Czytam tę dyskusję od początku i mam pytanie, które może zabrzmi naiwnie - ale skoro Dee był tak mocno skoncentrowany na anielskim kontakcie, to czy jego czakra korony nie była po prostu stale 'otwarta' w sensie energetycznym? Mówię o tym, bo w pracy z czakrami ten stan nieustannego otwarcia bez uziemienia prowadzi do dokładnie takich symptomów, jakie opisujecie - zatracenie granicy między sobą a odbieranym, utrata perspektywy, niemożność powiedzenia 'nie'. Czy ktoś o tym myślał w tym kontekście?
To co Zawilec napisała o uziemieniu i to co Magini pytała o czakrę korony - to się jakoś łączy, ale nie jestem pewien, czy łączy się tak, jak obie myślicie. W systemie enochijskim nie ma pojęcia czakr, jest coś zupełnie innego, hierarchia eonów i kluczy. Więc nakładanie jednego języka na drugi może prowadzić do wniosków, które brzmią sensownie, ale opisują dwie różne rzeczy. Mam pytanie do Kunegudy - kiedy pracowałaś z tym systemem, czy kiedykolwiek próbowałaś zintegrować go z jakimś mapowaniem energetycznym ciała, czy trzymałaś to ściśle w ramach oryginalnych kluczy?
Magini trafia w coś naprawdę istotnego. Dee miał w głowie cały ten renesansowy konglomerat - Pico della Mirandola, Ficino, kabalistyczne Monas Hieroglyphica, którą sam napisał przed seansami. To nie był człowiek z pustą głową czekający na objawienie. Każda wizja przechodziła przez filtr jego własnego synkretyzmu. I teraz pytanie, które mnie nurtuje od dawna - czy anioły, które opisywał Kelley, mówiły w strukturach kabalistycznych dlatego, że naprawdę są 'kabalistyczne', czy dlatego, że tak wyglądał umysłowy kontekst obu tych ludzi?
No właśnie, Goplana, to jest chyba centralne pytanie całego wątku. Czy bóstwo lub byt przychodzi w tej formie, którą rozpozna odbiorca? Spotkałam się z tym kilkakrotnie w relacjach z różnych tradycji - w objawieniach maryjnych Maryja wygląda tak, jak ją znają miejscowi. W Japonii inaczej, w Meksyku inaczej, w Portugalii inaczej. Więc albo byt przybiera formę dostępną dla odbiorcy, albo odbiorca tłumaczy coś bezkształtnego na dostępny sobie kod. Które z tych wyjaśnień bardziej pasuje do przypadku Dee?
Czytam od dłuższego czasu i mam pytanie, które pewnie jest naiwne - ale czy ktoś w tej dyskusji w ogóle bierze pod uwagę, że Kelley mógł po prostu kłamać? Nie jako zarzut, tylko jako opcja. Był znany z tego, że miał przyciętą twarz, był podejrzewany o różne rzeczy. Dee go potrzebował, bo sam nie widział. To wydaje się dość klasyczna dynamika, gdzie jeden ma moc a drugi desperacko chce mieć kontakt.
Mnie ta wymiana żon ciągle siedzi w głowie jako punkt, przy którym cokolwiek się wydarzało - Dee stracił zaufanie do systemu. Bo skoro zapisał to w dzienniku i potem jednak zgodził się, to co to mówi o stanie jego umysłu w tamtym momencie? Że był tak bardzo w to wciągnięty, że przekroczył własne granice moralne? Czy że naprawdę wierzył, że to polecenie anielskie?
Hej, wracam do pytania, które zadałem wcześniej, bo nie dostałem do końca odpowiedzi - czy ktoś z was pracował samodzielnie z czymkolwiek, co daje podobne efekty jak te seansy Dee, i co z tego wyszło? Nie pytam o enochian, bo to już wiem że trudne, ale o jakikolwiek system kontaktu z bytami wyższego rzędu. Bo ta dyskusja o Dee jest ciekawa, ale mam wrażenie, że utknęliśmy w historii i trochę zapominamy, że to jest forum gdzie ludzie też praktykują.
Ulka_56 dotknęła czegoś, co w tradycjach gnostyckich było nazywane demiurgiczną pułapką - byt, który podszywa się pod wyższe, podaje informacje sprzeczne z etyką właśnie po to, żeby sprawdzić, czy jesteś wystarczająco ugruntowany, żeby odmówić. W systemie enochijskim nie wiem, czy Dee miał taki koncept obronny wbudowany. Czy ktoś wie, jak Złoty Świt podchodził do kwestii bytów, które kłamią albo testują?
W Złotym Świcie był cały protokół dotyczący rozpoznawania bytów fałszywych, bazował głównie na imionach boskich jako testach - pytałeś byt, czy poddaje się określonemu Imieniu i obserwowałeś reakcję. Mathers traktował to bardzo poważnie, Crowley potem wyśmiewał ten protokół jako naiwny, bo uważał, że byt wystarczająco inteligentny może udawać cokolwiek. Więc nawet wewnątrz tradycji nie było zgody co do tego, czy testy działają.
Właściwie ta niepewność, o której Zawilec mówi, jest obecna we wszystkich systemach, tylko różnie się ją nazywa. W pracy z czakrami mówi się o projekcji, w psychologii o oczekiwaniach, w teologii o złudzeniu. I może to nie jest wada tych systemów, tylko cecha kontaktu z czymś, co jest z natury nieuchwytne? Dee nie mógł być pewien Kelleya, Kelley nie mógł być pewien siebie, a my nie możemy być pewni ani jednego ani drugiego. I jakoś ta niepewność jest może bardziej uczciwa niż pewność kogoś, kto twierdzi, że wszystko rozumie.
Okej, Magini to fajnie podsumowała, ale mam wrażenie, że ciągle kręcimy się wokół tego, czy Dee był oszukiwany, czy nie, i jakoś unikamy odpowiedzi na to, co mnie najbardziej interesuje - czy ta niepewność co do źródła wizji jest stała, czy da się ją zmniejszyć? Bo jeśli nawet mistrzowie z Złotego Świtu nie potrafili tego rozgryźć, to po co w ogóle próbować?
To jest dobre pytanie, Wahadlarz73, ale odwróćmy je - czy pewność byłaby tu w ogóle pożądana? W astrologii też nigdy nie masz stuprocentowej pewności, że interpretacja jest trafna, a mimo to system działa, bo daje ramy do rozumienia doświadczenia. Może w pracy z wizjami chodzi o to samo - nie o pewność, ale o użyteczną strukturę.
Ametystka75 wskazuje coś, co w hermetycznych tradycjach nazywa się pragmatycznym traktowaniem objawienia - nie pytasz 'czy to prawda obiektywna', pytasz 'czy to prowadzi mnie ku czemuś sensownemu'. Dee przez całe życie zadawał sobie to pierwsze pytanie i to go niszczyło. Kelley chyba w ogóle go nie zadawał, i paradoksalnie to Kelley znosił seansy lepiej psychicznie - przynajmniej przez pewien czas.
Ale chwileczkę, Goplana - czy 'czy to prowadzi mnie ku czemuś sensownemu' to nie jest trochę zbyt miękkie kryterium? Bo można prowadzić człowieka ku rzeczom sensownym i równocześnie w zupełnie złym kierunku, jeśli definicja 'sensowny' jest jego własna. Dee przez lata uważał, że seansy prowadzą go sensownie, aż do wymiany żon.
Hmm, ale ten język enochian jako argument za autentycznością - trochę mnie to niepokoi. Spójność wewnętrzna systemu to jest coś, co można zbudować celowo, świadomie albo nieświadomie. Mózg jest bardzo dobry w generowaniu spójnych struktur, szczególnie jeśli ma dość czasu i powtórzeń. Dee i Kelley siedzieli przy tych seansach latami.
Przepraszam, że przerywam ten wątek, ale mam pytanie trochę z boku - czy ktoś z was pracował z czymś, co generowało wizje podobne do tych z dzienników Dee, i czy to były rzeczy, których się nie spodziewałyście? Bo cały czas rozmawiamy o Dee i teorii, a chciałabym wiedzieć, jak to wygląda w praktyce u normalnych ludzi.
Romualda, to całkiem zasadne pytanie i zamiast je odwlekać, powiem wprost ze swojego doświadczenia - miałam kilka wizji podczas pracy z miejscami mocy, które zawierały informacje, których absolutnie się nie spodziewałam i które później dało się w jakiś sposób zweryfikować historycznie. Jedna z nich dotyczyła konkretnej nazwy, której nie znałam, a która okazała się starą nazwą okolic. Ale nie wiem, czy to kontakt z czymś zewnętrznym, czy jakaś forma nieświadomego dostępu do pamięci zbiorowej. Nie wiem i nie udaję, że wiem.
Goplana, to z tą nazwą - czy możesz powiedzieć więcej o tej sytuacji? Nie pytam o szczegóły osobiste, tylko o to, co czułaś w trakcie. Czy to było jak słyszenie czegoś, widzenie, czy raczej 'wiedziałaś' bez żadnego konkretnego zmysłu?
i właśnie to 'wpisanie w myśl' jest dla mnie najtrudniejsze do odróżnienia od zwykłej myśli własnej. Jak to rozróżniasz? Bo kiedy próbuję medytować albo pytać o cokolwiek, zawsze mam wątpliwość, czy to co 'przyszło' to moja własna odpowiedź, którą chciałam usłyszeć.
Dobra, ale czy nie ma jakiegoś szybszego sposobu niż notowanie przez miesiące? Bo to brzmi jak projekt na lata, a ja bym chciała wiedzieć teraz, jak to działa. Rozumiem, że Dee miał całe życie na badanie tego, ale przeciętna osoba?
Dobra, to może inne pytanie - czy jest jakakolwiek technika, która chociaż zwiększa prawdopodobieństwo, że to co się odbiera jest zewnętrzne, a nie wewnętrzne? Nie mówię o pewności, ale o czymś, co daje lepsze warunki. Bo ta rozmowa ciągle dochodzi do 'nie wiemy', co rozumiem, ale to jeszcze nic nie rozwiązuje.
No dobra, więc pytam konkretnie - czy jest jakaś technika, metoda, cokolwiek, co sprawia, że to co się odbiera ma większą szansę być zewnętrzne? Bo ciągle słyszę 'nie ma pewności', 'to lata pracy', 'notuj miesiącami'. Rozumiem, że Dee nie miał skrótu. Ale musi być coś, co chociaż zmienia warunki na lepsze.
Mam jedno zastrzeżenie do tego pytania, zanim ktokolwiek odpowie - czy to w ogóle jest właściwy sposób formułowania problemu? Bo 'zewnętrzne kontra wewnętrzne' zakłada, że te dwie rzeczy są rozłączne. A w tradycji hermetycznej, którą tu omawiamy w kontekście Dee, nie są. Dee nie pytał 'czy to moje czy anielskie' - pytał raczej o rodzaj dostrojenia. Może to jest lepsza ramka dla twojego pytania, Wahadlarz?
Czekajcie, a czy Kelley naprawdę 'widział to samo'? Bo gdzieś czytałam, że to Kelley patrzył w kamień i mówił co widzi, a Dee zapisywał. Czyli to nie było wspólne widzenie, tylko Dee ufał temu co Kelley mówił. To nie jest zbyt mocne zabezpieczenie przed manipulacją, prawda?
Romualda, to bardzo słuszna obserwacja. I mnie zawsze ciekawiło, jak Dee sobie z tym radził wewnętrznie - bo musiał wiedzieć, że jest w tej asymetrii. W dziennikach widać momenty, gdy wyraźnie kwestionuje Kelleya, pyta go ponownie, żąda powtórzenia. To nie był ktoś, kto ślepo zapisywał. Ale też to nie rozwiązuje problemu - weryfikował jedną warstwę, nie mając dostępu do drugiej.
A czy ktoś wie, czy zdarzało się Dee'emu samemu coś widzieć albo słyszeć, bez pośrednictwa Kelleya? Bo jeśli nie, to to jest jednak bardzo szczególna pozycja dla 'badacza' objawień.
Hm, nie jestem tutaj mocna w islamskim poodziale snów - moja wiedza jest głównie hermetyczno-astrologiczna. Ale ten trójpodział generalnie pojawia się we wszystkich tradycjach, tylko z innymi nazwami. Interesuje mnie tu co innego: Dee pisał o stanach pomiędzy snem a jawą, i to jest właśnie ten obszar, gdzie i w astrologii predyktywnej, i w pracy z kartami coś się dzieje inaczej. Czy ktoś to bada w kontekście osobistym?
