Szamanizm to jedna z najstarszych duchowych ścieżek ludzkości - sięga czasów, gdy pierwsi ludzie próbowali porozumieć się z siłami natury i zrozumieć otaczający ich świat. To nie religia w klasycznym sensie, lecz zbiór praktyk, w których człowiek świadomie wkracza w odmienne stany świadomości, by nawiązać kontakt ze światem duchów, zdobyć wiedzę i przywrócić równowagę. W naszym najnowszym artykule przybliżamy rolę szamana, symbolikę bębna, trzy światy szamańskiej rzeczywistości oraz sztukę uzdrawiania duszy.
Cały artykuł przeczytasz tutaj: Szamanizm - podróż między światami
Ojej, temat który chodzi za mną od dawna 🙂 Zawsze się zastanawiałam, czy szamanizm to w ogóle religia? I czy to coś, w co trzeba się wrodzić, czy każdy może spróbować?
Czytałem gdzieś że w tej podróży najważniejszy jest bęben. tylko nie kumam jak sam rytm moze przeniesc świadomość gdzie indziej? ktoś to ogarnia?
U mnie zadziałało dokładnie tak. Byłam raz na warsztacie z bębnem i nie sądziłam, że taki monotonny dźwięk aż tak wycisza głowę... po kilkunastu minutach obrazy same zaczęły płynąć <3
Ech, moja babcia opowiadała o wiejskich znachorkach, co umiały „odczyniać” i gadać z czymś, czego nie widać. Dopiero teraz do mnie dociera, że to była taka nasza, lokalna odmiana tej samej starej wiedzy.
Czyli szaman to bardziej ktoś, kto działa, niż kapłan. A powiedzcie mi jeszcze o tych „światach”, bo ciągle się o nich czyta... górny, dolny. co to właściwie znaczy?
Wow, w tym jest coś pięknego, że tą osią bywa właśnie drzewo albo góra. Jak się popatrzy na przyrodę, od razu łatwiej zrozumieć, czemu dawni ludzie widzieli w niej bramy do innych światów.
no dobra ale ten dolny świat brzmi trochę strasznie. to jakby zaświaty czy jak?
Dla mnie to było chyba największe zaskoczenie... że tam wcale nie chodzi o strach. W swojej podróży czułam raczej opiekę niż jakiekolwiek zagrożenie.
A wy ciągle wspominacie o zwierzętach mocy... czym one się właściwie różnią od totemu? Bo dla mnie to brzmi prawie tak samo 🙂
U nas w rodzinie w opowieściach ciągle wracała sowa. Nigdy bym nie pomyślała, że można to rozumieć jako takiego osobistego przewodnika <3
a jak sie w ogole rozpoznaje swoje zwierze mocy? samo przychodzi czy jak?
Hmm, ciekawe jest to, że tyle kultur zupełnie niezależnie od siebie doszło do idei zwierzęcych przewodników. Chyba coś to mówi o naszej wspólnej naturze.
A na czym w ogóle polega to szamańskie uzdrawianie? Bo chyba właśnie po to ludzie najczęściej szukali szamana, prawda?
„Utrata części duszy” po czymś trudnym... to obraz, który strasznie do mnie przemawia. Nawet bez wiary w duchy dobrze oddaje to, co się czuje po jakiejś stracie.
no i teraz to co mnie meczy. ciagle sie slyszy o roslinach mocy, ayahuasce i takich tam. trans zawsze wymaga takich substancji czy nie?
No dokładnie. Sama nigdy po nic takiego nie sięgałam, a mimo to bęben potrafił mnie zabrać naprawdę daleko. Rytm w zupełności wystarcza.
Oj, dobrze że to mówicie. Bałam się trochę, że bez „czegoś” w ogóle nie da się tego doświadczyć, a to człowieka zniechęca.
A jakich w ogóle narzędzi używa szaman, oprócz tego bębna?
Ten dym z ziół do oczyszczania przestrzeni spotyka się chyba wszędzie na świecie, od bylicy po szałwię. Prosta rzecz, a naprawdę koi.
a da sie dzisiaj w ogole praktykowac szamanizm mieszkajac w miescie? czy to juz tylko taka historia z ksiazek?
No właśnie dzięki takiemu podejściu sama zaczęłam 🙂 Warsztaty, nagrania bębna, praca w grupie... to wszystko naprawdę działa, nawet w wielkim mieście.
no dobra dobra, nie musicie sie tak od razu unosic 🙁 a i tak uwazam ze ci szamani byli tylko na syberii, wogole to syberyjska rzecz, conajmniej stamtad wyszlo i nigdzie indziej tego nie bylo
No proszę, to pięknie tłumaczy, czemu opowieści mojej babci z polskiej wsi brzmią tak podobnie do tych z drugiego końca świata.
A gdyby ktoś chciał tak naprawdę ostrożnie spróbować tej podróży z bębnem... od czego najbezpieczniej zacząć?
Dobra rada z tym uziemieniem. Po sesji zawsze warto coś zjeść i tak dosłownie wrócić „do ciała”, bo inaczej można potem chodzić cała rozkojarzona.
I cierpliwość, dużo cierpliwości. Za pierwszym razem prawie nic nie zobaczyłam... dopiero z czasem te obrazy zrobiły się wyraźniejsze.
