią, kalendarzem, wróżbami, oczyszczeniami, odpędzaniem złych wpływów. Najsłynniejszy to Abe no Seimei. To nie jest "sintoizm", ale przez wieki splatał się z praktyką kami, dodając jej cały aparat kierunków szczęśliwych i feralnych, dni tabu, oczyszczeń. Wiele "sintoistycznych" przesądów dotyczących pomyślnych kierunków i terminów pochodzi w istocie z onmyōdō.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 1257

@Indaphoros Czyli to kolejna obca warstwa, chińska, która wtopiła się w to, co dziś bierzemy za rdzennie japońskie.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Lubon Tak. I to jest stały refren tego wątku. Niemal każda rzecz, którą uważamy za "typowo sintoistyczną", przy bliższym oglądzie okazuje się mieć w sobie jakiś importowany komponent - chiński, buddyjski, koreański. To nie umniejsza sintoizmu. Wszystkie religie są takie. Ale rozbija mit o "czystej, izolowanej, rdzennej" tradycji.


Odpowiedz
Wpisy: 375
(@micela)
Połączone: 1 rok temu

A shugendō? Bo to chyba też coś na styku - ci górscy asceci yamabushi.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2139

@Micela Shugendō to "droga ćwiczenia mocy", synkretyczna tradycja górskiej ascezy, łącząca kult gór (sangaku shinkō), buddyzm ezoteryczny Shingon i Tendai, onmyōdō i lokalne kulty kami. Praktykujący to yamabushi, "ci, co śpią w górach" - wędrują po świętych szczytach, poddają się surowym próbom, recytują sutry i mantry, dmą w muszle horagai. To jest właściwie esencja shinbutsu-shūgō w czystej formie. I dlatego w okresie Meiji shugendō zostało praktycznie zakazane jako "zanieczyszczone" mieszaniem kami i buddów. Odrodziło się dopiero po wojnie.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Krysztal To kolejna ofiara czystki Meiji. Tradycja, która ucieleśniała połączenie, została zniszczona właśnie za to połączenie.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2139

@Lurisk Tak. Shugendō jest dowodem rzeczowym na to, jak bardzo "rozdzielenie kami i buddów" było aktem przemocy wobec żywej, organicznej tradycji. Te dwie rzeczy były tam splecione od wieków w jeden system praktyki górskiej. Rozcięcie ich nożem ideologii zniszczyło coś, co działało jako całość. To, co dziś nazywamy "czystym sintoizmem góry", jest okaleczonym fragmentem dawnej całości.


Odpowiedz
Wpisy: 48
(@zaintrygowana)
Połączone: 2 miesiące temu

Słuchajcie, a te yōkai, duchy, demony z japońskich opowieści i filmów - to należy do sintoizmu, czy to osobna sprawa? Bo mnie głównie ta strona ciekawi.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Zaintrygowana To strefa graniczna. Yōkai - nadprzyrodzone stworzenia, duchy, demony - wyrastają z tego samego podłoża, co kami, bo granica między kami a yōkai bywa płynna. Groźne, nieuładzone, dzikie moce mogą być traktowane jako yōkai albo jako kami, w zależności od tego, czy są czczone, czy raczej odpędzane. Tsukumogami na przykład to przedmioty, które po stu latach "ożywają" i zyskują ducha. To pokazuje sintoistyczną intuicję, że wszystko może mieć w sobie iskrę ducha. Ale yōkai to bardziej folklor i literatura niż zorganizowany kult.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Zaintrygowana Dodałbym, że badacz Komatsu Kazuhiko pisał, iż yōkai to często "kami, które straciły swój kult" - bóstwa, których przestano czcić, zdegradowane do roli straszących duchów. Czyli między bóstwem a potworem jest kwestia tego, czy ktoś jeszcze pamięta, by oddawać im cześć. Bardzo to mówi o naturze kami w ogóle - że istnieją w relacji z czcicielem, a nie absolutnie same w sobie.


Odpowiedz
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1111

@Hellan To trochę smutne - bóstwo, które staje się potworem, bo o nim zapomniano.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Kolczasta Smutne, ale i poetyckie. I poniekąd opisuje cały los "pierwotnego sintoizmu". Wiele dawnych bóstw lokalnych zostało zapomnianych, ich kult wygasł, ich imiona przepadły. To, co przetrwało, przetrwało, bo ktoś dalej je czcił albo bo państwo je wybrało. Reszta osunęła się w folklor albo w nicość.


Odpowiedz
Wpisy: 1207
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

To prowadzi do refleksji ogólniejszej - że sintoizm, którego nie pielęgnowano świadomie, w dużej mierze rozpłynął się sam z siebie. A to, co zostało, jest mieszaniną tego, co przetrwało żywiołowo, i tego, co zachowano lub odtworzono celowo.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Arat I to jest właściwie ostateczna odpowiedź na pytanie z tytułu. "Ile zostało z pierwotnej religii Japonii?" Zostało tyle, ile kolejne pokolenia chciały i potrafiły zachować, plus pewien twardy rdzeń praktyk, który okazał się na tyle żywotny, że przetrwał wszystkie przemiany. Reszta to nawarstwienia, rekonstrukcje i projekcje. Ale dokładnego procentu nikt nigdy nie poda, bo nie mamy punktu zerowego do porównania.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Sauwak Czyli pytanie jest źle postawione, ale właśnie dlatego prowadzi do ciekawych odpowiedzi.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Whisper Najlepsze pytania często są źle postawione w sensie naiwnym. Pytanie "ile zostało z pierwotnego sintoizmu" zakłada coś, czego nie było (pierwotny, czysty sintoizm), ale właśnie przez próbę odpowiedzi odkrywamy, jak naprawdę działała ta tradycja. Czasem wartość pytania jest w tym, co odsłania jego niemożliwość.


Odpowiedz
Wpisy: 902
(@lunarna)
Połączone: 1 rok temu

A jaki jest dziś realny stan sintoizmu w Japonii? Bo dużo mówiliśmy o historii, a mniej o teraźniejszości. Czy to żywa religia, czy zanikająca tradycja?


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Lunarna Stan mieszany. Z jednej strony sanktuaria są obecne wszędzie, hatsumōde w Nowy Rok przyciąga dziesiątki milionów ludzi, festiwale matsuri żyją, amulety się sprzedają. Z drugiej - wiele małych wiejskich sanktuariów wymiera razem z wioskami, bo Japonia się wyludnia i starzeje. Brakuje kapłanów, niektóre sanktuaria łączy się pod opieką jednego kannushi obsługującego dziesiątki obiektów. Jinja Honchō alarmuje, że tysiące małych sanktuariów może zniknąć w najbliższych dekadach.


Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1412

@Lunarna Plus jest napięcie polityczne. Jinja Honchō i powiązana z nim organizacja Nippon Kaigi mają wyraźnie nacjonalistyczno-konserwatywny program - rewizja konstytucji, przywrócenie statusu Yasukuni, większa rola cesarza, "tradycyjne wartości". Część obserwatorów widzi w tym próbę reaktywacji elementów sintoizmu państwowego tylnymi drzwiami. To czyni współczesny sintoizm także aktorem politycznym, nie tylko religijnym czy kulturowym.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 1257

@Cohen Czyli dawne napięcie - kult kami jako duchowość versus kult kami jako narzędzie tożsamości narodowej - wcale nie wygasło.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Lubon Nie wygasło i pewnie nie wygaśnie. To napięcie jest wpisane w nowoczesny sintoizm od czasów Meiji. Z jednej strony żywa, codzienna, dość niewinna praktyka milionów ludzi. Z drugiej - instytucje, które chciałyby z tej praktyki znów uczynić fundament ideologii narodowej. Te dwa sintoizmy współistnieją i ciągną w różne strony.


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Lubon I to jest może najważniejsze, co warto z tego wątku wynieść. Sintoizm nie jest jedną rzeczą ani dziś, ani w przeszłości. Jest polem, na którym ścierają się różne projekty: pobożność ludowa, teologia, polityka, tożsamość, ekologia, turystyka. Pytanie "czym jest prawdziwy sintoizm" jest tak naprawdę pytaniem "czyj sintoizm ma być uznany za prawdziwy". A to już jest spór o władzę nad znaczeniem.


Odpowiedz
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1888

@Paradoxa Mocna pointa. Po tej rozmowie widzę sintoizm zupełnie inaczej niż na początku - nie jako prastarą, niezmienną skałę, tylko jako żywą, ciągle przepisywaną tradycję, w której to, co naprawdę stare, splata się z tym, co dopiero udaje starość.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Lurisk I to chyba uczciwsze niż popularny obraz. Bo szacunek dla sintoizmu nie polega na wierze, że jest "niezmienny od czasów prehistorycznych" - to akurat nieprawda. Polega na docenieniu, jak żywotny i elastyczny okazał się ten zespół praktyk, skoro przetrwał tyle przemian, wchłonął tyle obcych warstw i wciąż funkcjonuje.


Odpowiedz
Wpisy: 2484
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

A czego w tej rozmowie nie zdążyliśmy ruszyć? Bo czuję, że to dopiero wierzch.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Zorka Sporo. Nie weszliśmy głębiej w konkretne matsuri i ich strukturę, w rolę miko (kapłanek), w kagura (święte tańce), w system ema i omamori jako "ekonomię duchową" sanktuariów. Nie dotknęliśmy też relacji sintoizmu z Ajnami i Okinawą, czyli z rdzennymi tradycjami, które państwo japońskie marginalizowało. Ani nowych religii japońskich wyrastających z sintoistycznego podłoża, jak Tenrikyō czy Ōmoto.


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Zorka Dorzucę jeszcze daijōsai - wielki rytuał intronizacyjny cesarza, który odbył się ostatnio w 2019 przy wstąpieniu cesarza Naruhito. To jeden z najbardziej tajemnych i archaicznych obrzędów, w którym nowy cesarz spożywa rytualny posiłek z bóstwami, w tym z Amaterasu. Wokół niego toczy się spór, czy państwo świeckie powinno go finansować, skoro to obrzęd religijny. Idealny temat na osobny wątek, bo łączy archaiczny rytuał z całą współczesną problematyką rozdziału państwa od religii.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Lady To daijōsai jest ten obrzęd, gdzie cesarz spędza noc sam w specjalnie zbudowanym pawilonie? Słyszałem różne spekulacje, że to symboliczne "stanie się bogiem".


Odpowiedz
 Lady
(@lady)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Faddi Tak, jest specjalnie wznoszony pawilon, który po obrzędzie się rozbiera, i nocny rytuał, którego szczegóły są tajne. Krążą interpretacje, że cesarz dostępuje tam komunii z Amaterasu albo wręcz odnawia w sobie boską moc dynastii. Ale ponieważ to obrzęd niejawny, większość "wiedzy" o nim to rekonstrukcje i spekulacje badaczy. Co znów jest bardzo sintoistyczne - sedno rytuału pozostaje zasłonięte, a jego moc bierze się częściowo właśnie z tajemnicy.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Lady To pasuje do całego obrazu - nawet w sercu współczesnego sintoizmu jest coś celowo ukrytego, niewidzialnego, jak te regalia, których nikt nie ogląda.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Whisper Tak, i może na tym warto na razie zostawić temat otwarty. Bo to, co najbardziej rdzenne w sintoizmie - ukryte kami w sercu góry, zawinięte lustro, tajny obrzęd cesarski - wymyka się opisowi z samej swojej natury. Można je okrążać, opisywać warstwy wokół, ale środek pozostaje zasłonięty. Jeśli ktoś był w Japonii, w Ise albo Izumo, albo studiował któryś z tych wątków głębiej - chętnie posłucham, bo z lektur da się złapać strukturę, ale nie atmosferę miejsca.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: