Gdy dni stają się coraz dłuższe, a śnieg ustępuje pierwszym przebiśniegom, w wielu polskich domach i szkołach wraca ten sam obraz: barwna, słomiana kukła niesiona nad rzekę. To Marzanna – słowiańska bogini zimy i śmierci, której topienie od wieków oznacza pożegnanie mrozu i powitanie wiosny. Choć dziś obrzęd kojarzy się głównie z dziecięcą zabawą, kryje w sobie znacznie głębszą, przedchrześcijańską symbolikę przemiany, odpuszczania i odradzania się życia.
Cały wpis dostępny tutaj: Marzanna – słowiańska bogini zimy i obrzęd topienia
O, w samą porę! Jutro pierwszy dzień wiosny, a u mnie w rodzinie zawsze robiło się Marzannę. Pamiętam, jak robiłam ją z babcią ze słomy i starych wstążek. Zawsze myślałam, że to tylko taka zabawa dla dzieci – a tu proszę, cała bogini. Praktykuje to ktoś bardziej świadomie?
Świadomie – i owszem. Dla mnie topienie Marzanny to jeden z najważniejszych momentów w roku. To nie tylko pożegnanie zimy, ale i symboliczne oczyszczenie: wszystko, co ciężkie i zastane przez ostatnie miesiące, odchodzi razem z kukłą. Robię własną – ze słomy, lnianej szmatki i suszonych ziół. Polecam spróbować choć raz z pełną uwagą.
A skąd w ogóle wzięła się ta Marzanna? Pytam serio, bo obiło mi się o uszy, że to bardzo stary zwyczaj, ale nie wiem, czy słowiański, czy może przywleczony skądś później.
No ja tam zawsze myślałem, że Marzanna to napewno bogini wiosny. Przecież topi się ją po to, żeby wiosna przyszła, więc chyba logiczne, nie? Tak wogóle u nas we wsi mówiło się na nią „wiosenna panna”.
Te przesądy wcale nie są przypadkowe – świetnie oddają sens obrzędu. Pożegnanie zimy i śmierci ma być ostateczne, dlatego kukły się nie dotyka, nie ogląda za siebie i nie wraca tą samą drogą. Cały ten powrót znad rzeki to również część rytuału.
A jak właściwie zrobić taką kukłę porządnie? Z czego? Chciałbym spróbować, ale nie wiem, od czego zacząć.
U nas na Śląsku to była wielka sprawa – cała procesja z Marzanną przez wieś, ze śpiewem. Pamiętam to z dzieciństwa jak dziś. Chyba właśnie na Śląsku i w Małopolsce ten zwyczaj trzymał się najmocniej?
Uwielbiam ten zwyczaj właśnie za to, że łączy pokolenia. Babcia, mama, ja, teraz moja córka – każda z nas robiła Marzannę. To takie namacalne przekazywanie czegoś dawnego. I zawsze towarzyszyło temu poczucie, że naprawdę odpędzamy zimę.
No dobra, a przypomnijcie mi, kiedy się to właściwie robi. Bo mi się wydaje, że gdzieś w okolicach Wielkanocy się Marzannę topiło, conajmniej tak to pamiętam z domu.
Wczoraj był pierwszy dzień wiosny i u nas pod szkołą dzieciaki niosły ogromną Marzannę nad rzekę. Aż miło popatrzeć, że to wciąż żyje. Zrobiło mi się ciepło na sercu.
Dla mnie Marzanna to przede wszystkim archetyp. To ta „ciemna” część roku i nas samych – zima, odpoczynek, żałoba, przetwarzanie tego, co trudne. Nie chodzi o to, żeby ją odrzucić, tylko z szacunkiem pożegnać jej porę, kiedy przychodzi na to czas. Topienie kukły to dla mnie właśnie taki gest.
Warto połączyć to z równonocą świadomie. To dzień, w którym światło zaczyna przeważać nad ciemnością – idealny moment na „odpuszczanie”. Ja przy tej okazji robię też porządki w domu i wietrzę wszystko na oścież. Marzanna na zewnątrz, świeże powietrze do środka.
A czy taki rytuał trzeba robić nad rzeką? Nie każdy ma rzekę pod domem. Da się to zrobić inaczej?
Ciekawostka: podobne obrzędy „palenia zimy” albo „starego roku” spotyka się w wielu kulturach Europy. Ludzie od zawsze potrzebowali w jednym geście domknąć to, co minęło. Marzanna to nasza, słowiańska wersja tej samej, bardzo starej potrzeby.
No ale zaraz – skoro to takie ważne i stare, to czy aby napewno nie jest to zwyczaj chrześcijański, tylko przerobiony? Bo wszystko dawne u nas kojarzy mi się z kościołem.
Skoro już przy tym jesteśmy – bardzo Was proszę, pamiętajcie o jednej rzeczy. Współczesne kukły róbcie z materiałów naturalnych. Słoma, len, sznurek, zioła – tak. Plastik, styropian, folia – absolutnie nie. Rzeka nie jest śmietnikiem, a te rzeczy zostają w niej latami. Jak nie ma jak utopić ekologicznie, lepiej spalić.
Dla mnie ładnie spina się to z symboliką kart – ta „śmierć” u Słowian to nie koniec, tylko przemiana. Zupełnie jak Arkan Śmierci w tarocie, którego wszyscy się boją, a który tak naprawdę mówi o przejściu i nowym początku. Marzanna działa dokładnie tak samo.
Chyba w tym roku spróbuję zrobić to bardziej po swojemu, nie tylko dla zabawy. Zapiszę na kartce to zmęczenie po zimie i puszczę z figurką. Aż jestem ciekawa, czy poczuję różnicę. Trzymajcie kciuki!
A co z pogodą i bezpieczeństwem? Topienie topieniem, ale rzeki na wiosnę bywają rwące. Nie chciałbym, żeby ktoś przy tym wpadł do wody na serio.
Przypomniało mi się, że babcia zawsze mówiła, żeby po utopieniu Marzanny wracać inną drogą i szybko, „żeby zima za nami nie poszła”. Jako dziecko trochę się tego bałam, ale teraz widzę w tym piękną logikę zamknięcia.
Dorzucę praktyczny pomysł: przy tym rytuale można też zapalić świecę na powitanie wiosny, zaraz po „pożegnaniu” Marzanny. Taki mały gaik po swojemu – najpierw domykasz zimę, potem świadomie zapraszasz światło. Dla mnie to dopełnia całość.
Skoro Marzanna niesie takie moce, to może po utopieniu wyciągnę ją i postawię w domu na szczęście? Szkoda takiej ładnej kukły marnować, nie? Conieco się przy niej narobiłem.
Muszę powiedzieć, że po lekturze tego wątku patrzę na tę „szkolną zabawę” zupełnie inaczej. Tyle w tym warstw, o których nie miałam pojęcia. Chyba czas odświeżyć tradycję u siebie w domu, tym razem świadomie.
Pierwszy raz na forum i od razu trafiłem na taki ciekawy temat. Zawsze topiliśmy Marzannę, ale bez świadomości, o co chodzi. Teraz wiem, że to zima i śmierć, a nie wiosna, i że gaik to osobna sprawa. Sporo mi się poukładało.
A czy jest jakiś „właściwy” moment w ciągu dnia na topienie? Rano, w południe, o zachodzie? Pytam, bo skoro to obrzęd przejścia, to może pora dnia ma znaczenie.
Pięknie się ten wątek rozrósł. Jeśli ktoś z Was dopiero zaczyna – nie bójcie się spróbować w tym roku, choćby w najprostszej formie. Zróbcie małą Marzannę z tego, co naturalne, zapiszcie na kartce to, co chcecie zostawić za sobą, i pożegnajcie zimę bez oglądania się wstecz. A potem koniecznie wróćcie tu i napiszcie, jak było – chętnie poczytamy Wasze historie i podpowiemy, jeśli coś będzie niejasne. Wiosny nam wszystkim!
